Ulubieńcy cz.2 - makijaż / Bourjois, MAC, Essence, L'oreal, Inglot, Guerlain, Urban Decay

Grupkę ulubieńców, którzy pielęgnują moje ciało mogłyście podejrzeć w poprzednim poście, a dziś, zgodnie z obietnicą, przychodzę do Was z kosmetykami, które w ostatnich tygodniach ozdabiały me lico. 
Tak się złożyło, że na przełomie grudnia i stycznia miałam okazję być na kilku sporych imprezach. Gromadka, którą za chwilę przedstawię, towarzyszyła mi w zasadzie na większości z nich... w różnych konfiguracjach oczywiście, ale z reguły żonglowałam tymi samymi kosmetykami. Musicie wiedzieć, że mój makijaż nie jest zbyt rozbudowany, z reguły stawiam na podstawy, dlatego cieszę się, że udało mi się stworzyć spójną kosmetyczkę, która sprawdza się zarówno w makijażu dziennym, jak i wieczorowym. Ale dość gadania, przejdźmy do meritum:)


Ulubieńcy cz.2 - makijaż / Bourjois, MAC, Essence, L'oreal, Inglot, Guerlain, Urban Decay

W tym miejscu pasowałoby zadać pytanie co dziś na tapecie? Otóż zarówno dziś, jak i wczoraj, przedwczoraj i miesiąc wstecz, królował na niej podkład Guerlain, Lingerie De Peau, który trafił do mnie wprost z poświątecznych wyprzedaży perfumerii Sephora. Odcień 02, bo taki posiadam, to piękny beżyk z żółtymi tonami, czyli wręcz idealny. Ten zakup cieszy mnie tym bardziej, że poczyniony w ciemno, oparty wyłącznie o recenzje znalezione w sieci. Zarówno kolor, jak i sam podkład odpowiada mi w 100%. Twarz pokryta tym cackiem wygląda jak z photoshopa, nie robi maski, kryje w odpowiednim stopniu, nie jest ciężki, nie wchodzi w pory i nie podkreśla zmarszczek. Zaaplikowany gąbką BB stapia się ze skórą i wygląda bardzo naturalnie. Niedługo opublikuję na jego temat oddzielny post, ze słoczami i dokładnymi zdjęciami, więc będziecie mogły go sobie obejrzeć w pełnej okazałości.

Podkład Guerlain, Lingerie De Peau

Oczy. Malowanie oczu nie jest moją najmocniejszą stroną, skupiam się raczej na precyzyjnym podkreśleniu brwi i makijażu ust, dlatego do makijażu oczu sięgam po bazę, bez której każdy cień spływa z mojej opadającej, tłustej powieki w godzinę, tusz do rzęs oraz paletkę cieni marki Inglot, którą sama sobie skomponowałam. Starałam się wybrać takie kolory i wykończenia, które są na tyle uniwersalne, bym mogła wykonać z jej pomocą makijaż na każdą okazję. Mam i maty, i satyny, a i odrobina błyskotek się znajdzie. Dajcie znać, czy chciałybyście zobaczyć szczegółową prezentację wszystkich cieni.
Baza, której aktualnie używam to kosmetyk, którego chyba nie muszę przedstawiać, a jest nią popularna baza Urban Decay, Original. Kupiłam ją razem z podkładem i na chwilę obecną, jest to najlepszy utrwalacz, jaki miałam. Gładko rozprowadza się na powiece, pięknie trzyma cienie, które z łatwością dają się aplikować i blendować, podbija ich kolor, trzyma w ryzach moją tłustą powiekę. Jestem z niej bardzo zadowolona. 
Tusz, którym podkreślam rzęsy, to tusz pogrubiający marki Kobo, który otrzymałam na październikowej konferencji Meet Beauty. Jeśli tak, jak ja nie lubicie zbyt mocnego, smolistego i obciążającego kosmetyku, to powinnyście zerknąć w jego kierunku. Nie wiem tylko na ile informacja o edycji limitowanej jest aktualna, bo jeśli faktycznie nią była, to po tuszu nie ma już pewnie śladu. A szkoda, bo to naprawdę fajny kosmetyk, który nie podrażnia, nie obciąża, pięknie rozczesuje rzęsy, a silikonowa niewielka szczoteczka nabiera odpowiednią ilość. Efekt można oczywiście stopniować, ale bez obaw - owadzich nóżek nie będzie, pandy też nie ;)

cienie Inglot, baza Urban Decay, tusz do rzęs KOBO
cienie Inglot, baza Urban Decay, tusz do rzęs KOBO

Brwi od kilku miesięcy podkreślam tymi samymi kosmetykami, a są to konturówka w żelu Inglot oraz transparentny żel, którym przeczesuję włoski w celu utrwalenia kształtu i koloru L'oreal. Obydwa godne polecenia. Moja farbka oznaczona numerkiem 12 to chłodny brąz wpadający w szarość. Co prawda w słoiczku wygląda na dosyć jasny i ciepły, ale już pierwszy makijaż ukazał jego rzeczywisty odcień. Moim zdaniem dużo zależy od Waszego naturalnego koloru brwi i od efektu, jakiego szukacie. Najlepiej jest popatrzeć na nie z bliska, pomacać kolorki, pozwolić się pomalować przez profesjonalistkę, która pomoże wybrać najodpowiedniejszy. W każdym bądź razie jest to kosmetyk wart polecenia, bardzo lubię z nim pracować, bo daje fantastyczny rezultat przy minimalnym wysiłku z mojej strony i trzyma się calutki dzień. 
Żel L'oreal z kolei to zupełnie bezbarwny kosmetyk, kończący makijaż brwi utrwalając go i delikatnie nabłyszczając.

konturówka w żelu Inglot, żel do brwi Loreal

Na koniec zostawiłam coś, co tygryski lubią najbardziej, czyli usta i w tej dziedzinie w czołówce są trzy kosmetyki - matowa i piekielnie trwała pomadka Bourjois, Rouge Edition Velvet 05 Ole Flamingo!, która znakomicie sprawdza się na wszelakie imprezy, piękny kolor na co dzień MACCoral Bliss oraz konturówka Essence, Cute Pink, która najczęściej wypełniała moje usta w całości. Dwie pierwsze już Wam pokazywałam z bliska, wystarczy kliknąć, a nad tymi niepozornymi kredkami Essence rozpływałam się i na blogu i na Instagramie. Ważna uwaga! Jeśli chciałybyście przetestować te taniutkie konturówki, koniecznie szukajcie tych ze srebrnymi skuwkami... kolorowe to nowsza, (nie)ulepszona wersja:( 

Mac Coral bliss, Bourjois Ole Flamingo!, Essence Cute Pink

Znacie moich ulubieńców? Podzielicie się swoimi?

Pozdrawiam:)



IVONA

Spodobał Ci się ten tekst? Pozostańmy proszę w kontakcie: zostaw komentarz, daj lajka lub udostępnij swoim znajomym.
Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj blog poprzez Bloglovin, możesz także kliknąć w gadżet Obserwatorzy.
Więcej o mnie dowiesz się na Instagramie.
Dziękuję, że jesteś i do zobaczenia!

    Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuje za wszystkie komentarze:)

Aby nasza dyskusja miała sens, na Wasze pytania odpowiadam pod postem.
Jednocześnie informuję, że komentarze oparte tylko i wyłącznie na spamie, będą usuwane.

Pozdrawiam serdecznie:)