Lakiery do paznokci ZILA - ZILABOX I DO

ZILABOX to gustownie zapakowane trio lakierów ZILA, stworzonych dla kobiet pełnych życia, przebojowych, które nie znają słowa 'nuda'. Poręczne, metalowe pudełko nie jest tylko zbędnym gadżetem, gdyż po opróżnieniu zawartości, z powodzeniem może służyć do przechowywania różnych, nie tylko kosmetycznych drobiazgów >3. Same przyznacie, że takie zestawienie będzie też szalenie eleganckim upominkiem dla każdej kobiety lubiącej malować paznokcie.

Lakiery do paznokci ZILA - ZILABOX I DO

ZILABOX I DO, który miałam przyjemność testować dzięki drogerii internetowej Drogeria.pl , to jeden z boxów z najświeższej kolekcji ślubnej. Podobnie jak pozostałe, zawiera trzy odcienie lakierów na każdą okazję. Każdy z nich zamknięty jest w szklanej buteleczce o pojemności 8ml. Konsystencja lakieru jest idealna, dobrze się rozprowadza, nie smuży i nie wylewa się na skórki, a dzięki płaskiemu, prosto ściętemu pędzelkowi, malowanie nie przysparza żadnych problemów.

!Co istotne, lakiery ZILA nie zawierają formaldehydu, toluenu, ani Dibuthyl Phthalate (DBP )!

Lakiery do paznokci ZILA - ZILABOX I DO
Lakiery do paznokci ZILA - ZILABOX I DO

ZILA SHIMMER 112 Rose to subtelnie połyskujący jasnoróżowy kolor wzbogacony o mikroskopijny, lśniący pyłek, który pogłębia kolor lakieru, stwarzając delikatny, trójwymiarowy efekt. Odcień niezwykle skromny, acz elegancki i stylowy, pasujący na każdą okazję. Zarówno aplikacja, jak i zmywanie to dosłownie kilka minut. Dla uzyskania jednolitej tafli potrzebne są dwie cienkie warstwy. Lakier nie odpryskuje i nie pęka, ściera się na końcach po 3-4 dniach. 


ZILA FLASH 124 Raspberry, czyli holograficzny lakier wzbogacony kwiatowymi aromatami dla jeszcze większej przyjemności. W zależności od kąta padania światła, stwarza wielowymiarowy efekt. Raz jest to soczysta malina, by za chwilę przeistoczyć się w nasycony fiolet z domieszką różu. Z całej trójki to właśnie on najbardziej przypadł mi do gustu, bo pomimo zawartości holograficznych drobinek bajecznie się rozprowadza na płytce i równie łatwo go usunąć. Najpiękniej wygląda w słońcu, które wydobywa z niego zjawiskowy blask i trójwymiarowość koloru. Lakier nie odpryskuje, a trwałość jest jeszcze lepsza, niż w przypadku poprzednika - zmywam go po 5 dniach.


ZILA SPARK 132 Sugar to biżuteryjny top do paznokci w kolorze brudnego różu. Wypełniony do granic możliwości milionem iskrzących drobinek. W zależności od ilości warstw można uzyskać efekt subtelnego rozświetlenia części lub całego paznokcia, aż do niemal biżuteryjnego z pełnym, brokatowym kryciem. Osobiście preferuję zaakcentowanie jednego paznokcia, dodając codziennemu mani zaskakujący, błyszczący element. Aplikacja podobnie jak pozostałe nie przysparza kłopotu, jednak ze zmyciem już tak łatwo nie jest >3 Brokaty mają to do siebie, że potrzebują nieco więcej czasu, by całkowicie usunąć je z płytki. Plusem lakieru ZILA jest to, iż drobinki nie wystają ponad płytkę, przez co nie zaczepiają o ubrania, czy delikatne pończochy. Doprawdy, uroku nie można mu odmówić.

Lakiery do paznokci ZILA - ZILABOX I DO
Lakiery do paznokci ZILA - ZILABOX I DO
Lakiery do paznokci ZILA - ZILABOX I DO

Jeśli zainteresowała Was propozycja ZILA, to spieszę donieść, że aktualnie na stronie Drogeria.pl kupicie je z rabatem! Za wybrany ZILABOX zapłacicie tylko 36,79zł, natomiast każdy pojedynczy lakier to koszt zaledwie 11,99zł. Ponadto, mieszkanki Krakowa mogą odebrać swoje zakupy przy ul. Przemysłowej 12 zupełnie za darmo.



Jak Wam się podoba mój zestaw?



Purite, Krem odżywczo - regenerujący na noc

Nie ukrywam, że pisanie takich recenzji jak ta dzisiejsza, sprawia mi niepomierną radość. Za każdym razem, gdy na łamach bloga przybliżam produkt, który wywiązał się z powierzonego mu zadania i który spełnia wszystkie obietnice producenta, czuję niezwykłą ekscytację. W poprzednim wpisie rozpływałam się nad właściwościami rewelacyjnego toniku ujędrniająco - łagodzącego, dziś natomiast podzielę się wrażeniami nt. drugiego kosmetyku marki Purite, który co wieczór troszczy się o moją skórę. Moje Drogie, poznajcie Jego Wspaniałość - Krem odżywczo - regenerujący na noc!

Purite, Krem odżywczo - regenerujący na noc

Krem odżywczo - regenerujący AntiAge ( 30ml / 89zł ) to gesty krem w formie masełka, będący bogactwem cennych maseł i olejów z całego świata. Skład to prawdziwa wirtuozeria, dopieszczona w najmniejszym szczególe. Znajdziemy w nim m.in. nieskąpe w witaminę E i polifenole masło shea i naturalne masło kakaowe, idealny do pielęgnacji delikatnej skóry olej śliwkowy, olej arganowy, olej jojoba i olej z czarnuszki, hydrolat z kwiatów róży damasceńskiej oraz olejowy wyciąg z arniki. Kompozycja Purite przeznaczona jest dla każdego typu skóry, zarówno do cery suchej i zniszczonej, wrażliwej i naczyniowej, jak i trądzikowej. Tak wszechstronne spectrum działania wynika z właściwości poszczególnych składników.


Skład: ekologiczny hydrolat z róży damasceńskiej, woda, emulgator roślinny, masło shea, olej z pestek śliwki, olej kokosowy, naturalne masło kakaowe, wosk pszczeli, olej arganowy, olej awokado, olej ze słodkich migdałów, olej jojoba, olej z czarnuszki siewnej, olej makadamia, olej aloesowy, macerat z arniki górskiej w oleju słonecznikowym, eco-konserwant, olejek grejpfrutowy


Ze względu na zawartość olejku grejpfrutowego, należy unikać ekspozycji na ostre słońce, dlatego też krem sprawdzi się jako ostatni krok wieczornej pielęgnacji. 

Purite, Krem odżywczo - regenerujący na noc

Moja skóra ostatnio wprawia mnie w zdumienie. Od kilku tygodni zadziwia mnie doskonałą, jak na jej możliwości, kondycją i wiem, że w znacznej mierze przyczyniły się do tego zmiany w codziennej pielęgnacji. Postanowiłam wprowadzić małą rewolucję skupiając się wyłącznie na produktach naturalnych i to w nich upatruję potencjalne zdobycze. W taki sposób trafił do mnie krem marki Purite, który z miejsca zaskarbił sobie moją sympatię nie tylko szklanym, estetycznym opakowaniem, nie tylko absolutnie urzekającym aromatem marcepanu i nie tylko gęstą i treściwą, a jednocześnie puszystą konsystencją, ale przede wszystkim tym, co robi z moją skórą. A to, co robi zasługuje na uznanie >3

Od razu uprzedzam, że nie jest to krem lekki, wiec jeśli preferujecie formuły, które wchłaniają się do zera, nie pozostawiając na skórze żadnej wyczuwalnej powłoki, to nie jest to propozycja dla Was.

Formuła odżywczo - regenerującego kremu Purite jest tak skonstruowana, by otulić skórę niczym kokon, zapewniając jej przy tym maksymalną dawkę ochrony, coś na kształt opatrunku, który ukoi, nawilży i zadba o nią w najmniejszym szczególe. Zdawać by się mogło, że moja skłonna do tłustości skóra odrzuci taką formę kosmetyku, że będzie zbyt tłusto, zbyt obficie, za bogato. Nic z tych rzeczy. Mam wrażenie, że pod tą kołderką z drogocennych składników nabiera wigoru i witalności, a rano zaskakuje mnie olśniewającą sprężystością i maksymalnym nawilżeniem. 
Systematyczne stosowanie niemal z dnia na dzień przynosi coraz bardziej zauważalne efekty. Odkąd wprowadziłam go do swojej pielęgnacji nie uświadczyłam żadnych niespodzianek, a te, które preferowały wykorzystanie comiesięcznej burzy hormonalnej, nawet nie próbowały się pojawić >3
Skóra jest gładka, miękka i mam nieodparte wrażenie, że stała się jędrniejsza. Pozytywne aspekty jego działania są nieocenione, bo oprócz niewątpliwie znaczącej poprawy stanu skóry, krem oferuje również bajkowy aromat, który co wieczór relaksuje mnie po zabieganym dniu. Przypuszczam, że głównym sprawcą owego jest tu olej śliwkowy znany ze swych marcepanowych nut zapachowych i rzeczywiście jest to wonność, która przoduje, jednak pozostałe użyte składniki również mają wpływ na bukiet zapachowy, a ten jest zdecydowanie przepiękny. 

Purite, Krem odżywczo - regenerujący na noc

Jak widać pierwsze spotkanie z marką Purite okazało się na tyle udane, że kolejne zakupy są jedynie kwestią czasu. Życzyłabym sobie, by były równie owocne w skutkach, jak te, które uprzednio poczyniłam. 


A Wy jakie formuły preferujecie na wieczorny seans pielęgnacyjny? Wolicie coś lekkiego, czy jednak bardziej treściwego? 




Naturalnie, że najlepszy! Purite, Tonik ujędrniająco - łagodzący

Purite - mała manufaktura kosmetyczna, stworzona przez troje pasjonatów - Dorotę, Sebastiana i Szymona, dla których inspiracją i motywacją do działania jest ekologia. Proste formuły, starannie wyselekcjonowane składniki, nowoczesne i czyste technologie pozyskiwania ekstraktów roślinnych, oleje pochodzące z certyfikowanych ekologicznie upraw, szybko stały się znakiem rozpoznawczym marki, która w swoim laboratorium tworzy kosmetyki bez tanich ropopochodnych składników, parafiny, silikonów, konserwantów i zapachów przyczyniających się do epidemii alergii skórnych.

Dla Purite hasło EKO to nie jest pusty slogan, dla Purite połączenie innowacyjności, ekologicznego trybu życia oraz natury, to sposób na codzienność. Warto dodać, że wszystkie surowce i opakowania wykorzystywane w procesie produkcji, są biodegradowalne lub podlegają recyklingowi.

Purite, Tonik ujędrniająco - łagodzący

Na pierwsze spotkanie z produktami Purite wybrałam sobie krem na noc oraz tonik ujędrniająco - łagodzący. I choć kusiły mnie apetyczne scruby i masła, to postanowiłam odłożyć w czasie ich zakup... dziś już wiem, że z pewnością po nie wrócę ;)


Tonik ujędrniająco - łagodzący ( 50ml / 37zł ) to naturalny preparat do zakwaszania skóry twarzy na bazie hydrolatu z oczaru wirginijskiego, który posiada wyjątkowe właściwości antyoksydacyjne i antyseptyczne, redukuje zaczerwienienie i swędzenie, ułatwia gojenie popękanej i np. poparzonej słońcem skóry. W składzie znajduje się także olejek rumiankowy wykazujący silne działanie odkażające, łagodzące rumień i trądzik różowaty. Kilkukrotne spryskanie skóry twarzy i szyi natychmiast przywraca równowagę pH.


Skład: hydrolat z oczaru wirginijskiego, woda, gliceryna roślinna, eco-konserwant, kwas mlekowy, olejek z rumianku rzymskiego 


Purite, Tonik ujędrniająco - łagodzący

Widzicie ten skład? No jak tu się nie zakochać? Sama natura zamknięta w uroczej buteleczce z ciemnobrązowego szkła z genialną i - co najważniejsze - sprawnie działającą pompką, która za każdym razem rozpyla idealną mgiełkę preparatu. Miałam uzasadnione doświadczeniem obawy o tę formę aplikacji, gdyż  tego typu rozwiązanie lubi płatać figle... na szczęście w tym przypadku okazały się przedwczesne. Purite zastosowało w swoim toniku pompkę, która się nie zacina i nie psika wartkim strumieniem w bliżej nieokreślonym kierunku. Można? Można!


Tonik ujędrniająco - łagodzący to przewspaniały kosmetyk, który chwilę po zastosowaniu koi moją skórę i przynosi niewiarygodną ulgę. Jestem zauroczona jego działaniem, bo oprócz wspomnianych właściwości, zauważyłam także niesamowite nawilżenie i ściągnięcie porów, które wręcz uwielbiają być nadto widoczne >3. Preparat świetnie spisuje się zarówno tuż po umyciu twarzy, jak i w ciągu dnia, gdy moja skóra potrzebuje odświeżenia, lub gdy czuję, że jest nieprzyjemnie ściągnięta. Tonik redukuje zaczerwienienia, a złagodzenie napięcia jest odczuwalne już chwilę po użyciu. Tuż po aplikacji na skórze powstaje lekko lepki film, który po kilku minutach ustępuje miejsca cudownej miękkości. Używanie go to nieskrywana przyjemność dla mojej skóry, a naturalny, lekko ziołowy zapach wycisza i relaksuje.

Czy ma jakieś minusy? Tak! Jest stanowczo za mały... >3

Komu polecam? Z pewnością sprawdzi się u większości z Was. Tonik Purite zawiera naturalne substancje pochodzenia roślinnego, w związku z tym u osób podatnych mogą występować reakcje uczuleniowe, jednak mam nadzieję, że decydując się na zakup, będziecie tak samo zachwycone jak ja.

Purite, Tonik ujędrniająco - łagodzący

Znacie kosmetyki Purite? Ja po pierwszym spotkaniu mam ochotę na więcej... scrub mandarynka+grejpfrut brzmi obłędnie apetycznie... :). Całą ofertę marki możecie podejrzeć w sklepie on-line. Dajcie znać, czy coś Was skusiło ;)




Evree Magic Rose | Upiększający? krem do twarzy 30+

Niejednokrotnie w swoich recenzjach podkreślam fakt, iż każda cera jest inna i nawet te o - na pozór - podobnych cechach, mogą wykazywać zgoła odmienne potrzeby. Od długiego czasu moje kosmetyczne wybory krążą wokół pielęgnacji naturalnej i zawsze poprzedzone są wnikliwą analizą składu oraz przeczesaniem Internetu w poszukiwaniu opublikowanych na interesujący mnie temat opinii. Najczęściej są to recenzje koleżanek blogerek, których strony są nieocenionym źródłem informacji. Prawda jest jednak taka, że dopiero przetestowanie danego kosmetyku na własnej skórze może dać pełny obraz i zdarza się niestety tak, że coś co sprawdziło się u innych dziewczyn, niekoniecznie sprawdzi się u nas. 
Dziś będzie o produkcie popularnym w blogosferze, o kremie, który mnóstwo z Was pokochało i doceniło jego działanie, czego efektem były liczne pozytywne opinie. No właśnie. Z przykrością muszę donieść, że moje wrażenia są zupełnie odwrotne. Mowa o Upiększającym kremie do twarzy 30+ Magic Rose marki Evree.

Evree Magic Rose | Upiększający? krem do twarzy 30+

Z marką Evree tworzącą receptury pełne witamin i minerałów, naturalnych emolientów, olejków roślinnych i eterycznych miałam już okazję się spotkać. Nieukrywaną przyjemność sprawiło mi testowanie olejków do pielęgnacji ciała Super Slim i Power Fruit <recenzja>,  dlatego z nadzieją sięgnęłam po cieszący się ogromną popularnością i budzący uznanie krem Magic Rose. Moja radość była tym większa, że propozycja Evree jest stosunkowo tania zważywszy na bogaty i naprawdę ciekawy skład, bez parabenów, parafiny i olejów mineralnych ( 50ml/ok 25zł ).

Magic Rose to upiększający krem do twarzy dla skór mieszanych, który w swoim składzie zawiera m.in. olejek różany, kolagen i elastynę. Dzięki bogatej, nietłustej konsystencji może być stosowany zarówno na noc, jak i o poranku, a podstawowe obietnice producenta to nawilżenie i tonizacja, wyrównanie kolorytu skóry oraz zahamowanie pierwszych oznak starzenia. Wśród popularnej serii do pielęgnacji skóry twarzy znajdziemy także takie, które ukierunkowane są na ochronę cer młodych 20+, a także liftingujący 40+ i przeciwzmarszczkowy 50+. Wszystkie prezentują się naprawdę pięknie, a szklane, ciężkie słoiczki oraz miłe dla oka opakowania zabezpieczające to niewątpliwy plus uefektywniający całość.

Skład: Aqua (Water), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Glyceryl Stearate, Ceteareth-20, Ceteareth-12, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Cetyl Alcohol, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Polysorbate 20, Rosa Canina (Rosehip) Fruit Oil, Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Sodium Ascorbyl Phosphate, Propylene Glycol, Rosa Canina (Rose) Fruit Extract, Dimethicone, Panthenol, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, BHA, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Citronellol, Geraniol

Evree Magic Rose | Upiększający? krem do twarzy 30+
Evree Magic Rose | Upiększający? krem do twarzy 30+

Do tego kremu robiłam trzy podejścia... pierwsze wrażenia były jak najbardziej na plus - piękny, subtelny zapach, lekka, puszysta jak śmietanka konsystencja, szybkość przyswajania go przez moją skórę, natychmiastowe ukojenie i dogłębne nawilżenie, zaskarbiły sobie moją sympatię i dawały nadzieję na spektakularne efekty długofalowego stosowania. Liczyłam na to, iż każde kolejne użycie umocni mój zachwyt. Domyślacie się zapewne, że niestety tak się nie stało. 

Po kilku dniach z moją skórą, a raczej pod nią zaczęło dziać się coś niedobrego... pojawiły się bolące gule, które po kilku dniach eksplodowały na zewnątrz powodując nieprzyjemny i nieestetyczny wysyp. W momencie testowania kremu Evree nic nowego nie pojawiło się w mojej podstawowej pielęgnacji, dlatego postanowiłam go odstawić, by sprawdzić reakcję skóry. Powrót do sprawdzonych kosmetyków skutkował poprawą jej stanu.
Dwie kolejne próby miały dokładnie taki sam scenariusz - kilka dni aplikacji kremu, wysyp, doprowadzanie skóry do ładu. Czwartej próby nie podjęłam. Z zadowoleniem skończył go mój partner zachwycając się jego działaniem >3

Niemal z lupą w dłoni sprawdziłam skład i nie znalazłam w nim nic, co mogłoby wywołać takie skutki, dlatego ciężko mi jednoznacznie stwierdzić co było przyczyną wspomnianej reakcji. Wiem natomiast, że na mojej skórze ten krem kompletnie się nie sprawdził, pomimo bardzo ciekawego składu. Żałuję tym bardziej, że zapowiadał się naprawdę nieźle.

Evree Magic Rose | Upiększający? krem do twarzy 30+

Na koniec zadam Wam pytanie odnośnie Waszych relacji z kosmetycznymi hitami blogosfery. Miałyście w swoich zbiorach taki, który pomimo wielu pozytywnych opinii, na Wasze skórze przyniósł więcej szkód, niż pożytku? Koniecznie napiszcie też czy miałyście okazję używać kremu Magic Rose i jakie były Wasze wrażenia.





Shiseido, Sheer & Perfect Compact

My kobiety cenimy sobie perfekcyjny makijaż, dlatego naszym priorytetem jest dobranie takich kosmetyków, którymi uzyskamy nienaganną prezencję przy jak najmniejszym nakładzie pracy.  Nie mam tu na myśli propozycji wieczorowej, która rządzi się swoimi prawami i zazwyczaj jest bardziej intensywna, ale tę na dzień, gdy zależy nam na wyglądzie naturalnym, aczkolwiek uwydatniającym nasze najmocniejsze strony. Paradoksalnie najbardziej pożądany efekt, to taki, który nie rzuca się w oczy, jednak sprawia, że czujemy się jak milion dolarów. 
Moja skóra jest w tym względzie wielce wymagająca, bo po pierwsze mam trochę do ukrycia, po drugie, lubi zaszaleć w kwestii produkcji sebum, a po trzecie młodzieńcza jędrność ustąpiła miejsca drobnym zmarszczkom, więc oczekuję, iż mój makijaż dodatkowo tego nie podkreśli. Hmm... kosmetyk idealny raz! Doświadczenie podpowiada mi, że znalezienie doskonałości to często scenariusz z gatunku science fiction, ale są takie, które są jej bliskie i których używanie przynosi zadowolenie.  

Shiseido, Sheer & Perfect Compact

Puder w kompakcie Sheer&Perfect Compact marki Shiseido ( 10g/179zł ) zagościł w mojej kosmetyczce w celu szybkich poprawek w ciągu dnia. Zadanie jakie przed nim postawiłam nie jest łatwe, bo moja skóra lubi błyszczeć i robi to wbrew temu, czego chcę ja >3. Pomimo tego, iż na przestrzeni ostatnich miesięcy mniejszą uwagę przykładam do utrzymania skóry w macie bezwzględnym, ba! nie będzie przesadą jeśli napiszę, że polubiłam naturalny glow nadający skórze naturalności i witalności, to nadal potrzebuję kosmetyku, który ekspresowo odświeży mój makijaż. Często jest tak, że musi on wytrwać na twarzy kilkanaście godzin, dlatego posiadanie w zanadrzu tajnej broni jest na wagę złota.

Shiseido, Sheer & Perfect Compact
Shiseido, Sheer & Perfect Compact

Sheer & Perfect Compact to puder kamuflujący niedoskonałości i ujednolicający koloryt skóry, dzięki formule opartej o 3 rodzaje cząsteczek pudrowych: zielonych, niebieskich i białych, które odpowiednio pracując ze światłem skutecznie ukrywają nierówności. Wyjątkowo lekka konsystencja pudru zapewnia naturalny efekt wykończenia, skóra jest wygładzona i rozświetlona, a składniki pielęgnacyjne formuły pudru utrzymują nawilżenie wewnątrz skóry i zapobiegają jej przesuszeniu. Ponadto zawiera filtr SPF15, który dodatkowo chroni skórę.

Spośród gamy sześciu odcieni wybrałam ten oznaczony jako O20 - Natural Light Ochre, czyli naturalny, jasny beż bez grama różowych tonów. Na stronie Sephory jawił mi się jako bliski ideału i taki też jest. Pięknie stapia się z kolorytem skóry, a efekt makijażu jest niemal niewidoczny. Piszę niemal, bo propozycja Shiseido nie wybaczy miejscowego przesuszenia, czy po prostu niewypielęgnowanej skóry. Na szczęście regularny peeling i odpowiednie nawilżenie zapobiegnie wszelkim niespodziankom i pokryje skórę równomierną woalką, ukrywając przy tym drobne przebarwienia, czy niedoskonałości. 

Jeśli szukacie w nim produktu, który zakamufluje większe problemy, to niestety będzie niewystarczający. Owszem, wyrówna pigmentację i sprawi, że cera nabierze naturalnej świeżości i satynowego matu, ale nie poradzi sobie z rozległymi, mocnymi przebarwieniami, czy z ukryciem zmian trądzikowych. W takim przypadku niezbędne będzie wstępne przygotowanie skóry odpowiednio kryjącym podkładem. Według mnie jest to typowy puder wykończeniowy i takie zastosowanie przypisałam mu na co dzień. Sheer & Perfect Compact nie zapycha mojej skóry, nie spowodował też żadnych podrażnień.  

Shiseido, Sheer & Perfect Compact

Ogromną zaletą pudru Shiseido jest wygodna puderniczka z dużym lusterkiem, które doceniam zwłaszcza wtedy, gdy nie mam dostępu do takiego o bardziej ludzkich wymiarach >3. Ponadto znajdziemy w nim gąbeczkę, moim zdaniem świetnie spełniającą swoje zadanie. Kosmetyk z łatwością się na nią nabiera i aplikuje nie tworząc plam, czy smug. Osobiście preferuję ulubiony pędzel kabuki i korzystam z niego wykonując makijaż w domu, ale do szybkich poprawek w ciągu dnia sprawdza się bez zarzutu. Zauważyłam także, że nałożony gąbką wykazuje większy stopień krycia, który dodatkowo można stopniować, w zależności od efektu jakiego oczekuję.
Cenię go za funkcjonalność, komfort używania oraz za to, że potrafi utrzymać moje sebum w ryzach przez mniej więcej 4 godziny. Osoby o skórze suchej, bądź wykazującej mniejszą niż moja tendencję do przetłuszczania, polubią go jeszcze bardziej. 

Shiseido, Sheer & Perfect Compact
Shiseido, Sheer & Perfect Compact

Reasumując, jest to propozycja dla cer niewymagających mocnego krycia i ciągłego matu. Jako kosmetyk wieńczący makijaż sprawdzi się super, a dzięki uroczemu opakowaniu z wygodnym lusterkiem, będzie idealny do niewielkich korekt. Świadomość posiadania go w torebce lub wieczorowej kosmetyczce, przynosi spokój i pewność, że mój makijaż przetrwa wiele godzin.




Lirene, różo-bronzer Shiny Touch

Moim makijażem rządzi pewna zależność - im cieplej na zewnątrz, tym mniej na twarzy. Gdy temperatura wzrasta, częściej wybieram lekkie podkłady lub zupełnie z nich rezygnuję na rzecz delikatnych kremów tonujących i wyrównujących koloryt skóry, a na ustach ląduje energetyczna, wyrazista pomadka, ewentualnie podkręcający opaloną skórę, połyskujący w słońcu błyszczyk. Podobnie sprawa wygląda z różem. Moje dłonie instynktownie wybierają kosmetyk, który zaakcentuje muśniętą słońcem twarz, najczęściej są to odcienie brzoskwiniowe, z nutami brązu, które pięknie komponują się z letnią opalenizną. Wiosna i lato zarezerwowana jest więc dla kosmetyków lekkich, które stopią się ze skórą i nadadzą jej pożądany efekt. 

Lirene, różo-bronzer Shiny Touch

Zbliżające się wielkimi krokami lato sprawia, że nasze głowy pełne są wakacyjnych planów, jednak oprócz miejsca wypoczynku sporo uwagi poświęcamy także zawartości letniej kosmetyczki. Nasze zbiory przechodzą ostrą selekcję, by wybrać takie, które sprawdzą się w wielu sytuacjach, zarówno w ciągu dnia, jak i podczas wieczornych szaleństw. Urlop to czas wypoczynku, także dla naszej skóry, której wystarczy wówczas absolutne minimum, gdyż sama w sobie jest naszą największą ozdobą. Kosmetyki są jedynie dopełnieniem wieńczącym dzieło, czymś co podkreśli naturalne piękno płynące ze szczęśliwego i radosnego wnętrza. Bo czyż istnieje coś równie fantastycznego jak beztroskie wakacje? Kiedy nic nie trzeba, a podstawową aktywnością są kąpiele słoneczne i spacer po rozgrzanym piasku?

Lirene, różo-bronzer Shiny Touch
Lirene, różo-bronzer Shiny Touch

Mineral bronzer&blush marki Lirene (ok 25zł) to harmonijne połączenie bronzera z różem, które pozwala wymodelować twarz i podkreślić jej naturalne piękno. W opakowaniu zawierającym 9g kosmetyku znajdziemy zatem bronzer w ciepłych letnich odcieniach i róż nadający świeżości i dziewczęcego uroku. Kremowa konsystencja sprawia, że kosmetyk idealnie się rozprowadza, nie tworząc smug, a zawartość oleju arganowego bogatego w witaminę E czyni skórę jedwabiście gładką i promienną.

Różo-bronzer Lirene to kosmetyk, który idealnie sprawdzi się podczas urlopu. Lato jest dla niego idealnym tłem, bo oprócz niewątpliwie wdzięcznego zestawienia kolorystycznego, znajdziemy w nim także niewielkie opalizujące drobinki, które pięknie współgrają z letnim, cieplejszym odcieniem skóry, a poza tym urokliwie połyskują w słońcu. Zarówno część z różem, jak i bronzerem składa się z dwóch odcieni - w przypadku różu jest to dziewczęcy, jasny i ciemniejszy różowo-fioletowy, natomiast bronzer to satynowy beż i intensywniejszy brąz z domieszką pomarańczy. Obydwa mogą być używane oddzielnie, jednak najpiękniejszy efekt daje zanurzenie pędzla i wymieszanie wszystkich kafelków tej uroczej mozaiki. Taki ruch sprawi, że nasz policzek pokryje przepiękna, satynowa tafla w ciepłym odcieniu, lekko morelowym, będącym cudnym dopełnieniem rozgrzanej słońcem skóry, a ujmujący kwiatowy zapach przywiedzie najmilsze wspomnienia.

Ten kosmetyk jest na tyle delikatny, że nawet niewprawna ręka nie zrobi sobie nim krzywdy. Prosty w obsłudze, rozcieranie nie sprawia żadnych problemów, a kremowo-pudrowa konsystencja wtapia się w lico i trwa na nim niemal cały dzień. Jego największą zaletą jest uniwersalność, która czyni zeń propozycję idealnie wpasowującą się w minimalistyczną, letnią kosmetyczkę. Jeden produkt, a tyle możliwości. 

Lirene, różo-bronzer Shiny Touch
Lirene, różo-bronzer Shiny Touch

Jak Wam się podoba propozycja Lirene?




Instagram mix #13 | Maj 2016

To był maj! Minął mi pod znakiem zieleni, kwiatów, pysznego jedzonka, dobrej kawy i... kosmetycznych nowinek, bo trochę ich przybyło ;). Zaczynamy?


1. Wsi spokojna... 2. Konwalie 3. Goździki >3 4. ...wsi wesoła


5. Kopytka 6. Na zdrowie 7. Jeszcze chwilkę 8. Poranna pielęgnacja


9. Szparagi>3 10. Sałatka z tuńczykiem 11. Domowa lasagne 12. Botwinka


13. Lilak 14. Fotogeniczny bałagan 15. Śniadanie 16. Sernik z rabarbarem #omnomnom


17. Moje miasto nocą 18. Dzień mamy 19. Posprzątane! 20. Chwila dla mnie


21. Naturalnie 22. Zakupy! >3 23. Niedzielny mani 24. Relax


25, 26. Łazienki Królewskie 27. Wegeburger Krowarzywa 28. #naturelover 


Nowości: 29. Yonelle 30. Insight 31. Resibo 32. Sephora, Purite, Smashbox


Na blogu też było ciekawie :)

Łagodząca i nawilżająca woda micelarna do demakijażu Le'Maadr A
Witamina C - witamina młodości
Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt
Oczyszczanie twarzy z marką Dermalogica
Banany pieczone z czekoladą | Pomysł na deser
INSIGHT, Maska ochronna do włosów farbowanych
Ulubieńcy maja



Ciekawe co przyniesie czerwiec... Buziaki >3