Czarny płaszcz z lumpeksu


Czarny płaszcz z lumpeksu


Mam wyjątkowe szczęście do wyławiania z lumpeksowych czeluści prawdziwych perełek. To już drugi płaszczyk kupiony dosłownie za grosze. Pierwszym z nich był  beżowy trencz , wyglądający jak zdjęty z wieszaka w popularnej sieciówce, a dziś możecie zobaczyć czarny, nieco krótszy, zupełnie nowy, o czym świadczyły wyjęte z kieszeni, zapasowe guziki. Co ciekawe na metce widnieje napis ZARA... wyobrażam sobie ile bym musiała za niego zapłacić, kupując go w tym sklepie, hah!A tu proszę - 2 dyszki i jest mój:D.
Jak Wam się podoba mój lumpeksowy płaszczyk?Pozdrawiam Kochani.





płaszcz - sh <ZARA> / spodnie - Allegro / bluzka - nn / buty - tutaj




Uwielbiam ludzi, którzy żyją własnym życiem


Wiecie co najbardziej mnie wkurza? Poczucie osaczenia.
Nie ważne, czy chodzi o patową sytuację, z której bez powodzenia staram się znaleźć wyjście, czy o ludzi, którzy swoim zachowaniem wymuszają na mnie stałe pozostawanie w kontakcie - w dzień i w nocy, w święta i niedziele, w czasie urlopu i wolnego, a zwłaszcza wtedy, gdy wyczerpująca fizycznie i stresująca praca, nie pozwala myśleć o niczym innym, poza chęcią leniwego spędzenia czasu i chwili relaksu z najbliższymi. Sorry! ale nie szukam wtedy przyjacielskich relacji z osobami, które nie mając własnego życia, żerują na moim.

Uwielbiam ludzi, którzy żyją własnym życiem
źródło

Lubię mieć wybór

W momencie, gdy poczuję, że ktoś na mnie napiera, wywołuje presję lub do czegoś zmusza -  wycofuję się, zamykam się w sobie i na próżno szukać ze mną bliskości. Nie trawię pasożytów, którzy stale czegoś ode mnie potrzebują, a gdy nie zapewniam odpowiedniej ich zdaniem dawki kontaktu, wylewają swoje żale, oskarżając mnie o brak zainteresowania  lub jeszcze lepiej - obrażają się.
Mam przyjaciółkę, mieszkamy w innych miastach, więc komunikacja jest mocno ograniczona, ale jak się spotkamy, to buzie nam się nie zamykają. Zupełnie tak, jakbyśmy stale ze sobą przebywały. Naturalnie i swobodnie przechodzimy od tematu do tematu, wypytujemy co u nas, jak sprawy sercowe, zawodowe, rodzinne i ktoś patrząc z boku nigdy nie wpadłby na myśl, że nie widziałyśmy się np.dwa miesiące. Niezręczne milczenie i szukanie tematu do rozmowy nie mają racji bytu. Ona ma swoje życie i ja mam swoje... każda z nas nie ma czasu na kilkugodzinne wiszenie na telefonie, dzień w dzień. Potrafimy więc nie mieć ze sobą kontaktu miesiąc lub dwa, ale jeśli którejś zachce się gadać, czy to w dzień, czy w nocy, zawsze może zadzwonić bez obawy o oskarżenia typu "tyle czasu nie dawać znaku życia". Nasze spotkania są dynamiczne, pełne pasji i zainteresowania sobą nawzajem, bez ziewania, ukradkowego zerkania na zegarek i bezdusznego wyczekiwania zakończenia. Bo i po co tracić czas i energię na coś, na co kompletnie nie mam ochoty. I to jest piękne, tego właśnie szukam.

Nienawidzę wampirów 

wysysających ze mnie całą energię, żyjących życiem innych, nie umiejących zająć się sobą. Nie potrzebuję drugiej osoby, by ciekawie spędzić dzień - bez wyrzutów sumienia oddaję się wtedy swoim przyjemnościom, nawet jeśli oznacza to leżenie plackiem przed telewizorem, oglądanie po raz setny jakiejś durnowatej komedyjki, czytanie ciekawej lektury, czy po prostu słodkie nic-nie-robienie... bo ja taki trochę outsider jestem. Ludzie szybko mnie nudzą. Dlatego cenię osoby, które dają mi luz i przestrzeń.

Niektórzy pomyślą, że takie zachowanie jest samolubne. No cóż, taka jestem - potrzebuję swobody kontaktu, potrzebuję czasu dla siebie, potrzebuję osób, które nie wpływają na mnie w żaden sposób, które nie wywierają presji, które zapewniają mi wolność i możliwość wyboru. Jestem dorosłą kobietą, mającą prywatne, udane życie i nie obchodzi mnie najświeższy temat do plotek, nie wdaję się w niepotrzebne dyskusje, nie obgaduję sąsiadów i znajomych... wszystkich sąsiadów i znajomych, nie interesują mnie gorące niusy na fejsbuku, nie obchodzi mnie co jadłeś na obiad, ani gdzie byłeś wczoraj, nie chcę wiedzieć z kim spotyka się Jolka, z kim aktualnie romansuje Twój szef, jaki klimat panuje pod palmą w Egipcie, jaką karmę zjada Twój kot, ani jaką kupę zrobiło Twoje dziecko, szczerze?... mam to w nosie. Nie znajdziecie mnie w grupkach zbierających się na przyblokowych ławkach, w celach czysto obserwacyjnych. Może nie mam zbyt wielu znajomych, ale naprawdę mi z tym dobrze. Staram się otaczać osobami, które myślą w podobny sposób. Uwielbiamy się spotykać i dzwonić do siebie, ale tylko wtedy, gdy tego potrzebujemy, nawet jeśli ta potrzeba zbiera się miesiąc. Luz. Chcesz pogadać? - zadzwoń... ale na boga! nie codziennie!

Takie podejście ma również swoje odzwierciedlenie w blogowaniu. Jestem tu już prawie dwa lata i jest garstka osób, które obserwują moje poczynania niemal od początku. I choć nie komentują każdego artykułu, to raz na jakiś czas wpadają zajrzeć, co u mnie nowego. Nie muszą bywać codziennie, wystarcza mi świadomość, że są, że im się chce, że interesują się moją osobą, ale w wyważony sposób, nie oczekując nic w zamian. Doceniam to, nawet nie wiecie jak bardzo, bo sama robię podobnie. Choćbym dała się pokroić, poćwiartować i rozłożyć na części pierwsze, to nie jestem w stanie odwiedzić wszystkich. Praca, życie osobiste i problemy dnia powszedniego skutecznie mi to uniemożliwiają. Lubię odwiedzać ulubione miejsca w sieci, ale nie cierpię, gdy ktoś oczekuje, że będę u niego codziennie - absolutnie niewykonalne. To jest właśnie ta swoboda wyboru, o której wspominałam na początku. Lubię świadomość jej posiadania.

Uwielbiam ludzi, którzy żyją własnym życiem... a Ty?




MAC, False Lashes Extreme Black


M-A-C, trzy literki układające się w dźwięczne, charakterystyczne i rozpoznawalne słowo. Swoją przygodę z marką rozpoczęłam od tuszu do rzęs False Lashes Extreme Black, którego - według obietnic producenta - gęsta, dodająca objętości formuła, podkręca, wydłuża i pogrubia każdą rzęsę. Pigmenty zawarte w formule zostały przygotowane tak, aby zapewniać maksymalny efekt kolorystyczny, który przez cały dzień pozostaje jednolity, głęboki i niezmieniony. Produkt jest przebadany okulistycznie, dlatego mogą go używać osoby noszące szkła kontaktowe.

MAC, False Lashes Extreme Black

8g intensywnie czarnego tuszu, bez zapachu, kupimy w cenie ok 90zł. Samo opakowanie jest standardowe, smukłe i bardzo klasyczne, z dodatkową ochroną w postaci kartonika. W przypadku tego tuszu godna uwagi jest szczoteczka - świetnie wyprofilowana, nieduża, która nabiera odpowiednią ilość produktu. Nie ocieka tuszem, więc nie ma opcji, by zrobić nią sobie krzywdę.


Tusz False Lashes spełnia moje oczekiwania z jednego, prostego powodu - daje niezwykle naturalny efekt. Nie jestem zwolenniczką oklejonych tuszem, teatralnie przyczernionych rzęs - mam wtedy wrażenie ciężkiego oka i czuję się mało komfortowo. Dlatego rozważając zakup pod lupę biorę przede wszystkim szczoteczkę, która w przypadku tuszu MAC wyglądała bardzo obiecująco.

Już za pierwszym pociągnięciem ładnie wydłuża i podkręca rzęsy, bez grudek i sklejania. Tusz nie osypuje się w ciągu dnia, nie kruszy, a intensywna czerń pozostaje z nami aż do wieczornego demakijażu. Dodatkowy plus za brak podrażnień, łzawienia, czy pieczenia oczu.
Na zdjęciach widzicie rzęsy po jednorazowym pociągnięciu tuszem. Celowo nie namalowałam kreski, by uzyskać bardziej miarodajny obraz, bez sztucznego zagęszczenia u nasady. Jeśli chcecie otrzymać ostrzejszy, dramatyczny look, wystarczy pomalować je dwukrotnie, jednak w takim przypadku należy uważać, ponieważ dwu - lub trzykrotne tuszowanie lubi sklejać rzęsy.


Komu bym go poleciła? Dziewczynom o bujnych rzęsach, które od tuszu wymagają perfekcyjnego podkreślenia i spotęgowania koloru. Tusz False Lashes Extreme Black daje piękny, choć wciąż naturalny efekt, idealny do dziennego makijażu. Jak widać na zdjęciu, precyzyjnie wydłuża rzęsy oraz efektownie je unosi i podkręca, nie sklejając ich ale zagęszczenie jest bardzo subtelne, dlatego fanki ekstremalnie wytuszowanych rzęs, spowitych czarnym jak smoła kolorem, mogą być nieco rozczarowane. Osobiście jestem na tak:D



A Ty? Jakim typem osobowości jesteś? Rozwiąż test i dowiedz się więcej


A Ty? Jakim typem osobowości jesteś? Rozwiąż test i dowiedz się więcej
źródło

Najbardziej popularną i zdaje się, pierwszą typologią osobowości jest ta, stworzona przez greckiego lekarza, Hipokratesa.Na podstawie swoich badań nad zachowaniem się ludzi oraz różnicami w ich reagowaniu na otoczenie, wyłuskał cztery rodzaje temperamentu, uwarunkowane przewagą jednego z czterech podstawowych płynów, znajdujących się w ciele człowieka: krwi, śluzu, żółci i czarnej żółci.Typy osobowości stworzone przez Hipokratesa to: sangwinik < łac.sanguis-krew >, flegmatyk < łac.phlegma-flegma >, choleryk < łac.choler- żółć > oraz melancholik < łac.melancholia- czarna żółć >.

Odróżnienie poszczególnych grup nie powinno przysporzyć nam problemów i jestem pewna, że wśród swoich znajomych, macie przynajmniej po jednym, wzorowym przykładzie na potwierdzenie tezy Hipokratesa.

Sangwinik- dusza towarzystwa, człowiek o żywym i zmiennym usposobieniu, tryskający pozytywną energią oraz znakomitym i zaraźliwym poczuciem humoru.Osoba lubiąca zwracać na siebie uwagę, gwiazdorzenie nie jest jej obce, typowy gawędziarz nie dostrzegający swych wad, wrażliwiec szukający coraz to nowych impulsów, pełen pasji, zbyt łatwowierny i naiwny.Nowe projekty pochłaniają go bez reszty ale brak mu determinacji, aby je dokończyć, szybko się nudzi- tabele, wykresy i sztywne ramy, w które musi się wpasować, powodują frustrację i niechęć.Nie znosi krytyki, brak mu asertywności.Kontakt z ludźmi, żywo reagującymi na jego potrzeby, opowieści i pomysły, to jego najważniejszy, życiowy cel, a główną potrzebą emocjonalną jest akceptacja.Na stres pomagają mu zakupy, zwłaszcza te nieprzemyślane, czynione pod wpływem chwili,lubi się spóźniać.

Flegmatyk- typ przyjazny, małomówny i spokojny, obiektywny w ocenie i obserwacji, cierpliwy i lubiący poświęcać się dla innych.Osoba nie ulegająca gwałtownym emocjom i nadmiernie powolna w działaniu.Nie bez powodu mówi się "ruszasz się jak flegmatyk" :D.Niezwykle zrównoważony temperament oraz zdystansowane podejście do życia sprawia, że nawet silny stres nie powoduje dezorganizacji jego życia.Cała ta kalkulacja, pesymistyczne nastawienie oraz słabo rozwinięta asertywność sprawia, że flegmatycy postrzegani są często jako leniwi i niechętni do pracy, potrzebujący stałego nadzoru.Nie lubią rządzić ale rzetelnie wykonają zlecone zadanie.Flegmatyk to typowy domator, lubiący przebywać w ciszy- nie dla niego głośne i zatłoczone miejsca.Nadrzędną zasadą, którą kieruje się osoba z tym typem osobowości jest "co masz zrobić dziś, zrób jutro".

Choleryk- typ kierowniczy, energiczny, dominujący i pobudliwy.Typ bardzo bliski memu sercu <if you know what i mean:D>. Odnajduję  tu wiele cech, z którymi borykam się na co dzień ja oraz moi bliscy i znajomi.Mogłabym wymieniać tu godzinami, jednak skupię się na tych najbardziej zauważalnych: osoby z takim temperamentem to urodzeni przywódcy, ambitni, władczy i wytrwali.Lubią rozkazywać, nastawieni są bardziej na działanie, niż wykonywanie poleceń dlatego rola podwładnego to taka, z którą trudno im się pogodzić:D.W życiu zawodowym, jak i prywatnym dążą do samodzielności, pragną być samowystarczalni.Emocje okazują w sposób gwałtowny , a wybuchy złości goszczą u nich nader często.Mają silną wolę, trudno ich zniechęcić, są to typowi ekstrawertycy, niecierpliwi w stosunku do ludzi, nie potrzebujący przyjaciół, uparci, nie lubiący przepraszać, a jednocześnie bardzo oddani i wierni- bliscy choleryka mogą zawsze na niego liczyć.Gardzi słabością, dla choleryka liczy się siła:D

Melancholik- typ analityczny, myśliciel i pesymista, poważny, charakteryzuje go perfekcjonizm oraz dbałość o szczegóły na wszystkich płaszczyznach życia.Idealista- wierny, ofiarny i współczujący.Melancholik nie podejmuje pochopnych decyzji, wszystko dokładnie analizuje, jest bardzo drobiazgowy i skrupulatny, łatwo poddaje się regulaminom.Lubi otaczać się pięknymi przedmiotami, a nienaganna fryzura, czy idealnie dobrane części garderoby to jego znak rozpoznawczy.Kontakty z ludźmi to nie jest jego mocna strona, nieufny i skryty, lubi prywatność.Wyjątkowy wrażliwiec, który wszystko bierze sobie do serca, łatwo go urazić.Melancholik to typ niepoprawnego romantyka, który ukochaną osobę zasypie kwiatami i liścikami miłosnymi.Uwielbia komplementy i pochwały budujące jego poczucie wartości, ceni sobie stabilizację i poczucie spokoju.

Tyle w teorii.W przypadku osób, których cechy osobowości jasno definiują przynależność do jednego z czterech wymienionych typów, pogrupowanie nie powinno być skomplikowane.Niestety <albo i 'stety'> takie oczywiste rozwiązania zdarzają się sporadycznie, bo większość z nas jest typem "mieszańca", który swoim temperamentem zaskoczyłby niejednego uczonego i którego cechy nie są proste w wyjaśnieniu i przyporządkowaniu.U mnie np. przeważają cechy choleryka ale odnajduję w sobie także romantycznego melancholika, czy figlarnego sangwinika:D.Moim zdaniem w każdej z tych grup znajdziemy atrybuty, które bez wątpienia są wartością dodaną, tak samo każdy typ osobowości ma swoje wady...grunt to umieć te przymioty zrównoważyć:D
A jak jest z Wami?Jakim typem osobowości jesteście?
Buszując w internetach znalazłam fajny test osobowości, pochodzący z książki Florence Littauer "Osobowość plus-Jak zrozumieć innych przez zrozumienie siebie?". Zachęcam do poświęcenia odrobiny swojego czasu na jego rozwiązanie.Osobiście już to zrobiłam i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że znam siebie-swoje wady i zalety, choć kilka szczegółów mnie zaskoczyło.


Ufam, że podzielicie się ze mną swoimi wynikami, ewentualnie dorzucicie coś od siebie.Ciekawa jestem, czy w Waszym przypadku rozwiązanie przyniesie zdziwienie, czy potwierdzenie Waszej wiedzy na swój temat:D
Udanego tygodnia, buźka:D




Męski punkt widzenia, czyli recenzja w bardzo krzywym zwierciadle

źródło

Ktoś, kiedyś powiedział, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.I jak zaczynam analizować, to skłonna jestem przyklasnąć w geście aprobaty, nie umniejszając wagi żadnego z tych punktów.
Skoro faceci są z marsa, to my jesteśmy ze ...snikersa?W sumie i to i to jest z czekolady...ale środek zupełnie inny:D

Taka sytuacja:
- kochanie, i jak ci się używa tego żelu?zadowolony jesteś?
- .......?
- no tego, co sobie ostatnio kupiłeś, do mycia twarzy
- nooo, może być
< ? >
 - przypuszczam, że ci pasuje, skoro zużywasz drugą butlę pod rząd; o!może napiszesz o nim słówko na   blogu, no wiesz, z męskiego punktu widzenia...
- to napisz, że może być
- eee to za mało; trzeba opisać coś więcej, żeby jak najdokładniej go zaprezentować, działanie, zapach, twoje wrażenia...nie uda ci się tego wszystkiego opisać w jednym zdaniu
- a chcesz się założyć?
- weź się nie wygłupiaj, ja na poważnie, a ty sobie jaja robisz
< ! >
- butelka jest do kitu...
< zdaje się, że próbuje załagodzić zbliżającą się burzę >
- dlaczego?
- bo ma za mały koreczek, który mi się zgubił, a od żadnej innej butelki nie pasuje; i z ręki mi się wyśliznęła, jak myłem buzię w piątek
- a czemu akurat w piątek?
< bijąc się z myślami, od jakiej innej mojej butelki próbował dopasować korek, robię szybki research ubiegłego tygodnia...>
- zaraz, zaraz...w piątek to ty byłeś z kuplami na piwku!
- :D
- to się nie liczy, w piątek to wszystko by ci się z rąk wyśliznęło, nie tylko ta nieszczęsna butelka
- no nie przesadzaj...aż tak źle nie było...fakt faktem-obraz mi się trochę zniekształcił ale twarz umyłem, hah
- jesteś z siebie dumny? bo zachowujesz się jakbyś co najmniej maraton przebiegł; szkoda, że tego wigoru nie wystarczyło na tyle, żeby skarpetki zdjąć!
...
- i pachnie jakoś tak dziwnie, sam nie wiem...jakimś zielskiem...
- ale co?twoje skarpetki?
- nie, ten żel o który pytasz
- to też piątkowa refleksja?
- nie, mam taką już długo ale wcześniej nie pytałaś :D
- pff...ja tam wyczuwam drzewo herbaciane i rozmaryn
- no przecież mówię, że zielsko...
- ...? poczekaj, bo zgłupiałam...butelka ci nie pasuje, korek jest za mały, a właściwie już go nie ma, bo go gdzieś posiałeś, sam żel śmierdzi...to za co ty go właściwie lubisz?
- bo myje...i fajnie się pieni
- Ludwik też myje i fajnie się pieni, a jednak na twarz go nie kładziesz
< w tym miejscu przerywam  wątek, bo kątem oka dostrzegam, że zaczyna tę kwestię analizować >
- ale nie szczypie w oczy tak jak Ludwik
- yyyyy????
- nie pytaj...:D
- no dobra, to mamy jakiś punkt zaczepienia - nie szczypie w oczy; a nie wysusza ci twarzy?
- sprecyzuj pytanie...
< pojawia się wątła chęć współpracy:D >
- nie swędzi?nie piecze?nie jest naciągnięta jakoś nienaturalnie?
- trochę na początku, co później?-nie wiem, bo zawsze smaruję się kremem tak, jak kazałaś
- woow, to super! a mówiłeś, że ci się skończył i musisz sobie kupić nowy...a którym kremem teraz się smarujesz?
- jakimś takim ze srebrną nakrętką, stoi na półce w łazience ale muszę cię ostrzec- strasznie klei się po nim skóra, ogólnie jest do niczego...tyle kasy, co oni pakują do tych słoików??
  ...
- szklany słoik ze srebrną nakrętką??
- no tak, badziewie, jakich mało
- ...kochanie, ja do tego słoika maskę do włosów przełożyłam, bo mi się pudełko połamało...
- no, to w sumie wiele tłumaczy...

źródło


Rozdanie z marką Dr Irena Eris!


Wczoraj pokazywałam paczuszkę, jaką obdarowała mnie Pani Magda - przedstawicielka Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris, a dziś chciałabym częścią tej paczki podzielić się z Wami.Co Wy na to?Osoby ceniące tę markę zapewne się ucieszą, a wszyscy Ci, którzy chcieliby poznać ją bliżej, mają ku temu sposobność:D.

Rozdanie potrwa od  18.03-04.04.2014r  i jest skierowane do osób, które są publicznymi obserwatorami mojego bloga.W zasadzie jest to jedyny punkt obowiązkowy, jednak można zdobyć kilka dodatkowych losów, zwiększających szanse na wygraną.I tak:
- za dodanie mojego bloga do blogrolla, +3 punkty
- za wklejenie banerka odsyłającego do rozdania<strona główna bloga, nie zakładka z rozdaniami>, +1 punkt
- osoby  obserwujące mnie przed rozdaniem otrzymują dodatkowe 2 punkty

A co jest do wygrania?

Hydrogenic, Krem Aktywnie Nawilżający na noc
Hydrogenic, Krem Aktywnie Nawilżający pod oczy
Body Art, Intensywnie Ujędrniający Balsam Do Pielęgnacji Biustu C+


Wyniki postaram się ogłosić w ciągu 5 dni od zakończenia rozdania.Na wiadomość od zwycięzcy czekam 3 dni, po tym czasie losuję po raz drugi.W rozdaniu nie ma ograniczenia terytorialnego:).

Osoby chcące wziąć udział w zabawie, proszone są o pozostawienie komentarza w takiej formie:

obserwuję jako:
blogroll: tak/nie, link
banerek: tak/nie, link 
obserwacja przed rozdaniem: tak/nie
e-mail:


SERDECZNIE  ZAPRASZAM I ŻYCZĘ WSZYSTKIM POWODZENIA :D


Nowości nie tylko kosmetyczne


W minionym tygodniu doszło do mnie kilka nowości, które -moim zdaniem- warte są oddzielnej prezentacji.Niniejszym więc czynię swą powinność i przedstawiam owe paczuszki oraz zakupy, które wpadły w me ręce stacjonarnie.Zatem do rzeczy:

Pierwsza z przesyłek przywędrowała do mnie z Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris.Pani Magdalena postanowiła zrobić mi niemałą niespodziankę:D.Dziękuję raz jeszcze.Zastanawiam się tylko, kiedy ja to wszystko w siebie wetrę...


Druga paczuszka to prezent na Dzień Kobiet.Ok, trochę pomogłam w wyborze ale co tam...grunt, że mam to, co chciałam przetestować:D.Dwa kolejne produkty z asortymentu Phenome, zakupione podczas ostatniej promocji -30%.


Trzecia przesyłka przyjechała do mnie znad morza od  KASI  i jest to wygrana w rozdaniu, które Kasia organizowała na swoim blogu.Błyszczyk ma urzekający zapach:D. Dziękuję Kochana, buziak.


Czwarta i ostatnia paczuszka < dałam ja popalić listonoszowi > to zakupy książkowe poczynione tradycyjnie w księgarni internetowej  Weltbild  .W tym miejscu warto dodać, że co weekend księgarnia ta proponuje swoim klientom zacną promocję, w której oprócz obniżonych cen książek mamy także darmową wysyłkę, przy zakupie minimum 2 artykułów z całego asortymentu.Uwierzcie...jest w czym wybierać...
Książki "Nim nadejdzie mróz" i "Ofiara Polikseny" to zakupy stacjonarne.


No i już na sam koniec nowe buciki na sezon przejściowy, kupione w Pull&Bear w bardzo korzystnej cenie 159zł, przecenione z 299zł, wykonane w 100% ze skóry.Cały czas nie mogę oprzeć się wrażeniu, że one po prostu na mnie czekały- ostatnia para, w moim rozmiarze, bez metek i ceny wisiała sobie samotnie tuż przy wyjściu ze sklepu...to musiało być przeznaczenie:D


To by było na tyle.Wpadło Wam coś szczególnie w oko?
Udanego tygodnia Kochani:D


Pharmaceris T, Pianka głęboko oczyszczająca do mycia twarzy


Oczyszczanie twarzy to dla mnie najważniejszy krok i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że przykładam do niego ogromną wagę, traktując je jako preludium do kolejnych etapów pielęgnacji.Nie ustaję w poszukiwaniu produktu, który skutecznie oczyści moją tłustą skórę, nie wysuszając jej przy okazji na wiór i bardzo chętnie testuję kolejne.
Chciałabym przedstawić Wam produkt marki Pharmaceris, z serii T przeznaczonej dla skóry trądzikowej i mieszanej- piankę głęboko oczyszczającą, przywracającą hydro-równowagę.

Pharmaceris T, Pianka głęboko oczyszczająca do mycia twarzy

Pianka ta przeznaczona jest do codziennego mycia twarzy, dla skóry trądzikowej i mieszanej ze skłonnością do powstawania zaskórników oraz nadmiernego wydzielania sebum.Preparat odpowiedni do skóry w każdym wieku, rekomendowany również dla skóry przesuszonej wskutek kuracji przeciwtrądzikowej.
Delikatna pianka skutecznie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń oraz makijażu. Naturalny kwas hydroksycytrynowy zawarty w wyciągu z tamaryndy posiada doskonałe właściwości złuszczające martwe komórki naskórka oraz nawilżające przywracające hydro-równowagę skóry. Ekstrakt z łopianu oraz cynk PCA zmniejszają zaburzenia czynności skóry łojotokowej normalizując wydzielanie sebum. Preparat wykazuje wysoki stopień tolerancji.


SKŁAD:Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Betaine, Disodium Ricinoleamido MEA-Sulfosuccinate, Methyl Gluceth-20, Propylene Glycol, Hydroxyethylcellulose, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Disodium EDTA, Tamarind (Tamarindus Indica) Extract, Burdock (Arctium Majus) Extract, Zinc PCA, Benzyl Alcohol, Biotin, Methylparaben, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone, Parfum 

Produkt jest hipoalergiczny, nie zawiera SLS, SLES, mydła, a kompozycja zapachowa jest bez alergenów.


Produkt < 150ml; ok 24zł > w postaci wody znajduje się w butli z twardego plastiku, zaopatrzonej w wygodną w użyciu i -co najważniejsze-sprawną do ostatniego wyciśnięcia pompkę, która dozuje puszystą, piankową kulę.Zapach nieco chemiczny, aczkolwiek przyjemny i nie uprzykrzający czynności oczyszczania twarzy.


Jeśli szukacie delikatnego preparatu do oczyszczania twarzy, to ta pianka sprawdzi się wyśmienicie.Nie traktowałabym jej jednak jako samodzielny środek czyszczący, gdyż jej działanie jest na tyle subtelne, że do wieczornego, gruntownego demakijażu może być niewystarczające.
Produkt marki Pharmaceris oczyszcza rzeczywiście dogłębnie i po użyciu czystość jaką uzyskujemy jest wyczuwalna, nie ściąga przy tym i nie wysusza skóry.Podczas ponad dwumiesięcznego używania nie zauważyłam, by w znaczący sposób wpłynęła na zmniejszenie wydzielania sebum, czy zmian trądzikowych, jednak ich nie nasiliła, a to też ważny aspekt.
Dość krótko traktowałam ją jako podstawowy i jedyny produkt oczyszczający, ponieważ moja tłusta skóra, skłonna do nadprodukcji sebum potrzebuje jednak mocniejszego, wieloetapowego demakijażu.Natomiast świetnie sprawdziła się do porannego odświeżenia, kiedy nie musimy fundować naszej twarzy silnego oczyszczania.
Konkludując, piankę tę poleciłabym osobom o niezbyt wymagającej skórze, które używają delikatnych środków czyszczących i takie są dla nich odpowiednie i w pełni zaspokajają ich potrzeby.Przy skórze z większymi problemami trzeba pokusić się o coś mocniejszego w działaniu lub wesprzeć ją dodatkowym preparatem- olejkiem lub micelem.


Joanna, Jedwab, Maska wygładzająca


Wiem, że troszkę się lenię, zaniedbując Was, moi drodzy czytelnicy, jak i swojego bloga ale wspaniała pogoda, jaka maluje nam się ostatnio za oknami, skutecznie odciąga mnie od komputera na rzecz innych, ciekawszych i bardziej efektywnych czynności.Jest mi tym bardziej wstyd, że wcale nie czuję z tego powodu wyrzutów sumienia:D...słońce i temperatury powyżej 10st, to niezwykły motywator do zmiany trybu życia i przebudzenia się z zimowego letargu.Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że nie zapominacie o mnie i czasem klikniecie w link przekierowujący na mojego bloga, a ja w zamian postaram się być bardziej systematyczna w jego prowadzeniu i publikowaniu nowych wpisów:D.

Dziś zapraszam na recenzję produktu rodzimej marki, której asortyment lubię, cenię i często szukam wśród niego produktów, które mogłyby spełnić moje oczekiwania.W ten właśnie sposób trafiłam na maskę, której działanie wygładzające miało być lekiem na moje niesforne, puszące się i przesuszone przez ogrzewanie włosy.Z takim problemem borykam się zwłaszcza zimą, gdy różnice temperatur pomiędzy ciepłym wnętrzem, a mroźnym powietrzem zewnątrz są ogromne.

Joanna, Jedwab, Maska wygładzająca

Maska wygładzająca Joanny < 150ml; ok 8zł >wzbogacona w hydrolizowane proteiny jedwabiu oraz składniki kondycjonujące ma nam zapewnić gładkie włosy, a jedwabny filtr ochronny utworzony na powierzchni włosów-przywrócić odpowiednią wilgotność i dostarczyć długotrwałego nawilżenia.Według obietnic producenta, po aplikacji maski, włosy pozostają miękkie, gładkie i przyjemne w dotyku, mają zdrowy wygląd, łatwiej się układają, rozczesują i mniej elektryzują.


Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Paraffinum Liquidum, Cetyl Alcohol, Stearalkonium Chloride, PEG-20 Stearate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Polyquaternium-10, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Silicone Quaternium-16, Undeceth-11, Butyloctanol, Undeceth-5, Amodimethicone, Glicerin, Hydrolyzed Silk, Citric Acid, Parfum, Hexyl Cinnamanl, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI: 17200.


Przed podzieleniem się opinią o tym produkcie, pozwolę sobie musnąć lekko kwestie techniczne, bo te w gruncie rzeczy, to jego największe plusy.Tak więc mamy tu opakowanie w formie tuby, które gwarantuje nam wyciśnięcie produktu do ostatniej kropelki.Zamykanie na klik nie przysparza kłopotów, nie zacina się, nie uległo uszkodzeniu do samego końca.Maska jest gęsta, w kolorze bladego różu, w zasadzie bardzo bladego, bo odcień jest naprawdę minimalny ale robi przyjemne dla oka wrażenie.Najbardziej przyjemną stroną maski jest jej cudowny, kwiatowy zapach typowy dla produktów z jedwabiem.Niestety jest on krótkotrwały i dość szybko znika z włosów...a szkoda:D


Przejdźmy zatem do części zasadniczej, czyli działania.
Pewnie część z Was patrząc na skład owej maski, złapie się za głowę.Faktycznie- silikonami jest wręcz naszpikowana, a do tego wysoko w składzie, parafina.Zazwyczaj unikam aż tak bogatych w te substancje masek ale zima to bardzo ciężki okres dla moich włosów, które w tym czasie potrzebują dodatkowej porcji wygładzenia, bym nie przypominała osoby rażonej piorunem.Mam jednak wrażenie, że ta maska to za dużo jak na moje włosy, które nie przyswoiły zaserwowanej im ochrony w stopniu, którego szukałam, bo owszem- wygładzenie nastąpiło ale tak ekstremalne, że wyglądałam jak zmokła kura:D...ze skrajności w skrajność.

Maska Joanny totalnie mnie rozczarowała.W zasadzie oprócz łatwości rozczesywania, nie znalazłam więcej spełnionych obietnic.Produkt ten bardzo obciążył włosy, powodując okropny przyklap na głowie oraz paradoksalnie, zamiast nawilżyć, wysuszył włosy, które po aplikacji były szorstkie i sianowate.Śmiem sądzić, że główną sprawczynią zaistniałej sytuacji była parafina, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że moje kłaczki nie tolerują tej substancji w składzie.
Próbowałam używać jej w różnych konfiguracjach oraz ilościach i każda nie sprawdziła się tak samo- włosy były przeciążone i nieświeże w kilka godzin po umyciu.Jak by tego było mało, ten jedwabny filtr ochronny, który miał zapewnić wspaniałą ochronę powodował efekt gumowatych i po prostu brudnych włosów.

No cóż, miałam nadzieję znaleźć lek na całe zło, a znalazłam produkt, który nie poprawił kondycji włosów nawet o jotę, a do tego wpłynął negatywnie na ogólny ich stan.Oprócz zapachu, nie dostrzegam w tej masce żadnych zalet i niestety właścicielki włosów skłonnych do przetłuszczania się raczej nie będą z niej zadowolone.Oczywiście ile osób, tyle opinii i co dla mnie jest niewypałem, dla kogoś innego będzie ekstraproduktem.Czasem o takim stanie rzeczy decydują niuanse.

Kto miał, łapka w górę...ja niestety daję kciuk w dół:D.


Phenome, Exfoliating Facial Paste


Nie ukrywam, że produkty Phenome od dawna budziły we mnie pragnienie posiadania, a pozytywne recenzje znajdujące się w sieci, tylko potęgowały to uczucie. Główną prowodyrką była i jest niewątpliwie Megdil , z którą łączy mnie niemal identyczny typ skóry, dlatego jej opinie są dla mnie kluczowe. Dodatkowo, przetestowanie asortymentu Phenome było moim celem na rok 2014, dlatego gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja, ochoczo z niej skorzystałam i z prawdziwą rozkoszą oddałam swą buzię pod władanie dwóch kosmetyków marki, przeznaczonych do pielęgnacji skóry tłustej, ze skłonnością do niedoskonałości, a co za tym idzie - mocno problematycznej i trudnej 'w utrzymaniu'.
Dziś na tapecie pierwszy z nich, a mianowicie Exfoliating Facial Paste - peeling do twarzy w postaci pasy. Według producenta jest to produkt do każdego rodzaju skóry, jednak został mi polecony ze względu na zawartość białej glinki, która jak wiadomo działa oczyszczająco i ściągająco, co w pielęgnacji skóry tłustej ma nadrzędne znaczenie. Organiczny puder z ryżu oraz drobinki zmielonego kwarcu mają za zadanie oczyszczać i skutecznie, aczkolwiek delikatnie, usuwać martwe komórki naskórka natomiast aktywne kompleksy roślinne w połączeniu z organicznymi olejami z pierwszego tłoczenia, łagodzić i odżywiać skórę. Skład - bajka, można by rzec... czy się sprawdził i spełnił moje wysokie oczekiwania? Powiem tak... nie spodziewałam się aż tak fantastycznego działania, a efekty przeszły moje najśmielsze pragnienia.

Phenome, Exfoliating Facial Paste

Bujany Fotelik || Luty'14


Luty, choć krótki, pod względem ilości przeczytanych książek,okazał się bardzo owocnym miesiącem.Nie ukrywam, że ogromne znaczenie miała moja niedyspozycja zawodowa i możliwość leniuchowania w domowym zaciszu przez okrągły miesiąc.W sumie przeczytałam 5 książek.Moim zdaniem to całkiem zacny wynik, biorąc pod uwagę fakt, że to tylko 28 dni, a pierwsze 7 nie stworzyło mi wystarczająco komfortowych warunków - ból okazał się silniejszy.Patrząc na listę przeczytanych pozycji, pierwsza myśl jaka mi się nasuwa to różnorodność...każda jest inna, pisana zupełnie odmiennym stylem...doprawdy, zafundowałam sobie w lutym szeroką paletę wrażeń i z całą pewnością mogę stwierdzić, iż jestem tym faktem niezwykle ukontentowana.

Postaram się pokrótce je przedstawić...być może zachęcić lub zainspirować, choć żadna, nawet najbardziej szczegółowa recenzja, czy streszczenie, nie jest w stanie oddać tego fantastycznego uczucia, jakiego dostarcza przerzucanie kolejnych stronic pasjonującej lektury oraz możliwość zanurzenia się w oceanie nowych, relaksujących doznań i bodźców wspaniale pobudzających  wyobraźnię.Jednak ostrzegam lojalnie, że post nie będzie należał do krótkich, więc jeśli wolicie oglądać obrazki lub nie chce Wam się czytać długaśnych artykułów, to jest odpowiedni moment, by kliknąć magiczny znak X w prawym, górnym rogu strony:D.Tych z Was, którzy postanowili zostać, serdecznie zapraszam, życząc ciekawej lektury:D.



"Inferno" Dan Brown ; liczba stron 592
Światowej sławy specjalista od symboli, Robert Langdon budzi się na szpitalnym łóżku w zupełnie obcym miejscu. Nie pamięta, jak i dlaczego znalazł się w szpitalu. Nie potrafi też wyjaśnić, w jaki sposób wszedł w posiadanie tajemniczego przedmiotu, który znajduje we własnej marynarce. Czasu na rozmyślania nie ma niestety zbyt wiele. Ledwie na dobre odzyskuje przytomność, ktoś próbuje go zabić. W towarzystwie młodej lekarki Sienny Brooks Langdon opuszcza w pośpiechu szpital. Ścigany przez nieznanych wrogów przemierza uliczki Florencji, próbując odkryć powody niespodziewanego pościgu. Podąża śladem tajemniczych wskazówek ukrytych w słynnym poemacie Dantego… Czy jego wiedza o tajemnych sekretach, które skrywa historyczna fasada miasta wystarczy, by umknąć nieznanym oprawcom? Czy zdoła rozszyfrować zagadkę i uratować świat przed śmiertelnym zagrożeniem? 

Oczywiście, że zdoła...wszak to Robert Langdon, a jak znam tego pana, to nie spocznie nim nie ocali ludzkości, rozsiewając przy okazji swój urok osobisty i nienaganne maniery wszędzie tam, gdzie się pojawi.Tym razem ratuje świat przed zagładą spowodowaną przeludnieniem, kierując się wskazówkami ukrytymi "miedzy wierszami" poematu Dantego.Wciela się w znakomitego, wszechwiedzącego przewodnika oprowadzając nas niczym Wergiliusz i otwierając nasze oczy na symbolikę ukrytą głęboko w "Boskiej komedii". W tej pasjonującej wędrówce na samo dno piekła towarzyszy mu piękna niewiasta-Sienna.
Najnowsza powieść pisarza jest intrygująca, zagadkowa, wciągająca, trzymająca w napięciu do ostatniej strony, choć mocno przewidywalna, napisana w stylu typowym i dość charakterystycznym.Mamy tu więc standardowy szkielet powieści Browna, czyli wartką akcję, napięcie sięgające zenitu, tajemnicę ukrytą w dziełach sztuki i architektury, szalone pościgi, zaskakujące zakończenie oraz piękne, zabytkowe miasta w tle-w tym przypadku Florencję, Wenecję i Stambuł, które opisane są w sposób pozwalający niemal poczuć ich zapach. Nie umniejsza to jednak jej wartości.Podobnie jak w poprzednich powieściach, wszystko to podane jest w niezwykle ciekawy sposób, a ogromna wiedza autora oraz dbałość o szczegóły i tym razem zasługują na pochwałę.Moim zdaniem Inferno, czyli Piekło, to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników twórczości Dana Browna.Wiem, że w swej ocenie jestem mało obiektywna ale ja uwielbiam powieści tegoż autora od momentu sięgnięcia po "Kod Leonarda da Vinci"...po prostu:D.Polecam.


"Matka Pearl" Maureen Lee ; liczba stron 368
Dlaczego Amy zabiła ukochanego męża i co przydarzyło się ich córeczce Pearl? Jest rok 1971. Amy wychodzi z więzienia po dwudziestu latach, które odsiedziała za zabójstwo męża. Jej córka Pearl jest już dorosła. Teraz będzie musiała się zmierzyć z tajemnicą, tak długo ukrywaną przez matkę… Dlaczego Amy zabiła? Historię jej rodziny poznajemy od roku 1939, gdy kobieta zakochała się w Barneyu. Oboje stworzyli szczęśliwy związek, a potem Barney poszedł na wojnę i wrócił całkiem odmieniony... Niezapomniana opowieść o wielkiej miłości, dramatycznych przypadkach losu i niebywałym poświęceniu stworzona przez autorkę bestsellerowej Wędrówki Marty.

Po opasłym tomiszczu Browna nabrałam chęci na coś lekkiego, kobiecego i odprężającego.Wybór padł na powieść nieznanej mi autorki Maureen Lee.Powiem tak...pierwsze sto stron przeczytałam z zapartym tchem, dosłownie łykałam je w mgnieniu oka szczerze zaciekawiona historią matki i córki, opowiedzianą niezbyt skomplikowanym językiem, prostą a jednocześnie niebanalną.Odnalazłam w niej wiele cech wspólnych z powieścią  "Wyspa Motyli" , która zrobiła na mnie ogromne wrażenie.A potem zonk...stało się coś czego wręcz nie cierpię, a mianowicie kompletny zastój.Nie działo się nic, co miało by istotny wpływ na zakończenie.Kolejne 150 stron ciągnęło się jak przysłowiowa guma w gaciach i już myślałam, że rzucę ją w kąt.Autorka poruszała mnóstwo wątków, które były bez znaczenia, rysowała postaci, które spokojnie można było pominąć...wiele, wiele nieistotnych faktów, niepotrzebnych nazwisk, nieciekawych miejsc.Jak dla mnie propozycja  Maureen Lee była by o wiele bardziej wciągająca, gdyby autorka ograniczyła ją do ok 200 stron.Historia głównych bohaterek absolutnie by na tym nie ucierpiała, a czytelnik nie wynudził by się jak mops.


"Pachnidło.Historia pewnego mordercy" Patrick Suskind ; liczba stron 256
Jan Baptysta Grenouille, obdarzony niepospolitym zmysłem węchu, tworzy najdoskonalsze na świecie eliksiry do produkcji perfum. Zachwyca się nimi nie tylko XVIII-wieczny Paryż, centrum mody i elegancji. Sam Grenouille nie jest jednak zadowolony. Oto owładnęła nim myśl, by wydestylować wonność nad wonnościami, pochodzącą z... dziewiczego kobiecego ciała. Owładnięty idée fixe, postanawia znaleźć dziewczynę o doskonałym zapachu, choćby nawet miał popełnić zbrodnię... Słynna powieść z sensacyjną akcją na tle sugestywnej panoramy obyczajowej Paryża, pełna niezwykłych zdarzeń i postaci, utrzymywała się przez trzy lata na listach bestsellerów!

Książka niezbyt długa, a czytając ją szarpią człowiekiem tak bardzo skrajne emocje.Jeśli lubicie charakterystyczny ucisk w żołądku, to musicie koniecznie przeczytać Pachnidło.Jest to fascynująca podróż w głąb umysłu psychopatycznego mordercy szukającego swojej własnej tożsamości- szaleńca, a zarazem geniusza obdarzonego przez naturę w sposób niezwykły, ogarniętego nienaturalną potrzebą stworzenia zapachu, który obezwładnia, który spowoduje, że stanie się nadczłowiekiem manipulującym ludzkimi emocjami.Wizja dość przerażająca ale  na swój osobliwy sposób ciekawa.Autor zabiera nas w podróż po świecie zapachów, opisując je tak plastycznie, że nie sposób ich nie poczuć, porusza przy tym nasze najczulsze struny zdecydowanie, mocno, wstrząsająco, wręcz hipnotyzująco.Ta książka przenika do głębi.Czyta się ją nadzwyczaj szybko, pomimo dość specyficznego słownictwa i sposobu pisania.Praktycznie pozbawiona dialogów...czysta narracja w najlepszej postaci!
Poruszona książką obejrzałam ekranizację.Film dobry ale gdybym nie poprzedziła go wersją papierową, byłabym mocno rozczarowana i zawiedziona.


"Igrzyska śmierci" , " W pierścieniu ognia" Suzanne Collins ; liczba stron 352 i 360
Czy zdołałbyś przetrwać w dziczy, zdany na własne siły, gdyby wszyscy dookoła próbowali wykończyć cię za wszelką cenę?
Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję.Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa.
Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny – musi troszczyć się, by zapewnić byt młodszej siostrze i chorej matce, a to prawdziwa walka o przetrwanie...


Pozwolę sobie opisać dwie, z trzech części trylogii Suzanne Collins, która wywołała prawdziwą burzę mózgów zarówno wśród nastolatków, jak i tych bardziej wiekowych czytelników.Do sięgnięcia po tę lekturę skłoniła mnie córa, która zdecydowanie odziedziczyła po mnie miłość do książek:D.W kółko paplała o Katniss, o jakimś Kapitolu, o dystryktach, na każdym kroku Peeta, Katniss, kosogłos, a także inne enigmatycznie brzmiące hasła.Pomyślałam, że to kolejna bajeczka dla nastolatków...czymś w końcu trzeba zapełnić pustkę po Zmierzchu.Dodatkowym bodźcem był fakt, że zbliżała się możliwość obejrzenia ekranizacji, a z zasady najpierw wybieram książkę, jeśli mam taką możliwość oczywiście, by móc porównać, ocenić, wyciągnąć wnioski.Odłożyłam więc akurat rozpoczętą lekturę i wzięłam się za Igrzyska Śmierci...to było w poniedziałek...a w sobotę, tuż przed rozpoczęciem filmu w tv zakończyłam czytać drugą część! aktualnie jestem w połowie trzeciej:D.Oczywiście nie muszę Wam pisać, jaką minę miała Klaudia, gdy patrzyła jak czytam jej ukochaną książkę...jej wzrok w dość wymowny sposób komunikował "a nie mówiłam?".
Nie będę się zbytnio rozwodzić, bo i tak już chyba macie dość.Najlepszym podsumowaniem niech będą słowa Stephena Kinga, znajdujące się na okładce..."Nie mogłem się oderwać...Ta książka uzależnia."
Sięgnijcie po tę trylogię...zapewniam, że i Wy nie będziecie się mogli oderwać:D


 Ilość przeczytanych stron w lutym - 1928 :)

 Uff...dotrwaliście?Rany, mam nadzieję, że Was nie zanudziłam na śmierć.
A Wy przeczytaliście w lutym coś szczególnego?Znacie książki, które przedstawiłam?





Nudy, kolejna stylówka w szaro-burej kolorystyce.No cóż...w takiej czuję się najlepiej, najwygodniej i najbezpieczniej, bo stwarza nieograniczone możliwości różnorakich kombinacji- wystarczy zmienić jeden lub dwa elementy i mamy zupełnie inny zestaw.I tak być powinno, otwieram szafę i bez trudu wybieram to, co chcę założyć, nie grzebiąc godzinę, bo czegoś pod kolor nie mogę znaleźć:D.A jak mam chęć zaszaleć dobieram jeden zwariowany dodatek, kolorowy naszyjnik lub wzorzysty sweterek i jestem happy.
Aaa, a propos sweterka...kto zgadnie ile za niego zapłaciłam, ten jest kozak:D




płaszcz, spódnica- New Yorker / sweterek- C&A / torba- Mango / buty- nn / naszyjnik- Pepco



------------------------------