Rozdanie Mikołajkowe - wyniki

Zanim przejdę do wyników, chciałabym serdecznie podziękować dziewczynom, które wysłały swoje zgłoszenie... zainteresowanie nagrodą przeszło moje najśmielsze oczekiwania - nie wiedziałam, że manicure hybrydowy ma tyle fanek:). Rozdanie trwało zaledwie tydzień, a licznik zatrzymał się ostatecznie na liczbie 43 osób...woow!


Tym razem szczęście uśmiechnęło się do Jak pięknie być kobietą, serdecznie gratuluję!


Dziewczyny, dziękuję za fajną zabawę, Wasze zgłoszenia wywołały niejeden uśmiech na mojej twarzy. Gdybym mogła obdarowałabym Was wszystkie, dlatego już obmyślam kolejny konkursik. Buziaki:)



Dahlia Divin, woda perfumowana marki Givenchy

Dahlia Divin, woda perfumowana marki Givenchy

O flakonie Dahli marzyłam dobry rok. Miłość zaczęła się od maleńkiej próbki dołączonej do zakupów i choć od premiery minęło sporo czasu, to uczucie wciąż przybierało na sile. Wiedziałam, że prędzej czy później będzie moja. Dziękuję:* ( jestem pewna, że to przeczytasz )

Dahlia Divin marki Givenchy to woda perfumowana, która na rynku debiutowała w 2014. Twórcą kompozycji jest Francois Demachy, będący kreatorem zapachów dla takich marek jak  Dior, Fendi, Tiffany, czy Kenzo. Jednym z najpopularniejszych dzieł perfumiarza jest przepiękna Miss Dior.

Ambasadorką zapachu została uwodzicielska Alicia Keys, która w tej roli wypadła wręcz zjawiskowo. Zdjęcie poniżej to małe dzieło sztuki idealnie odzwierciedlające kompozycję - jest kobieco, elegancko, zmysłowo, namiętnie... 


Dahlia Divin należy do zapachu z kategorii kwiatowo - szyprowej. W nucie głowy znajduje się słodka mirabelka, serce należy do jaśminu i białych kwiatów, natomiast bazą są paczula, drzewo sandałowe i wetyweria. Jest to propozycja dla kobiet, które kochają kwiatowe, otulające, głębokie kompozycje. Przebogata słodycz szypru i biel kwiatów z nutą lekkiej świeżości. Całość - pomimo, że dość ciężka, wibrująca - nie przytłacza, nie dusi. Zapach piękny, szykowny i niezwykle seksowny, idealny dla kobiet, które pragną zaakcentować swoją obecność... wierzcie mi, wobec tego aromatu, który ciągnie się za nią jak delikatna mgiełka, nie można pozostać obojętnym, a już z pewnością nie zostanie niezauważony przez płeć przeciwną. Jest to niezwykle wyrafinowana, zmysłowa kompozycja, która otula skórę na wiele godzin, gloryfikując uczucie kobiecości.

Flakon zapachu z pewnością zachwyci niejedną estetkę. Gustowne, eleganckie tłoczenia w kolorze złota w połączeniu z bielą i grubym, masywnym szkłem, stanowią luksusową oprawę dla złocistego eliksiru. Prosty, acz pełen przepychu, delikatny, a jednak okazały. Idealne dopełnienie szlachetnej zawartości.

Dahlia Divin, woda perfumowana marki Givenchy

Dahlia Divin marki Givenchy występuje w trzech pojemnościach: 30, 50 i 75ml. Najmniejsza z nich kosztuje ok 200zł, w zależności od miejsca zakupu. Jeśli będziecie miały okazję, skorzystajcie z możliwości próby nadgarstkowej, a przekonacie się jak bogaty to zapach i jak pięknie rozkwita na skórze.


Yonelle Biofusion, Serum z witaminą C 5%

 Yonelle Biofusion, Serum z witaminą C 5%

Serum to kosmetyk, który zbyt długo pomijałam w swojej pielęgnacji, ale szybko przekonałam się jak ogromne ma znaczenie. Właściwie dobrane potrafi zdziałać cuda, a wzmocnione odpowiednim kremem, najlepiej z tej samej serii, to najkrótsza droga do zdrowej i promiennej cery.

Szmaragdowa seria BIOFUSION firmy Yonelle zagościła już na moim blogu, kiedy to dzieliłam się z Wami wrażeniami ze stosowania kremu na dzień, na noc i pod oczy. Dziś przyszła kolej na ostatni kosmetyk ze wspomnianej serii, a mianowicie Serum z witaminą C 5% nazwane przez producenta Drugą Skórą. 

 Yonelle Biofusion, Serum z witaminą C 5%

Serum Biofusion ( 30ml/239zł ) to produkt o ponadprzeciętnych właściwościach osiągniętych dzięki Nanodyskom, zwiększającym wnikanie w skórę witaminy C o 270% i peptydów, oraz procesowi Biofuzji, zapewniającemu biologiczną regenerację naskórka. Serum działa na wszystkie objawy starzenia się skóry i pogorszenia się jej jakości, rozjaśnia przebarwienia i redukuje zmarszczki. Idealny do skóry wrażliwej, suchej i normalnej, o zwiększonej podatności na przebarwienia i podrażnienia.

Jak wszystkie kosmetyki Yonelle, tak i ten otrzymujemy w gustownym ubranku, tym razem ze szmaragdowymi akcentami. Domyślam się, że dla większości z nas takie szczegóły mają znaczenie, prawda kobietki? Lubimy piękne opakowania, misterne tłoczenia, subtelną, elegancką kolorystykę. Takie drobiazgi wpływają na wstępne zadowolenie z zakupu. W przypadku Serum z witaminą C 5% im dalej w las, tym coraz lepiej :D

Kosmetyk ma formę emulsji w perłowo-białym kolorze, a otulający, kwiatowy aromat z dodatkiem nut owocowych to przemiły, odprężający bonus. Skoncentrowana emulsja wchłania się niezwykle szybko, nie pozostawia lepkiej, tłustej powłoki, dzięki czemu bezpośrednio po aplikacji można przystąpić do wykonywania makijażu, ewentualnie do kolejnych etapów pielęgnacji. Moja tłusta skóra szczególnie upodobała je sobie rano i często służyło mi w pojedynkę, natomiast wieczorem nie żałowałam jej dodatkowej dawki odżywienia. 
Pierwsze widoczne efekty pojawiły się dość szybko, bo mniej więcej po dwóch tygodniach. Cera pojaśniała i odzyskała zdrowy koloryt. Następnie zauważyłam poprawę jędrności, struktury, pory zmniejszyły swe rozmiary, a cera była jakby rozpulchniona, mięciutka i taaaka gładka, miodzio:). Ja wiedziałam, że moja skóra lubi witaminkę C, ale działanie tego kosmetyku było niemałym, pozytywnym zaskoczeniem. 

 Yonelle Biofusion, Serum z witaminą C 5%

Szczerze polecam całą serię Biofusion. Podarujcie swojej skórze porządną dawkę energii, zwłaszcza teraz, gdy niedobór słońca wpływa niekorzystnie na jej stan. Jeśli borykasz się z przemęczoną i poszarzałą cerą, koniecznie wypróbuj te kosmetyki. Na początek polecam serum i krem pod oczy.

Tę i pozostałe linie pielęgnacyjne znajdziecie tu, a stacjonarnie kupicie je w perfumeriach Douglas.


Używacie serum do twarzy? Co mogłybyście mi polecić?




Rozdanie Mikołajkowe

Obiecałam małą niespodziankę? Oto i ona - Rozdanie Mikołajkowe, w którym możecie wygrać dwa kompletne zestawy do wykonania manicure hybrydowego. Obydwa dostałam od sponsorów Konferencji Meet Beauty, a że ja pozostaję wierna tradycyjnej formie ozdabiania paznokci, pomyślałam że obdaruję nimi jedną z moich obserwatorek:)

Upominek składa się z:

  • baza, glitter galaxy, utwardzacz NeoNail
  • baza, my love 026, utwardzacz Semilac
  • oliwka do skórek i paznokci Kaktus, NeoNail
  • glicerynowe mydełko Organique



Aby wziąć udział w losowaniu wystarczy być publicznym obserwatorem mojego bloga oraz przesłać wypełniony formularz zgłoszeniowy. Jeśli chcecie zwiększyć swoje szanse na wygraną musicie spełnić dodatkowe warunki, każdy to +1 los. Dziewczyny, które były moimi obserwatorkami przed rozdaniem otrzymują 1 punkt gratis:)


Rozdanie kończy się 13 grudnia o północy, a więc macie calutki tydzień na zgłoszenia. Wyniki ogłoszę w ciągu 3 dni. Nagrodę wysyłam tylko na terenie Polski.

ZAKOŃCZONE

Życzę wszystkim powodzenia :)




Zimowa pielęgnacja ust / Sylveco, Tisane, Bebe

Zimowa pielęgnacja ust / Sylveco, Tisane, Bebe

Jesienno-zimowe miesiące to prawdziwa szkoła przetrwania dla moich ust. Zawsze mam pod ręką pomadkę ochronną, by w porę zapobiec ich przesuszeniu, czego konsekwencją jest szczypanie, odstające skórki i ogólny dyskomfort. Bardzo nie lubię tego uczucia. Pomijam fakt, iż na zaniedbanych ustach matowe pomadki, które uwielbiam, nie mają szans, by prezentować się nienagannie. O ile latem preferuję lekkie sztyfty, które nawilżą, tak w chłodne, deszczowe i wietrzne miesiące wybieram bardziej odżywcze, o masełkowej, treściwej konsystencji. 
Przetestowałam mnóstwo różnych wariantów i spośród całej gamy wybrałam trzy produkty, które składają się na zimową pielęgnację moich ust. Dwie pomadki ochronne w sztyfcie - Sylveco i Bebe oraz balsam Tisane to moje niezbędniki.

Zimowa pielęgnacja ust / Sylveco, Tisane, Bebe
Zimowa pielęgnacja ust / Sylveco, Tisane, Bebe

W domu o moje usta dbają odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco oraz balsam Tisane. Najczęściej stosuję je wieczorem, gdy czas mnie nie goni i mogę poświęcić kilka minut na pielęgnację. Obydwa produkty są bardzo popularne i mają mnóstwo zwolenniczek. W sumie wcale mnie to nie dziwi, bo są godne uwagi. 

Odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco to krok pierwszy. Z jej pomocą wykonuję delikatny masaż, dzięki któremu pozbywam się suchych skórek, usta odzyskują sprężystość i pożądaną gładkość, są mięciutkie i pięknie zaróżowione. Zawiera naturalne drobinki ścierające w postaci brązowego cukru trzcinowego, olej z wiesiołka dwuletniego o właściwościach silnie regenerujących, a także wosk pszczeli i masła roślinne pielęgnujące delikatny naskórek i zapobiegające wysychaniu i pękaniu, a aktywny składnik - betulina, działa kojąco na wszelkie podrażnienia oraz łagodzi objawy opryszczki. Pomadkę kupicie m.in. w drogerii Natura za ok 10zł. Koszt niewielki, a efekty regularnego stosowania przynoszą bardzo zadowalające efekty. Według mnie to taki mały must have i warto mieć ją w swoich zbiorach. Ostatecznie można posiłkować się mieszanką miodu z dodatkiem cukru albo najzwyklejszą szczoteczką do zębów o miękkim włosiu i też będzie dobrze, ale skoro można sobie pewne czynności umilić, to czemu by nie skorzystać?:D. 

Po peelingu aplikuję hojną porcję balsamu do ust Tisane, który od wielu lat niezmiennie pozostaje moim ulubieńcem. Jest to naturalny kosmetyk, który ekspresowo wygładza szorstkie, spierzchnięte usta, chroni przed wpływem czynników środowiskowych, odżywia, nawilża i regeneruje naskórek. Skład zawiera takie perełki jak wosk pszczeli, miód, olej rycynowy, oliwę, ekstrakt z melisy, jeżówki purpurowej i ostropestu plamistego oraz wit.E. Balsam Tisane ( w słoiczku ) kupicie w aptece za ok 7zł. Na moim blogu miał już swoją premierę, polecałam go przy okazji wpisu 8 produktów za ok 10zł, na które warto zwrócić uwagę .


Poza domem zawsze mam pod ręką jedną z pomadek BeBe Young Care i jest to albo wersja klasyczna, albo intensywnie pielęgnująca, którą widzicie na zdjęciach. Testowałam inne, jednak te dwie najbardziej przypadły mi do gustu. Na moich ustach sprawdzają się genialnie, aczkolwiek wersja klasyczna mocniej regeneruje, natomiast pielęgnująca otula usta tłustą warstewką, która działa jak pancerz chroniąc delikatny naskórek przed wysuszeniem. Lubię je za łatwą dostępność, niską cenę ( ok 6zł ) i działanie, dlatego nie rozstaję się z nimi, szczególnie w mroźne i wietrzne jesienno-zimowe dni. Pomadki ochronne BeBe to mój pewniak, który zawsze się sprawdza i bardzo chętnie do nich wracam już od wielu lat. 

Zimowa pielęgnacja ust / Sylveco, Tisane, Bebe
Zimowa pielęgnacja ust / Sylveco, Tisane, Bebe

Jakie są Wasze pewniaki w kwestii pielęgnacji ust? Bez jakiego produktu nie mogłybyście się obyć? Chętnie poznam Waszych ulubieńców.



Kawowy peeling cukrowy do ciała Organique

Kawowy peeling cukrowy do ciała Organique

Wczoraj czarowałam Was absolutnie przepięknym zapachem Cosy By The Fire z nowej, świątecznej linii wosków Yankee Candle, więc dziś pozostanę w krainie aromaterapii i zaproponuję coś bajecznego, coś co każdemu kawoszowi sprawi nie lada przyjemność, a mianowicie kawowy peeling cukrowy do ciała Organique, który oczarował mnie swoimi właściwościami, wonią... no, ideał mi się trafił, jak nic! Z drugiej strony, palący się aromatyczny wosk to doskonałe tło dla domowego spa, można więc przenieść go do łazienki i zafundować sobie mega relaksujący wieczór w towarzystwie bohatera dzisiejszego wpisu. Gwarantuję cudowne doznania na 100%, doprawdy, można się rozmarzyć:)

Kawowy peeling cukrowy do ciała Organique

Kawowy peeling cukrowy Organique ( 200ml/61,90zł ) to produkt, który dzięki drobinom kawy i cukru złuszcza zrogowaciały naskórek, pobudza i przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej. Zawarta w nim kofeina poprawia mikrokrążenie oraz wspomaga usuwanie toksyn z organizmu. Ponadto w składzie znajdziemy także natłuszczające i wygładzające skórę masło Shea i olej sojowy. Po seansie z tym peelingiem Wasze ciało będzie apetycznie pachnące, miękkie w dotyku, a skóra pełna blasku.

Nawet nie próbuję doszukiwać się w nim jakichkolwiek wad, bo byłoby to szukanie dziury w całym. Chociaż nie, jedna jest - pojemność mogłaby być większa!... oczywiście za tę samą cenę:). Fajną opcją jest kupienie go na wagę, co z pewnością uczynię po skończeniu mojego słoiczka. Musicie wiedzieć, że ten peeling nie tylko doskonale złuszcza, ale jego zapach to czysta orgia dla zmysłów. Serio! mogłabym siedzieć i wąchać go w nieskończoność - idealnie skomponowany kawowy bukiet, bez grama chemii... brakuje tylko parującego obłoczka. Czuję w kościach, że przybył mi kolejny ulubieniec z kategorii pielęgnacja ciała. 
No ale jak tu się nie zakochać? Dla takiej niepoprawnej miłośniczki kawy jak ja, to prawdziwy rarytas. Nie dość, że świetnie działa to aromat, który przez kilka godzin utrzymuje się na skórze, wprawia w tak błogi nastrój, że chce się go więcej i więcej. Dodatkowo otula ciało delikatną, natłuszczającą warstewką, która zastępuje balsam. Drobiny kawy i cukru są dosyć ostre, a dzięki olejowej pierzynce rewelacyjnie złuszczają i nie osypują się. Doskonała alternatywa dla domowego peelingu na bazie kawy, który ma to do siebie, że lubi pobrudzić wannę.

Skład: Sucrose, Glycine Soja (Soybean) Oil, Caprylic/Capric, Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Cera Alba, Coffea Arabica (Coffee) Seed Powder, Tocopheryl, Acetate, Butyrospermum Parkii ( Shea) Butter, Parfum, Benzyl Salicylate

Kawowy peeling cukrowy do ciała Organique
Kawowy peeling cukrowy do ciała Organique

Już nie mogę doczekać się kolejnego spotkania:)


Ciekawi mnie jakie zapachy w produktach do pielęgnacji ciała preferujecie. Jaki jest Wasz ulubiony? Taki naj, naj?


Zapach Świąt - Cosy By The Fire, Yankee Candle

Zapach Świąt - Cosy By The Fire, Yankee Candle

Są takie zapachy, które jednoznacznie kojarzą się z zimą, ciepłem domowego ogniska, Świętami Bożego Narodzenia i ich aromatem. Jednym z nich jest bez wątpienia pomarańcza w towarzystwie goździków, imbiru, przypraw korzennych z rozgrzewającymi, otulającymi nutami drzewnymi. To taki zapach, który przywołuje najbliższe sercu wspomnienia i sprawia, że w całym mieszkaniu czuć rodzinną atmosferę. 
Dzięki Yankee Candle możemy cieszyć się zapachem Świąt kiedy tego zapragniemy. Wystarczy, że w kominku odpalimy Cosy By The Fire - wosk z nowej kolekcji, stworzonej specjalnie na tę okazję. To bez wątpienia jeden z piękniejszych aromatów, jakie miałam okazję poznać i już żałuję, że nie kupiłam więcej. Zapach, który cudownie się rozwija otulając pomieszczenie korzennym bukietem zimowego grzańca. Jestem pewna, że to będzie hit mojej zimy - tej leniwej, kocykowej, spędzonej w domowym zaciszu. 

Zapach Świąt - Cosy By The Fire, Yankee Candle

Zarówno Cosy By The Fire, jak i inne woski Yankee Candle kupicie w sklepie kosmetykomania.pl. Cena większości to 7zł.

Lubicie korzenne aromaty? Jakie zapachy umilają Wam długie, zimowe wieczory?



Instagram mix #7 / listopad. W zdrowiu i w chorobie

To już siódma odsłona miesiąca w zdjęciach. Tym razem podsumuję listopad, który nie był dla mnie miesiącem łaskawym, wskutek czego wylądowałam na dwutygodniowym zwolnieniu. Teoretycznie powinnam się cieszyć - wiadomo, wolne to więcej czasu dla siebie, jednak fatalne samopoczucie nie pozwalało mi odczuwać radości z nieplanowanego luzu. Na szczęście to już za mną. Listopad żegnam bez żalu ciesząc się na nowy miesiąc. Swoją drogą jeden z piękniejszych w roku. Zapraszam na mix zdjęć z Instagramu:)

 Tak zmieniał się krajobraz: od pięknej, słonecznej, złotej jesieni aż do porannych przymrozków.

 Wieczorne umilacze. Domowe spa i dobra książka to sprawdzone sposoby na jesienną chandrę. 

W listopadzie królowała dynia. Dorodny okaz był doskonałą bazą do kulinarnych eksperymentów. Pyszna dyniowa carbonara, wersja pieczona oraz pasztet rustykalny łechtały nasze kubki smakowe. Listopad był wyjątkowo pyszny, co z resztą potwierdza kolejna czwórka zdjęć:)

Zdrowe śniadanie na bazie płatków żytnich. Rewelacyjna sałatka ze szpinakiem, awokado, jajkiem, pomidorkiem i wędzonym łososiem, posypana prażonymi ziarnami dyni i słonecznika. Ciasteczka żytnio-owsiane z owocami goji, pestkami, nasionami chia i syropem klonowym. Papryka faszerowana mięsem mielonym, cebulką, ryżem i pieczarkami.

 Racuchy z syropem klonowym. Zielony koktajl. Spacerowo. Selfie 

Małe zamówienie z kosmetykomania.pl - zimowe nowości Yankee Candle. Nowość, czyli serum z wit.C, które wypatrzyłam u Pauli. Najnowsza część Igrzysk Śmierci zaliczona. Olejek arganowy to obowiązkowa pozycja w moich kosmetycznych zbiorach.


Posty, które pojawiły się w listopadowej ramówce:

GlamGlow, Oczyszczająca pianka do mycia twarzy Supercleanse
Matte Crayon Lipstick nr 10 - matowa pomadka w kredce Golden Rose
Musujące kule do kąpieli - Czekolada, Nagietek, Mleko Miód Owies - Ministerstwo Dobrego Mydła
MAC, Impassioned - Amplified Creme Lipstick
Peeling do ciała HarmonyOf Ayurveda - Douglas, Home Spa
Biofusion 3C Yonelle - moc potrójnej wit.C


Jak minął Wasz listopad dziewczyny?



Co w sieci piszczy? Linki godne polecenia


"Ciemność widzę, ciemność" - tak w ogromnym uproszczeniu mogłabym opisać listopadowe warunki atmosferyczne. Nadmiar deszczu i niedobór słońca to najbardziej niekorzystne połączenie, dlatego robię co mogę, by jakoś przetrwać tę nieszczęsną pogodę. W ubiegłym roku napisałam post o moich sposobach radzenia sobie z jesienną depresją, a że temat jak najbardziej na czasie, zerknijcie, być może znajdziecie coś dla siebie. 
Prawda jest taka, że najchętniej nie wychodziłabym z domu, tylko zaszyła się pod milusim kocykiem i przeczekała do wiosny. Z lubością oddaję się lenistwu celebrując domowe pielesze. Tak mi najlepiej i tego właśnie potrzebuję. Jeśli i Wy dziewczyny podzielacie mój los, a przeczesywanie czeluści internetu traktujecie jak nadrzędną formę rozrywki, koniecznie zobaczcie co w sieci piszczy. Przygotowałam dla Was garść linków, które być może oderwą Was od fotela i choć odrobinę zainspirują, zmotywują do działania. Jakie ono będzie, to zależy tylko od Was.  Zaczynamy?



* Na początek coś mocnego, zwłaszcza w kontekście trwających super przecen, rabatów i przedświątecznej gorączki. Mam ogromną nadzieję, że tekst Michała Szafrańskiego, w którym przedstawił swoje podejście do tematu oszczędzania, ostudzi Wasz zapał do gromadzenia niepotrzebnych bibelotów. Czytałam z wielkim zainteresowaniem. Całkowicie kupił mnie fragment dotyczący korzyści, jakie przyniosło Michałowi racjonalne gospodarowanie domowym budżetem. Kluczem do sukcesu okazała się złota zasada "Żyj poniżej swoich możliwości finansowych". Artykuł Michała zaczyna się tymi słowy: 

Posiadane rzeczy nie czynią nas wyjątkowymi. Jesteśmy zakładnikami własnych zachcianek, opinii innych osób i banków. Na własne życzenie ograniczamy swoją wolność.
Czujecie niedosyt?? Nie dziwię się! Polecam Wam cały tekst, bo według mnie jest to jeden z najlepszych, jakie do tej pory ukazały się na blogu Michała. Po co mi coś, co może kupić każdy? - czyli o oszczędzaniu jako drodze do wolności



*  Gosia Zimniak zebrała kilka cennych rad dla wszystkich, którzy przed dużymi imprezami czują, że za chwilę zejdą na zawał. Znacie to? - mokre dłonie, aparat mowy odmawiający posłuszeństwa, dzikie kołatanie serca, a w głowie pustka? Jeśli jesteś zagubionym w wielkim świecie introwertykiem ( to ja ), a wizja publicznego wystąpienia lub chociażby zabrania głosu wśród szerszego grona słuchaczy przyprawia Cię o palpitację serca ( to znowu ja ), koniecznie przeczytaj tekst Małgosi Szkoła przetrwania na spotkaniach networkingowych, konferencjach, eventach - rady dla introwertyków



*  Po sukces na szpilkach to niewyczerpalne źródło inspiracji i motywacji. Jest to strona skierowana do aktywnych kobiet stawiających na samorozwój i pragnących czerpać z życia to, co najlepsze. Z całą stanowczością stwierdzam, że taki opis pasuje do każdej z nas, prawda? Autorka bloga - Katarzyna Głąb nazywa swoją stronę idealną dla kobiet sukcesu... według mnie, jest to strona dla kobiet głodnych sukcesu! Wśród wielu wskazówek, jak odnieść wspomniany sukces i osiągnąć wyznaczony cel, na blogu Kasi znajdziecie również budzące natchnienie wywiady, ciekawe akcje organizowane we współpracy z innymi przedsiębiorczymi kobietami oraz mnóstwo, naprawdę mnóstwo cennych rad. Szukasz pracy? Jesteś na etapie przygotowań do rozmowy kwalifikacyjnej? Stresujesz się perspektywą spotkania z potencjalnym pracodawcą? A może boisz się niewygodnych pytań, które może Ci zadać? Kasia podpowiada swoim czytelniczkom jak wybrnąć z trudnych pytań na rozmowie kwalifikacyjnej. Bardzo wartościowy i pomocny tekst.



* Agnieszka Skupieńska na temat pracy w domu, zarabianiu przez internet i życiu freelancera wie chyba wszystko i bardzo chętnie dzieli się tą wiedzą na swoim blogu Biznesowe Info. Oprócz rad skierowanych do wspomnianej grupy znajdziecie tu również ogrom pomysłów dla blogerów, którzy chcieliby przekuć swoje strony w źródło dochodu i cieszyć się comiesięcznymi wpływami na konto. Jednym z nich jest przystąpienie do programów partnerskich, a Agnieszka jak na tacy podaje Wam 20 pomysłów na posty, w których umieścisz linki afiliacyjne wraz z przykładami z blogów. Proste? Proste:)


* Na koniec zostawiłam vlog, który odkryłam kilka miesięcy temu. Musicie wiedzieć, że ja nieczęsto oglądam YT, gdyż zdecydowanie wolę słowo pisane. Stąd też kanały, które śledzę regularnie i na których wypatruję nowych filmów z ogromną niecierpliwością, można policzyć na palcach... jednej dłoni. Naprawdę. Jednym z nich jest vlog Pauliny Mówiąc Inaczej. Nie znacie? Koniecznie zobaczcie! Dziewczyna ma charakterek i to jest jej największy atut, a to że wykorzystuje go ucząc nas zasad poprawnej polszczyzny dodaje projektowi zadziorności i nietuzinkowego oblicza. Polecam:)


Dajcie znać czy artykuły, które Wam poleciłam są dla Was interesujące. Obiecuję, że wrócę z kolejną porcją wartościowych linków. Ufam, że lubicie tego rodzaju posty i chętnie klikacie odwiedzając polecane treści. A jeśli odkryłyście coś, czym chciałybyście się podzielić, śmiało linkujcie w komentarzach. Pozdrawiam i życzę Wam udanego weekendu:)




Peeling do ciała Harmony of Ayurveda - Douglas, Home Spa

Peeling do ciała Harmony of Ayurveda - Douglas, Home Spa

Dziś zapraszam Was w orientalną podróż, w której towarzystwa dotrzyma nam cukrowo-solny peeling do ciała z serii Home Spa, marki Douglas - Harmony of Ayurveda. Produkt dzięki zawartości szlachetnych olei, m.in. z migdałów i mango intensywnie regeneruje, oczyszcza, odżywia i pozostawia skórę jedwabiście miękką, a zmysłowy i głęboki zapach wpływa na harmonię oraz równowagę pomiędzy ciałem i umysłem. Według nauk ajurwedyjskich, peeling jest najbardziej skuteczną metodą oczyszczania i rewitalizacji skóry, dlatego każda z nas powinna na stałe wprowadzić ten niezwykle przyjemny rytuał do swojej pielęgnacji. 

Kosmetyki z linii Harmony of Ayurveda są odpowiednie dla wszystkich rodzajów skóry, zwłaszcza do skóry wrażliwej i suchej. Nie zawierają parabenów. Oprócz opisywanego dziś peelingu do ciała na bazie cukru i soli, znajdziecie w niej także balsam, czy krem do ciała, kosmetyki do kąpieli, krem do rąk, olejek, a nawet aromatyczną świecę, dzięki czemu możecie sobie stworzyć ekskluzywne spa w zaciszu własnej łazienki.

Peeling do ciała Harmony of Ayurveda - Douglas, Home Spa

Peeling do ciała Harmony of Ayurveda marki Douglas ( 200ml / 54,90zł ) to dobrze wyważone połączenie drobin cukru i soli z mocą naturalnych olei. Bezpośrednio po otwarciu można dostrzec oleistą warstwę, która po wymieszaniu idealnie łączy się z cukrowo-solną bazą, tworząc niezbyt ostrą i nie działającą agresywnie na skórę kompozycję. Ta propozycja nie należy do mocnych zdzieraków. Peeling z serii Home Spa działa łagodnie, aczkolwiek skutecznie, pozostawiając skórę gładką, miękką i miłą w dotyku. 
Orientalny, ciepły zapach, który cudownie umila tę czynność, towarzyszy nam jeszcze kilka godzin później, otulając skórę niezwykle wonnym, egzotycznym bukietem. Pomimo widocznej zawartości olei, peeling nie oblepia skóry, dobrze się jej trzyma i dobrze spłukuje z ciała, na którym nie uświadczymy żadnej tłustej warstewki. Nic, a nic. Trochę żałuję, bo osobiście bardzo lubię, gdy na skórze wyczuwam subtelną, oleistą powłoczkę. W przypadku tego peelingu aplikacja balsamu lub treściwego masełka jest niemal niezbędna.

Skład:  Maris Sal, Sucrose, Carthamus Tinktorius Seed Oil, Mipa-Laureth Sulfate (And) Laureth-4 (And) Cocamide Dea, Parfum, Sesamum Indicum Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Tocopherol, Mangifera Indica Seed Butter, Glycerin, Aqua, Centella Asiatica Extract, Limonene, CI 15510, CI 14700

Peeling do ciała Harmony of Ayurveda - Douglas, Home Spa

Reasumując peeling marki Douglas jest całkiem przyjemnym kosmetykiem o cudownym aromacie. Jego właściwości peelingujące oceniam na mocną 4, jednak wolę te, które działają mocniej i dodatkowo zostawiają pielęgnującą, lekko tłustą warstewkę. W przypadku tego produktu balsam jako zwieńczenie wieczornej pielęgnacji jest niezbędny. Nie mogę powiedzieć, że oczarował mnie na tyle, bym chciała do niego powrócić, aczkolwiek jeśli preferujecie te delikatniejsze peelingi, które skutecznie złuszczają martwy naskórek, ale nie lubicie czuć na skórze tłustej powłoczki, a do tego uwielbiacie ciepłe, orientalne nuty zapachowe, to powinnyście zwrócić na niego uwagę.


Czujecie się skuszone? Na co zwracacie uwagę przy wyborze peelingu do ciała? I jakie właściwości skutkują ponownym zakupem? No i pytanie zasadnicze: solne, czy cukrowe?



Maski Yonelle wygrywają... rozstrzygnięcie konkursu

Na wstępie chciałabym bardzo podziękować wszystkim dziewczynom biorącym udział w konkursie, w którym do wygrania była jedna z Masek Nanodyskowych Yonelle. Przeczytałam Wasze komentarze, uzasadnienia i muszę przyznać, że wybór był niełatwy. Nie przedłużając, ogłaszam co następuje...


Maski wygrywają:

Magiczny Kompres - Agnieszka KzMP
Zachwycająca Gładkość - Magdalena Musińska
Młodzieńczy Blask - rogaczki kosmetyczne

Zwyciężczyniom serdecznie gratuluję! A dla dziewczyn, które nie miały tym razem szczęścia mam wesołą nowinę: za kilka dni rusza nowe rozdanie, na które już teraz gorąco zapraszam:)
Pozdrawiam i do zobaczenia:*




Biofusion 3C Yonelle - moc potrójnej wit.C

Biofusion 3C Yonelle - moc potrójnej wit.C

Utarło się, że 13-sty dzień miesiąca zwiastuje pecha, a jeśli dołożyć do tego fakt, iż wypada on w piątek, jak nic spotka nas coś, co w mniejszym lub większym stopniu wpłynie na nas niekorzystnie. Ja nie jestem przesądna, dlatego do dzisiejszego wpisu wybrałam trio, którego moc z pewnością przyniesie szczęście Waszej skórze i zaprocentuje lepszym samopoczuciem. 

O firmie Yonelle pisałam już wielokrotnie w kontekście innych produktów, które miałam przyjemność używać. Te z Was, które nie znają jej asortymentu, jak i samej firmy ( w co szczerze wątpię:D ) powinny wiedzieć, iż jest to wyjątkowa polska marka, tworząca luksusowe, nowatorskie kosmetyki o ponadprzeciętnej skuteczności przeciwzmarszczkowej, przeznaczone specjalnie dla kobiet dojrzałych. Docelową grupą są kobiety +40, jednak metryka to tylko punkt odniesienia, w związku z czym marka zyskuje ogromne uznanie również wśród młodszych klientek. Sama jestem tego najlepszym przykładem. 

Moja przygoda z Yonelle zaczęła się od rewelacyjnego serum pod oczy i na powieki, które szczerze Wam polecam. Kolejne produkty potwierdzały wyjątkową moc i skuteczność tychże. Nie inaczej jest z serią Biofusion 3C, która trafiła do mnie tuż po wiosennej premierze. Początkowo były to dwa kremy: na dzień i na noc oraz krem pod oczy. Kilka tygodni temu skusiłam się na dokupienie serum z tej samej linii, o którym z pewnością napiszę oddzielną recenzję. 
Z turkusową serią znamy się bardzo dobrze, używam jej z przerwami od kilku miesięcy. Nie bez żalu odstawiłam ją na okres letnich upałów, ponieważ treściwa konsystencja w połączeniu z moją przetłuszczającą się skórą stanowiła zdecydowanie niekorzystną kombinację. Wczesną jesienią wróciłam do niej i na stałe zagościła w codziennej pielęgnacji, dbając o kondycję zmęczonej letnimi upałami cery.

Biofusion 3C Yonelle - moc potrójnej wit.C
Biofusion 3C Yonelle - moc potrójnej wit.C

Biofusion 3C to seria innowacyjnych kosmetyków biologicznie regenerujących cerę wrażliwą, suchą, dojrzałą, podatną na podrażnienia i alergie. Ma ona zdolność biofuzji, czyli wtapiania się w skórę i naprawiania nieszczelności i uszkodzeń naskórka. Zawarta w składzie potrójna, głęboko wnikająca witamina C działa rozjaśniająco na przebarwienia, stymuluje metabolizm i syntezę elastyny oraz kolagenu, w efekcie czego następuje wzmocnienie, ujędrnienie i poprawa struktury skóry oraz redukcja zmarszczek. 

Na serię Biofusion składają się cztery kosmetyki: serum oraz kremy na dzień, na noc i pod oczy. Dziś zajmę się trzema ostatnimi.

Biofusion 3C Yonelle - moc potrójnej wit.C

Biofusion, Krem Regenerujący 3C/ SPF10  ( 219zł / 55ml ) to krem na dzień, idealny do cery suchej, wrażliwej, skłonnej do podrażnień, który kompleksowo chroni przed szkodliwym promieniowaniem UV, wolnymi rodnikami i chemicznie zanieczyszczonym środowiskiem, dając komfortowe uczucie ukojenia i odnowy.

Krem jest niezwykle lekki, wręcz aksamitny i pomimo, iż przeznaczony do cery suchej, moja tłusta wręcz spija go do ostatniej kropelki. Rewelacyjnie nadaje się pod makijaż, podkład nie roluje się na nim, fajnie się rozprowadza, a wizualnie prezentuje się wybornie. Moim zdaniem pokochają go cery wymagające porządnej dawki odżywienia i nawilżenia, które kochają wit.C i dobrze na nią reagują. Nie sądzę, by w jakikolwiek sposób mógł zaszkodzić nawet wrażliwej skórze. 

Główne składniki: Nanodyski, lecytyna, 3 formy witaminy C, lamelle cholinowe, kwas hialuronowy, kwas palmitylowy, olej tsubaki, D-pantenol
___________________________


Biofusion, Krem Naprawczy 3C ( 229zł / 55ml ), czyli krem na dzień i na noc do silnej regeneracji, odmładzania i poprawy wyglądu cery. Spektakularnie poprawia jędrność i redukuje zmarszczki, zmniejsza objawy suchości i skłonność do podrażnień. Skóra zyskuje piękny koloryt, zachwycającą gładkość i aksamitną miękkość.

Ten krem to bezapelacyjnie najmocniejszy punkt prezentowanego trio. Moja skóra pokochała go od pierwszego użycia i każdego ranka zachwyca swoim promiennym wyglądem. W przeciwieństwie do wersji na dzień, jest znacznie gęstszy, zbity, konsystencją przypomina puszyste masełko. Z racji swej esencjonalności stosuję go wyłącznie na noc. Nie jest to krem, który wchłania się całkowicie. Po aplikacji wyczuwam otulający, lekko wilgotny film, który odżywia i regeneruje moją skórę podczas snu. Przypuszczam, że cery suche będą nim zachwycone, jednak mieszane i tłuste, łaknące mocniejszej odbudowy również nie pozostaną obojętne na jego właściwości. 

Główne składniki: Nanodyski, 3 formy witaminy C, olej tsubaki, olej jojoba, masło shea, lamelle cholinowe, ceramidy, aktywne peptydy, lecytyna, kwas palmitynowy, witamina E
___________________________


Biofusion, Krem Naprawczy 3C Pod Oczy ( 179zł / 15ml ) idealny do silnej regeneracji suchej i wrażliwej skóry pod oczami i na powiekach, wygładza, nawilża, poprawia elastyczność, redukuje długość "kurzych łapek". Działa jak łagodzący kompres, dając natychmiastowe poczucie komfortu i ukojenia.

Leciutki jak mgiełka, aksamitny krem, który skrywa w sobie wielką moc. Świetny zarówno na dzień, gdy liczy się szybkość przyswajania kosmetyku oraz kompatybilność z kosmetykami kolorowymi, jak i na noc, gdy potrzebujemy ukojenia, nawilżenia i silnej regeneracji. Regularne stosowanie przyniosło widoczne rozjaśnienie delikatnej skóry wokół oczu, a w połączeniu z łagodnym automasażem znaczną redukcję moich zmarszczek mimicznych. Skóra jest sprężysta, elastyczna i cudownie nawilżona. Krem nie zawiera w składzie żadnej kompozycji zapachowej, dzięki czemu wrażliwa okolica oczu nie jest narażona na żadne podrażnienia

Główne składniki: Nanodyski, 3 formy witaminy C, lamelle cholinowe, fosfatydylocholina, alkohole C12-C16, aktywne peptydy, olej tsubaki, kwas hialuronowy


Cała seria Biofusion 3C zasługuje na pozytywną opinię i bardzo gorąco ją polecam. Używanie kosmetyków jednej linii ma sens i przynosi o wiele lepsze efekty, niż gdybyśmy nakładały je pojedynczo, jednak każdy jeden zachwyca swoim zapachem, konsystencją, opakowaniem. Kompozycja cudownie otulającego, kwiatowego aromatu z orzeźwiającymi owocowymi nutami, zamknięta w ekskluzywnych, szklanych opakowaniach to bez wątpienia jedno ze wspanialszych połączeń na rynku kosmetycznym. Design zwraca uwagę i jest prawdziwą perełką na mojej toaletce.
Jednak kosmetyki Yonelle nie tylko wyglądają, ale - co ważniejsze - działają i faktycznie robią to, co obiecuje producent. Po raz kolejny miałam okazję, by się o tym przekonać. Ufam, że i Wy dacie się skusić mocą witaminy C, dzięki której Wasza skóra pięknie się rozświetli, ujędrni i nabierze zdrowego kolorytu... tak, jak moja :). Oprócz widocznego rozjaśnienia zauważam również poprawę elastyczności, struktury, gęstości i sprężystości. 

Moim zdaniem seria Biofusion 3C doskonale sprawdzi się jako zastrzyk energii i  kompres na jesienne znużenie Waszej skóry, polecam:)

Zarówno tę serię, jak i pozostałe kosmetyki Yonelle kupicie w sklepie on-line producenta oraz w perfumeriach Douglas, w których aktualnie trwa promocja  -20% na polskie marki :)




MAC, Impassioned - Amplified Creme Lipstick

MAC, Impassioned - Amplified Creme Lipstick

Na tę pomadkę firmy MAC miałam ochotę od dłuższego czasu. Przepiękny fuksjowy róż to zdecydowanie mój kolor, dlatego nie mogłam pozostać obojętna na jej urok. Cudownie kremowe wykończenie Amplified Creme to gwarancja trwałości, dobrego krycia i masełkowej formuły, która podkreśla usta porządnie napigmentowanym odcieniem. 

Cóż mogę o niej napisać? Jest absolutnie zachwycająca! 

Gwiazda dzisiejszego wpisu: Impassioned :)


Kolor niejednoznaczny i trudny do opisania, jednak nie zmienia to faktu, że jest moc. Te z Was, które wolą siebie w delikatniejszym wydaniu, nie powinny nawet zerkać w jej kierunku, bo - pomimo, że niezwykle piękna - należy do tych z gatunku rzucających się w oczy, mocno nasyconych. Z racji swojej gęstej formuły nie jest to pomadka łatwa w obsłudze - nie wybaczy braku kredki i niewypielęgnowanych ust. Jednak warto się postarać, bo efekt wynagrodzi cały trud. 

Impassioned ( 86zł / 3g ) utrzymuje się ok 5 godzin, po czym należy dokonać niewielkich poprawek. Jeśli w międzyczasie spożywamy posiłek lub pijemy straci na intensywności, ale nie zniknie zupełnie tylko zetrze się na środku, a kontur pozostanie. Według mnie to bardzo dobry wynik, prawda?

Ja jestem absolutnie zakochana! Same zobaczcie jaka jest urocza :)

MAC, Impassioned - Amplified Creme Lipstick


Jak Wam się podoba? Lubicie mocne usta, czy preferujecie subtelne nudziaki?



Musujące kule do kąpieli - Czekolada, Nagietek, Mleko Miód Owies - Ministerstwo Dobrego Mydła

Musujące kule do kąpieli - Czekolada, Nagietek, Mleko Miód Owies - Ministerstwo Dobrego Mydła

Aromatyczne zamówienie od Ministerstwa Dobrego Mydła dotarło do mnie w idealnym momencie. W ubiegłym tygodniu zdrowie odmówiło mi posłuszeństwa i na dobre rozłożył mnie wyjątkowo uciążliwy wirus wymagający kilkudniowej rekonwalescencji, która - jak się dziś okazało - przedłuży się jeszcze o tydzień. Gorące kąpiele i wcieranie rozgrzewających schorowane ciało olejków stało się moim rytuałem, a skoro można umilić sobie owe czynności, to czemu nie? :)

Musujące kule, a właściwie półkule do kąpieli stanowiły mocny punkt mojego zamówienia i pokładałam w nich nadzieje na cudowne, cielesne doznania. Spośród wszystkich dostępnych w internetowym sklepie tej małej, rodzinnej manufaktury mydlarskiej z Kamienia Pomorskiego, wybrałam sobie trzy: Czekoladę, Nagietek oraz Mleko Miód Owies. Nie zamierzam trzymać Was w niepewności i stopniować napięcia... od razu napiszę, że to co otrzymałam to nie tylko wspaniały umilacz wieczornych kąpieli, ale i genialny wspomagacz wszelkich rytuałów pielęgnacyjnych. Mogłabym pisać peany pochwalne, rozpływać się nad ich właściwościami, nakreślać zapachy, dać wyraz swojemu zadowoleniu, ale to wszystko byłoby za mało, bo półkule MDM to czysta rozkosz.


Półkule kąpielowe Ministerstwa Dobrego Mydła to musujący proszek uformowany w kształt kuli o gramaturze ok 60g. Koszt jednej to 5,50zł. Właścicielki zadbały o szeroki wybór, dlatego - oprócz tych, które za chwilę Wam przybliżę - możecie jeszcze skosztować np. lawendy, rumianku, czy róży z glinką. Receptura kul zawiera możliwie największą ilość olejów i maseł, takich jak nierafinowane masło Shea, olej ze słodkich migdałów, olejek z pestek winogron, pełne mleko i olej ryżowy. Pod wpływem ciepłej wody kula rozpuszcza się i musując uwalnia mleko oraz oleje, w wyniku czego skóra po kąpieli staje się gładka i odżywiona, wystarczy spłukać ciało ciepłą wodą i delikatnie osuszyć ręcznikiem, dodatkowe nakładanie balsamu jest całkowicie zbędne.


Czekolada to naprawdę czekolada... tak apetyczna, że ma się ochotę spróbować czy to aby na pewno jest niejadalne. Nie wyczuwam absolutnie żadnej chemii, a aromat, który unosi się podczas kąpieli otula, wyostrza zmysły i powoduje niemały ślinotok. Kompozycja idealna dla wszystkich czekoladoholików będąca doskonałym substytutem kalorycznego odpowiednika.

Skład: Soda Oczyszczona, Kwasek Cytrynowy, Masło Shea, Olej ze Słodkich Migdałów, Olej z Pestek Winogron, Olej Ryżowy, Pełne Mleko, Kakao, Aromat


Nagietek oprócz olei i maseł zawiera w składzie kojący macerat z nagietka lekarskiego oraz suszony nagietek, który tworzy kolorową pierzynkę dla śnieżnobiałej kuli. Podobnie jak w przypadku Czekolady zapach jest intensywny, ale nie ma tu słodyczy tylko kwiatowa świeżość, natura w najczystszej postaci.

Skład: Soda Oczyszczona, Kwasek Cytrynowy, Masło Shea, Olej ze Słodkich Migdałów, Olej z Pestek Winogron, Olej Ryżowy, Pełne Mleko, Nagietek lekarski, Olejek Eteryczny ze Słodkiej Pomarańczy


Mleko Miód Owies to kula, w której zanurzone są płatki owsa, a w połączeniu z miodem pszczelim stanowi cudnie pachnący kompres dla przesuszonej skóry.  Niesamowicie esencjonalna, treściwa, o bajkowym, skondensowanym składzie. 

Skład: Soda Oczyszczona, Kwasek Cytrynowy, Masło Shea, Olej ze Słodkich Migdałów, Olej z Pestek Winogron, Olej Ryżowy, Pełne Mleko, Owies (Płatki), Miód pszczeli, Aromat


Kąpiel z dodatkiem półkul Ministerstwa Dobrego Mydła to nie tylko aromatyczna przyjemność. Składy pozwalają cieszyć się odświeżoną i odpowiednio wypielęgnowaną skórą. Zdaję sobie sprawę z tego, iż może być Wam trudno uwierzyć w ich moc, jednak zapewniam, że one naprawdę działają i robią genialną robotę! Po osuszeniu ciała ręcznikiem, jest ono gładkie, wspaniale nawilżone i natłuszczone, przez co balsam będzie jedynie kaprysem, nie koniecznością. Te niepozorne kule to prawdziwa bomba odżywcza, spróbujcie, a nie będziecie żałować... słowo:)


Żałuję, że nie mogę przesłać tych aromatów wprost do Waszych nozdrzy, jestem pewna, że z miejsca by Was oczarowały.