Czego o mnie nie wiecie? Poznajmy sie bliżej


Drogi Czytelniku, skoro tu jesteś to znaczy, że treści, które publikuję w jakimś stopniu Cię interesują, a blog sam w sobie wydaje Ci się miejscem, gdzie miło spędzisz klika minut.  Staram się jak mogę, byś chętnie do mnie wracał bez przeświadczenia, że będzie to czas zmarnowany i pozbawiony sensu. Podążając dalej tym tropem, śmiem sądzić, że i mnie - jako właścicielkę - darzysz odrobiną sympatii. Myślę, że na tym to właśnie polega... blog to nie tylko treść, czy piękne zdjęcia (choć też są ważne), ale przede wszystkim jego autor, ukryty gdzieś tam, w swoim fotelu, popijający ulubioną herbatę, stukający w klawiaturę i uśmiechający się na każdy, miły i budujący komentarz. 
Zastanawiasz się czasem kim jest ta osoba? Jaka jest na co dzień? Co ją cieszy, a co smuci? Czego się boi i jakie są jej marzenia? Osobiście rozmyślam na ten temat i to całkiem często. Snuję rozważania, jak bym z daną osobą spędziła czas, czy byłoby fajnie, czy znaleźlibyśmy wspólny język i jak to, co czytam przekłada się na rzeczywistość. Nie ukrywam, że z przyjemnością poznałabym kilka osób, z którymi poczułam szczególną więź... ufam, że tak się stanie, szkoda tylko, że często mieszkamy od siebie kilkaset lub kilka tysięcy kilometrów.

Się rozpisałam, a więc do sedna. Masz ochotę poznać kilka faktów o mnie? Jeśli interesuje Cię czego nie umiem i nigdy nie opanuję, zapraszam do dalszej części wpisu :)



Nie mam orientacji w przestrzeni

Ten, który wymyślił nawigację jest moim mistrzem, bez dwóch zdań! Mój mózg kompletnie nie ogarnia terenu, nie zapamiętuję nazw ulic, prawdę mówiąc gubię się nawet w lesie, dlatego nie dla mnie samotne wyprawy na grzyby. Raz się obrócę, dwa razy schylę i nie wiem gdzie jestem, którędy do samochodu, a najgorsze jest to, że od razu wpadam w panikę. Bardzo irytująca przypadłość, tym bardziej, że w niektórych miejscach jestem po raz kolejny, a i tak potrafię się zgubić. Małym światełkiem w tunelu jest pewna zależność - więcej zakoduję jeśli prowadzę samochód, bo w roli pasażera kompletnie się wyłączam i zamiast patrzeć, gdzie jadę i chociażby starać się cokolwiek zapamiętać, patrzę w szybę bez celu, poprawiam włosy, makijaż w lusterku, dziesiąty raz zerkam, czy pomadka jest nadal na miejscu, obserwuję ludzi, podziwiam przyrodę, patrzę w niebo, znów na ludzi, ponownie w lusterko, słucham muzyki, pogadam z córką albo z kierowcą... i tak w kółko. To, gdzie jadę, najmniej mnie wtedy interesuje. Wiecie, taki syndrom niespokojnych nóg, tylko w bardziej kobiecym wydaniu. Natomiast w roli kierowcy sprawdzam się wyśmienicie i odnajdę się nawet w ekstremalnych warunkach, jednak...

Brak mi podzielności uwagi

Nie potrafię ogarnąć jak można prowadzić samochód i palić, jeść, pić, poprawiać makijaż, rozmawiać przez telefon ( tak, wiem, że to akurat jest surowo zakazane ), szukać czegoś w torebce, czy wykonywać jakąkolwiek inną czynność wymagającą jako takiego skupienia. Dla mnie to po prostu najwyższy level w temacie podzielności uwagi. Nie umiem, nie wiem jak, jestem w tym kompletnie beznadziejna. Albo jedno, albo drugie. Często kończy się tak, że mam przymusowy postój, bo akurat muszę wykonać ważny telefon. No cóż, nauczyłam się z tym żyć i pogodziłam się z tą przypadłością :)

Niezdecydowanie

A to cecha, z którą cały czas walczę. Tak, chciałabym być bardziej stanowcza, chciałabym wiedzieć, czego chcę, ale kurcze! to nie takie proste. Zdaje się, że już Wam o tym wspominałam. Najgorzej jest podczas zakupów, kiedy dziesiąty raz coś mierzę i wciąż nie wiem, czy to chcę. W myślach komponuję to coś z resztą garderoby, analizuję, czy będę miała z czym to połączyć... specjaliści twierdzą, że jest to rozsądne, aaale ja wiem swoje :). I choć zdaje sobie sprawę, że minimalizm w szafie to stan idealny, do którego i ja uparcie dążę, jednak moment wyboru odpowiedniego ciucha, który mnie w pełni usatysfakcjonuje to często droga przez mękę, nie tylko dla mnie, dla współuczestników owej sytuacji również.
Niezdecydowanie to część mnie i promieniuje na całe jestestwo. Ileż to razy coś bym chciała, ale nie wiem co albo nie wiem, jak się za to zabrać i czy to będzie dobry wybór, dobry tok myślenia. Ehh... muszę coś z tym zrobić, wykonać jakiś ruch, pierwszy krok, bo później będę rozczarowana, że nawet nie spróbowałam, chociaż...

Nigdy nie żałuję tego, co zrobiłam

Nawet, jeśli to było zupełnie niepotrzebne lub zwyczajnie głupie posunięcie i z perspektywy czasu patrząc, teraz postąpiłabym inaczej. Być może zabrzmi to odrobinę patetycznie, ale uważam, że wszystko jest po coś, wszystko, co miało miejsce w przeszłości czegoś nas uczy. Czy bylibyśmy tacy sami, gdyby nie to co wydarzyło się kiedyś? Na pewno nie. I ja się tego trzymam. Dlatego nie żałuję absolutnie niczego, bo to doprowadziło mnie do tego, kim jestem dziś.


Tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wywód. Jeśli masz niedosyt, kliknij w 50 faktów o mnie lub - bardziej kosmetycznie - moje mniejsze i większe grzeszki urodowe. A przy okazji może napiszesz coś o sobie?

Pozdrawiam, życząc cudownej niedzieli:)




IVONA

Spodobał Ci się ten tekst? Pozostańmy proszę w kontakcie: zostaw komentarz, daj lajka lub udostępnij swoim znajomym.
Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj blog poprzez Bloglovin, możesz także kliknąć w gadżet Obserwatorzy.
Więcej o mnie dowiesz się na Instagramie.
Dziękuję, że jesteś i do zobaczenia!

    KOMENTARZE:

43 komentarze:

  1. pierwsze 3 cechy -,mam dokładnie tak samo, z tą różnicą że moja orientacja w terenie jest tak beznadziejna, że nawet nie próbuję zrobić prawa jazdy. totalny brak orientacji w połączeniu z niezdecydowaniem i panikarstwem to nie jest dobra mieszanka na drodze. namawiają mnie żebym prawko zrobiła bo tylko mi sie wydaje... ale nie sądzę bym kiedykolwiek się przekonała.
    brak podzielności uwagi - znam ten ból ale kiedyś widziałam program w którym udowodniono że tak na prawdę nikt jej nie ma bo coś takiego nie istnieje... chociaż nie da się ukryć że jedni radzą sobie lepiej, a inni gorzej.
    chciałabym za to posiadać Twoją ostatnią cechę. ja niestety żałuje wszystkiego. zastanawiając się co kupię w sklepie w końcu po godzinie podejmę decyzję, a wracam do domu i myślę 'mogłam jednak wziąć ten drugi'. akurat przykład ze sklepem to błahostka, niestety dotyczy to też poważnych życiowych decyzji które podjęłam i teraz je sobie wyrzucam. to bez sensu, bo czasu nie cofnę, a po co zatruwać sobie życie (+ powód który Ty podałaś). jednak mi nie przychodzi to tak łatwo...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja Cię darze Iwonko przeogromna sympatią! :) Jestem dokładnie taka jak Ty. :D Gubię się, panikuje, nie mogę się zdecydować ani dobrze skupić. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatni punkt mi się podoba! Nie martw się, też nie mam orientacj iw przestrzeni - już nie raz zgubiłam przez to siebie i znajomych :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Też jestem niezdecydowana i staram się z tym walczyć ale jak na razie kiepsko mi to idzie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja mam genialną orientację w terenie zawsze, tylko nie wtedy, kiedy jadę samochodem jako kierowca. Ha. Pewnie dlatego jeszcze nie mam prawka (spoko, bez prawka nie jeżdżę, zawsze z instruktorem;). Nie rozumiem jak można jednocześnie ogarniać biegi, lusterka, znaki, pieszych, prędkościomierz i trasę. I jeszcze w międzyczasie z kimś rozmawiać. I słuchać radia. I myśleć o tym, co na obiad. Poza tym bardzo często żałuję tego, co kiedyś robiłam. Nawet głupot.
    Miło było dowiedzieć się o Tobie czegoś więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niezdecydowanie to i moja cecha, choć walka z nią idzie mi już coraz lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świat Czarodziejki1 lutego 2015 12:37

    Też nie mam orientacji w terenie. Kiedyś zgubiłam się w centrum mojego pięknego miasta. Zobaczyłam z daleka sklep z butami, skręciła w uliczkę, pozachwycałam się butami i nagle nie wiedziałam gdzie jestem ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam post "50 faktów o mnie", to było bardzo fajnie napisane. A tu mały bonus :)
    Jestem dokładnie taka sama jeśli chodzi i punkt 1,2 i 4, decyzje staram się ostatnio podejmować szybko. Da się :)
    Zapomniałam pogratulować Ci własnej domeny! Super, że się zdecydowałaś :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy ja już wspominałam, że bardzo cię lubię? :)
    Ja mam podobny problem z niezdecydowaniem. Jakże często kupuję 2 rzeczy, bo nie mogę zdecydować się na jedną ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jedynie ostatnie do mnie nie pasuje, poza tym - jakbym czytała o sobie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. A to już hardcore haha...nawet ja nie zgubiłabym się w swoim miasteczku:) no nic...pozostaje zwalić winę na te nieszczęsne buty, które tak Ci zawróciły w głowie, że zupełnie straciłaś orientację:)
    Duże to Twoje miasto? Wiesz...szukam jakichś okoliczności łagodzących:)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurcze... a może ten brak orientacji to taka kobieca przypadłość, co? Szkoda, że jakiś mężczyzna nie chce się wypowiedzieć i pocieszyć nas, że nie jest z nami tak źle, jak myślimy i utwierdzić na w przekonaniu, że to nie zależy od płci:)

    OdpowiedzUsuń
  13. I nawzajem Kochana:) Swój zawsze znajdzie swego, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  14. Twierdzisz, że się da? Ok, będę się tego trzymała i spróbuję coś z tym zrobić:)
    Dziękuję, łatwo nie było, ale udało się i powolutku wszystko wraca na właściwe tory:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ze mną tez jest lepiej, niż jeszcze kilka lat wstecz, ale nadal nie jest to stan, z którego mogłabym być dumna:)

    OdpowiedzUsuń
  16. skąd ja to znam..niezdecydowanie to moja wada, a podzielnosc uwagi to mam. Jednocześnie piszę na bloga, poprawiam zdjęcia, rozmiawaima z męzem, syn coś tam dogaduje, tv w tle. Masakra jakaś...:D ale inaczej nie ma kiedy, za mało czasu...

    OdpowiedzUsuń
  17. haha...to zupełnie odwrotnie, niż ja...bo ja wręcz uwielbiam prowadzić samochód, a przy tym słuchać radia, czy śpiewać:) Gorzej, jesli mam do wykonania jakąś czynność manualną - tu kompletna klapa, nie potrafię robić dwóch czynności jednocześnie i już:) wiesz, że ja nawet nie umiem jechać rowerem i jeść np. loda? Kiedyś próbowałam...jakoś mi szło do pierwszego krawężnika, na który musiałam podjechać. Skończyło się rozpaćkanym na chodniku lodem, startym kolanem i wstydem, bo wszyscy przechodnie patrzyli na mnie jak na ofiarę losu haha:)

    Powiem tak...nie żałuj! Czyż nie przeszłość wpływa na naszą obecną wartość? Czy gdybyś zrobiła coś inaczej, to byłabyś tą osobą, albo z tą osobą, z którą jesteś? Czy spotkałabyś tych ludzi, co teraz? Albo zupełnie banalnie...czy pisałabyś ze mną tu i teraz? Przemyśl to i zapomnij o błędach z przeszłości... to nic nie daje. Skup energię i uwagę na to, co masz lub chcesz osiągnąć teraz:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja też staram sie jak mogę, ale nie zawsze wychodzi tak, jak chcę:)

    OdpowiedzUsuń
  19. "Niemoralna propozycja"...tylko tam mówili o kochaniu haha:))), kojarzysz Justyś?
    Buziaczki:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam ten film! Mała zagadka - dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
  21. A tu się z Tobą zgodzę - codzienność wymaga od nas więcej :) czasem po prostu nie da się inaczej:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Kurcze no... ale mi się miło zrobiło, dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  23. W końcu trochę cię już znam :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. ja też nigdy nie żałuję tego co zrobiłam !! :)

    OdpowiedzUsuń
  25. No i tak trzymaj! jak to mówią - 'nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem', to co było już nie wróci, więc najlepiej skupić się na tym, aby jak najlepiej wykorzystać teraźniejszość:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Najważniejsze jest nie żałować niczego co sie zrobiło - a w lesie mam podobną orientację w terenie w miescie jest już trochę

    lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Niezdecydowanie to i mój problem. Z podejmowaniem decyzji u mnie ciężko!

    OdpowiedzUsuń
  28. Zawsze się fajnie czyta Twoje posty :) A z tym niezdecydowaniem to nie martw się nie jesteś sama :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja tez często nie potrafię sie na cos zdecydować ale z czasem cos tam postanawiam zrobic w tym kierunku. Ja też nigdy nie żałuję tego co robię ;) bardzo fajny post , lubię takie czytać u ciebie. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Gdzieś czytałam, że podobno zależy niestety. Za to zupełnie odwrotnie powinno być z podzielnością uwagi, bo ponoć kobiety mają większą, a u mnie ni hu hu ;) Za to mój mąż może jednocześnie sprawdzać coś na telefonie, rozmawiać ze mną i oglądać film i wszystko ogarnia co się dzieje :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja też dziękuje z nawigacje bo moja orientacja w terenie to jakaś klapa :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Coś w tym faktycznie jest, bo mój partner także wykazuje o wiele większą podzielność uwagi, niż ja...hmmm...jak widać wyjatki potwierdzają regułę:)

    OdpowiedzUsuń
  33. W takim razie obie mamy nad czym pracować:)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ta zasada świetnie się u mnie sprawdza, dlatego staram się jej trzymać:)

    Czasem chciałabym wybrać się na długą przechadzkę po lesie, ale zwyczajnie się boję, bo nawet gdybym trzymała się jedynie ścieżek, to i tak po pewnym czasie mogłabym się zgubić...już nie raz tak było:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Dziękuję bardzo:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Z tego, co czytam to jest nas więcej...coś z tym trzeba zrobić haha:)
    Dziękuję bardzo... posty, które nie dotyczą recenzji są mi szczególnie bliskie, bo w pewnym sensie odzwierciedlają mnie najbardziej, dlatego tym bardziej się cieszę, że miło sie je czyta:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  37. Niezdecydowanie i u mnie jest rozwinięte na wysokim poziomie :) Czasami zwracam uwagę moim bliskim, że powinni mnie zmotywować do podjęcia decyzji, ale to dobrzy i spokojni ludzie są :D Na szczęście, moje oczywiście. Orientację w przestrzeni mam równie różową jak w życiu i instynktownie wybieram osoby, które mają wbudowany gps w głowie - chyba dlatego, żeby w razie draki mnie znaleźli... A tego, że nie żałujesz, chociaż to nieładnie, serdecznie zazdroszczę :) Dopiero powoli się tego uczę. Bardzo powoli :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze:)

Aby nasza dyskusja miała sens, na Wasze pytania odpowiadam pod postem.
Jednocześnie informuję, że komentarze oparte tylko i wyłącznie na spamie, będą usuwane.

Pozdrawiam serdecznie:)