Eva Natura, Herbal Garden, tonik do twarzy z ekstraktem z czerwonej koniczyny

Tonik marki Eva Natura z serii Herbal Garden trafił do mnie w dość nieoczekiwany sposób- akurat szukałam czegoś 'na już', w przystępnej cenie, ponieważ mój budżet przeznaczony na kosmetyczne szaleństwa, był w owym czasie mocno okrojony.Jak się okazało, "nie ma tego złego,co na dobre by nie wyszło", bowiem zakup tej niepozornej buteleczki za niespełna 8zł, okazał się na tyle trafnym wyborem, że kilka dni temu pokusiłam się o odnowienie znajomości.Spróbuję Was przekonać, że nie trzeba wydawać krocia, aby cieszyć się dobrym produktem pielęgnacyjnym, czasem po prostu wystarczy zerknąć na niższe segmenty drogeryjnych półek i dać szansę tym, na pozór, mniej znanym.
herbal garden, tonik do twarzy, tonik z koniczyną
IVONA poleca, Avicii - Addicted To You

IVONA poleca, Avicii - Addicted To You

Dwa miesiące bez posta muzycznego?!? Cóż za karygodne niedopatrzenie z mojej strony:D. Pozwolę sobie zatem zaprosić Was na muzyczny seans z DJ-em Avicii, śpiewa Audra Mae - kobieta, która uwodzi swoim potężnym głosem... kawał dobrego brzmienia - idealna opcja na spędzenie końcóweczki weekendu.
A w przyszłym tygodniu spodziewajcie się kolejnej odsłony z cyklu Bujany Fotelik, będzie słówko o moich kosmetycznych ulubieńcach... spróbuję też podzielić się czymś ekstra:D.
Tradycyjnie już czekam na Wasze muzyczne inspiracje, pochwalcie się tym, co aktualnie porywa  Wasze zmysły. Ostatnio Paula totalnie zastrzeliła mnie swoją propozycją, ciekawa jestem, czy dzisiaj również zaskoczycie mnie czymś fajnym. Życzę wszystkim udanego tygodnia, buziaki:D


Phenome, Complete Blemish Cleanser


Bohater dzisiejszej notki, wespół z pastą peelingującą Exfoliating Facial Paste, która okazała się wprost kapitalna  i - z powodu braku pomysłu na szacownego następcę - od kilku dni opłakuję jej nieuchronny koniec, były pierwszymi produktami Phenome, które trafiły pod moje opiekuńcze skrzydła. Spotkanie to okazało się na tyle owocne, że pokusiłam się o dokładniejszy przegląd asortymentu rodzimej marki i w marcu, do mojego arcyskromnego zbioru, dołączyły dwa kolejne produkty.
Complete Blemish Cleanser, to delikatny żel oczyszczający, przeznaczony dla skór mieszanych bądź tłustych, skłonnych do niedoskonałości. Jego głównym celem jest odblokowanie porów, redukcja zaskórników, usunięcie nadmiaru sebum oraz kojące działanie na wszelakie zmiany trądzikowe. Brzmi wspaniale, prawda? Czy dobroczynna moc natury poradziła sobie z moją kapryśną skórą?
Phenome, Complete Blemish Cleanser

Żel o pojemności 200ml, otrzymujemy w standardowej dla Phenome, brązowej butli z pompką, która działa bez zarzutu, jednak zdarza się, że w 'dziubku' zbiera się i niestety zastyga niewielka ilość produktu. Nie jest to duży dyskomfort, aczkolwiek wymusza na nas ostrożność, ponieważ zaczopowane ujście powoduje niekontrolowane wystrzały... w różnych kierunkach:D.
Konsystencją przypomina kisiel albo niestężałą galaretkę, która jest dość śliska, dlatego przed aplikacją sugeruję rozetrzeć go w dłoniach, by docelowo trafił tam, gdzie jego miejsce, a nie np. w odpływ umywalki. Po opanowaniu tej czynności, pozostaje nam już tylko delektować się jego charakterystycznym,  orzeźwiającym, ziołowo-cytrusowym zapachem i cudownymi mocami  ukrytymi w składzie, którego ponad 99% to surowce naturalne. Odnajdziemy tu między innymi wody: aloesową i migdałową, które mają dostarczać skórze niezbędnych witamin i minerałów, mnogość ekstraktów - z wierzbownicy, cedru, granatu, z owoców goji i z białej herbaty oraz wyciągi z mięty pieprzowej i z liści oczaru wirginijskiego.

Skład: Aloe Barbadensis Leaf Water, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Fruit Water, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Glycerin, Decyl Glucoside, Xanthan Gum, Zea Mays (Corn) Starch, Epilobium Fleischeri Extract, Lycium Barbarum Fruit Extract, Aqua, Hamamelis Virginiana Leaf Extract, Cedrus Atlantica Bark Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Extract, Punica Granatum (Pomegranate) Fruit Extract, Camellia Sinensis (White Tea) Extract, Chondrus Crispus (Carrageenan), Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Copper Chlorophyllin, Citral, Limonene

Przyznaję, że moje oczekiwania w stosunku do tego żelu były duże, by nie rzec ogromne. Na taki stan rzeczy miały wpływ pozytywne opinie oraz renoma marki, nie bez znaczenia był też wiele obiecujący skład. I wiecie co? Absolutnie mnie nie zawiódł.
Używam go z prawdziwą przyjemnością od stycznia, z naciskiem na słowo używam, albowiem - pomimo codziennej aplikacji - w dalszym ciągu cieszy me lico, co świadczy o jego fenomenalnej wręcz wydajności. W tej sytuacji kwota 77zł, którą trzeba na niego przeznaczyć, przestaje być wygórowana, aczkolwiek warto uzbroić się w cierpliwość i polować na promocje cenowe, których nie brakuje, zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i on-line. Dla chcących przetestować produkt przed zakupem pełnowymiarowego opakowania, producent przygotował wersję mini o pojemności 50ml, w cenie 26zł.
Moim skromnym zdaniem, propozycja Phenome znakomicie wpasowuje się w potrzeby wymagającej, tłustej skóry. Żel skutecznie, jednak delikatnie ją oczyszcza, nie naruszając naturalnej bariery ochronnej, nie pozostawiając uczucia ściągnięcia, czy suchości. Usuwa nadmiar sebum, skóra jest matowa, pełna blasku i genialnie przygotowana na kolejne kroki naszej pielęgnacji. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy wpływa na zmniejszenie powstawania zmian trądzikowych, ponieważ trudno tego oczekiwać od żelu do mycia twarzy,  jednak w kwestii redukcji zaskórników bardzo pozytywnie mnie zaskoczył - skóra jest przyjemnie gładka i rewelacyjnie promienna, a pory widocznie mniejsze.
Największą przyjemność z jego używania czerpię o poranku - świeżość zapachu wpływa na wypoczęte zmysły, dając mocnego, energetycznego kopa.

Mam cichą nadzieję, że mój elaborat Was zachęcił i weźmiecie go pod rozwagę, podczas planowania kolejnych zakupów. Sama także rozpatruję powrót... bo choć rynek ugina się pod ciężarem różnego rodzaju produktów do oczyszczania twarzy, to biorąc pod uwagę moją wymagającą skórę i efekt, jaki osiągnęłam przy pomocy żelu Complete Blemish Cleanser, ciężko będzie mi znaleźć zamiennik, nad czym niestety ubolewam.


Kantyczka - przepis na ciasto, które musi się udać

kantyczka, przepis na kantyczkę, ciasto domowe,
Pamiętacie tag krążący swego czasu po blogosferze 50 faktów o mnie ? Napisałam wówczas, że pieczenie ciast to moja zmora i choćbym skrupulatnie trzymała się przepisu, to rzadko wychodzi takie, jak powinno:D.  W kuchni mogę zrobić wszystko, kiedyś prezentowałam Wam nawet przepis na pasztet z cukinii, który do dnia dzisiejszego cieszy się sporym powodzeniem w wyszukiwarce, był również mój sposób na chrupiące placki ziemniaczane,  jednak słodkości to moja pięta achillesowa.
Nie byłabym sobą, gdybym od czasu do czasu nie próbowała pokonać tej mojej małej słabości i dzielnie testuję swoje cukiernicze zdolności. Tak właśnie trafiłam na przepis, który jest na tyle prosty, że wychodzi nawet mi, a jednocześnie ciasto jest niezwykle smaczne i uroczo się prezentuje...nikt nie pomyśli, że kantyczka została upieczona przez skończonego laika:D. No sami zobaczcie...

Domowa biblioteczka - inspiracje

Moja kolekcja książek rozrasta się w zastraszającym tempie - nie potrafię i nie chcę opanować tego jakże przyjemnego nałogu. Są miesiące, w których do prywatnego księgozbioru trafia kilkanaście nowych pozycji, dlatego upycham je, gdzie tylko się da, marząc jednocześnie o funkcjonalnym regale, na którym mogłabym je wszystkie wyeksponować.

Jednym z większych moich marzeń jest posiadanie domowej biblioteczki,


takiej z prawdziwego zdarzenia, z przeznaczonym do tego celu, oddzielnym pomieszczeniem, gdzie mogłabym się zaszyć po długim, męczącym dniu, z kubkiem gorącej herbatki i kocykiem i bujając się w fotelu-czytać. Ten wątek był już poruszany na blogu, przy okazji wpisu opowiadającego historię pewnej miłości. Od tego czasu nic się nie zmieniło...no, może jedynie książki tajemniczym sposobem pomnożyły swoją ilość - o ile z kosmetyku jestem w stanie zrezygnować, tak na nową publikację wydam ostatni grosz. W końcu każdy ma jakiegoś bzika...na szczęście mój jest absolutnie nieszkodliwy i nie potrzebuje żadnego usprawiedliwienia, prawda?

Ostatnio coraz częściej w naszym domu poruszany jest temat zakupu regału na książki. Zaplanowaliśmy już kącik, który chcielibyśmy zaaranżować do tego celu. Półki i regały to wdzięczny temat dla designerów, którzy prześcigają się w tworzeniu mebli o niekiedy szalonym wzornictwie, jednak my postawiliśmy na prosty w formie, klasyczny mebel z kilkoma półkami, najlepiej w kolorze śmietanki, tak by pasował do reszty wystroju. Na tę chwilę jesteśmy na etapie poszukiwań rozwiązania, które by nas w pełni zadowoliło, a że w sieci znajdują się miliony inspiracji, pozwolę sobie zaprezentować kilka z nich.

Radosnych Świąt Wielkiej Nocy!

Przygotowania do Świąt totalnie pochłonęły cały mój wolny czas, mało mnie ostatnio w internetach, postów jak na lekarstwo.Muszę jednak przyznać, że w tym całym okołoświątecznym szaleństwie odnalazłam prawdziwą radość i spełnienie...i wbrew pozorom-niezwykły spokój:D.Mam nadzieję, że w Waszych domach czuć już tę cudowną atmosferę, połączoną oczywiście z aromatami Wielkanocnych potraw.
To już ostatni dzwonek na życzenia, kolejne trzy dni to będzie czas wyłącznie dla najbliższych...planuję wycisnąć z niego, ile się da:D, dlatego Kochani...
Życzę Wam wspaniałych i radosnych Świąt Wielkiej Nocy, spędźcie je z tymi, których kochacie...napełnijcie brzuchy na maksa, a w Lany Poniedziałek bądźcie mokrzy od stóp do głów...niech tradycji stanie się zadość!Wesołego Alleluja!

Pozdrawiam i ściskam, do napisania po Świętach:D.

Lierac, Demaquillant Velours, olejek czyszczący do demakijażu twarzy i oczu


Olejek do demakijażu to stosunkowo nowa pozycja wśród kosmetyków do pielęgnacji mojej twarzy. Zauważyłam jednak, że wieloetapowe oczyszczanie, zwłaszcza w przypadku cery tłustej i mocno problematycznej, to jeden z najlepszych i najbardziej owocnych sposobów na utrzymanie jej w ryzach, bez ciągłego zamartwiania się o wygląd naszej buzi. W moim przypadku przedstawiony powyżej schemat oczyszczania przynosi widoczne efekty, dlatego, pomimo pierwotnie dość sceptycznego nastawienia do takiej formy demakijażu, olejek będzie stałym bywalcem w mojej kosmetyczce i częścią składową co wieczornego rytuału pielęgnacyjnego.

Zdecydowawszy się na zakup jakiegokolwiek olejku do demakijażu, wraz z początkiem roku rozpoczęłam internetowy spacer po blogach, sklepach i aptekach, w celu znalezienia produktu, który po pierwsze, spełniałby moje oczekiwania, pozwalając zapoznać się z nową dla mnie formą demakijażu, a po drugie, by cena była adekwatna i nie przytłoczyła mnie zbytnio na samym początku poszukiwań. Nie bardzo wiedziałam, czego mam się spodziewać, dlatego przyznaję, wybór poczyniłam w ciemno, opierając się tylko i wyłącznie na pozytywnej opinii, jaką cieszy się marka Lierac, bo recenzji samego olejku, jest - niestety - jak na lekarstwo. Umieściłam go nawet na mojej tegorocznej liście marzeń, jako małą, kosmetyczną zachciankę, dlatego tym bardziej cieszył mnie jego zakup. Swój egzemplarz nabyłam TUTAJ, ale z dostępnością raczej nie powinno być problemu, musicie jednak porównywać ceny, bo różnice pomiędzy różnymi aptekami, czy to stacjonarnymi, czy internetowymi, dochodzą czasem do 10zł.
Lierac, Demaquillant Velours, olejek czyszczący do demakijażu twarzy i oczu

Demaquillant Velours < 150ml;ok 50zł >jest olejkiem czyszczącym, przeznaczonym do demakijażu twarzy i oczu, wzbogaconym o unikalny kompleks Ecoskin, złożony z probiotyków ( Lacfobacillus casei i Lacfobacillus acidophilus), stymulujących systemy obronne skóry oraz ekstraktu z amazońskiej rośliny Yakon – skarbnicy cukrów, witamin i minerałów. W składzie olejku odnajdziemy także oleje jojoba i makadamia o właściwościach nawilżających i ochronnych. Delikatna baza myjąca usuwa zanieczyszczenia, nie podrażniając skóry.
 

Przyznaję, że korzystanie z dobrodziejstw tego małego, oleistego cudaka jest prawdziwą ucztą dla zmysłów. Bogaty, jedwabisty olejek o delikatnym zapachu, z nutami róży, frezji i białego piżma, przy każdorazowej aplikacji przywołuje wspomnienie letnich kąpieli słonecznych, okraszone uśmiechem zadowolenia.

Produkt Lierac jest drugim krokiem mojego wieczornego demakijażu - po wstępnym oczyszczeniu oczu i twarzy płynem micelarnym. Dwie pompki olejku najpierw wyciskam w zagłębienie dłoni, a następnie nakładam na twarz, w celu dokładnego pozbycia się resztek makijażu. Producent sugeruje możliwość aplikowania olejku za pomocą wacika, jednak osobiście wolę użyć swoich paluszków, by dobrze rozsmarować kosmetyk, a przy tym wykonać delikatny masaż skóry, serwując sobie tym samym odprężający rytuał.

Zdawać by się mogło, że taka oleista substancja na twarzy zafunduje nam problemy z rozprowadzeniem... nic bardziej mylnego. Kosmetyk doskonale się rozsmarowuje na skórze, w mgnieniu oka rozpuszczając pozostałości makijażu, nawet tego cięższego, bardziej trwałego. Po krótkim masażu, spłukuję go wodą. Tu kolejna niespodzianka - olejek w kontakcie z wodą zmienia swą konsystencję z oleistej na mleczną i gładko, bez żadnych problemów, da się go usunąć, pozostawiając delikatną i mięciutką, dobrze odżywioną skórę, bez efektu wysuszenia, czy tłustego filmu.Bajka.
Teraz dopiero sięgam po żel do mycia twarzy. Na chwilę obecną jest to Complete Blemish Cleanser-regulujący żel do cery tłustej i mieszanej marki Phenome. Powiecie pewnie, że strasznie tego dużo... sama tak myślałam, jednak cały demakijaż, składający się w sumie z 4 kroków - bo na koniec jest jeszcze tonik - zajmuje mi nie więcej niż 10 minut, a efekt jest o niebo lepszy, niż gdy te wszystkie dodatkowe czynności pomijałam. Cztery etapy oczyszczania bardzo przypadły do gustu mojej kapryśnej skórze, która odpłaciła mi zdrowym wyglądem, bez zaskórników, ropnych wykwitów, czy innych niemiluchów.
Reasumując, bo mam wrażenie, że rozpisałam się zanadto, gorąco polecam wypróbować tę formę demakijażu szczególnie tym niedowiarkom, którzy uważają, że tłusta skóra+olejek, to absolutnie złe połączenie. Być może odnajdziecie brakujące ogniwo Waszej pielęgnacji doskonałej i polubicie je tak samo mocno, jak ja.

Niestety mój olejek nieuchronnie zbliża się do końca, dlatego rozglądam się za godnym następcą. Liczę na Waszą pomoc...możecie mi coś zaproponować?


Inspiruje mnie życie na nowo

Inspiruje mnie życie na nowo

Wiosna=czas na zmiany i małe porządki.Wraz z nadejściem jednej z najpiękniejszych pór roku, postanowiłam odświeżyć wygląd bloga.Do tej metamorfozy zainspirowała mnie także, zbliżająca się wielkimi krokami, druga rocznica mojego istnienia w blogosferze-niech to będzie prezent ode mnie dla mnie :D.

Mając w pamięci owocną współpracę z Karoliną, która tworzy wspaniałe szablony,  nagłówki, czy loga idealnie spersonalizowane i dopasowane do tematyki strony lub preferencji autora, również i tym razem nieśmiało zapukałam do wrót jej skrzynki mailowej.Natychmiastowa odpowiedź, ustalenie szczegółów i machina twórcza została uruchomiona...burza mózgów, mnóstwo prób i poprawek, by po niespełna dwóch tygodniach szczęśliwie dotrzeć do celu i osiągnąć zamierzony efekt.

40 dni bez zakupów kosmetycznych-podsumowanie


40 dni minęło, jak jeden dzień...chciałoby się powiedzieć. Nawet się nie obejrzałam, a wyzwanie jakie rzuciła nam Naomi dobiegło końca. Czy mi się udało? Czy wytrwałam w mocnym postanowieniu? O tym za momencik.

40 dni bez zakupów kosmetycznych-podsumowanie

Po przeczytaniu posta Naomi pomyślałam "eee, to nie dla mnie" i zamknęłam kartę. Nawet nie wzięłam wyzwania pod rozwagę, nie skupiłam się na nim, nie zaprzątnęłam sobie nim głowy. Chwilę później wywiązała się z Hexx mała dyskusja, w której Asia przedstawiła swój punkt widzenia. Post Hexx wrył mi się w pamięć na tyle, że nie mogłam przestać myśleć o wyzwaniu Naomi. Chodziłam i głowiłam się nad sensem zakupów, i choć początkiem roku postanowiłam czynić bardziej racjonalne zakupy, to wiadomo jak jest...plany planami, a życie życiem:D. Oprócz produktów z  listy marzeń , do koszyka wpadały również te absolutnie zbędne i nieprzemyślane. Wyzwanie wydało mi się o tyle trudniejsze, ponieważ zwyczajowo nie robię zapasów - artykuły pierwszej potrzeby, kupuję i zużywam na bieżąco, dlatego byłam pewna, że w trakcie trwania akcji będę zmuszona dokonać zakupów.
Na szczęście Naomi to przewidziała, ustalając dopuszczalną kwotę, jaką można wydać w czasie trwania akcji - 30zł. To chyba przesądziło sprawę i pełna obaw ale też nadziei,  postanowiłam podjąć wyzwanie:D

Po tym krótkim wstępie mogę się już pochwalić, że akcja zakończyła się dla mnie wielkim sukcesem! Nie dość, że nie kupiłam nic, co by było zbędne, to jeszcze zmieściłam się w kwocie 30zł!Hah!


Tak jak wstępnie przypuszczałam, w ciągu tych 40dni pewne artykuły dobiły dna. Były to: szampon, płyn do higieny intymnej, żel pod prysznic i micel. Jeśli Wam się wydaje, że nie można kupić tylu rzeczy za mniej niż 30 zł, to macie tu przykład, że można:D. Wystarczy chcieć. I tak:
szampon - Joanna Naturia z biosiarką i bursztynem 4,30
płyn do higieny intymnej - Ziaja Intima, konwalia 7,80
żel pod prysznic - OS, vanilla milk and raspberry 3,99
micel - Bielenda LaserXtreme, płyn micelarny w żelu 9,90
RAZEM: 25,99zł


Można?Można!

Żebyście jednak nie pomyśleli, że było łatwo... oj nie było:D. Zewsząd kusiły promocje, a ciekawe produkty uśmiechały się z Waszych blogów, machając do mnie łapką w sposób co najmniej zachęcający. Największą pokusą była dla mnie promocja Phenome -30%. Na szczęście po drodze było nasze kobiece święto, więc postanowiłam ten fakt wykorzystać i w moje łapki wpadły dwa produkty, które miałam ochotę wypróbować. Zrobiłam małe rozeznanie, a otrzymane niemal na piśmie zapewnienie mojego mężczyzny, że zapłaci, pozwoliło mi cieszyć się niewinnym kliknięciem:D. Mojego zakupowego smoka ugasiła też przesyłka od Pani Magdy, która wysłała mi kilka perełek. Miłą niespodzianką była także wygrana na blogu Kasi .Wszystkie artykuły kosmetyczne, jakie trafiły do mnie w czasie trwania akcji, a których nie kupiłam, pokazywałam Wam w tym poście.

Co było dla mnie największym sukcesem? Nie uległam licznym promocjom, nie kupiłam nic z kolorówki i pozbyłam się części zapasów. Mogę być z siebie dumna! I jestem, a co! Dziękuję Naomi za fajne wyzwanie, pozwoliło mi ono przemyśleć kilka kwestii i nieco rozsądniej spojrzeć na swoje zakupy. Doszłam do wniosku, że bez zakupów można żyć...nie jest łatwo, ale od czego mamy silną wolę. Tak właśnie ze mną jest - jak się uprę, to osiągnę postawione cele. Wyzwanie Naomi udowodniło mi to po raz kolejny.
Najbardziej z tego sukcesu ucieszył się mój portfel:D.

Acha, jeszcze jedna sprawa...już wkrótce dołączy do mnie moje największe marzenie - nowiuśka lustrzanka. W końcu te zaoszczędzone na kosmetykach pieniądze, trzeba na coś wydać, prawda? Udanego tygodnia kochani:D.



Kosmetyki Dr Irena Eris wędrują do...

Kosmetyki Dr Irena Eris wędrują do...


Dziękuję za wszystkie zgłoszenia.Podsumowanie było czasochłonne ale sprawiło mi niemałą frajdę:D.
Mam cichą nadzieję, że osoby, które dołączyły do mnie w czasie trwania konkursu, pozostaną również po ogłoszeniu wyników.Tradycyjnie już nie robiłam żadnych screenów, zdjęć ani innych takich...uważam ten krok za zbędny...nikogo przecież siłą nie zatrzymam.Pozostaje tylko liczyć na mój urok osobisty :D.

Ok, nie przedłużając...kosmetyki Dr Irena Eris wędrują do ...


Serdecznie gratuluję!


List do Prezydenta RP || Post na prima aprilis

Po przeczytaniu tego besta, przez pierwsze pięć minut nie mogłam opanować śmiechu, przez drugie pięć minut podziwiałam pomysłowość autora listu, a przez kolejne pół godziny próbowałam dokładnie go rozkminić.Miałam wrażenie, jakbym znalazła się w jakimś matrixie lub czytała polską wersję scenariusza "Mody na sukces" :D


I nie...to nie jest żart primaaprilisowy, choć na takowy wygląda.Posługując się jednym z najczęstszych błędów logiczno-językowych, wypada powiedzieć "to jest fakt autentyczny":D


Dałabym się pokroić, by móc zobaczyć minę ówczesnego Prezydenta -Aleksandra Kwaśniewskiego,  czytającego list zdesperowanego poborowego.Zapewne była bezcenna:D.Ciekawi mnie jaki był finał tej historii...

Jak Wam minął primaaprilisowy dzień?Zrobiliście komuś żart, czy raczej staliście się jego obiektem?

Przypominam o rozdaniu, które kończy się za 3 dni:)Zapraszam:)