Co w sieci piszczy? Linki godne polecenia


"Ciemność widzę, ciemność" - tak w ogromnym uproszczeniu mogłabym opisać listopadowe warunki atmosferyczne. Nadmiar deszczu i niedobór słońca to najbardziej niekorzystne połączenie, dlatego robię co mogę, by jakoś przetrwać tę nieszczęsną pogodę. W ubiegłym roku napisałam post o moich sposobach radzenia sobie z jesienną depresją, a że temat jak najbardziej na czasie, zerknijcie, być może znajdziecie coś dla siebie. 
Prawda jest taka, że najchętniej nie wychodziłabym z domu, tylko zaszyła się pod milusim kocykiem i przeczekała do wiosny. Z lubością oddaję się lenistwu celebrując domowe pielesze. Tak mi najlepiej i tego właśnie potrzebuję. Jeśli i Wy dziewczyny podzielacie mój los, a przeczesywanie czeluści internetu traktujecie jak nadrzędną formę rozrywki, koniecznie zobaczcie co w sieci piszczy. Przygotowałam dla Was garść linków, które być może oderwą Was od fotela i choć odrobinę zainspirują, zmotywują do działania. Jakie ono będzie, to zależy tylko od Was.  Zaczynamy?



* Na początek coś mocnego, zwłaszcza w kontekście trwających super przecen, rabatów i przedświątecznej gorączki. Mam ogromną nadzieję, że tekst Michała Szafrańskiego, w którym przedstawił swoje podejście do tematu oszczędzania, ostudzi Wasz zapał do gromadzenia niepotrzebnych bibelotów. Czytałam z wielkim zainteresowaniem. Całkowicie kupił mnie fragment dotyczący korzyści, jakie przyniosło Michałowi racjonalne gospodarowanie domowym budżetem. Kluczem do sukcesu okazała się złota zasada "Żyj poniżej swoich możliwości finansowych". Artykuł Michała zaczyna się tymi słowy: 

Posiadane rzeczy nie czynią nas wyjątkowymi. Jesteśmy zakładnikami własnych zachcianek, opinii innych osób i banków. Na własne życzenie ograniczamy swoją wolność.
Czujecie niedosyt?? Nie dziwię się! Polecam Wam cały tekst, bo według mnie jest to jeden z najlepszych, jakie do tej pory ukazały się na blogu Michała. Po co mi coś, co może kupić każdy? - czyli o oszczędzaniu jako drodze do wolności



*  Gosia Zimniak zebrała kilka cennych rad dla wszystkich, którzy przed dużymi imprezami czują, że za chwilę zejdą na zawał. Znacie to? - mokre dłonie, aparat mowy odmawiający posłuszeństwa, dzikie kołatanie serca, a w głowie pustka? Jeśli jesteś zagubionym w wielkim świecie introwertykiem ( to ja ), a wizja publicznego wystąpienia lub chociażby zabrania głosu wśród szerszego grona słuchaczy przyprawia Cię o palpitację serca ( to znowu ja ), koniecznie przeczytaj tekst Małgosi Szkoła przetrwania na spotkaniach networkingowych, konferencjach, eventach - rady dla introwertyków



*  Po sukces na szpilkach to niewyczerpalne źródło inspiracji i motywacji. Jest to strona skierowana do aktywnych kobiet stawiających na samorozwój i pragnących czerpać z życia to, co najlepsze. Z całą stanowczością stwierdzam, że taki opis pasuje do każdej z nas, prawda? Autorka bloga - Katarzyna Głąb nazywa swoją stronę idealną dla kobiet sukcesu... według mnie, jest to strona dla kobiet głodnych sukcesu! Wśród wielu wskazówek, jak odnieść wspomniany sukces i osiągnąć wyznaczony cel, na blogu Kasi znajdziecie również budzące natchnienie wywiady, ciekawe akcje organizowane we współpracy z innymi przedsiębiorczymi kobietami oraz mnóstwo, naprawdę mnóstwo cennych rad. Szukasz pracy? Jesteś na etapie przygotowań do rozmowy kwalifikacyjnej? Stresujesz się perspektywą spotkania z potencjalnym pracodawcą? A może boisz się niewygodnych pytań, które może Ci zadać? Kasia podpowiada swoim czytelniczkom jak wybrnąć z trudnych pytań na rozmowie kwalifikacyjnej. Bardzo wartościowy i pomocny tekst.



* Agnieszka Skupieńska na temat pracy w domu, zarabianiu przez internet i życiu freelancera wie chyba wszystko i bardzo chętnie dzieli się tą wiedzą na swoim blogu Biznesowe Info. Oprócz rad skierowanych do wspomnianej grupy znajdziecie tu również ogrom pomysłów dla blogerów, którzy chcieliby przekuć swoje strony w źródło dochodu i cieszyć się comiesięcznymi wpływami na konto. Jednym z nich jest przystąpienie do programów partnerskich, a Agnieszka jak na tacy podaje Wam 20 pomysłów na posty, w których umieścisz linki afiliacyjne wraz z przykładami z blogów. Proste? Proste:)


* Na koniec zostawiłam vlog, który odkryłam kilka miesięcy temu. Musicie wiedzieć, że ja nieczęsto oglądam YT, gdyż zdecydowanie wolę słowo pisane. Stąd też kanały, które śledzę regularnie i na których wypatruję nowych filmów z ogromną niecierpliwością, można policzyć na palcach... jednej dłoni. Naprawdę. Jednym z nich jest vlog Pauliny Mówiąc Inaczej. Nie znacie? Koniecznie zobaczcie! Dziewczyna ma charakterek i to jest jej największy atut, a to że wykorzystuje go ucząc nas zasad poprawnej polszczyzny dodaje projektowi zadziorności i nietuzinkowego oblicza. Polecam:)


Dajcie znać czy artykuły, które Wam poleciłam są dla Was interesujące. Obiecuję, że wrócę z kolejną porcją wartościowych linków. Ufam, że lubicie tego rodzaju posty i chętnie klikacie odwiedzając polecane treści. A jeśli odkryłyście coś, czym chciałybyście się podzielić, śmiało linkujcie w komentarzach. Pozdrawiam i życzę Wam udanego weekendu:)




Peeling do ciała Harmony of Ayurveda - Douglas, Home Spa

Peeling do ciała Harmony of Ayurveda - Douglas, Home Spa

Dziś zapraszam Was w orientalną podróż, w której towarzystwa dotrzyma nam cukrowo-solny peeling do ciała z serii Home Spa, marki Douglas - Harmony of Ayurveda. Produkt dzięki zawartości szlachetnych olei, m.in. z migdałów i mango intensywnie regeneruje, oczyszcza, odżywia i pozostawia skórę jedwabiście miękką, a zmysłowy i głęboki zapach wpływa na harmonię oraz równowagę pomiędzy ciałem i umysłem. Według nauk ajurwedyjskich, peeling jest najbardziej skuteczną metodą oczyszczania i rewitalizacji skóry, dlatego każda z nas powinna na stałe wprowadzić ten niezwykle przyjemny rytuał do swojej pielęgnacji. 

Kosmetyki z linii Harmony of Ayurveda są odpowiednie dla wszystkich rodzajów skóry, zwłaszcza do skóry wrażliwej i suchej. Nie zawierają parabenów. Oprócz opisywanego dziś peelingu do ciała na bazie cukru i soli, znajdziecie w niej także balsam, czy krem do ciała, kosmetyki do kąpieli, krem do rąk, olejek, a nawet aromatyczną świecę, dzięki czemu możecie sobie stworzyć ekskluzywne spa w zaciszu własnej łazienki.

Peeling do ciała Harmony of Ayurveda - Douglas, Home Spa

Peeling do ciała Harmony of Ayurveda marki Douglas ( 200ml / 54,90zł ) to dobrze wyważone połączenie drobin cukru i soli z mocą naturalnych olei. Bezpośrednio po otwarciu można dostrzec oleistą warstwę, która po wymieszaniu idealnie łączy się z cukrowo-solną bazą, tworząc niezbyt ostrą i nie działającą agresywnie na skórę kompozycję. Ta propozycja nie należy do mocnych zdzieraków. Peeling z serii Home Spa działa łagodnie, aczkolwiek skutecznie, pozostawiając skórę gładką, miękką i miłą w dotyku. 
Orientalny, ciepły zapach, który cudownie umila tę czynność, towarzyszy nam jeszcze kilka godzin później, otulając skórę niezwykle wonnym, egzotycznym bukietem. Pomimo widocznej zawartości olei, peeling nie oblepia skóry, dobrze się jej trzyma i dobrze spłukuje z ciała, na którym nie uświadczymy żadnej tłustej warstewki. Nic, a nic. Trochę żałuję, bo osobiście bardzo lubię, gdy na skórze wyczuwam subtelną, oleistą powłoczkę. W przypadku tego peelingu aplikacja balsamu lub treściwego masełka jest niemal niezbędna.

Skład:  Maris Sal, Sucrose, Carthamus Tinktorius Seed Oil, Mipa-Laureth Sulfate (And) Laureth-4 (And) Cocamide Dea, Parfum, Sesamum Indicum Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Tocopherol, Mangifera Indica Seed Butter, Glycerin, Aqua, Centella Asiatica Extract, Limonene, CI 15510, CI 14700

Peeling do ciała Harmony of Ayurveda - Douglas, Home Spa

Reasumując peeling marki Douglas jest całkiem przyjemnym kosmetykiem o cudownym aromacie. Jego właściwości peelingujące oceniam na mocną 4, jednak wolę te, które działają mocniej i dodatkowo zostawiają pielęgnującą, lekko tłustą warstewkę. W przypadku tego produktu balsam jako zwieńczenie wieczornej pielęgnacji jest niezbędny. Nie mogę powiedzieć, że oczarował mnie na tyle, bym chciała do niego powrócić, aczkolwiek jeśli preferujecie te delikatniejsze peelingi, które skutecznie złuszczają martwy naskórek, ale nie lubicie czuć na skórze tłustej powłoczki, a do tego uwielbiacie ciepłe, orientalne nuty zapachowe, to powinnyście zwrócić na niego uwagę.


Czujecie się skuszone? Na co zwracacie uwagę przy wyborze peelingu do ciała? I jakie właściwości skutkują ponownym zakupem? No i pytanie zasadnicze: solne, czy cukrowe?



Maski Yonelle wygrywają... rozstrzygnięcie konkursu

Na wstępie chciałabym bardzo podziękować wszystkim dziewczynom biorącym udział w konkursie, w którym do wygrania była jedna z Masek Nanodyskowych Yonelle. Przeczytałam Wasze komentarze, uzasadnienia i muszę przyznać, że wybór był niełatwy. Nie przedłużając, ogłaszam co następuje...


Maski wygrywają:

Magiczny Kompres - Agnieszka KzMP
Zachwycająca Gładkość - Magdalena Musińska
Młodzieńczy Blask - rogaczki kosmetyczne

Zwyciężczyniom serdecznie gratuluję! A dla dziewczyn, które nie miały tym razem szczęścia mam wesołą nowinę: za kilka dni rusza nowe rozdanie, na które już teraz gorąco zapraszam:)
Pozdrawiam i do zobaczenia:*




Biofusion 3C Yonelle - moc potrójnej wit.C

Biofusion 3C Yonelle - moc potrójnej wit.C

Utarło się, że 13-sty dzień miesiąca zwiastuje pecha, a jeśli dołożyć do tego fakt, iż wypada on w piątek, jak nic spotka nas coś, co w mniejszym lub większym stopniu wpłynie na nas niekorzystnie. Ja nie jestem przesądna, dlatego do dzisiejszego wpisu wybrałam trio, którego moc z pewnością przyniesie szczęście Waszej skórze i zaprocentuje lepszym samopoczuciem. 

O firmie Yonelle pisałam już wielokrotnie w kontekście innych produktów, które miałam przyjemność używać. Te z Was, które nie znają jej asortymentu, jak i samej firmy ( w co szczerze wątpię:D ) powinny wiedzieć, iż jest to wyjątkowa polska marka, tworząca luksusowe, nowatorskie kosmetyki o ponadprzeciętnej skuteczności przeciwzmarszczkowej, przeznaczone specjalnie dla kobiet dojrzałych. Docelową grupą są kobiety +40, jednak metryka to tylko punkt odniesienia, w związku z czym marka zyskuje ogromne uznanie również wśród młodszych klientek. Sama jestem tego najlepszym przykładem. 

Moja przygoda z Yonelle zaczęła się od rewelacyjnego serum pod oczy i na powieki, które szczerze Wam polecam. Kolejne produkty potwierdzały wyjątkową moc i skuteczność tychże. Nie inaczej jest z serią Biofusion 3C, która trafiła do mnie tuż po wiosennej premierze. Początkowo były to dwa kremy: na dzień i na noc oraz krem pod oczy. Kilka tygodni temu skusiłam się na dokupienie serum z tej samej linii, o którym z pewnością napiszę oddzielną recenzję. 
Z turkusową serią znamy się bardzo dobrze, używam jej z przerwami od kilku miesięcy. Nie bez żalu odstawiłam ją na okres letnich upałów, ponieważ treściwa konsystencja w połączeniu z moją przetłuszczającą się skórą stanowiła zdecydowanie niekorzystną kombinację. Wczesną jesienią wróciłam do niej i na stałe zagościła w codziennej pielęgnacji, dbając o kondycję zmęczonej letnimi upałami cery.

Biofusion 3C Yonelle - moc potrójnej wit.C
Biofusion 3C Yonelle - moc potrójnej wit.C

Biofusion 3C to seria innowacyjnych kosmetyków biologicznie regenerujących cerę wrażliwą, suchą, dojrzałą, podatną na podrażnienia i alergie. Ma ona zdolność biofuzji, czyli wtapiania się w skórę i naprawiania nieszczelności i uszkodzeń naskórka. Zawarta w składzie potrójna, głęboko wnikająca witamina C działa rozjaśniająco na przebarwienia, stymuluje metabolizm i syntezę elastyny oraz kolagenu, w efekcie czego następuje wzmocnienie, ujędrnienie i poprawa struktury skóry oraz redukcja zmarszczek. 

Na serię Biofusion składają się cztery kosmetyki: serum oraz kremy na dzień, na noc i pod oczy. Dziś zajmę się trzema ostatnimi.

Biofusion 3C Yonelle - moc potrójnej wit.C

Biofusion, Krem Regenerujący 3C/ SPF10  ( 219zł / 55ml ) to krem na dzień, idealny do cery suchej, wrażliwej, skłonnej do podrażnień, który kompleksowo chroni przed szkodliwym promieniowaniem UV, wolnymi rodnikami i chemicznie zanieczyszczonym środowiskiem, dając komfortowe uczucie ukojenia i odnowy.

Krem jest niezwykle lekki, wręcz aksamitny i pomimo, iż przeznaczony do cery suchej, moja tłusta wręcz spija go do ostatniej kropelki. Rewelacyjnie nadaje się pod makijaż, podkład nie roluje się na nim, fajnie się rozprowadza, a wizualnie prezentuje się wybornie. Moim zdaniem pokochają go cery wymagające porządnej dawki odżywienia i nawilżenia, które kochają wit.C i dobrze na nią reagują. Nie sądzę, by w jakikolwiek sposób mógł zaszkodzić nawet wrażliwej skórze. 

Główne składniki: Nanodyski, lecytyna, 3 formy witaminy C, lamelle cholinowe, kwas hialuronowy, kwas palmitylowy, olej tsubaki, D-pantenol
___________________________


Biofusion, Krem Naprawczy 3C ( 229zł / 55ml ), czyli krem na dzień i na noc do silnej regeneracji, odmładzania i poprawy wyglądu cery. Spektakularnie poprawia jędrność i redukuje zmarszczki, zmniejsza objawy suchości i skłonność do podrażnień. Skóra zyskuje piękny koloryt, zachwycającą gładkość i aksamitną miękkość.

Ten krem to bezapelacyjnie najmocniejszy punkt prezentowanego trio. Moja skóra pokochała go od pierwszego użycia i każdego ranka zachwyca swoim promiennym wyglądem. W przeciwieństwie do wersji na dzień, jest znacznie gęstszy, zbity, konsystencją przypomina puszyste masełko. Z racji swej esencjonalności stosuję go wyłącznie na noc. Nie jest to krem, który wchłania się całkowicie. Po aplikacji wyczuwam otulający, lekko wilgotny film, który odżywia i regeneruje moją skórę podczas snu. Przypuszczam, że cery suche będą nim zachwycone, jednak mieszane i tłuste, łaknące mocniejszej odbudowy również nie pozostaną obojętne na jego właściwości. 

Główne składniki: Nanodyski, 3 formy witaminy C, olej tsubaki, olej jojoba, masło shea, lamelle cholinowe, ceramidy, aktywne peptydy, lecytyna, kwas palmitynowy, witamina E
___________________________


Biofusion, Krem Naprawczy 3C Pod Oczy ( 179zł / 15ml ) idealny do silnej regeneracji suchej i wrażliwej skóry pod oczami i na powiekach, wygładza, nawilża, poprawia elastyczność, redukuje długość "kurzych łapek". Działa jak łagodzący kompres, dając natychmiastowe poczucie komfortu i ukojenia.

Leciutki jak mgiełka, aksamitny krem, który skrywa w sobie wielką moc. Świetny zarówno na dzień, gdy liczy się szybkość przyswajania kosmetyku oraz kompatybilność z kosmetykami kolorowymi, jak i na noc, gdy potrzebujemy ukojenia, nawilżenia i silnej regeneracji. Regularne stosowanie przyniosło widoczne rozjaśnienie delikatnej skóry wokół oczu, a w połączeniu z łagodnym automasażem znaczną redukcję moich zmarszczek mimicznych. Skóra jest sprężysta, elastyczna i cudownie nawilżona. Krem nie zawiera w składzie żadnej kompozycji zapachowej, dzięki czemu wrażliwa okolica oczu nie jest narażona na żadne podrażnienia

Główne składniki: Nanodyski, 3 formy witaminy C, lamelle cholinowe, fosfatydylocholina, alkohole C12-C16, aktywne peptydy, olej tsubaki, kwas hialuronowy


Cała seria Biofusion 3C zasługuje na pozytywną opinię i bardzo gorąco ją polecam. Używanie kosmetyków jednej linii ma sens i przynosi o wiele lepsze efekty, niż gdybyśmy nakładały je pojedynczo, jednak każdy jeden zachwyca swoim zapachem, konsystencją, opakowaniem. Kompozycja cudownie otulającego, kwiatowego aromatu z orzeźwiającymi owocowymi nutami, zamknięta w ekskluzywnych, szklanych opakowaniach to bez wątpienia jedno ze wspanialszych połączeń na rynku kosmetycznym. Design zwraca uwagę i jest prawdziwą perełką na mojej toaletce.
Jednak kosmetyki Yonelle nie tylko wyglądają, ale - co ważniejsze - działają i faktycznie robią to, co obiecuje producent. Po raz kolejny miałam okazję, by się o tym przekonać. Ufam, że i Wy dacie się skusić mocą witaminy C, dzięki której Wasza skóra pięknie się rozświetli, ujędrni i nabierze zdrowego kolorytu... tak, jak moja :). Oprócz widocznego rozjaśnienia zauważam również poprawę elastyczności, struktury, gęstości i sprężystości. 

Moim zdaniem seria Biofusion 3C doskonale sprawdzi się jako zastrzyk energii i  kompres na jesienne znużenie Waszej skóry, polecam:)

Zarówno tę serię, jak i pozostałe kosmetyki Yonelle kupicie w sklepie on-line producenta oraz w perfumeriach Douglas, w których aktualnie trwa promocja  -20% na polskie marki :)




MAC, Impassioned - Amplified Creme Lipstick

MAC, Impassioned - Amplified Creme Lipstick

Na tę pomadkę firmy MAC miałam ochotę od dłuższego czasu. Przepiękny fuksjowy róż to zdecydowanie mój kolor, dlatego nie mogłam pozostać obojętna na jej urok. Cudownie kremowe wykończenie Amplified Creme to gwarancja trwałości, dobrego krycia i masełkowej formuły, która podkreśla usta porządnie napigmentowanym odcieniem. 

Cóż mogę o niej napisać? Jest absolutnie zachwycająca! 

Gwiazda dzisiejszego wpisu: Impassioned :)


Kolor niejednoznaczny i trudny do opisania, jednak nie zmienia to faktu, że jest moc. Te z Was, które wolą siebie w delikatniejszym wydaniu, nie powinny nawet zerkać w jej kierunku, bo - pomimo, że niezwykle piękna - należy do tych z gatunku rzucających się w oczy, mocno nasyconych. Z racji swojej gęstej formuły nie jest to pomadka łatwa w obsłudze - nie wybaczy braku kredki i niewypielęgnowanych ust. Jednak warto się postarać, bo efekt wynagrodzi cały trud. 

Impassioned ( 86zł / 3g ) utrzymuje się ok 5 godzin, po czym należy dokonać niewielkich poprawek. Jeśli w międzyczasie spożywamy posiłek lub pijemy straci na intensywności, ale nie zniknie zupełnie tylko zetrze się na środku, a kontur pozostanie. Według mnie to bardzo dobry wynik, prawda?

Ja jestem absolutnie zakochana! Same zobaczcie jaka jest urocza :)

MAC, Impassioned - Amplified Creme Lipstick


Jak Wam się podoba? Lubicie mocne usta, czy preferujecie subtelne nudziaki?



Musujące kule do kąpieli - Czekolada, Nagietek, Mleko Miód Owies - Ministerstwo Dobrego Mydła

Musujące kule do kąpieli - Czekolada, Nagietek, Mleko Miód Owies - Ministerstwo Dobrego Mydła

Aromatyczne zamówienie od Ministerstwa Dobrego Mydła dotarło do mnie w idealnym momencie. W ubiegłym tygodniu zdrowie odmówiło mi posłuszeństwa i na dobre rozłożył mnie wyjątkowo uciążliwy wirus wymagający kilkudniowej rekonwalescencji, która - jak się dziś okazało - przedłuży się jeszcze o tydzień. Gorące kąpiele i wcieranie rozgrzewających schorowane ciało olejków stało się moim rytuałem, a skoro można umilić sobie owe czynności, to czemu nie? :)

Musujące kule, a właściwie półkule do kąpieli stanowiły mocny punkt mojego zamówienia i pokładałam w nich nadzieje na cudowne, cielesne doznania. Spośród wszystkich dostępnych w internetowym sklepie tej małej, rodzinnej manufaktury mydlarskiej z Kamienia Pomorskiego, wybrałam sobie trzy: Czekoladę, Nagietek oraz Mleko Miód Owies. Nie zamierzam trzymać Was w niepewności i stopniować napięcia... od razu napiszę, że to co otrzymałam to nie tylko wspaniały umilacz wieczornych kąpieli, ale i genialny wspomagacz wszelkich rytuałów pielęgnacyjnych. Mogłabym pisać peany pochwalne, rozpływać się nad ich właściwościami, nakreślać zapachy, dać wyraz swojemu zadowoleniu, ale to wszystko byłoby za mało, bo półkule MDM to czysta rozkosz.


Półkule kąpielowe Ministerstwa Dobrego Mydła to musujący proszek uformowany w kształt kuli o gramaturze ok 60g. Koszt jednej to 5,50zł. Właścicielki zadbały o szeroki wybór, dlatego - oprócz tych, które za chwilę Wam przybliżę - możecie jeszcze skosztować np. lawendy, rumianku, czy róży z glinką. Receptura kul zawiera możliwie największą ilość olejów i maseł, takich jak nierafinowane masło Shea, olej ze słodkich migdałów, olejek z pestek winogron, pełne mleko i olej ryżowy. Pod wpływem ciepłej wody kula rozpuszcza się i musując uwalnia mleko oraz oleje, w wyniku czego skóra po kąpieli staje się gładka i odżywiona, wystarczy spłukać ciało ciepłą wodą i delikatnie osuszyć ręcznikiem, dodatkowe nakładanie balsamu jest całkowicie zbędne.


Czekolada to naprawdę czekolada... tak apetyczna, że ma się ochotę spróbować czy to aby na pewno jest niejadalne. Nie wyczuwam absolutnie żadnej chemii, a aromat, który unosi się podczas kąpieli otula, wyostrza zmysły i powoduje niemały ślinotok. Kompozycja idealna dla wszystkich czekoladoholików będąca doskonałym substytutem kalorycznego odpowiednika.

Skład: Soda Oczyszczona, Kwasek Cytrynowy, Masło Shea, Olej ze Słodkich Migdałów, Olej z Pestek Winogron, Olej Ryżowy, Pełne Mleko, Kakao, Aromat


Nagietek oprócz olei i maseł zawiera w składzie kojący macerat z nagietka lekarskiego oraz suszony nagietek, który tworzy kolorową pierzynkę dla śnieżnobiałej kuli. Podobnie jak w przypadku Czekolady zapach jest intensywny, ale nie ma tu słodyczy tylko kwiatowa świeżość, natura w najczystszej postaci.

Skład: Soda Oczyszczona, Kwasek Cytrynowy, Masło Shea, Olej ze Słodkich Migdałów, Olej z Pestek Winogron, Olej Ryżowy, Pełne Mleko, Nagietek lekarski, Olejek Eteryczny ze Słodkiej Pomarańczy


Mleko Miód Owies to kula, w której zanurzone są płatki owsa, a w połączeniu z miodem pszczelim stanowi cudnie pachnący kompres dla przesuszonej skóry.  Niesamowicie esencjonalna, treściwa, o bajkowym, skondensowanym składzie. 

Skład: Soda Oczyszczona, Kwasek Cytrynowy, Masło Shea, Olej ze Słodkich Migdałów, Olej z Pestek Winogron, Olej Ryżowy, Pełne Mleko, Owies (Płatki), Miód pszczeli, Aromat


Kąpiel z dodatkiem półkul Ministerstwa Dobrego Mydła to nie tylko aromatyczna przyjemność. Składy pozwalają cieszyć się odświeżoną i odpowiednio wypielęgnowaną skórą. Zdaję sobie sprawę z tego, iż może być Wam trudno uwierzyć w ich moc, jednak zapewniam, że one naprawdę działają i robią genialną robotę! Po osuszeniu ciała ręcznikiem, jest ono gładkie, wspaniale nawilżone i natłuszczone, przez co balsam będzie jedynie kaprysem, nie koniecznością. Te niepozorne kule to prawdziwa bomba odżywcza, spróbujcie, a nie będziecie żałować... słowo:)


Żałuję, że nie mogę przesłać tych aromatów wprost do Waszych nozdrzy, jestem pewna, że z miejsca by Was oczarowały.



Matte Crayon Lipstick nr 10 - Matowa pomadka do ust w kredce Golden Rose

Matte Crayon Lipstick nr 10 - Matowa pomadka do ust w kredce Golden Rose

Matte Crayon Lipstick firmy Golden Rose to matowa pomadka w kredce dająca aksamitne wykończenie. Wysoka zawartość pigmentu oraz długotrwała formuła sprawiają, że pomadka długo utrzymuje się na ustach, a dzięki zawartości składników nawilżających oraz wit.E dodatkowo je pielęgnuje. Paleta kolorów obejmuje aż 15 odcieni, od zupełnie neutralnych aż po mocne czerwienie, dlatego z doborem odpowiedniego żadna z Was nie powinna mieć problemu.

Kolor, który posiadam trafił do mnie w wyniku konsultacji z przedstawicielką firmy podczas konferencji Meet Beauty. Numer 10 to piękny, zgaszony róż, chłodny, surowy, bardzo jesienny. Zazwyczaj wybieram bardziej wyraziste odcienie, ale ten wyjątkowo przypadł mi do gustu i chętnie oraz często ląduje na moich ustach. Według mnie jest świetnym tłem dla jesiennych stylizacji.


Sama idea pomadki w kredce jest mi świetnie znana, mam też doświadczenie z matowym wykończeniem. Ale, ale... w przypadku tej nowości, Golden Rose serwuje nam matową pomadkę o aksamitnym wykończeniu. Niby jedno przeczy drugiemu, jednak jest jak najbardziej uzasadnione! Bo efekt jaki uzyskujemy po aplikacji to nic innego jak aksamit. Nie jest tępa jak typowe maty, nie podkreśla suchych skórek, nie wysusza ust. Wystarczy kilka ruchów, by pięknie pokryła usta, bez żadnych prześwitów. Jeśli chodzi o trwałość to na moich ustach wytrzymuje mniej więcej 3 godzinki, więc nie jest źle. Ściera się równomiernie, nie zbiera się w załamaniach, a forma kredki pozwala precyzyjnie obrysować kontur. 
Jedynym minusem jaki dostrzegłam to konieczność temperowania kredki, która z racji swojej grubości wymusza konieczność nabycia odpowiedniej temperówki. Wolałabym aby pomadki były wykręcane, zdecydowanie :)

Naprawdę nie dostrzegam w niej innych wad, tym bardziej, że Matte Crayon Lipstick kupicie za ok 10zł. Za tę cenę otrzymacie 3,5g bezzapachowej matowej pomadki, która z pewnością przypadnie Wam do gustu:)

Matte Crayon Lipstick nr 10 - Matowa pomadka do ust w kredce Golden Rose

Jak zapatrujecie się na tę nowość firmy Golden Rose? Lubicie matowe wykończenie? A może preferujecie błyszczyki? Piszcie, piszcie, bo temat pomadek jest mi szczególnie bliski i z przyjemnością poczytam o Waszych ulubieńcach:)



GlamGlow, Oczyszczająca pianka do mycia twarzy SuperCleanse

GlamGlow, Oczyszczająca pianka do mycia twarzy SuperCleanse

Kiedy tylko zobaczyłam w sieci zapowiedzi pianek do mycia twarzy GlamGlow wiedziałam, że choć jedna z nich będzie moja. Udane spotkanie z czarną maską pozwoliło mieć nadzieję, że i tym razem moje oczekiwania zostaną spełnione. Na pierwszy ogień poszła wersja SuperCleanse, czyli oczyszczająca pianka dla cer problematycznych stworzona, by zredukować niedoskonałości, absorbować nadmiar sebum, pozostawić skórę czystą i zmatowioną. 

GlamGlow SuperCleanse ( 150g/149zł ) to pierwszy na świecie preparat oczyszczający typu 'mud to foam', który pod wpływem wody zmienia konsystencję z błotnistej w piankową, by efektywnie rozpuścić tłuszcz i makijaż oraz zmyć pozostałości blokujące pory. Formułę oparto na śródziemnomorskiej glince o właściwościach detoksykujących. Oprócz wspomnianej glinki w składzie znajdziemy bogaty w minerały węgiel bambusowy, ekstrakt z korzenia lukrecji, który koi podrażnioną skórę oraz redukuje zaczerwienienia, wspomagający blask cery ekstrakt z czarnego kminu, a także kwasy: glikolowy i mlekowy, które eliminują obumarłe komórki i nadmiar zanieczyszczeń. Ponadto oczyszczająca pianka nie zawiera SLS, ani parabenów.

Skład:  Water, Sodium C14-16 Olefin Sulfonate, Kaolin, Magnesium Aluminum Silicate, Sodium Cocoamphoacetate, Nigella Sativa, Seed Extract, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Glycerin, Carbon (Bamboo Charcoal), Propanediol, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Eucalyptus Globulus Leaf Powder, Mentha Piperita (Peppermint) Oil, Lactic Acid, Glycolic Acid, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Glyceryl Polyacrylate, Xanthan Gum, Fragrance,  Linalool, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin.


Oczyszczająca pianka GlamGlow to produkt, który działa intensywnie i nie można zaliczyć jej do tych delikatnych, sprawdzających się w pielęgnacji każdego typu skóry. Glinka w połączeniu z kwasami to idealne rozwiązanie dla cer tłustych, problematycznych, a i te powinny zachować ostrożność. Osobiście używam jej 3-4 razy w tygodniu aby dogłębnie oczyścić lico, jednak nie traktuję jej jedynie jako produkt do mycia, ale jako maskę, która podczas spłukiwania skutecznie odświeża, usuwa wszelkie zanieczyszczenia, redukuje nadmiar sebum i pozostawia skórę w czystości absolutnej, wręcz zauważalnej. Po osuszeniu czuć delikatne ściągnięcie, dlatego odżywienie i nawilżenie odpowiednim kremem lub olejkiem jest niezbędne. 
Oprócz swej mocy pianka ma bardzo fajne opakowanie w postaci tekturowej tuby oraz plastikowej butli ze sprawnie działającym dozownikiem w postaci pompki. Wystarczą dosłownie 2 porcje, by pokryć całą twarz czarnym błotkiem, który pod wpływem wody zmienia swą konsystencję w piankową, a kolor w zielony. Ot, taki kameleon:) Jedyne co w tym kosmetyku pozostaje niezmienne to zapach - intensywny, mentolowy, drażniący nozdrza... osobiście bardzo go lubię, ale co wrażliwsze nosy może męczyć.

Zachęcam Was do wypróbowania, jednak uprzedzam, że jest moc. Myślę, że te pianki to fajna alternatywa dla tych z Was, które chciałyby przetestować słynne maski, ale cena jest nie do przeskoczenia. W przypadku tego kosmetyku mam i maskę i produkt do oczyszczania w jednym. Taki bonus:)


Znacie pianki do mycia twarzy GlamGlow


Instagram mix #6 / październik. Urodziny, nowości, lista marzeń

Parafrazując pewną reklamę, październik okazał się miesiącem szybszym niż okamgnienie. Motywem przewodnim były nowości, bo już dawno żaden miesiąc nie był tak hojny. Pojawiło się mnóstwo ciekawych kosmetyków, wzbogaciłam szafę w niesamowicie wygodne sztyblety, spełniłam też jedną z zachcianek, która nęciła mnie długie miesiące. Ponadto miałam niebywałą przyjemność poznać część z Was na konferencji Meet Beauty, co cieszy mnie tym bardziej, że udało mi się pokonać wewnętrzny lęk przed dużymi imprezami. Jak się okazało na stres nie było nawet czasu :). Co jeszcze? Październik to miesiąc moich urodzin, tak więc była okazja do świętowania. Działo się, oj działo i to jak przyjemnie! Zresztą same zobaczcie...

Kiedy w lodówce zalegają resztki jedzenia, to znak, że trzeba zrobić zapiekankę. Wystarczy wrzucić wszystko do naczynia żaroodpornego, polać sosem śmietanowo-serowym, posypać słuszną ilością startego sera i pałaszować do woli. Nic trudnego, u mnie w domu jest dwoje zapiekankożerców, a i ja nie pogardzę, więc, jak widać, same plusy / A kiedy o poranku mam wystarczająco dużo czasu,  lubię je celebrować przyrządzając sobie smaczne i zdrowe uczty... tu wersja mocno odstresowująca. Jeśli nie wierzycie spróbujcie schrupać taką ilość orzechów, a zrozumiecie :) / Dzień leniwca kanapowego z tendencją do notorycznie zimnych stóp / Ów leniwiec

Strój dnia, czyli #outfitoftheday. Taką opcję preferuję - wygoda przede wszystkim. Na ustach tradycyjnie odrobina mocy, która zowie się Impassioned / Różowy październik. Tym zdjęciem dorzuciłam malutką cegiełkę na rzecz walki z rakiem piersi / Pogoda nas rozpieszcza, więc praktykujemy spacery wszelakie, zarówno te mniejsze, jak i większe

Konferencja Meet Beauty w Warszawie. Te z Was, które śledzą mnie na Instagramie, mogły być na bieżąco, a dla wszystkich moich Czytelniczek przygotowałam krótką relację na blogu.

Coś co tygryski lubią najbardziej - nowości!
Po bardzo udanym debiucie produktów do włosów marki Insight, popełniłam kolejne zamówienie. Tym razem o moje kosmyki dba szampon do włosów wypadających oraz maska chroniąca kolor włosów farbowanych. Zdaje się, że to kolejny hit, ale jeszcze nie czas, by chwalić dzień... / Wspomniane sztyblety. Znalazłam idealne - wygodne, wykonane ze skóry naturalnej przez polskiego producenta Maciejka. Aż chciałoby się rzec #dobrebopolskie / Jesienna nowość marki Yonelle, czyli maski nanodyskowe. Wszystkie trzy pokrótce opisałam w jednym z ostatnich postów, a więc wystarczy kliknąć :) / A to już jeden z prezentów urodzinowych, zapach, który chciałam mieć od pierwszego niuchnięcia: Givenchy, Dahlia Divin. Oszałamiająco piękny! / Spełniam swoje marzenia. Miał być Kors, a jest Fossil i muszę przyznać, że była to absolutnie świadoma decyzja. Mierzyłam oba i ten, na który się zdecydowałam wygrał w przedbiegach. Nie żałuję, jest piękny :) Lista marzeń zmniejszyła się o jedną pozycję:)


Na blogu też było ciekawie! Zachęcam do przeczytania postów, które opublikowałam w październiku:

Insight, Daily Use - naturalne kosmetyki do codziennej pielęgnacji włosów
Lovely, Złoty rozświetlacz do twarzy
Olivolio, żel do mycia twarzy na bazie oliwy z oliwek
Domowe wypieki: ciasto z jabłkami na pszenno-owsianym spodzie z dodatkiem cynamonu
Przesyłka pachnąca naturą: Ministerstwo Dobrego Mydła




Tyle o mnie, a Wy jak wspominacie miniony miesiąc? Zachwycił Was, czy przyniósł rozczarowanie? Opowiadajcie:)


Życzę wszystkim udanego listopada! Buziaki :)