Drogi Czytelniku! Daj znać, że jesteś. Międzynarodowy Dzień Blogera

Blogosfera jest kopalnią inspiracji, a wpis, który właśnie czytacie jest tego najlepszym przykładem :)

komentowanie na blogu

Gdy kilka dni temu natknęłam się na post o mordowaniu sówek, kliknęłam wiedziona wrodzoną ciekawością. W trakcie czytania uśmiechałam się, ale i kiwałam głową ze zrozumieniem. Pomysł Natalii na przekazanie w dowcipny sposób tego, co siedzi w głowie każdej osobie tworzącej swoje miejsce w sieci był tak nietypowy, że nie sposób było pozostać na jej apel obojętną. Uratowałam ptaszynę, bo wiem, jak ważne jest, by to robić. Szkoda bezbronnych, małych sówek i przykro jest, gdy Czytelnicy na to pozwalają...


Piszę dla Ciebie

Jeśli prowadzisz blog to doskonale wiesz, jaki to pożeracz czasu. Przygotowanie kompletnego tekstu, wraz ze zrobieniem i obróbką zdjęć, to często kilka godzin. Nie uważam ich za czas stracony, bo blog przyniósł mi ogrom korzyści - oprócz kwestii czysto technicznych nauczył mnie również cierpliwości i systematyczności. Nie bez znaczenia są też ludzie, których zapewne nigdy bym nie poznała, gdyby nie mój blog. W czerwcu minęły trzy lata odkąd pełna nadziei i kompletnie nie spodziewająca się tego, co nastąpi, stworzyłam tę stronę.
Było różnie, momentami traciłam wiarę, że to wszystko ma sens. Chyba każdy z nas przechodzi taki blogowy kryzys. Kończyło się na tym, że i tak wracałam, bo kurczę, naprawdę to lubię! :). I cenię Was, i Wasze komentarze, i to, że dzielicie się swoimi - często osobistymi - przemyśleniami, że dzięki nim poznaję Wasze zdanie na przeróżne zagadnienia. Staram się, by posty były urozmaicone, piszę o tym, co mnie inspiruje. 


Daj znać, że jesteś

A gdybym Cię poprosiła, abyś Ty, Drogi Czytelniku zrobił coś dla mnie? Tworząc nowe posty liczę, że Ci się spodobają, że będą dla Ciebie użyteczne lub że w jakiś sposób na Ciebie wpłyną, spowodują, że się zatrzymasz, zastanowisz. Moje wpisy czyta średnio kilkaset osób, kilkaset żywych istot zainteresowanych tym, co mam do przekazania. Chciałabym zachęcić Cię do napisania kilku słów, nie muszą to być rozbudowane komentarze, daj mi po prostu znać, że jesteś, przywitaj się, powiedz cześć. Na pewno wiesz, jak niewiele słów czasem trzeba, by zrobić przyjemność drugiej osobie. Idź tym tropem i napisz do mnie. Chciałabym Cię poznać. Jeśli do tej pory pozostawałeś w cieniu i nie zostawiłeś po sobie żadnego śladu, zmień to. Musisz wiedzieć, że komentarze od Czytelników to jeden z głównych wyznaczników dających odczuć, że to co blogger pisze spotyka się z aprobatą osób czytających. 


Międzynarodowy Dzień Blogera

Dziś jest 31 dzień sierpnia, czyli święto wszystkich blogerów. Niech to będzie wystarczająca zachęta, być się do mnie odezwał... hmm? No to jak? Mogę na Ciebie liczyć? A jeśli prowadzisz własnego bloga, może się nim pochwalisz w komentarzu? Chętnie poznam nowe, ciekawe miejsca w sieci :)

Mam na imię Iwona, a Ty?


Korzystając z okazji pragnę życzyć wszystkim blogerom nieustającej weny i chęci tworzenia. 


Udanego tygodnia Kochani!


Zdjęcie do dzisiejszego posta pochodzi z darmowego banku zdjęć Natalii :)



Kosmetyczne nowości ostatnich tygodni - sierpień

Ostatni tydzień upływa mi pod znakiem pracy, która pochłania niemal cały mój czas. Wpadłam w niezły wir, przez co chwil tylko dla siebie jak na lekarstwo, doba za krótka, a obowiązków nie ubywa. Taki stan potrwa jeszcze minimum tydzień, dlatego z góry przepraszam za opóźnienia w odpowiadaniu na Wasze komentarze. 
Pomyślałam, że umilę sobie ten ciężki okres i przygotuję dla Was post zbiorczy prezentujący kosmetyczne nowości ostatnich tygodni. Byłam niemal pewna, że nie kupiłam wiele... hmm... teraz widzę, jak złudna to była nadzieja. Sama nie wiem, jak to się stało :)

Kosmetyczne nowości ostatnich tygodni - sierpień

Ale po kolei...


Na początku miesiąca skusiłam się na niewielkie zamówienie kosmetyków do pielęgnacji włosów marki INSIGHT. Mój zestaw to maska, odżywka i szampon do codziennego stosowania z serii Daily Use. Kosmetyki mają naturalne składy, więc fanki zielonego powinny się nimi zainteresować. Po raz kolejny daję szansę naturalnym produktom i pełna nadziei włączam je do pielęgnacji moich włosów. Jeśli i tym razem okaże się, że nie jestem usatysfakcjonowana efektami, będę musiała przyjąć do wiadomości, że moje włosie lubi chemię, silikony i całe zło, którego powinnam się wystrzegać. 

Pierwsze wrażenia na plus, więc może, może...


Suchy szampon Batiste dla ciemnowłosych okazał się małym rozczarowaniem. O ile standardowe wersje były ok, tak ta kompletnie mi nie odpowiada ponieważ zostawia na włosach brązową warstewkę, która podczas dotykania kosmyków wchodzi pod paznokcie, bleh :(
Kolejna nowość to żel do mycia twarzy na bazie oliwy z oliwek marki Olivolio, który kupiłam w Naturze oraz farba do włosów Loreal w odcieniu 500 Naturalny Brąz.


Znów pielęgnacja. Tym razem błotko do mycia twarzy GlamGlow, które kusiło mnie od momentu pokazania się w ofercie marki. Kilka miesięcy temu opublikowałam recenzję czarnej maski oczyszczającej, którą bardzo dobrze wspominam, dlatego postanowiłam przetestować tę błotnistą mazię z nadzieją, że sprawdzi się równie zadowalająco. Peeling do ciała Douglas z serii Home Spa to uzupełnienie braków. Wybrałam sobie wersję cukrową. Zapach - obłędny. Pierwsze testy dopiero przede mną, ufam, że będzie dobrze. Czy pobije mojego ulubieńca marki Geomar? Zobaczymy...
Ostatnia pielęgnacyjna nowość to Extra Hydrating Cream, czyli nawilżający krem na dzień firmy Yonelle, której kosmetyki już na stałe zagościły w mojej pielęgnacji, dbając o idealną kondycję skóry twarzy. Jeśli jesteście zainteresowane ofertą firmy, zachęcam do kliknięcia w etykietę Yonelle, którą znajdziecie u góry dzisiejszego wpisu, być może ułatwi Wam dobór właściwego kosmetyku.


Na koniec odrobina kolorówki. Ostatnio prawie w ogóle jej nie kupuję, ponieważ postanowiłam wykończyć trochę swoich zasobów. Ta, którą mam w zupełności mi wystarcza i w zasadzie nic nie potrzebuję, a drobiazgi, które widzicie na zdjęciu to typowe zachcianki. Kolejny kwadrat do mojej palety cieni Inglot - matowa czerń, która świetnie zastąpi eyeliner i na co dzień będzie mniej kłopotliwa, a makijaż szybszy. Nie mogłam też oprzeć się nowości firmy do podkreślania brwi, czyli słynnej żelowej farbce. Mój odcień to 12 i musicie wiedzieć, że jeśli rozważacie zakup tego kosmetyku, najlepszym rozwiązaniem byłoby sprawdzenie kolorów w salonie, bo słocze w sieci są mylące. Gdybym kupiła kolor, który wstępnie planowałam, wyglądałabym jak Frida Kahlo :)
Ostatnią nowością jest lakier Bell do frencha z numerkiem 04 - świetny i kosztował grosze. Pewnie już przyzwyczaiłyście się do tego, iż moje lakierowe zakupy prawie nigdy nie przewyższają kwoty 10zł. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Z tego co pamiętam kosztował ok 6zł. Zdjęcie podglądowe znajdziecie w poście o  mojej pielęgnacji paznokci i skórek.



Jak tam Wasze kosmetyczki dziewczyny? Wzbogaciły się ostatnio o jakieś perełki?



Remont kuchni. Biała cegła - tak, czy nie?

Uwielbiam drobne modyfikacje wystroju, które nie są kosztowne, a w prosty sposób odmieniają wnętrze. W poście o dodatkach, będących najszybszą metodą na wizualne odświeżenie mieszkania, prezentowałam kilka drobiazgów, którymi osiągniemy ciekawy efekt bez obciążania domowego budżetu. Niestety zdarza się, że zmiana dekoracji nie wystarcza. Tak też jest z naszą kuchnią, która domaga się większych nakładów finansowych.
Dlatego stało się - remont kuchni zaplanowany. Pomysł, który jeszcze kilka miesięcy temu błąkał się jedynie w głowie, nabiera realnych kształtów.
Muszę się przyznać, że jestem osobą niecierpliwą, dlatego robię wszystko, by wstępne projekty doprowadzić do finału w jak najkrótszym czasie. Nie inaczej było z remontem naszej kuchni. Co prawda początkowe założenia nijak się mają do ostatecznych szkiców, ponieważ w między czasie pojawiło się mnóstwo wątpliwości.

Remont kuchni. Biała cegła - tak, czy nie?

Zdjęcie powyżej pochodzi z Magazynu Westwing, gdzie znajdziecie mnóstwo wnętrzarskich inspiracji,  i znalazło się tu nie przez przypadek. 

Gdy w domu pojawiły się pierwsze, nieśmiałe rozmowy dotyczące remontu kuchni, pierwszą myślą była ściana z białej cegły. Ten trend szalenie nam się podoba i chcieliśmy go przenieść do naszego wnętrza. Długo trzymaliśmy się tej wersji, zaczęły się nawet pierwsze przymiarki, szukanie inspiracji na aranżację w tym stylu, wstępne poszukiwania w sklepach budowlanych. Prawdę mówiąc nakręciliśmy się do tego stopnia, że opcja z białą cegłą wydawała się przesądzona. Uznaliśmy, że będzie to ciekawy i stosunkowo niedrogi pomysł na odświeżenie kuchni, która wręcz prosi się o niewielką modernizację. W planach było zerwanie tapety zdobiącej jedną ze ścian i zastąpienie jej cegłą. Przed monitorem komputera spędzałam długie godziny, przeglądałam kolejne strony, blogi i magazyny wnętrzarskie.
W związku z wakacyjnymi rozjazdami postanowiliśmy przełożyć remont na wczesną jesień. W międzyczasie pojawiły się jednak wątpliwości...

Tu pytanie do Was. Może któraś z moich Czytelniczek posiada w swoim domu takie ceglane wykończenie i będzie umiała odpowiedzieć mi na pytanie odnośnie sposobów na utrzymanie jej w czystości. Wiem, że biała cegła jest bardzo popularna i jeśli nie u Was, to być może u kogoś ze znajomych spotkałyście taką aranżację. 

Największe wątpliwości budzi jej praktyczność. Biała cegła pięknie wygląda w salonie lub jako niewielki element zdobiący inne pomieszczenia. Szukając inspiracji widziałam ją jako wykończenie jednej z kuchennych ścian i totalnie oczarowało mnie to, jak wyglądała całościowo,  ale zastanawiam się, czy pogoń za marzeniami nie okaże się strzałem w stopę. Kuchnia to miejsce, w którym oprócz kurzu zbierają się też typowo kuchenne opary, stąd moje wątpliwości. Nie chciałabym  za kilka miesięcy kląć w duchu i złorzeczyć na swój wybór.

Remont kuchni wiąże się z większymi wydatkami, niż drobne modyfikacje wystroju, dlatego staram się, by był starannie zaplanowany. Jeśli posiadacie wiedzę, która mogłaby ułatwić nam podjęcie ostatecznej decyzji, będę wdzięczna za wszelkie wskazówki. Ja, prawdę mówiąc, mam taki mętlik w głowie, że nie umiem się zdecydować.



Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnicie wpis dalej, korzystając z przycisków poniżej. Każda opinia i rada jest dla mnie na wagę złota :). Dziekuję!



Jak dbam o paznokcie i skórki? Manicure krok po kroku

Pielęgnacja paznokci i skórek wokół to czynność, której poświęcam sporo uwagi. Kompleksowy manicure wykonuję, w zależności od potrzeby, raz lub dwa razy w tygodniu i zajmuje mi mniej więcej godzinkę, ale jest kilka mało absorbujących i zabierających dosłownie kilka minut trików, dzięki którym moje paznokcie na co dzień prezentują się naprawdę dobrze. Według mnie dłonie są wizytówką kobiety, dlatego tak ważne jest, by odpowiednio o nie zadbać. I nie, wcale nie trzeba kupować w tym celu kosmetyków z najwyższej półki cenowej, najważniejsza jest systematyczność i wypracowanie swojego idealnego schematu pielęgnacji. 

Pomyślałam, że zaprezentuję Wam produkty, których używanie przynosi satysfakcjonujące efekty. Postaram się również opisać jak dbam o paznokcie i skórki, a przy okazji będziecie miały podgląd na to, jak wykonuję swój manicure krok po kroku. Serdecznie zapraszam.

Jak dbam o paznokcie i skórki? Manicure krok po kroku

Jak widzicie mój zestaw wcale nie jest szczególnie rozbudowany, ale każdy produkt znajduje swoje zastosowanie i jest systematycznie używany. Tych kilka akcesoriów i kosmetyków pozwala mi skutecznie zadbać o paznokcie i skórki, dzięki czemu nie martwię się o ich dobry stan. 

Papierowy pilnik znakomicie sprawdza się do delikatnego spiłowania i nadania pożądanego kształtu. Nie zadziera, ani nie kaleczy paznokci. Używałam już wielu, różnych pilników, zarówno tych papierowych, jak i szklanych i obydwa rodzaje mogę Wam śmiało polecić. Unikam jedynie tych metalowych, ponieważ zauważyłam, że mają zły wpływ na stan moich paznokci - w krótkim czasie zaczynają się rozdwajać i łamać. Nie dostrzegłam znaczącej różnicy, jeśli chodzi o stosunek ceny do jakości, dlatego kupuję jedne z tańszych, łatwo dostępnych, które i Wy bez trudu znajdziecie w każdej drogerii.

Drewniane patyczki do odsuwania skórek to też jedne z łatwiej dostępnych i tańszych. Zawsze kupuję je w zestawie 10 szt, ponieważ zużywam ich sporo i takie rozwiązanie jest dla mnie najbardziej zasadne. Te, które znalazły się na zdjęciu to patyczki Top Choice, kosztowały ok 3zł. Używam ich do usunięcia rozpuszczonych skórek oraz odsunięcia i przygotowania do wycięcia cążkami tych, które okazały się twardsze i bardziej kłopotliwe.

Waciki kosmetyczne zawsze kupuję w Biedronce. Jak dla mnie są świetne, nie pylą, nie rozwarstwiają się, są zwarte. Jestem z nich bardzo zadowolona i nie czuję potrzeby, by zmieniać swoje przyzwyczajenie. Warto polować na okazję i zaopatrzyć się w dwupaki, dzięki czemu cena jest znacznie korzystniejsza.

Metalowe cążki służą mi do wycinania bardziej opornych skórek, które nie poddały się wstępnemu rozpuszczaniu. Wiem, że zdania na ich temat są mocno podzielone, jednak trzeba pamiętać, że skórki każdej z nas różnią się - niektóre są bardziej wymagające, dlatego delikatne wycięcie nie przyniesie szkody, a paznokcie zyskają na wyglądzie. Co jakiś czas, dla zachowania niezbędnej higieny, dokładnie je wyparzam oraz przecieram spirytusem. Kupiłam je już dawno temu i nie pamiętam dokładnej ceny, ale wydaje mi się, że uda Wam się znaleźć porządne, ostre cążki już za kilkanaście złotych. Moje na pewno nie były droższe, a spisują się doskonale.

Jak dbam o paznokcie i skórki? Manicure krok po kroku

Olej kokosowy służy mi do natłuszczania skórek, wmasowuję go również w paznokcie. Jeśli akurat nie macie oleju kokosowego, możecie użyć chociażby oliwy z oliwek - kąpiel w podgrzanej oliwce zmiękczy naskórek oraz wzmocni płytkę. Osobiście preferuję właśnie olej kokosowy ze względu na jego stałą konsystencję. Nic się nie rozlewa, nie ścieka po dłoniach, a efekty regularnego stosowania są rewelacyjne. 

Odżywkę do paznokci 8w1 firmy Eveline kupuję nieprzerwanie od ponad dwóch lat. Nie dostrzegłam żadnych niepokojących objawów, dlatego nie przewiduję zmian. Wiem, że jest dość kontrowersyjna - swego czasu pojawiło się na jej temat mnóstwo niepochlebnych opinii, jednak mi służy bardzo dobrze, paznokcie rosną jak na drożdżach, są mocne, nie rozdwajają się, nie łamią. Naprawdę nie mam jej nic do zarzucenia. Cena odżywki to ok 10zł.

Peeling do rąk Eveline to kolejny świetny produkt za niewielkie pieniądze. Ten kosmetyk pojawił się już na blogu w poście o produktach za ok 10zł. Moja opinia od tego czasu pozostała niezmienna, dlatego kupuję go regularnie. Ze względu na swoją delikatność, bardzo dobrze sprawdza się w podstawowej pielęgnacji dłoni, dba o ich schludny wygląd, w przyjemny i aromatyczny sposób złuszcza martwy naskórek i jest tani. Dla mnie bomba.

Instant Cuticle Remover, czyli preparat do usuwania skórek marki Sally Hansen to szalenie popularny i często chwalony produkt. Myślę, że wśród moich Czytelniczek nie znajdzie się ani jedna, która nigdy nie słyszała o właściwościach żelu znajdującego się w tej małej, niebieskiej tubce. No cóż, ja również nie pozostałam obojętna na liczne zachwyty na jej temat. Używam jej od dłuższego czasu i na chwilę obecną mogę napisać, że jest to najlepszy preparat ułatwiający usunięcie skórek, jaki miałam okazję testować. W kilka minut rozpuszcza skórki i pozwala utrzymać je w doskonałej kondycji. Po aplikacji wystarczy delikatnie usunąć je drewnianym patyczkiem - schodzą bez najmniejszego problemu. Preparat Sally Hansen kupicie za ok 20zł. 

Diamond Flash Fast Dry Top Coat to szybkoschnący top diamentowy marki Sally Hansen, który pojawił się u mnie trochę przez przypadek, trochę z gapiostwa, a okazał się idealnym wysuszaczem i  preparatem pięknie podkręcającym połysk lakieru. Kupiłam go podczas słynnej promocji drogerii Rossmann, a na blogu opisywałam go wraz z innymi nowościami, na które wówczas się skusiłam.
Jestem nim zachwycona ponieważ w znacznym stopniu przyspiesza wysychanie lakieru, utwardza go, przedłuża trwałość do tygodnia, nadaje połysk, wyrównuje drobne niedociągnięcia podczas malowania. Po prostu rewelacja. Dzięki niemu cały manicure zajmuje mi o wiele mniej czasu, a samo malowanie to góra 10 minut :). Regularna cena to ok 45zł, ale warto polować na promocje. Mi udało się go kupić za połowę tej kwoty. Polecam.

Zmywacz Isana. Cóż mogę napisać? Dobry produkt za małe pieniądze. Spisuje się bez zarzutu. Szybko zmywa, nie wysusza płytki, ani skóry wokół. Fajny, duży i niedrogi, czegóż chcieć więcej...

Jak dbam o paznokcie i skórki? Manicure krok po kroku

Poznałyście już kosmetyki i akcesoria, które pomagają mi dbać o paznokcie i skórki, a teraz spróbuję opisać jak wygląda mój manicure krok po kroku.

Pierwszym krokiem jest oczyszczenie płytki z lakieru. Następnie, za pomocą papierowego pilnika, nadaję im pożądany kształt. Po delikatnym spiłowaniu przystępuję do aplikacji preparatu do zmiękczania skórek. Czekam ok 3-5 minut, po czym zaczynam je odsuwać drewnianym patyczkiem oraz usuwać to, co skutecznie się rozpuściło. Należy pamiętać, by nie robić tego zbyt mocno i nie zadzierać więcej, niż zostało zmiękczone przez żel. Następnie myję ręce, a przy okazji wykonuję peeling dłoni, zwracając szczególną uwagę na obszar wokół paznokci. Peeling skutecznie złuszcza martwy naskórek, dodatkowo nawilża i odżywia. Kolejnym krokiem jest dokładne wsmarowanie oleju kokosowego w całą płytkę oraz skórki. Kompres z oleju trzymam ok pół godziny, po czym go zmywam i odtłuszczam płytkę z użyciem niewielkiej ilości zmywacza, przygotowując ją na aplikację odżywki, lakieru kolorowego oraz nawierzchniowego. Jeśli widzę jeszcze skórki, które nadają się do usunięcia, w ruch idą cążki. Po wycięciu tego, co zbędne i co zaburza estetyczny wygląd, maluję paznokcie jedną warstwą odżywki. Używam jej jako podkład. Jeśli Wasze paznokcie potrzebują wzmocnienia, możecie zafundować im kilkudniową kurację - wystarczy przez 3-4 dni z rzędu aplikować kolejne warstwy odżywki, następnie zmyć i powtarzać cały proces aż do osiągnięcia pożądanego efektu.
Po przygotowaniu paznokci maluję je wybranym lakierem kolorowym, a następnie aplikuję wysuszacz. Po kilkunastu sekundach lakier jest suchy, a mój manicure bezpieczny. Ostatnim krokiem jest nakremowanie rąk.


Jak już wspomniałam wyżej kompleksowy manicure zajmuje mi ok godziny. Wykonuję go raz lub dwa razy w tygodniu, jednak na co dzień staram się dbać o paznokcie i skórki na wiele sposobów. 

Raz na dwa tygodnie moczę je w podgrzanej oliwie z oliwek z dodatkiem soku z cytryny. Taki zabieg rewelacyjnie odżywia paznokcie i skórki wokół, a ponadto delikatnie wybiela płytkę, co pozwala mi uniknąć przebarwień, czy zażółceń. Kilka razy dziennie aplikuję na dłonie krem, skupiając się szczególnie na skórkach. Staram się też regularnie wcierać w paznokcie olej kokosowy. 

Jak dbam o paznokcie i skórki? Manicure krok po kroku

Jak widać nie potrzeba wiele, by cieszyć się zadbanymi dłońmi i zdrowymi paznokciami. Kluczowa jest regularność i systematyczność.
Oczywiście kosmetyki to nie wszystko. Należy również pamiętać o zbilansowanej, urozmaiconej diecie, bogatej w składniki odżywcze. Jeśli jest taka potrzeba, można także wspomóc swoją walkę o piękne paznokcie odpowiednimi suplementami. 



Jakich produktów Wy używacie? Co pozwala Wam zadbać o paznokcie i utrzymać skórki w należytym stanie? Macie swoje pewniaki w tym temacie?


Pyszna i zdrowa sałatka z kurczakiem

Sałatka to jeden z najszybszych sposobów na pyszny posiłek. Kombinacji smakowych jest tak dużo, że bez trudu znajdziecie połączenie łechcące Wasze podniebienia. Moim sposobem na sałatkę idealną jest mix świeżych warzyw doprawionych jogurtem naturalnym, sosem pesto lub jeszcze prościej - oliwą z oliwek.  

Jakiś czas temu pokazywałam Wam letni deser owocowy,  dziś natomiast zaprezentuję pomysł na sałatkę z kurczakiem, która jest nie tylko zdrowa i sycąca, ale również cieszy oko wielobarwnością.

Pyszna i zdrowa sałatka z kurczakiem

Sałatka z kurczakiem jest doskonałym pomysłem na kolację, czy pyszny obiad. Oczywiście usatysfakcjonuje również osoby, które w swojej diecie unikają mięsa... wystarczy pozbyć się mięsnego dodatku i mamy niebanalną, apetyczną i mega zdrową przekąskę. 

Wykonanie jest wręcz banalne i nie zabierze wam więcej, niż 15 minut. Jakie składniki znajdziecie na moim talerzu?
  • podsmażona pierś kurczaka
  • szpinak, awokado, pomidor, papryka, rzodkiewki, oliwki 
  • ser feta
  • sos pesto wymieszany z oliwą
  • sól, pieprz
Na talerzu układam zacną porcję zielonego, świeżego szpinaku, a na nim resztę składników w dowolnej ilości i konfiguracji. Ostatnim krokiem jest doprawienie do smaku oraz skropienie mieszanką sosu pesto z oliwą z oliwek. Już samo szykowanie przynosi satysfakcję :). Same zobaczcie, jak pięknie prezentuje się na talerzu...

Pyszna i zdrowa sałatka z kurczakiem
Pyszna i zdrowa sałatka z kurczakiem

Jak widzicie przygotowanie smacznego i, co najważniejsze, zdrowego posiłku nie jest trudne, zwłaszcza latem, gdy świeżych warzyw mamy pod dostatkiem i możemy do woli korzystać z ich dobrodziejstw. Chciałabym Was zainspirować do tworzenia i próbowania nowych połączeń smakowych, a sałatka może być doskonałą bazą do takich eksperymentów. 

Osobiście nie przepadam za wielogodzinnym pichceniem, zdecydowanie wolę dania, których przygotowanie nie zajmuje więcej, niż kilkanaście minut. Pożywna sałatka z kurczakiem jest przykładem, że można przyrządzić coś pysznego przy minimalnym wysiłku. I to lubię! :)


Życzę smacznego weekendu :)



Mamo, Tato, załóżcie mi majtki! Goła pupa na plaży

Kilka dni temu wróciliśmy z krótkiego, wakacyjnego wyjazdu - w tym roku część swojego urlopu postanowiliśmy spędzić nad znanym i tłumnie obleganym jeziorem. Temperatury, jakie panują ostatnio w Polsce przyczyniły się do codziennego plażowania, przez co miałam mnóstwo czasu i okazji do obserwacji ludzi wokół. Jak wiecie jestem osobą tolerancyjną i naprawdę niewiele jest rzeczy, które są w stanie mnie oburzyć, czy zniesmaczyć, ale wobec tego zjawiska po prostu nie mogę przejść obojętnie. Nie pozwala mi na to matczyna troska i lęk przed skutkami braku wyobraźni.

 Mamo, Tato, załóżcie mi majtki! Goła pupa na plaży

Dziś chciałabym poruszyć pewien drażliwy temat, dlatego jeśli macie odmienne zdanie, chętnie je poznam. Otóż mam na myśli niezrozumiałe dla mnie zachowanie rodziców, którzy bez zastanowienia i bez obaw pozwalają swoim kilkuletnim dzieciom na beztroskie bieganie po plaży z gołą pupą. Czy sami też tak chodzą? Nie! Pomijając miejsca, w których jest to oczywiste i wszyscy świadomie na to się godzą, jak plaża dla naturystów, każde inne miejsce publiczne, a plaża bez wątpienia takowym jest, wymusza na nas noszenie bielizny.

Moim zdaniem goła pupa na plaży jest niestosowna z wielu powodów, jednak w dzisiejszym artykule przytoczę trzy najważniejsze. Napiszę to z punktu widzenia matki, którą jestem, aczkolwiek moja córka już dawno temu przekroczyła wiek, w którym miałam jakąkolwiek kontrolę nad jej garderobą. Kiedy jednak takową miałam, nigdy, powtarzam - NIGDY! nie pozwoliłam na to, by biegała po plaży z gołym tyłkiem. Zapewniam Was, że sklepy oferują naprawdę ogromny wybór kostiumów przeznaczonych dla kilkuletnich dzieci i nie widzę powodu, by z tej oferty nie skorzystać.

Przejdźmy zatem do meritum. Dlaczego powinniśmy, a nawet musimy, zakładać dzieciom majtki na plażę?

Bezpieczeństwo

Pierwszy i - według mnie - najważniejszy powód to bezpieczeństwo naszych pociech.
Plaża to miejsce publiczne i bardzo oblegane, na którym spotkać można różne osoby. Żadna z nich nie ma wypisanych na czole swoich preferencji seksualnych, a już na pewno nie nosi koszulki z napisem typu hej! jestem pedofilem! mogę zrobić zdjęcie twojemu dziecku?, dlatego powinniśmy zachować szczególną ostrożność. Nie wiem jak Wy, ale osobiście nie chciałabym, aby moje dziecko stało się obiektem zboczonych fantazji. Dziś, kiedy każdy ma telefon z możliwością fotografowania, zrobienie szybkiej fotki z ukrycia jest mało skomplikowane, a najprostszym sposobem, by przynajmniej ograniczyć tę możliwość jest odzianie naszego dziecka w odpowiednią bieliznę - w tym miejscu wspomnę, że dziewczynki powinny mieć zarówno górną, jak i dolną część kostiumu, ewentualnie może to być kostium jednoczęściowy. Nie pozwólmy, by obca osoba posłużyła się fotką naszej kilkuletniej pociechy, w wiadomych okolicznościach. Być może to, co piszę jest nieco wyolbrzymione, jednak nic, co dotyczy bezpieczeństwa dzieci, nie powinno być lekceważone. Wystarczy odrobina wyobraźni.

Higiena

Morza szum, ptaków śpiew, lato, beztroskie budowanie zamków z piasku... ale - jak to w życiu bywa - każdy kij ma dwa końce. W przypadku plaży są to pety, puste butelki po wypitym alkoholu, resztki jedzenia, opakowania, chusteczki, brudne pampersy, odchody zwierząt, które towarzyszą swoim właścicielom. Mało higieniczne, nieprawdaż? To teraz wyobraźcie sobie, że siadacie w tym wszystkim gołym tyłkiem, narażając się w ten sposób na złapanie czegoś, co niekoniecznie będzie przyjemną - a na pewno długo wspominaną - pamiątką z wakacji. Dlaczego więc narażamy na to swoje dzieci? Nie rozumiem i prawdę mówiąc nigdy nie zrozumiem.

Wygoda

Pomijając aspekty bezpieczeństwa i higieny, bieganie z gołą pupą po plaży jest najzwyczajniej w świecie niewygodne. Jak wiadomo plaża to piasek, dużo piasku, który lubi zawędrować tam, gdzie nie powinien i nie mamy na to wpływu. Spróbujcie, drodzy rodzice, usiąść spoconą, ewentualnie mokrą pupą na piasku. No nie, niezbyt fajnie. Piasek dostaje się wszędzie, dlatego niezwykle łatwo o podrażnienia, szczególnie na wrażliwej i delikatnej dziecięcej pupie. Być może nie wyeliminujemy ich całkowicie, ale przynajmniej znacznie zmniejszymy ryzyko. A jeśli dorzucić do tego higienę - o której wspomniałam w poprzednim punkcie - sprawa staje się oczywista i nie podlega dyskusji.


Żeby nie było, że jestem jakaś nieżyciowa, "przecież gołe pupy kilkuletnich dzieci są takie rozkoszne". Zgadzam się: są, ale w zaciszu przydomowego ogrodu, gdzie bez obaw mogą biegać, jak je Pan Bóg stworzył.



Ciekawa jestem Waszego zdania na poruszony dziś temat. Przesadzam? Jestem przewrażliwiona? A może to zjawisko i dla Was jest niezrozumiałe? Oczywiście liczę na komentarze nie tylko mam, ale wszystkich, którzy chcieliby zabrać głos w tej sprawie.


A jeśli spodobał Ci się dzisiejszy post i uważasz, że jest na tyle wartościowy, by posłać go w świat - śmiało, umożliwią Ci to ikonki znajdujące się poniżej.



Bujany Fotelik. Przeczytane w lipcu

Witajcie! W momencie gdy czytacie ten wpis, ja wygrzewam kości i łapię złocistą opaleniznę nad Jeziorem Białym w Okunince, #żyćnieumierać :). Jeśli chcecie być na bieżąco, zachęcam do zaobserwowania mojego profilu na Instagramie. Tam też najszybciej złapiecie ze mną kontakt. 
Na czas mojej blogowej absencji przygotowałam lekki post, czyli przeczytane w lipcu. Jakie książki pochłonęły mnie w ubiegłym miesiącu? Popatrzmy...



"Nicholas Dane" Melvin Burgess; ilość stron 432

Nick Dane mieszka w biednej części miasta i nie należy do najgrzeczniejszych nastolatków. Kiedy jedyna bliska mu osoba, matka, umiera w wyniku przedawkowania heroiny, po chłopaka zgłasza się opieka społeczna. Już wkrótce Nick trafia do Meadow Hill – domu poprawczego o zaostrzonym rygorze. Bystry, pewny siebie i skłonny do łobuzerstwa chłopak szybko staje się celem brutalnych ataków nie tylko ze strony współwięźniów, ale również kadry. Pomocą rękę wyciąga do Nicka zastępca dyrektora zakładu, Creal, który jednak ma wobec chłopaka własne zamiary... Maltretowany, molestowany i traktowany jak przedmiot, Nick decyduje się wreszcie na ucieczkę. Ale dla kogoś, kto przeżył horror w placówce takiej, jak Meadow Hill, nie ma właściwie szans na powrót do normalnego życia.

Mocna lektura, która mieli mózg, wysysa co najlepsze i wypluwa zupełnie bezużyteczny. Temat wykorzystywania seksualnego pojawia się często i zawsze jest szeroko komentowany, jednak wciąż tak samo oburza, bulwersuje i sprawia, że człowiek zaczyna się zastanawiać jaką bestią trzeba być, by dopuścić się czegoś tak obrzydliwego.  Najgorsze jest to, iż najczęściej dzieje się to w miejscach, które powinny być ostoją dla dzieci i są ich ostatnią nadzieją na lepsze, godniejsze życie. Nie potrafię tego pojąć! Książka zrobiła na mnie tak piorunujące wrażenie, że przez dłuższy czas nie mogłam dojść do siebie...musiałam się otrząsnąć...


"Zostań, jeśli kochasz" Gayle Forman; ilość stron 248

Mia straciła wszystko. Czy miłość pokona śmierć?
Po tragicznym wypadku, w którym zginęli jej najbliżsi, Mia trwa w stanie dziwnego zawieszenia. Musi podjąć decyzję, czy walczyć o odzyskanie przytomności, czy też poddać się i umrzeć. Próbując rozstrzygnąć ten dylemat, wspomina dotychczasowe życie.
Poruszająca książka o dającej wsparcie rodzinie, przyjaźni, samotności i znajdowaniu swego miejsca na ziemi, o umiejętności żegnania się z przeszłością i przyjmowania tego, co nadchodzi.

Szukając wytchnienia od poprzedniej książki, zaczęłam szperać w zbiorach mojej córki szukając lekkiej i  niewymagającej lektury. Mój wybór padł na niewinnie wyglądającą okładkę i tytuł sugerujący miłe romansidło. Błąd. "Nie oceniaj po okładce"... w tym przypadku znane powiedzenie nabiera sensu. Nie jest to powieść wybitna, czy trudna w odbiorze, ale porusza, porusza do głębi i skłania do przemyśleń nad życiem i jego kruchością, ulotnością. 
Czasem człowiek dokonuje w życiu wyboru, a czasem to wybór stwarza człowieka.

Na podstawie książki powstał film, równie wzruszający i bardzo dobrze oddający klimat powieści. Obejrzałam i przyznaję, że jest świetny... Polecam.


"Najczarniejszy strach" Harlan Coben; ilość stron 400

Na Myrona jak grom spada wiadomość, że ma nieślubnego syna, którego istnienia nawet nie podejrzewał. Co więcej, Jeremy choruje na rzadką odmianę białaczki - by go uratować, konieczny jest przeszczep szpiku kostnego. Niestety, jedyny zarejestrowany dawca, niejaki Taylor, przepadł bez śladu. Myron ustala jego prawdziwe nazwisko - Lex. Ale Lex jest nieuchwytny, a podający się za niego człowiek przez telefon każe mu pożegnać się z chłopcem. Powtarza przy tym maniakalnie "siej ziarno". Siej Ziarno to przydomek seryjnego porywacza i mordercy opisanego w serii artykułów przez Stana Gobbsa - dziennikarza, którego media i FBI oskarżyły o fabrykowanie informacji. Są na to niepodważalne dowody. Czy rzekomy zabójca i dawca to jedna i ta sama osoba? 

Błyskotliwy Myron Bolitar - mistrz poczucia humoru - znów daje czadu! Książka absolutnie pochłonęła mnie na dwa wieczory. Było warto, bo intryga ukształtowana przez Cobena to prawdziwy majstersztyk. Nie da się jej tak po prostu odłożyć, bo ciekawość zżera od środka. Kto choć raz dał się złapać na przynętę rzuconą przez Cobena, już się z niej nie wyzwoli. Najlepsze jest to, że nie da się przewidzieć finału zagadki i zawsze jest tak samo zaskakujący i zdumiewający jednocześnie, skumulowany na ostatnich stronach powieści. W tej książce mamy jakby trzy zakończenia i w momencie, gdy czytelnik jest już usatysfakcjonowany, a jego ciekawość zaspokojona, następuje wielkie bum!... zwroty akcji potrafią zrobić mętlik w głowie.


"Tylko jedno spojrzenie" Harlan Coben; ilość stron 400

Ustabilizowane życie Grace Lawson rozpada się w jednej chwili, gdy na świeżo wywołanym zdjęciu rodzinnym rozpoznaje swojego męża. Fotografia wygląda na zrobioną przed laty. Przedstawia także inne osoby twarz jednej z nich jest przekreślona. Jack zaprzecza, by miał coś wspólnego ze zdjęciem. Krótko potem wychodzi z domu i znika, zabierając tajemniczą odbitkę. Grace rozpoczyna poszukiwania męża, który, jak się okazuje, został porwany. Ktoś grozi jej dzieciom. Grace nie wie, komu może zaufać - wydaje się, że wszyscy jej znajomi i przyjaciele mają coś do ukrycia. Próbuje dotrzeć do prawdy. Trop prowadzi do tragicznych wydarzeń sprzed wielu lat, gdy cudem uszła z życiem ze strzelaniny, jaka wybuchła na koncercie rockowym. 

Żadne zaskoczenie, prawda? - kolejna powieść Cobena. Po pierwszej czułam niedosyt, dlatego poszperałam w swoich zbiorach i znalazłam tę oto. Gdybym miała wybierać, większe wrażenie zrobiła na mnie druga pozycja, którą przeczytałam w... jeden dzień, choć historia Myrona w niczym jej nie ustępuje. Wielowątkowa fabuła trzyma w napięciu do ostatniej stronicy. Nie sposób odgadnąć zakończenia, osobiście spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Źle obstawiłam i przypuszczam, że większość z Was również byłaby w kropce. Zresztą, co ja będę pisała, przekonajcie się same. Nie pożałujecie!



Dajcie znać czy czytałyście którąś z moich lipcowych lektur. No i jak zawsze Wasze propozycje mile widziane:). Pozdrawiam gorąco!




Hity kosmetyczne lipca | Bioderma, Collistar, Evree, Essence, Palmolive

Końcówka lipca upłynęła mi przyjemnie i dość leniwie, ale któż by narzekał na urlop? Ja nie...
Przede mną jeszcze dwa tygodnie słodkiego nic-nie-robienia, co cieszy tym bardziej, że pogoda zapowiada się wyśmienita. Jutro wybieramy się na kilkudniowy wypad nad jezioro, a dziś zapraszam na hity kosmetyczne lipca, czyli zbiór produktów, które w minionym miesiącu szczególnie mnie zachwyciły i wyjątkowo dobrze służyły podczas codziennej krzątaniny.

Hity kosmetyczne lipca | Bioderma, Collistar, Evree, Essence, Palmolive

EVREE, Super Slim to modelujący olejek do ciała, którego celem jest redukcja cellulitu, ujędrnienie, wygładzenie i napięcie skóry. Używam go od dwóch tygodni i muszę przyznać, że spisuje się rewelacyjnie. Oczywistym jest, że olejek nie sprawi, że skórka pomarańczowa zniknie sama, ot tak, ale zauważyłam znaczną poprawę napięcia skóry. Ponadto olejek pięknie pachnie, dość szybko się wchłania, a wieczorny masaż jest czystym relaksem i odprężeniem. W zanadrzu mam jeszcze wersję owocową, bardzo ciekawi mnie, czy moje wrażenia będą równie pozytywne.

Collistar, Face Magic Drops to nic innego, jak samoopalacz do twarzy w postaci kropelek, które aplikuję za pomocą praktycznej pipetki. Wraz z olejkiem Evree są jednymi z nowości ostatnich tygodni... jak widać zakup był bardzo udany. Musicie wiedzieć, że na co dzień unikam opalania twarzy ze względu na skłonność do przebarwień, dlatego szukałam kosmetyku, który zapewni mi naturalny, oliwkowy odcień skóry. Kropelki Collistar to strzał w dziesiątkę! i na pewno pojawią się w osobnym wpisie. Jestem z nich niezwykle zadowolona, bo sprawdzają się nie tylko latem, ale będą wspaniałym sposobem na przedłużenie wakacyjnej opalenizny.

Hity kosmetyczne lipca | Bioderma, Collistar, Evree, Essence, Palmolive

Photoderm AR SPF 50+ firmy Bioderma to tonujący krem stanowiący skuteczną ochronę przeciwsłoneczną, połączoną z lekkim wyrównaniem kolorytu. Naturalny odcień to gwarancja subtelnej poprawy wyglądu mojej cery. Krem sprawdza się świetnie, nie zapycha, nie uczula, nie wchodzi w pory, doskonale się rozprowadza. Jeśli szukacie niedrogiej i skutecznej tarczy chroniącej przed promieniami UVA/UVB, to koniecznie zerknijcie na ofertę Biodermy. Pełną recenzję kremu znajdziecie tu.

Palmolive, kremowy żel pod prysznic wzbogacony nawilżającym mleczkiem oraz 100% naturalnymi ekstraktami z orchidei i aloesu to cudownie pachnący, otulający zapachem egzotycznych kwiatów kosmetyk, którego używa się z największą rozkoszą. Wspaniale kremowy, gęsty, doskonale pieniący się i orzeźwiający produkt, który nie wysusza skóry, pozostawiając ją miękką, gładką i aromatycznie pachnącą na długi czas. Jeśli nie znacie żeli Palmolive to koniecznie musicie to nadrobić... odnoszę wrażenie, że - zupełnie niesłusznie - zostały trochę zapomniane. Wybór zapachowy jest naprawdę ogromny, więc z pewnością dobierzecie jakiś odpowiedni dla siebie.

Essence, Shimmer Bronzing Powder to brązujący puder rozświetlający, który dostępny jest w dwóch odcieniach: dla jasnej i dla ciemnej karnacji. Ja mam tę pierwszą wersję, czyli 10 Sunkissed. Moja relacja z tym kosmetykiem jest dosyć skomplikowana i zawiła. Początkowo zupełnie nie dostrzegłam jego potencjału i leżał nieużywany przez długi, długi czas. Był nawet moment, że chciałam się go pozbyć. Los bywa jednak przewrotny. Kilka tygodni temu ponownie włączyłam go do codziennego makijażu i ... no cóż, zachwyciłam się... 
Puder nie robi plam, bardzo ładnie aplikuje się za pomocą pędzla pozostawiając delikatny, naturalny, aczkolwiek widoczny zarys koloru. Dodatkowo drobinki, które zawiera fantastycznie rozświetlają twarz. Myślę, że jego urok potęguje opalenizna i letnia, słoneczna aura. Nie wiem, czy zimą prezentowałby się równie pięknie, ale na chwilę obecną jestem nim oczarowana i często służy mi jako jedyny kosmetyk wykończeniowy, zastępując róż i typowy brązer. A jeśli dodać do tego aromat, którym raczy mnie podczas wykonywania makijażu... ja tam wyczuwam nutkę kokosową, ale zdania są mocno podzielone :)

Hity kosmetyczne lipca | Bioderma, Collistar, Evree, Essence, Palmolive

Bardzo jestem ciekawa, czy miałyście przyjemność z którymś z powyższych. Jeśli tak, koniecznie dajcie znać :)


Ja lecę się pakować, a Wam życzę mnóstwa słońca i udanego popołudnia! Korzystajcie, ile się da, ściskam:)