COLLISTAR Infinito, Tusz do rzęs

W bogatym asortymencie włoskiej marki COLLISTAR oprócz produktów do pielęgnacji twarzy, włosów oraz ciała znajdziemy także kosmetyki do makijażu. Ciekawostką może być fakt, iż wszystkie propozycje wywodzące się spod skrzydeł marki, w 100 % składają się ze składników pochodzących z Włoch.
Jednym z flagowych produktów firmy jest maskara do rzęs INFINITO, zawierająca innowacyjne żywice, naturalne woski - ryżowy i oliwny- o właściwościach pogrubiających oraz pantenol.
W dalszej części posta dowiecie się, czy?, i jak? wywiązał się z powierzonego mu zadania.
Collistar, Infinito, tusz do rzęs, tusz Collistar
INFINITO to najnowszej generacji tusz do rzęs, który gwarantuje maksymalne podkreślenie.

Wykreślone z listy marzeń #7 oraz pozostałe nowości ostatnich tygodni

Obiecałam sobie, że będę bardziej systematyczna jeśli chodzi o prezentowanie nowości, więc oto jestem:)
Zapraszam na szybki przegląd produktów,  które zasiliły moją kosmetyczkę w ciągu kilku minionych tygodni.
Ale po kolei...

8 produktów kosmetycznych za ok 10zł, na które warto zwrócić uwagę

Moje zbiory kosmetyczne są raczej przeciętnych rozmiarów - nie narzekam na braki ale też nie wylewają się z każdego zakamarka mieszkania:).
Rozpiętość cenowa jest spora. Niczym typowa kobieta, lubię sobie czasem dogodzić i zafundować porządny, markowy produkt, spełniając tym samym małe zachcianki, nawet jeśli finalnie okaże się, że jakość tychże jest odwrotnie proporcjonalna do ceny <czyt. szampon JMO>, czego efektem jest  frustracja i solidne poirytowanie.

Nie będę tu ściemniała, że śpię na pieniądzach i stać mnie na wszystko o czym fantazjuję, dlatego nad wyraz chętnie testuję produkty z najniższych, drogeryjnych półek, które, o dziwo!często rewelacyjnie się sprawdzają i są zaskakująco dobre  zważywszy na kwotę, jaką musimy za nie zapłacić.
Pomyślałam sobie, że przybliżę Wam nieco sylwetki tych najlepszych z jakimi miałam do czynienia, zestawiając je wszystkie razem w poście pod tytułem:

"8 produktów kosmetycznych za ok 10zł, na które warto zwrócić uwagę "


Dziś zestawienie artykułów, które pojawiły się już na blogu. W ciągu ponad dwóch lat mojej 'twórczości', napisałam kilka recenzji kosmetyków tanich i skutecznych, dlatego pokusiłam się o małą powtórkę.
Przypomnijmy sobie wspólnie 8 produktów, którymi - według mnie - warto się zainteresować, i do których sama chętnie wracam.
Każda nazwa będzie odpowiednio podlinkowana, więc jeśli coś Was zainteresuje, wystarczy w nią kliknąć, a zostaniecie przeniesieni do posta właściwego:)

tanie i dobre, tanie kosmetyki

Wystarczy kilka słów...

Przysuwam bliżej kawę, by poczuć jej aromat, smak mi  nie wystarcza - potrzebuję mocnego kopniaka, najbardziej stymulujący byłby ten w cztery litery ale z braku żywej duszy w otoczeniu, musi mnie zadowolić energetyczny:)
Wtorek zapowiada się koszmarnie, więc dodatkowy bodziec od mojej przyjaciółki - kofeiny, jest bez wątpienia wskazany. Nie zamierzam narzekać, aczkolwiek kilka wulgarnych zwrotów ciśnie mi się na usta... wstałam lewą nogą? - nie pamiętam, nie przywiązuję do tego uwagi, choć miejsce ustawienia mojego łóżka i kierunek, w którym staczam się z niego na podłogę przeczą teorii, którą wysnułam.Tak, to musiała być prawa noga!
To co w takim razie się dzieje?
Kiepski nastrój nie opuszcza mnie od kilku dni, a do tego czeka mnie dziś nie lada wyzwanie. Urzędy zawsze przyprawiają mnie o palpitację serca, a gdy w grę wchodzą pieniądze <które mogą mi zabrać>, reakcje mojego organizmu przypominają stan przedzawałowy - pocę się, ręce mi drżą, a kolana mam jak z waty. Zawsze się stresuję przed czymś, co może mieć wpływ na moją obecną sytuację.
Dobra! Jakoś trzeba to przetrwać. Weź że się w garść - myślę. Na chwilę pomaga, by za moment wszystko wróciło do stanu wyjściowego...
https://unsplash.com/

Pusty dom mnie przytłacza. Siedzę sama ze swoimi myślami. Analizuję. Doświadczenie mi podpowiada, że nie wróży to nic dobrego. Zawsze gdy zaczynam rozmyślać, rodzą się dziwne wnioski... a może moment po prostu nie ten... może gdyby nastrój był lepszy... nie ważne. Zrobiłam już wszystko co może zrobić kobieta, kiedy dopada ją chandra. Były zakupy, kąpiele, olejki, maseczki... pomogło na chwilę. Doraźny zastrzyk energii nie poprawia mojego stanu na długo.

Nagle rozlega się dźwięk, powiadamiający mnie o nowej wiadomości.


Otwieram pocztę... czytam maila od nieznajomego. Kilka słów, jedno zdanie. Na usta powraca uśmiech... jak niewiele człowiekowi potrzeba do szczęścia:)

Skąd wiedział? Nie mam pojęcia! Grunt, że podziałało:)
Jak to możliwe, że jedno zdanie od zupełnie obcego człowieka dało takiego kopa?!
Dlaczego nie robimy tego na co dzień? Nie, nie mam na myśli wypisywania maili do nieznajomych:)

Zabiegani zapominamy o tym, co najważniejsze. Przecież obok nas są osoby, które zasługują na to, by im powiedzieć kilka ciepłych słów. To nie musi być coś wielkiego, jedno krótkie zdanie wystarczy. Doceńmy to, że są, że ich obecność jest dla nas ważna. Podziękujmy im za troskę i za miłość. Uśmiechnijmy się do siebie... to tak niewiele. 
Zatrzymajmy się na moment i dostrzeżmy ICH. To oni są sensem wszystkiego.
A potrzeba tak niewiele... wystarczy kilka słów...:)



Nie kupuję podróbek!


Siedzę przy biurku. Pracuję. Rozglądam się wokół siebie - nic. Zerkam z szerszej perspektywy, omiatam wzrokiem cały pokój - nic. Lecę dalej... łazienka, kuchnia, szafka z kosmetykami, garderoba, szafka z butami na przedpokoju - nic. Sięgam zatem w odmęty pamięci, przywołuję wspomnienia, obrazy, fakty - nic. Grzebię w niej bezskutecznie, szukając odpowiedzi na moje rozważania. Nic. Nie ma. I - co najciekawsze -nigdy nie było.
Czy to przypadek? Chyba niekoniecznie. Zapewne to mój wybór. Dziwne? Patrząc na znajomych, osoby mi bliższe lub zupełnie obce - chyba tak.

Właśnie uświadomiłam sobie, że nigdy, przenigdy nie miałam podróbki!


Rozmawiam z kolegą. Na jego ręku migoce złoty zegarek. Przyglądam się... no, no - Giorgio Armani. Wow! myślę sobie. Wiedziona wrodzoną ciekawością pytam, ile za to cudo wziął był zapłacił:D


...3 stówy za niego dałem, to replika , odpowiada dumnie, a skala jego zadowolenia w jednej chwili przekracza wszelkie normy, wzbija się w powietrze i zatacza coraz szersze kręgi:D. Jest wniebowzięty, że zauważyłam i z dziką satysfakcją zaczyna gestykulować, machając mi - niby to przypadkiem - świecidełkiem przed nosem.
3 stówy?Toż to żadna replika!To zwyczajna podróba! odpowiadam.
No wiesz...pff... odwrócił się na pięcie i tyle go widziałam.
W jednej chwili jego świat legł w gruzach. Ta błyszcząca namiastka prestiżu i bogactwa, stała się powodem frustracji.

Dlaczego niektórzy świadomie kupują wątpliwej jakości falsyfikaty?


Wiadomo - żeby pokazać otoczeniu, że są kimś, że ich stać! Noszenie drogiego przedmiotu - który jako podróbka jest tani - to synonim luksusu, dzięki któremu możemy przynależeć do określonej części społeczeństwa lub nawet być od niej lepszym. Proste.


*****
W moim rodzinnym domu nigdy się nie przelewało. Rodzicielka liczyła każdy grosz, dokonując trudnego wyboru na co go przeznaczyć. Dwoje dzieci, to morze potrzeb. Nauczyłam się szanować pieniądz. Nie mam tu na myśli skąpstwa, co to, to nie i wierzcie - daleko mi do zachowań typowego dusigrosza. Lubię spełniać swoje zachcianki, w końcu uczciwie na nie zarabiam, jednak do zakupów staram się podchodzić w sposób racjonalny, a do tego - zawsze muszę mieć oszczędności. Czuję się wtedy bezpieczniej i bardziej komfortowo. Wiem, że jakiś nagły, niespodziewany wydatek nie spowoduje większych problemów finansowych, ponieważ jest coś w zanadrzu, jak to mówią - na czarną godzinę.
Oczywiście nie będzie to rozprawa o moich sposobach oszczędzania. Zwyczajnie chciałam nakreślić sytuację, w której teoretycznie byłoby mnie stać na kupno pewnych produktów, aczkolwiek z różnych względów odwlekam to w czasie.
Dlaczego?

Mierzę siły na zamiary

Wyznaję zasadę, by swoje siły mierzyć na zamiary. Na niektóre, wymarzone artykuły jestem zmuszona odkładać miesiącami, by nie były odczuwalnym uszczerbkiem dla domowego budżetu, tym bardziej, jeśli są to tylko i wyłącznie moje chciejstwa, dla pozostałej dwójki domowników absolutnie zbędne. Tak było w przypadku lustrzanki Canona, o której marzyłam od dawna, a której zakup doszedł do skutku w maju tego roku... zresztą, nie omieszkałam się tym pochwalić, a jakże:).
Uwielbiam nosić markowe ciuchy, akcesoria, czy używać kosmetyków z wyższej półki. Wiadomo...kobieta:D. Jednak nigdy nie zdecydowałabym się, aby kupić torebkę, perfumy, czy buty z logo luksusowej marki tylko po to, aby pochwalić się, że mnie stać. Tym bardziej, jeśli wiedziałabym, że jest to zwyczajna, tandetna, bazarowa podróba.

Świadomość, że noszę atrapę, nie dałaby mi spokoju i źle bym się czuła sama ze sobą.Gryzłoby mnie sumienie, a nowy nabytek byłby odzwierciedleniem mojej słabości, serio.Czułabym się tak samo tanio, jak tania była dana rzecz! 

Naprawdę, wolałabym nie mieć danego przedmiotu lub oszczędzać na niego kolejne dwa miesiące, niż świadomie kupić mierną kopię.
Do tego mam dziwną manię sprawdzania źródła pochodzenia danego towaru i jeśli jakiś szczegół wzbudzi moje wątpliwości, to wolę zapłacić więcej, by mieć pewność, że jest to na pewno oryginał!

To jest nielegalne!

W swoich dywagacjach nie skupiam się na (nie)legalności tego procederu. Wszyscy wiedzą, że handel podrobionym towarem jest zakazany i karalny, a jednak kwitnie w najlepsze i - co najgorsze - ma się całkiem nieźle. Jednak tę kwestię pozostawiam bez komentarza. Każdy z nas ma wybór i to, czy zgadzam się z takimi praktykami, czy jestem im przeciwna, nie sprawi, że znikną z rynku. Żeby jednak była jasność - jestem absolutnie na nie!


Co skłoniło mnie do napisania tego artykułu? Otóż kilka tygodni temu miałam okazję kupić zegarek MK. Ci, którzy śledzą moje blogowe poczynania wiedzą, że jest to moje marzenie i chciejstwo, które umieściłam na liście pragnień. Wiem, że oryginalny model kosztuje w granicach tysiąca złotych. Ja miałam możliwość kupienia go za połowę tej kwoty. W całej tej nie lada okazji cenowej był jeden szkopuł, który przyczynił się do decyzji odmownej: zegarek był podróbą!
Daję słowo - wolę dalej nosić swojego srebrnego Timexa, niż udawać radość z kupna podrobionego, złotego Korsa.
Ot! I cała  historyja!


Ufam, że podzielicie się swoją opinią na ten temat. Co myślicie o świadomym kupowaniu falsyfikatów?


Czas na deser! : Jabłka z orzechami zapieczone w kruchym cieście

Przez krótką chwilę zastanawiałam się, czy istnieje lepszy kompan popołudniowej porcji kofeiny, jak przepyszny i słodki deser? Jeśli podobnie jak ja, uznaliście, że jest to pytanie z gatunku abstrakcyjnych i pokręciliście w tym momencie przecząco głową, to znaczy, że: po pierwsze primo, kochacie łakocie i nie umiecie ich sobie odmówić, a po drugie primo*, ten banalny w przygotowaniu przepis jest dla Was jak znalazł:).
Niedzielne wczesne popołudnie, pierwsze kawki już za nami, drugie podejście  -przypuszczam - dopiero po obiedzie, a zatem macie kilka godzin na jego przygotowanie. Satysfakcja i zadowolenie domowników gwarantowane!

Jabłka z orzechami zapieczone w kruchym cieście

Czas na deser! : Jabłka z orzechami zapieczone w kruchym cieście

Te apetyczne bułeczki są tak łatwe w przygotowaniu, że poradzą sobie z nimi nawet kuchenni nowicjusze. Uzasadnieniem niech będzie fakt, że wykonała je moja 14-letnia córka:)

W zasadzie jedyne, co musicie zrobić, to zagnieść kruche ciasto i włożyć je na minimum godzinkę do lodówki, by się schłodziło i stwardniało. Przepisów na jego wykonanie znajdziecie w sieci mnóstwo... ja odsyłam do mojego ulubionego kulinarnego bloga, którego prowadzi przesympatyczna i niezwykle zdolna Małgosia, tylko ostrzegam przed nagłym i zupełnie niepohamowanym ślinotokiem, bo to, co ta dziewczyna pokazuje, to prawdziwe mistrzostwo!

Ok, ciasto, a więc naszą bazę mamy już gotowe, zabieramy się więc za źródło rozkoszy: wnętrze.
W przepisie, który Wam pokazuje jest jabłko i orzechy włoskie, ale nadzienie może być dowolnie modyfikowane... ciekawe, jak smakują te bułeczki z gruszką?... może być smacznie!
Jabłka obieramy, usuwamy środki, możemy dla wzmocnienia smaku posypać je cynamonem lub cukrem waniliowym - jak kto woli. Przygotowane połówki, zawijamy porcjami kruchego ciasta, nie zapominając o orzechach, i voila! Gotowe.
Blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia umieszczamy w nagrzanym do 200st piekarniku. Jeśli dysponujecie termoobiegiem, możecie tę temperaturę nico zmniejszyć, u mnie było to 180st. Czekamy...czekamy...czekamy...nie! łapy przy sobie...jeszcze chwilę czekamy, aż ciasto nam się apetycznie zarumieni, a ze środka wypłyną soki z naszych jabłek. Teraz możecie wyjąć, poczekać, aż odrobinę ostygnie <wiem, że to trudne, bo zapach, jaki właśnie unosi się w kuchni przyprawia o zawrót głowy:) >, posypać do smaku i wyglądu cukrem pudrem i to wszystko. Mówiłam przecież, że proste...:)

A gdyby jeszcze było Wam mało kulinarnych doznań, można dodatkowo porozpieszczać podniebienie gałką lodów waniliowych, które wyjątkowo dobrze czują się w towarzystwie kruchego ciasta i pieczonych jabłek.

Smacznego!



Essence, Cakepop That's top! Blush

Dziś coś dla miłośniczek kosmetyku, który dla mnie jest swego rodzaju kropką nad 'i' w makijażu. Prezentując kosmetyczne nowości obiecałam poświęcić mu osobny post, tym bardziej, że jak się okazało, zajął zaszczytne, pierwsze miejsce wśród produktów, które od kilku tygodni namiętnie upiększają moje lico. Jeśli mam być szczera, to powiem Wam w sekrecie, że całkowicie zdetronizował inne tego typu i króluje wśród mojego skromnego zbioru róży. Ależ jak się nim nie zachwycać, skoro jego niejednoznaczny kolor zyskał aprobatę nie tylko moją ale i osób postronnych?
Cookies&Cream to limitowana kolekcja marki Essence, która ukazała się w sprzedaży w maju tego roku. Pośród całej linii znajdziemy między innymi ten piękny, morelowy róż o nazwie Cakepop, That's Top! opatrzony numerkiem 01.

John Masters Organics, Szampon do włosów przetłuszczających się, Mięta&Wiązówka Błotna


Moje włosy to skomplikowany i złożony temat. Skłamałabym twierdząc, że są nad wyraz kłopotliwe, jednak wykazują pewne tendencje, z których nie do końca jestem zadowolona. Jedną z największych bolączek, z jaką przyszło mi się zmagać, jest nadmierne przetłuszczanie się kosmyków, dlatego staram się wybierać produkty, które mogłyby mi ociupinę pomóc, przedłużając świeżość mojej czupryny chociażby o jeden dzień. Kosmetyków do rzeczonego rodzaju włosów jest na rynku pod dostatkiem i naprawdę jest w czym wybierać... teoretycznie, bowiem gdy dołożyć do tego wrażliwą skórę głowy oraz lekko przesuszone końce, sprawa nieco nam się komplikuje.
Testowałam już niewyobrażalną ilość szamponów drogeryjnych, wśród których były te lepsze, jak i gorsze. Po drodze była też próba, dodam - nieudana, wprowadzenia do codziennej pielęgnacji osławionych w blogosferze rosyjskich specjałów. Jak dotąd największe wrażenie wywarł na mnie tanioszek Green Pharmacy z nagietkiem lekarskim.
Wiadomym jest jednak, że kobiety nie zadowolisz tak po prostu, a jej chęć przed testowaniem nowości jest silniejszy, niż zdrowy rozsądek. Szukając więc dalej, natknęłam się na posty Madzi, w których prezentowała zastęp swoich ulubieńców w temacie włosowym marki John Masters Organics, a że ja mało odporna na zachęty jestem, połknęłam haczyk i skusiłam się na zakupy. Dodatkowym bodźcem była promocja w sklepie internetowym Naturnika, w którym to nabyłam trzy kosmetyki przeznaczone stricte do pielęgnacji włosów. Dziś opiszę jeden z nich, a mianowicie Szampon do włosów przetłuszczających się, Mięta&Wiązówka Błotna.
John Masters Organics, Szampon do włosów przetłuszczających się, Mięta&Wiązówka BłotnaWedług obietnic producenta Szampon Mięta &Wiązówka Błotna stymuluje skórę głowy, przywracając jej odpowiednie ph, odżywia cebulki włosów, kontroluje wydzielanie sebum, a cienkie, przerzedzone włosy zyskują na objętości. I to wszystko już od pierwszego zastosowania.


Bujany Fotelik - Carlos Ruiz Zafon


No i stało się!Oficjalnie stwierdzam, że wpadłam, jak śliwka w kompot- jestem zakochana!

Sądziłam, że już nie dla mnie miłosne uniesienia i związane z nimi doznania...wiecie, motyle w brzuchu, momenty oczekiwania na kolejne spotkanie, tajemnica odkrywania, niepokój przed nieznanym i ta radość, gdy okazuje się, że to, co sobie wyobrażamy i czego oczekujemy, znajduje swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości.

A taki ON niepozorny, nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że daleko mu do ideału i uosobienia męskości.Wyglądem przypomina raczej mizernego krasnala, niż umięśnionego i śniadego Hiszpana, występującego w naszych sennych marzeniach:D.Nie spodziewałam się, że tak zawróci mi w głowie.
A zrobił to!Uwiódł mnie totalnie swoją twórczością!Jestem bezgranicznie zafascynowana jego piórem i lekkością, z jaką nim włada, hipnotyzując swojego czytelnika i sprawiając, że zostajemy w jego świecie do ostatniej stronicy.To ON decyduje o tym, kiedy ta podróż się kończy, a koniec jest tylko jeden...napis THE END:D.

Carlos Ruiz Zafon.Mój Mistrz...



Już pierwsze spotkanie było owocne.Po przeczytaniu Mariny miałam ochotę na więcej, czułam niedosyt, szybko zatem swoje pragnienie zaspokoiłam, dokupując kolejne pozycje.I tak oto, moje tegoroczne lato zostało zdominowane przez hiszpańskiego powieściopisarza, który sprawia, że czas staje w miejscu, a myśli pędzą jak szalone, próbując dogonić i zrozumieć świat wykreowany przez mistrza.
Trzy tytuły, trzy krótkie podsumowania.Zapraszam.