Lancome, Juicy Tubes - Exotic Bomb / Błyszczyk do ust o zapachu truskawki

Juicy Tubes - popularna seria błyszczyków do ust marki Lancome.Kolor nazwany Exotic Bomb to moja wygrana w rozdaniu, które na swoim blogu zorganizowała Kasia :*
Juicy Tubes to ekstremalnie połyskujące błyszczyki o żelowej konsystencji, które uwodzą nas owocowym smakiem i naturalnym, transparentnym wykończeniem od zupełnie neutralnego, delikatnego, aż po mocniejsze, z drobinkami brokatu.Kultowy błyszczyk Lancome umieszczony jest w poręcznej tubie o poj.15ml, z której możemy aplikować kosmetyk bezpośrednio na usta.
Ciekawostką dla Was może być fakt, że to marka Lancome jako pierwsza stworzyła błyszczyk w tubce, w 2000roku.Jak widać pomysł się przyjął i obecnie wiele firm stosuje w swoich produktach takie rozwiązanie.

Phenome, Fresh Mint Heel Pumice / peeling do stóp

Byłabym skończoną hipokrytką, gdybym tu i teraz próbowała Wam wmówić, że pielęgnacja stóp to jedna z moich ulubionych czynności, że w jednakowym stopniu poświęcam im uwagę przez cały rok albo, że od seansu do seansu siedzę i tęsknię za 'stopowym spa':D.Swego czasu nawet głośno się do tego przyznałam, wyjawiając swoje małe grzeszki urodowe.Ale, ale...z drugiej strony nie jestem totalną ignorantką, bowiem mam świadomość istnienia pewnych sytuacji, gdy wymuskane i dopieszczone stopy są niezwykle pożądane, a jedną z takich okoliczności jest bez wątpienia okres letni i przyjemność zrzucenia ciężkiego obuwia na rzecz lekkich i ukazujących stopy w pełnej krasie japonek, tudzież innych minimalistycznych sandałków:D.Podczas jednej z wielu promocji cenowych, którymi raczy nas Phenome, wzięłam pod lupę ichniejszy asortyment i z przyczyn, które zdążyłam Wam już delikatnie nakreślić, skusiłam się na produkt, który w szybki i skuteczny sposób miał mi pomóc zadbać o moje stopy i przygotować je na sezon letni.Jakie są moje wrażenia?O tym w dalszej części dzisiejszego posta...
Phenome, Fresh Mint Heel Pumice / peeling do stóp
Nie ukrywam, że do zakupu w dużej mierze przyczynił się opis producenta, jaki było mi dane przeczytać na stronie internetowej sklepu :
Innowacyjny pumeks w postaci pasty, przeznaczony do pielęgnacji stóp, stworzony w oparciu o naturalne drobinki ścierne, wody roślinne oraz organiczne ekstrakty. Doskonale usuwa suchy i zrogowaciały naskórek, idealnie wygładza, zapobiega tworzeniu się stwardnień. Działa łagodząco i przeciwzapalnie. Zapewnia stopom świeżość i odprężenie, a piętom perfekcyjną gładkość. Idealnie chłodzi i relaksuje, pozostawiając uczucie „lekkich nóg".
Brzmi wspaniale, prawda?Do tego fantastyczny skład, którego 99,2% stanowią surowce naturalne.

IVONA poleca...blogi, które chętnie odwiedzam

IVONA poleca...blogi, które chętnie odwiedzam

Długi weekend dobiega końca, pora wziąć głęboki oddech, policzyć w myślach do dziesięciu i przygotować się psychicznie na pracowity tydzień:D.Wiadomo, wszystko co dobre, kończy się zbyt szybko.Jeśli macie ochotę na chwilę relaksu, proponuję zaparzyć sobie dobrą kawkę lub napełnić kieliszek słuszną ilością ulubionego wina, włączyć nutę, która Was odpręża i wprowadza w pogodny nastrój, a ja krętymi ścieżkami zabiorę Was w gąszcz blogosfery i pokażę miejsca, w których  uwielbiam bywać.Będzie troszkę o kosmetykach, o ciuchach, będą też dwa blogi typowo 'thinkstajlowe'. Zapraszam:D.

 
Margaritum - biolog, świeżo nawrócona na zdrowe odżywianie. Kocha eksperymenty w kuchni i nie boi się łączyć tego co smaczne, z tym co tylko zdrowe. Czasem pisze o tym co ją wzrusza, bawi, oburza albo zachwyca. Lubi kreatywnie zmieniać swoje otoczenie. Chętnie chwali się tym, co ładnego zmajstrowały jej rączki.

Blog Margaritum jest jak wysmakowana lektura, po którą sięgam, gdy mam czas na refleksję.Tu nie da się wejść, rzucić okiem i wyjść.Jest to miejsce, które chce się chłonąć, i które daje bodziec do głębszych przemyśleń.Często wracam do postów archiwalnych i odkrywam je na nowo.Ostrzegam...wejście oznacza utknięcie na dłuższą chwilę:D.

EXTREMELY NATURALLY | by Karina Ostapiuk

Karina-młodziutka dziewczyna, której dojrzałe postrzeganie rzeczywistości może onieśmielać...czasami mam wrażenie, że wie o życiu więcej, niż niejeden 'dorosły'. Przejrzystość bloga, ciekawy styl pisania postów oraz łatwość ubierania myśli  w słowa  to niewątpliwe atuty, które robią fajną atmosferę i sprawiają, że na bloga chce się powracać:D.

ANETTE...ideaforfashion

Anetka, wariatka moja kochana.Ta dziewczyna to prawdziwy wulkan:D, tryska pozytywną energią i co najważniejsze-potrafi nią zarażać.Czytając jej posty, zawsze mam banana na buzi.Blog 'modowy' ale moda jest tu jakby na drugim miejscu, ponieważ najpierw jest ONA-sympatyczna, wesoła, totalnie zakręcona, pozytywna osóbka z poczuciem humoru, które do mnie trafia.To nie jest kolejny blog zadufanej w sobie szafiarki, tu jest fun, trochę codzienności przekazanej w niecodzienny sposób...no fajnie jest po prostu...polecam zajrzeć:)

INFINITY BLOG

Blog kosmetyczny i Daga, przeurocza właścicielka.Nie potrafię wytłumaczyć co przyciąga mnie do danego bloga...myślę, że zwyczajnie musi 'coś zaskoczyć na właściwy trybik' i tak właśnie jest w przypadku Infinity Blog.Lubię atmosferę tego miejsca, życzliwą prowadzącą, sposób pisania postów okraszonych pięknymi zdjęciami, interakcję z czytelnikiem oraz miły dla oka design strony.Wszystko jest na ogromne TAK:D.

 

Megdil's Courthouse

Jeśli jeszcze nie znacie bloga Madzi, musicie to czym prędzej nadrobić.Gwarantuję, że wsiąkniecie  tak samo jak ja:D.Jest to jeden z tych blogów, na których czuję się jak u koleżanki na plotkach, w czym duży udział ma bez wątpienia jego właścicielka.Znajdziecie tu mnóstwo kosmetycznych perełek opisanych w iście poetycki sposób:D.Magda przyciąga swoją osobowością i podejściem do czytelników...komentarze zaś, to nie tylko suche zwroty ale prawdziwe dyskusje.Polecam.


Oczywiście moje ulubione blogi to nie tylko przedstawiona dzisiaj piątka.Gdybyście mieli ochotę poznać pozostałe, mój blogroll stoi przed Wami otworem:D.

A może podlinkujecie miejsca w sieci, które Wy lubicie.Śmiało, chętnie je poznam.Życzę udanego tygodnia:D.


Dr Irena Eris, Body Art, Pro-nawilżająco-brązujący balsam do ciała anty-aging

Odrobina słońca w tubce, tak w dużym uproszczeniu można określić ten produkt.Dzięki uprzejmości Pani Magdaleny, mogłam na własnej skórze przekonać się o jego właściwościach i posmakować subtelnej opalenizny, gdy sezon na tę naturalną dopiero się rozkręcał.Jeżeli z jakichś powodów nie znajdujecie przyjemności, lub przed korzystaniem z kąpieli słonecznych powstrzymują Was aspekty zdrowotne, powinnyście koniecznie wypróbować balsam, który -co prawda-będzie współwinnym małego oszustwa ale przecież nikt poza Wami nie będzie tego wiedział:D.Czyż istnieje lepsze tło dla zwiewnych, letnich mikro-kreacji, jak lekko opalona skóra i wypielęgnowane ciało?
Dr Irena Eris, Body Art, Pro-nawilżająco-brązujący balsam do ciała anty-aging
Pro-nawilżająco-brązujący balsam do ciała ze specjalnym kompleksem składników aktywnych i brązujących ma nawilżyć skórę, nadając jej jednocześnie stopniowo efekt naturalnej, zdrowej opalenizny. W zależności od fototypu skóry efekt brązujący jest widoczny po jednokrotnej lub maksymalnie dwu-trzykrotnej aplikacji.Kompleks unikalnych peptydów HUNGRY.PEPTIX o działaniu anti-aging, przyczynia się do wygładzenia i odżywienia skóry, natomiast bogaty w antyoksydanty wyciąg z żurawiny działa uelastyczniająco, kojąco oraz hamująco rozszerzanie naczynek krwionośnych.

Mam dla Was małą niespodziankę / Zapraszam

Całkiem spontaniczna i zupełnie nieplanowana ale czy musi być konkretny powód, by obdarować moje Czytelniczki?Nie, no pewnie, że nie:D.Tym bardziej, że nagroda to skromna, aczkolwiek bardzo przyjemna.A pretekstem niech będzie mój świetny nastrój, słońce, zbliżające się lato i to, że mam tydzień wolnego, a już wkrótce zasłużony urlop...powiało zbyt dużym optymizmem?Jakoś mi tak radośnie ostatnio:D.
Kilka postów wstecz pisałam o arbuzowym duecie z Biedronki.Peeling nie dał rady ale masełko okazało się być doskonałym produktem i zaskoczyło mnie swoim działaniem oraz -przede wszystkim- soczyście owocowym zapachem.Dziś udało mi się capnąć kolejne, w wersji papaja.Zdradzę, że pachnie równie uroczo, co jego arbuzowy braciszek.Biedronka, w której się zaopatruję zrobiła chyba porządny zapas...albo w miasteczku nie ma blogerek, bo wybór był jeszcze całkiem spory.Pisałyście w komentarzach, że u Was półki świecą już pustkami, dlatego kupiłam 3 dodatkowe sztuki, każda w innym wariancie zapachowym, dla jednej z moich Czytelniczek:D.
Wygrywa jedna osoba


Jak pozbyłam się trądziku? cz.2 / Zabiegi oraz kosmetyki


Zapraszam na drugą część. Wprowadzenie oraz ogólny zarys problemu, znajdziecie tutaj. Chciałabym podziękować Czytelniczkom, które podzieliły się swoją historią, dając dowód na to, że trądzik to trudny i podstępny zawodnik, atakujący nie tylko nastolatki. Otrzymałam również kilka prywatnych wiadomości, w których sygnalizowałyście, że problemy z cerą zapoczątkowało odstawienie terapii hormonalnej, czyli zupełnie jak w moim przypadku. Niestety, nie potrafię odpowiedzieć na wszystkie pytania, jakie mi zadałyście, nie znam Waszej historii leczenia, nie wiem jakie hormony przyjmowałyście, wreszcie, nie orientuję się też, jaka jest Wasza aktualna ścieżka pielęgnacyjna. Kwestia trądziku jest bardzo, ale to bardzo indywidualna i zależy od masy różnych czynników. 

Dziś chciałabym opisać zabiegi oraz kosmetyki, które przyniosły ulgę mojej skórze i wpłynęły na widoczną poprawę jej stanu. Wczesna wiosna 2013 roku była początkiem długiej drogi...
maj 2014, skóra pokryta warstwą podkładu mineralnego Annabelle Minerals

ZABIEGI PROFESJONALNE :


Mikrodermabrazja


Zaczęłam od wizyty w zaprzyjaźnionym salonie kosmetycznym, celem poddania się trzykrotnemu zabiegowi mikrodermabrazji. Pozwoliło mi to nieco oczyścić i odświeżyć skórę po zimie, dać jej kopa i przywrócić zdrowy koloryt. W dużym skrócie: mikrodermabrazja to dogłębne złuszczanie skóry, warstwa po warstwie za pomocą specjalnej głowicy pokrytej drobnymi kawałkami diamentu, zawierającej otwór oraz pompy ssącej. Możliwość doboru odpowiedniej głowicy diamentowej o różnej gradacji, czyli wielkości drobinek ścierających ( w moim przypadku za pierwszym razem była to 200, kolejne dwa 150 ) oraz siły ssania pompy sprawiają, że cały proces złuszczania jest niezwykle bezpieczny. Efekty widoczne są już po pierwszym zabiegu. Jedna uwaga - najbardziej korzystnym okresem do jego przeprowadzenia, jest wiosna i jesień. Mamy wtedy czas na wykonanie całej, w ilości zaleconej przez profesjonalną kosmetyczkę, serii. Z reguły jest to 3-5 zabiegów, z dwutygodniowym odstępem pomiędzy kolejnymi. Pamiętać należy, by bezpośrednio po złuszczaniu, unikać opalania. Skóra po mikrodermabrazji głowicą diamentową jest mocno uwrażliwiona, stąd ograniczenia czasowe. Cena, w zależności od salonu waha się w granicach 200zł za zabieg.

Peeling kawitacyjny

Zdecydowałam się także na peeling kawitacyjny, czyli oczyszczanie twarzy poprzez ultradźwięki.Poza złuszczeniem, wibracje ultradźwiękowe, wzbogacone o mikromasaż, poprawiają mikrokrążenie i dotleniają skórę.Peeling kawitacyjny jest zabiegiem bezbolesnym, polecanym osobom o wrażliwej skórze.Efektem jest oczyszczona, wygładzona i promienna cera, jednak według mojej opinii rezultat był mniej efektowny, niż po mikrodermabrazji, po której czułam dogłębne złuszczenie i oczyszczenie.Zalecane jest wykonywanie kawitacji raz w tygodniu, w ilości ustalonej przez profesjonalistę.Najczęściej jest to ok 10 zabiegów, koszt jednego to mniej więcej 130zł.Przeciwwskazaniem jest ciąża, choroby układu krążenia oraz osteoporoza.


KOSMETYKI: 


Kwasy

Kolejnym krokiem było wprowadzenie do codziennej pielęgnacji kremów z kwasami, najpierw był to Pharmaceris T, Sebo-Almond peel 10%, krem złuszczajacy do cery trądzikowej, a następnie nie mniej słynny Effaclar Duo, La Roche-Posay. Gdybym teraz, z perspektywy czasu, miała porównać działanie tych dwóch kremów, wyższe noty zebrałby ten drugi, zdecydowanie. Produkt Pharmaceris przyniósł widoczny, aczkolwiek krótkotrwały efekt, skóra po odstawieniu szybko wracała do stanu wyjściowego. Dodatkowo, po mniej więcej miesięcznej kuracji, zupełnie przestała na niego reagować, miałam nawet wrażenie, że jej stan się pogorszył, powróciły ropne wykwity oraz liczne zamknięte zaskórniki, stała się poszarzała i zmęczona. Odstawiłam go bez żalu, by jesienią zafundować sobie kurację Effaclarem, co finalnie okazało się strzałem w dziesiątkę. Moje szczegółowe opinie znajdziecie po kliknięciu w podlinkowaną nazwę kremu.

Oleje

Przekonanie się do wprowadzenia regularnego olejowania skóry twarzy, do codziennej rutyny pielęgnacyjnej,  zajęło mi sporo czasu. Żyłam sobie, święcie przekonana, że połączenie oleju i tłustej skóry,  będzie katastrofą. Jak błędne było to myślenie, przekonałam się niemal od pierwszej aplikacji. Inicjalnym  olejem, jaki nałożyłam na twarz był migdałowy. Po drodze był też olej z avokado, makadamia, lniany, oliwa z oliwek oraz mój obecny hit - arganowy.
Najważniejsza w olejowaniu jest regularność oraz minimalizm, trzymajmy się zasady "mniej, znaczy więcej", wystarczą 2-3 krople. Olej w czystej postaci,  to najszybszy sposób na ujędrnienie i odżywienie, a połączony dodatkowo z kwasem hialuronowym, silnie nawilża. Substancje biologicznie czynne zawarte w olejach, mają szereg własciowości pielęgnacyjnych i leczniczych.Na mojej tłustej skórze, najlepiej sprawdził się migdałowy i arganowy, któremu jestem wierna po dziś dzień i który w znacznym stopniu uelastycznił moją przesuszoną kuracją kwasami, skórę. Świetnie radzi sobie z suchymi skórkami, ale zauważyłam także dobroczynny wpływ na pojawiające się krosty - szybciej się goją, stan zapalny znika, zmienione trądzikowo miejsca są jaśniejsze.
Olej arganowy to mój must have i nie może go zabraknąć w mojej pielęgnacji.
Do cery tłustej polecany jest też olej z pachnotki i krokosza, ale nie miałam okazji wypróbować, choć mam taki zamiar. Innymi godnymi polecenia są olej jojoba, słonecznikowy oraz z orzecha włoskiego, które powinny sprawdzić się na skórze z rozszerzonymi porami.
Jak widzicie, wybór jest ogromny. Trzeba szukać, by znaleźć odpowiedni dla siebie. Pamiętajcie, by olej pochodził ze sprawdzonego źródła i był najwyższej jakości. Tu nie ma miejsca na oszczędzanie. Ze swojej strony mogę polecić ecospa.pl oraz Natura dla piękna, gdzie zaopatruję się w oleje najlepszej klasy.

Podkład mineralny

Początek roku 2014 był też początkiem radykalnej zmiany w kwestii stosowanych podkładów. Zdecydowałam się na odstawienie tych tradycyjnych, drogeryjnych, a na ich miejsce wskoczyły minerały. Nie było to łatwe, ani przyjemne, bowiem przyzwyczajona do konkretnego maskowania problemów skórnych ciężkimi podkładami, sadziłam, iż naturalny kosmetyk sobie nie poradzi. Kolejny błąd. Często podświadomie rezygnujemy z pewnych rozwiązań, bazując na naszych przyzwyczajeniach, opiniach innych osób, czy błędnym wyobrażeniu. Dla tłustej, trądzikowej skóry nie ma nic gorszego, niż dodatkowe zapychacze w postaci ciężkich, kryjących podkładów. Skóra nie oddycha, dusi się pod kolejnymi warstwami makijażu, a problem narasta. Nadprodukcja sebum, nadmierna potliwość skóry stłamszonej zbyt ciężkim mazidłem, to wręcz standardowa reakcja. Maskujemy problem, a skutek jest zgoła odmienny od zamierzonego. Zrzućcie ten niepotrzebny balast i spróbujcie minerałów. Niech cera odetchnie.
Więcej informacji nt.podkładu, którego używam znajdziecie w poście Annabelle Minerals, Podkład mineralny matujący, gdzie wyczerpująco opisałam temat, ze wszystkimi 'za' oraz efektem na buzi.

Ochrona przeciwsłoneczna

To nie żadna fanaberia, to absolutna konieczność. Ochrona przed szkodliwym działaniem UV, powinna na stałe zagościć w Waszej pielęgnacji i nie mam tu na myśli tylko skóry z problemami ale każdej, bez wyjątku. Szczególna grupa ryzyka to dzieci, kobiety ze skłonnością do występowania przebarwień, osoby przyjmujące leki światłouczulające ( m.in. hormony ), z jasną karnacja, pacjenci po zabiegach medycyny estetycznej ( peelingi, dermabrazje ). Oprócz najbardziej znanego promieniowania UVB, działającego na powierzchni skóry, mającego silne właściwości powodujące rumień, a w dłuższej perspektywie przyczyniającego się do zmian rakotwórczych, jest też to mniej znane ale równie niebezpieczne, promieniowanie UVA penetrujące skórę, uszkadzające włókna kolagenu, co w linii prostej prowadzi do fotostarzenia się skóry oraz nadmiernego wysuszenia.
Moim największym błędem była totalna ignorancja tego problemu przez długie lata przyjmowania hormonów. W mojej skórze zaszły nieodwracalne zmiany, niektóre kompletnie nie do zlikwidowania. Nabawiłam się licznych przebarwień, których usunięcie jest niezwykle trudne, by nie rzec -  niewykonalne domowymi sposobami. Dlatego nie możecie dopuścić do braku odpowiedniej ochrony.
Sprawa z tłustą skórą jest o tyle bardziej skomplikowana, że większość preparatów dostępnych na rynku kompletnie się do niej nie nadaje, zostawiając tłustą powłokę, bieląc, czy wzmagając produkcję sebum.
Poszukując odpowiedniego, trafiłam na Vichy i jej kultową już emulsję matującą Capital Solei.  Na chwilę obecną jest to mój numer jeden. Właśnie zużywam drugie opakowanie i na pewno kupię kolejne. Emulsja ma świetny skład - aż 8 filtrów chemicznych, filtr mineralny, a także 3 ekstrakty roślinne, chroniące przed wolnymi rodnikami. Co ciekawe, ta emulsja faktycznie matuje na długie godziny, nie bieli, nie zapycha, świetnie współpracuje z podkładami. Polecam.


Kochani, temat okazał się bardziej obszerny, niż wstępnie zakładałam, w związku z czym - by Was nie zanudzić - pokusiłam się o jeszcze jedną część, w której zajmę się moją codzienną pielęgnacją skóry trądzikowej oraz podsumowaniem. Postaram się też zaprezentować zdjęcie aktualnego stanu cery, w wersji makro:D. Pozdrawiam, życząc udanego weekendu:D


<<Część trzecia>> Aktualna pielęgnacja i podsumowanie



Lovely, UV Shine nr 4 ♡

Hej, hej!Jak mija dzień?Coś nam ostatnio przycichła blogosfera...czyżby upały dały się we znaki:D?A może po prostu wolicie spędzać swój wolny czas na świeżym powietrzu?Dziś już troszkę chłodniej, choć w dalszym ciągu słonecznie i bardzo przyjemnie.Pozostanę więc w lekkim klimacie i pokażę lakier, który jest ze mną już kilka, ładnych miesięcy, a który ostatnimi czasy gości na moich paznokciach nader często.Piękna, soczysta, makowa czerwień od Lovely.
Lovely UV Shine nr 4 ♡
Paznokcie ubrane w czerwień przyciągają uwagę, bez dwóch zdań.Propozycja marki Lovely UV Shine nr 4, to intensywna, wyraźna i przenikliwa czerwień w najczystszej postaci.

Lirene, Shower olive, żel+oliwka z bawełny pod prysznic

Wysokie temperatury za oknem sprawiają, że coraz bardziej tęsknym wzrokiem spoglądamy w kierunku prysznica, tudzież wanny, a kosmetyki mające umilić nam te chwile relaksu, schodzą wprost proporcjonalnie do ilości zużytej wody:D.W naszym domu łazienka staje się na ten czas najważniejszym i najczęściej obleganym miejscem, a niekończące się pielgrzymki w poszukiwaniu chociażby odrobiny ulgi i wytchnienia, sprawiają, że prysznic nie stygnie:D.Pozostanę więc w temacie około-kąpielowym i przedstawię produkt, który cieszy me ciało od kilku dni...muszę zrobić to jak najprędzej, bo za kilka kolejnych, musiałabym pokazać Wam jedynie puste opakowanie.
Lirene, Shower olive, żel+oliwka z bawełny pod prysznic

Jak pozbyłam się trądziku? cz.1


Zastanawiam się jak zacząć, by to, co chcę przekazać miało ręce i nogi, a jednocześnie nie zajęło pięciu stron maszynopisu:D. Ten post wisi w roboczych od kilku dni - nie wiedziałam jak i z której strony go ugryźć, aczkolwiek jego stworzenie wciąż siedziało w mojej głowie i było tylko kwestią czasu. Dlaczego?

Paradoksalnie, odpowiedź będzie banalna - chcę, by moje recenzje i posty dotyczące pielęgnacji cery tłustej, trądzikowej i mocno problematycznej, były dla Was bardziej wiarygodne. Byście mieli dowód na to, że moje opinie, to nie tylko czcze gadanie i chęć nabicia statystyk, ja wszystko rzetelnie testuję, analizuję pod kątem widocznych efektów i wyciągam wnioski. Bo nie sztuką jest korzystnie opisać dany produkt, ładnie ustawić się do zdjęcia, dobrać odpowiednie światło, następnie poddać je obróbce, wyretuszować co złe i chwalić się piękną, wolną od wszelakich niedoskonałości cerą. I nie mówię, że to jest złe, co to to nie...sama często korzystam z możliwości takich programów, jednak gdy problem tkwi głębiej, często podstawowa korekta zdjęcia nie wystarcza, a przecież na co dzień nie mamy photoshopa w oczach i to, co zazwyczaj chcemy ukryć, widać jak na dłoni i wybija się na pierwszy plan.
Żeby nie zanudzić Was swoja opowieścią i niepotrzebnie rozciągać tego mało wdzięcznego tematu, postanowiłam rozłożyć post na dwie części. Dziś poruszę kwestię początków i ogólny zarys problemu, a w części drugiej zajmę się ścieżką pielęgnacyjną, efektem końcowym oraz podsumowaniem.

Mam nadzieję, że moja szczerość <zdjęcie poniżej> nie przyczyni się do masowego odpływu obserwatorów:D. W końcu blogerka też człowiek...

 

Od kiedy zaczęły się moje problemy z cerą?

Wbrew pozorom, nie był to okres nastoletni.

Oczywiście, zdarzały się wówczas jakieś drobne krostki, wypryski, jednak było to typowe i nigdy nie sprawiało mi większych kłopotów. Pojawiały się i znikały, zazwyczaj przed miesiączką, ot, typowa nastoletnia burza hormonów. Nie narzekałam na cerę, jej zły stan nie spędzał mi snu z powiek, było dobrze, nawet bardzo dobrze - ominęła mnie przygoda z młodzieńczym trądzikiem. Problem zaczął się po 30-stce, gdy po kilkunastu latach nieprzerwanego przyjmowania tabletek hormonalnych, postanowiłam w końcu je odstawić. Zdaje się, że już o tym wspominałam ale powtórzę raz jeszcze... gdyby ktoś na początku powiedział mi jakie skutki będzie miała antykoncepcja hormonalna, to nigdy, przenigdy bym się na ten krok nie zdecydowała. Organizm oszalał -  przytyłam, włosy leciały garściami, samopoczucie dalekie było od idealnego, a cera zaczęła przypominać pogorzelisko. Trądzik, zmasowany atak zaskórników, przetłuszczanie się na potęgę, szarość, ziemistość, brak życia, pory jak kratery, liczne przebarwienia...obraz nędzy i rozpaczy. Ręce opadały, byłam bliska płaczu. Postanowiłam zacisnąć zęby i coś z tym zrobić...ale co? od czego zacząć? Moja walka zaczęła się ponad rok temu i trwa nadal, ale na dzień dzisiejszy jest na tyle dobrze, że nie sprawia mi problemu wyjście z domu bez makijażu. Poprawa jest widoczna i to nie tylko dla mnie... dostrzegają ją też osoby postronne.
Żeby była jasność o czym piszę... tak wyglądała moja cera półtora roku temu... bez żadnej obróbki...zdjęcia zrobione bardziej dla siebie, niż do publikacji na forum.

czy tak powinna wyglądać cera 32-letniej kobiety?!?no proszę Was

Na początek warto wspomnieć, że to, co napiszę to wynik moich spostrzeżeń, obserwacji i moja droga do poprawy stanu cery. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to recepta na sukces, nie podam gotowca jak na tacy i co mi pomogło, dla kogoś innego będzie niewystarczające. Łudzę się jednak, że choć ociupinkę komuś pomoże.

Najważniejsze jest, by bacznie przyglądać się swojej skórze, nauczyć się czytać jej reakcje, potrzeby i w porę działać. Jeśli coś szkodzi - odstawiać, natychmiast i bez żalu.
Swój sukces osiągnęłam dzięki samodyscyplinie, samozaparciu, całkowitej zmianie dotychczasowej pielęgnacji, a także ogromnym modyfikacjom w sposobie odżywiania. I, co cieszy mnie najbardziej, bez ingerencji lekarzy. Przyznaję, że w pewnym momencie byłam o krok od wytoczenia najcięższego działa - Atredermu, jednak cały czas powstrzymywałam się, byłaby to ostateczność. Opłacało się być cierpliwym i znosić kaprysy pobudzonej do odnowy skóry.
Na chwile obecną brak na niej  ropnych paskudztw, czarnych zaskórników i większości tych zamkniętych, podskórnych,  których pozbycie się przysporzyło mi najwięcej kłopotu. Nie jest to może ideał i wiem, że nigdy nim nie będzie - genetyki nie przeskoczę, niestety - ale jestem dumna z tego, co uzyskałam. Cera stała się bardziej jednolita, mniej chropowata, koloryt się wyrównał, a niespodzianki wyskakują naprawdę sporadycznie, co uważam za ogromne osiągnięcie. Aktualnie borykam się z pozostałymi przebarwieniami pohormonalnymi i potrądzikowymi oraz - wciąż - z małymi, zamkniętymi zaskórnikami, tworzącymi nieestetyczne grudki.
Wiem, że to dopiero początek i nie mogę spocząć na laurach, zresztą wszyscy, którzy borykają się z podobnym problemem doskonale wiedzą, jak ciężka i nierówna jest to walka. Aby odnieść jakiś sukces, trzeba zastosować zmasowany atak, na wszystkich frontach... bo doraźne poprawienie stanu cery to wygrana jedna bitwa...ale nie wojna:D.

Jaka była moja droga do poprawy wyglądu cery? jakie produkty, kosmetyki i zabiegi sprawdziły się najlepiej?jakie kroki przyniosły zauważalne i namacalne efekty?co bym zmieniła, ulepszyła lub pominęła?
Jeśli jesteście ciekawi efektu, jaki udało mi się osiągnąć wraz z małym podsumowaniem, zapraszam do części drugiej <klik>:)


Kosmetyczni ulubieńcy Maj'14 || Phenome, Cacharel, Joanna, Bielenda, Joko

Zwariować można z tą pogodą.W ciągu minionego tygodnia mogliśmy doświadczyć wszystkich, czterech pór roku...no może oprócz zimy, bo -na szczęście- śnieg nie padał:D.Jednego dnia 30st, drugiego 10, następnego 30...i tak w koło Macieju.Jako niskociśnieniowiec cierpię okrutne katusze.Takie wahania temperatur rozregulowują mój organizm i bardzo ciężko jest mi się pozbierać.Liczę, że wkrótce wszystko w miarę się unormuje i powrócę do świata żywych.

Na osłodę i na przekór paskudnemu samopoczuciu, zaprezentuję ulubieńców, czyli produkty, które w maju towarzyszyły mi najczęściej i których używanie było czystym relaksem dla ciała i zmysłów.Te, które pojawiły się już na blogu w osobnych postach, są odpowiednio podlinkowane.Zapraszam.
Kosmetyczni ulubieńcy Maj'14 || Phenome, Cacharel, Joanna, Bielenda, Joko

To już 2 lata!

Tak, tak...dziś mijają dwa lata odkąd prowadzę bloga, to chyba papierowa rocznica, prawda?Sama nie mogę uwierzyć w to, że wytrwałam tak długo, z moim słomianym zapałem...dawałam sobie max pół roku, a tu proszę...2 lata!Woow.Kiedy to zleciało?Z tej okazji mam dla Was kwiaty <moje ukochane tulipany> i dobre winko, może być?


Zawsze z przyjemnością czytam posty podsumowujące Wasze blogerskie dokonania, jest w nich tyle ciepła i autentycznego wzruszenia.No i masz babo placek...sama także się rozczuliłam:D.Miałam w głowie tyle mądrych słów na tą okoliczność, chciałam Wam podziękować najładniej, jak tylko potrafię i -jak zwyczaj nakazuje-sensownie wszystko podsumować, i co?w najważniejszym momencie dałam ciała.Siedzę z palcami na klawiaturze i nie wiem co napisać...kompletna pustka, czarna dziura:D.
Żeby więc nie pleść trzy po trzy, napiszę po prostu DZIĘKUJĘ!
Dziękuję za te dwa, wspólnie spędzone lata, dziękuję za każdy komentarz, za każdego maila, za każdego obserwatora...dziękuję za zaufanie, dziękuję, że mnie odwiedzacie, że czynnie uczestniczycie w tworzeniu tego bloga.Dziękuję, po prostu:D.
Nie spodziewałam się, że uda mi się zgromadzić wokół siebie tak fantastyczną społeczność.Jesteście kochani...
Mam nadzieję, że nasze grono z czasem będzie się powiększać, choć liczba 822 przyprawia mnie o zawrót głowy, a prawie 170tyś wejść na stronę, to wynik dla mnie niewiarygodny.Przez dwa lata napisałam 377 postów, treści różnej, różniastej...od tych kosmetycznych, po typowo lifestylowe, czy zupełnie prywatne.I pewnie tak już zostanie...w końcu Inspiruje mnie życie:D.
Przesyłam buziaki i raz jeszcze dziękuję:).


Szukam idealnego pędzelka do eyelinera.Pomożecie?

Szukam idealnego pędzelka do eyelinera.Pomożecie?

Hej Kochane:).Dziś trochę nietypowo, bowiem mam do Was pytanie i prośbę zarazem.
Jestem na etapie poszukiwań nowego pędzelka do eyelinera.Ten, który był w komplecie z żelowym linerem Maybelline niestety wyzionął już ducha, a mój Hakuro H85 lepiej sprawdza się do podkreślania brwi.I tu mam właśnie problem, ponieważ nie wiem, czy lepszy będzie skośny, coś na wzór Hakuro, czy raczej powinnam skierować wzrok ku tym cieniutkim, prostym.
Może są wśród moich czytelniczek dziewczyny chętne, aby podzielić się swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniem?Jaki pędzelek sprawdza się u Was najlepiej?Z którego jesteście najbardziej zadowolone?Za wszystkie typy z uzasadnieniem i uwagi będę niezmiernie wdzięczna.Z góry dziękuję za pomoc:D.