Clochee, Wygładzający olejek do demakijażu i łagodzący tonik antyoksydacyjny

Clochee to kolejna perełka na kosmetycznej mapie Polski. Filarem firmy jest duet: Daria Prochenka i Justyna Szuszkiewicz , których celem było stworzenie kosmetyków w pełni naturalnych, bezpiecznych i zdrowych, takich, których same chciałyby używać. Tak więc asortyment wyprodukowany przez Clochee nie zawiera szkodliwych substancji alergizujących tj. parabeny, olej mineralny i pochodne ropy naftowej, silikony, alkohol, glikol propylenowy, syntetyczne barwniki i kompozycje zapachowe, PEG, SLES. 

Siła Clochee to także ekologiczne podejście do świata: wszystkie opakowania pochodzą z surowców wtórnych lub można poddać je recyklingowi.

Swoją przygodę z tą szczecińską firmą rozpoczęłam od przetestowania dwóch produktów służących do oczyszczania skóry twarzy. Skusiłam się na Wygładzający olejek do demakijażu i Łagodzący tonik antyoksydacyjny. Jaka jest moja opinia na ich temat? O tym w dalszej części, zapraszam.

Clochee, Wygładzający olejek do demakijażu i łagodzący tonik antyoksydacyjny

Wygładzający olejek do demakijażu ( 250ml / 89zł ) to produkt, którym - wedle zapewnień producenta - usuniemy makijaż, nawet wodoodporny nie powodując podrażnień i przesuszenia skóry. Dzięki obecności oleju ze słodkich migdałów jest bogaty w witaminy A, B1, B2, B6, D i E oraz składniki mineralne, a zawartość oleju sezamowego poprawia elastyczność i jędrność skóry. Naturalny skład pielęgnuje cerę dostarczając jej niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych już na poziomie demakijażu. Olejek przeznaczony jest dla każdego typu cery, szybko się wchłania, łagodzi zaczerwienienia.


Skład: Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Decyl Oleate, Sorbitan Laurate (and) Polyglyceryl-4 Laurate (and) Dilauryl Citrate (and) Aqua, Dehydroacetic Acid (and) Benzyl Alcohol (and) Aqua, Citrus Sinensis (and) Eugenia Caryophyllus (and) Myristica Fragrans (and) D-Limonene (and) Eugenol

O ile olejki w codziennej pielęgnacji goszczą u mnie już na stałe i chętnie korzystam z ich dobrodziejstw, tak te przeznaczone do demakijażu kupuję rzadziej, by nie rzec, że raczej ich unikam. Jak dotąd zużyłam tylko jeden olejek do demakijażu i był to olejek Lierac . Był to bardzo udany kosmetyk i byłam z niego zadowolona... obiecywałam sobie nawet, że będą pojawiały się w mojej kosmetyczce częściej, jednak zawsze bliżej było mi do pianek, czy żeli. 
W przypadku Wygładzającego olejku do demakijażu marki Clochee zwyciężyła zwykła, babska ciekawość. Chciałam wypróbować coś nowego, a że poznając asortyment nieznanej mi firmy zawsze skupiam wzrok na produktach do oczyszczania twarzy, wybór tego duetu był przesądzony.

Olejek znajduje się w estetycznej, aluminiowej butli z pompką. Pompka ma blokadę open/close przez co nie musimy martwić się o transport, czy przypadkowe rozlanie. Konsystencja niezbyt gęsta, dzięki czemu fajnie rozprowadza się na twarzy. Jeśli chodzi o działanie, to - niestety - nie jest to produkt wszechstronny i moim zdaniem nie nadaje się do demakijażu oczu. Raz spróbowałam, czego efektem było długotrwałe zamglenie i szczypanie. Nie daje rady tuszom do rzęs i eyelinerom rozmazując je wokół oczu.
Natomiast świetnie sprawdza się w oczyszczaniu twarzy. Zawsze używałam go po wstępnym przetarciu skóry płynem micelarnym i ostatni krok w postaci toniku pokazywał czysty wacik. Ale...
Jeśli czytacie mnie już jakiś czas to doskonale wiecie, że mam tłustą skórę. Kupując olejek nie przypuszczałam, że po użyciu zostanie na niej warstewka, która mogłaby się sprawdzić na suchych cerach, ale na mojej jest absolutnie nie do przyjęcia tym bardziej, że po demakijażu aplikuję jeszcze odpowiednią pielęgnację. W połączeniu z kremem powodował nadmierne pocenie się skóry, miałam wrażenie, że ta warstwa jest za ciężka i za tłusta. Ograniczyłam stosowanie olejku do minimum, w zasadzie używam go mniej więcej dwa razy w tygodniu ponieważ nie wyobrażam sobie włączenia go do codziennej rutyny pielęgnacyjnej. Fakt, skóra jest mięciutka i prezentuje się wzorowo, kosmetyk nie spowodował wysypu, czy pogorszenia stanu skóry, ale nie umiem przekonać się do tej tłustości.

Myślę, że o wiele korzystniej zadziała na suchej skórze, która potrzebuje mocnego odżywienia, a i warstwa natłuszczająca jej nie zaszkodzi, a wręcz przyniesie ulgę. 


Łagodzący tonik antyoksydacyjny ( 250ml / 55zł ) zawiera bogaty w witaminy oraz sole mineralne ekstrakt z zielonej herbaty, a także ekstrakt z miłorzębu japońskiego, który kryje w sobie wiele cennych oraz unikatowych związków czynnych tj. polifenole - terpenoidy, flawonoidy. Dzięki takiemu składowi tonik działa regenerująco, hamuje rozwój stanów zapalnych, ogranicza rumień, działa antyoksydacyjnie, nawilża, wzmacnia tkankę łączną skóry, hamując proces starzenia się.


Skład: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice (and) Potassium Sorbate (and) Sodium Benzoate, Glycerin, Camellia Sinensis Leaf Extract (and) Aqua (and) Glycerin (and) Potassium Sorbate (and) Sodium Benzoate, Ginkgo Biloba Leaf Extract (and) Aqua (and) Glycerin (and) Potassium Sorbate (and) Sodium Benzoate, Rosa Damascena Flower Extract (and) Potassium Sorbate (and) Sodium Benzoate (and) Citric Acid, Aqua (and) Hydrolyzed Corn Starch (and) Beta Vulgaris (Beet) Root Extract, Sodium Dehydroacetate.

Obietnice zacne, jednak w moim przypadku nie przełożyły się na zadowolenie ze stosowania. Gdybym miała w kilku słowach opisać swoje wrażenia, napisałabym: dobry, ale bez rewelacji. Nie zauważyłam, by w jakikolwiek sposób łagodził podrażnienia, czy zaczerwienienia skóry. Ot, przyjemnie odświeżał, a biorąc pod uwagę ogromny wybór tego typu produktów na rynku, to stanowczo za mało i nie sądzę byśmy spotkali się ponownie. Sytuacji nie poprawia fakt, iż tonik niezbyt przyjemnie pachnie... wiem, że to sama natura, ale woń przypominająca gabinet dentystyczny to nie najlepsza rekomendacja, prawda? Nie jest najgorzej, jednak oczekiwałam po nim znacznie więcej.


Musze przyznać, że moje pierwsze spotkanie z produktami marki Clochee nie należało do tych z kategorii woow!. Jestem lekko rozczarowana, bo opinie w sieci dobrze rokowały. No cóż, życie... chętnie poznałabym coś do ciała, być może będzie lepiej.


Znacie markę Clochee?



IVONA

Spodobał Ci się ten tekst? Pozostańmy proszę w kontakcie: zostaw komentarz, daj lajka lub udostępnij swoim znajomym.
Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj blog poprzez Bloglovin, możesz także kliknąć w gadżet Obserwatorzy.
Więcej o mnie dowiesz się na Instagramie.
Dziękuję, że jesteś i do zobaczenia!

    KOMENTARZE:

17 komentarze:

  1. Jeszcze nie znam ale Ciekawią mnie ich produkty :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Markę znam jedynie z internetu, przyglądam jej się od dłuższego czasu i właśnie noszę się z zamiarem kupna peelingu do ciała. Liczę na to, że będzie świetny :p Na tonik też miałam ochotę, ale po Twojej opinii już mnie tak do niego nie ciągnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym wypróbować ale cena mnie odstrasza ;) Olejku do demakijazu nigdy nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam marki choć kusi kilka pozycji.
    Twoja opinia jednak nie zachęca. Olejków do twarzy raczej też unikam, moja cera ich nie lubi - tych do demakijażu również.
    Tak sobie myślę - może on jest przeznaczony do zmywania gorącą szmatką?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja używam olejku do demakijażu z MAC i jestem z niego bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jedyne co mnie kusiło w przypadku tej marki to ich masła do ciała ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. mam chęć wypróbować coś z tej marki, zbiera dobre opinie i w końcu będę chciała się na coś skusić :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak jak pisałam na Insta, lubię ten duet :) Mam jednak suchą skórę. Jeśli chodzi o pielęgnację ciała to polecam masło do ciała w wersji białe kwiaty i migdał oraz peeling truskawkowy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie również ciekawiły i pomimo tej niezbyt udanej pierwszej próby, mam ochotę wypróbować coś do ciała:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam o peelingu i też mam na niego chrapkę, jednak tyle jest ciekawostek na rynku, że zakup odwleka sie w czasie:)
    Tonik, jak tonik - dobry, ale bez rewelacji. pisała też o nim Ania, Po tej stronie lustra i jej opinia jest mniej więcej taka sama:) Być może kosmetyki do twarzy lepiej służą sucharkom, nie wiem... u mnie spisały się średnio:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Olejek to ciekawa forma demakijażu, ponoć fajne są te z Biochemii urody, dziewczyny chwalą sobie wersję pomarańczową. Ja miałam kiedyś olejek z Lierac i byłam z niego bardziej zadowolona, może dlatego, że podczas spłukiwania zmieniał swoją konsystencję w mleczną, przez co nie zostawiał tej tłustej powłoki na skórze, do której nie mogę się przekonać... czuję jakbym niedokładnie ją umyła... wiesz, co mam na myśli, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Być może Aniu, ale producent nie wspomina o tym, dlatego używałam zgodnie z zaleceniami. A w takiej formie nie odpowiada mi na tyle, bym chciała ponowić zakup:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Powiedz mi proszę, czy na twarzy zostawia tłustą warstewkę, czy zmywa się całkowicie?

    OdpowiedzUsuń
  14. Być może produkty do ciała okażą sie lepsze. Nie skreślam marki, po prostu twarzowy asortyment do oczyszczania nie jest dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciekawa jestem na co sie zdecydujesz:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak, przyznaję, że kupując ten duecik miałam w pamięci Twoją pozytywną recenzję, ale my mamy inne typy skóry dlatego odczucia tak się różnią... jak widać ile osób tyle opinii:)
    Produkty do ciała nadal mnie kuszą i na pewno dam im szansę:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze:)

Aby nasza dyskusja miała sens, na Wasze pytania odpowiadam pod postem.
Jednocześnie informuję, że komentarze oparte tylko i wyłącznie na spamie, będą usuwane.

Pozdrawiam serdecznie:)