ZIAJA, Liście manuka, 5 produktów / Moja opinia

Gdyby wszystkie recenzje dotyczące serii Liście manuka rodzimej firmy Ziaja złożyć w jedną całość, powstałby rewelacyjny opiniotwórczy poradnik. Miałby przynajmniej kilkaset stron, bo i seria jest bardzo popularna. Entuzjastyczne opinie wyrastały jak grzyby po deszczu, wzniecając moje zainteresowanie oraz chęć posiadania. Pragnienie podsycał fakt, iż seria jest niezwykle przystępna cenowo - za większość produktów zapłacimy nie więcej, niż 10zł! Postanowiłam zaspokoić niegasnącą ciekawość, zaopatrując swoją kosmetyczkę w pięć spośród siedmiu kosmetyków budujących tę oczyszczającą gamę, dzięki czemu jestem w stanie określić, czy seria rzeczywiście się sprawdza. Obiekt, który miała uleczyć jest dość wymagający, dlatego poprzeczka została ustawiona wysoko. Teraz, gdy emocje nieco już opadły, pozwolę sobie dopisać kolejny rozdział manukowej sagi, dzieląc się z Wami swoimi refleksjami, a żeby niepotrzebnie nie przeciągać, uczynię to wszystko w jednym, podsumowującym poście.
Kosmetyki, które znalazły zastosowanie w moim demakijażu oraz codziennym procesie oczyszczania to:
  • Żel z peelingiem oczyszczający pory
  • Żel myjący normalizujący
  • Tonik zwężający pory
  • Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy
  • Krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc 
Czy zdały egzamin? Które z chęcią zaproszę ponownie, a które okazały się zbyt słabym ogniwem, by wzbudzić moje zainteresowanie kolejnym spotkaniem?
Ziaja, seria liście manuka, moja opinia, jak sprawdziła się seria liście manuka

Żel z peelingiem oczyszczający pory to ukłon w stronę skóry normalnej, mieszanej i tłustej, którego efektem winno być skutecznie oczyszczenie porów, usunięcie nadmiaru sebum oraz pobudzenie złuszczania martwych komórek naskórka. Pomóc w tym procesie mają nam substancje aktywne znajdujące się w składzie, czyli ekstrakt z liści manuka o działaniu antybakteryjnym wespół ze ściągająco-normalizującym zinc coceth sulfate.
Jeśli jest mi obiecana widoczna redukcja zaskórników, nawilżenie, złagodzenie stanów zapalnych, poprawa wyglądu powierzchni skóry poprzez przywrócenie naturalnej równowagi i świeżości, to oczywistym jest, że będę rozpatrywać ewentualne efekty działania poprzez pryzmat tychże obietnic. W tym momencie następuje nieoczekiwany zgrzyt, bowiem jedynym pozytywem, który rzucił mi się w oczy podczas trzymiesięcznej przygody z tym produktem, to odczuwalne odświeżenie skóry ale tylko bezpośrednio po użyciu. Dodatkowo, systematyczne angażowanie go do codziennego procesu oczyszczania, w krótkim czasie dało efekt odwrotny do zamierzonego powodując nadmierne wysuszenie i odczuwalne, nieprzyjemne ściągnięcie. Dziwi mnie to tym bardziej, że moja skóra nie jest sucha i potrafi wiele znieść, choć - jak widać - działania tego żelu nie udźwignęła i szybko odwdzięczyła mi się nadprodukcją sebum. Forma podania, czyli malutkie aczkolwiek całkiem ostre drobinki zatopione w żelowej substancji to strzał w dziesiątkę, jednak okazał się dla niej zbyt silny i nawet umiłowanie do produktów złuszczających, które goszczą w mojej łazience nad wyraz często, w niczym mu nie pomogło :)  Moje doświadczenie z kosmetykami tego typu jest duże, dzięki czemu mam porównanie i wiem, że z żelem firmy Ziaja na pewno nie spotkam się ponownie.
Żel myjący normalizujący początkowo miał mi służyć do porannego oczyszczania twarzy, jednak po nieudanym spotkaniu z wersją peelingującą, w której pokładałam ogromne nadzieje, szybko zajął jego miejsce towarzysząc mi w czynnościach pielęgnacyjnych zarówno rano, jak i wieczorem. Muszę przyznać, że współpraca układała nam się dość owocnie i - pomimo kilku niuansów - bardzo się polubiliśmy.
Substancje aktywne zawarte w żelu to - oprócz ekstraktu z liści manuka i zinc coceth sulfate - kwas laktobionowy, alantoina oraz prowitamina B5. Produkt nie zawiera mydła.
Za co go polubiłam? Za delikatność i skuteczność. Rano szybko radził sobie z usunięciem nadmiaru sebum, które moja cera produkuje nadzwyczaj ochoczo, natomiast wieczorem - przy wsparciu ze strony płynu micelarnego - definitywnie rozprawiał się z makijażem, pozostawiając twarz czystą, odświeżoną i miękką, bez suchości, którą raczyła mnie opcja z drobinkami peelingującymi. Systematyczne aplikowanie nie przyniosło pogorszenia i wciąż jednako zachwycał. Rozprowadzał się bez większego trudu, a delikatna piana wytwarzająca się podczas mycia twarzy, umilała cały proces. Jako samodzielny produkt do wieczornego demakijażu mógłby okazać się zbyt słaby, dlatego sugeruję wspomóc go ulubionym micelem, który wstępnie oczyści skórę. Idealny będzie rano, gdy skóra potrzebuje jedynie niezbyt agresywnej renowacji:)
Tonik zwężający pory to uzupełniający preparat do demakijażu i oczyszczania skóry. Tak jak jego poprzednicy zawiera ekstrakt z liści manuka i glukonian cynku ale w składzie znajdziemy również złuszczający kwas migdałowy, nawilżający kwas laktobionowy oraz łagodzącą prowitaminę B5. Wszystkie te substancje aktywne mają działać ściągająco i mikrozłuszczająco, wspomagając łagodzenie zmian potrądzikowych oraz przywracając skórze naturalną równowagę.
Tonik firmy Ziaja należy do grupy tych produktów, którym w zasadzie nie mamy nic do zarzucenia, a jednak mielibyśmy opory przed powtórnym zakupem - ot! kobieca logika:)
Działa przyjemnie i - co najważniejsze - efektywnie, przynosząc ulgę tuż po tradycyjnym oczyszczeniu twarzy za pomocą wody, pozostawiając ją w stanie głębokiego odświeżenia, domywając to, z czym wstępnie sobie nie poradziliśmy. Nie dostrzegłam, by wpłynął znacząco na zmniejszenie moich porów ale czy istnieje tonik, który to czyni? Tak serio? Dziewczyny, może znacie takowy? Wracając do naszego bohatera - doskonale koi skórę, łagodzi podrażnienia i odczuwalnie nawilża ale...
No właśnie, jest jedno ale. Otóż kompletnie nie przekonuje mnie opakowanie tego produktu, bo o ile forma psikająca znakomicie sprawdza się i ułatwia aplikację np. wody termalnej, bezpośrednio na twarz, tak w przypadku toniku nie wyobrażam sobie spryskiwania nim całej twarzy bez kontroli nad tym, gdzie w następstwie tego kroku osiądzie. No nie wiem ale wolę nie czuć go na ustach, tudzież oczach - chwilowo zamkniętych ale w końcu musimy je otworzyć, co może spowodować dostanie się preparatu do środka. No nie, być może to moja dziwna fanaberia ale preferuję tradycyjne wylanie toniku na wacik i przetarcie nim twarzy - mam wtedy wrażenie, że kontroluję miejsca, w których ma się znaleźć :)
Jeśli nie przeszkadza Wam psikadełko, które nomen omen działa bez zarzutu, to będziecie z niego zadowolone, bo sam tonik sprawdza się naprawdę znakomicie. A że ja dziewczę leniwe i nie chce mi się bawić w przelewanie, poszukam jakiegoś zamiennika, wszak rynek obfituje w produkty czekające na ich przetestowanie :)
Krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc to propozycja nawilżająca z 3% zawartością kwasu migdałowego. W przypadku tego kremu pozwolę sobie przytoczyć obietnice producenta w całości, bowiem są one niezwykle rozbudowane:
• Złuszcza i odnawia naskórek nie powodując podrażnień
• Redukuje porfiryny odpowiedzialne za zmiany trądzikowe
• Rozjaśnia powierzchniowe przebarwienia posłoneczne i pozapalne
• Zmniejsza zaskórniki i rozszerzone pory
• Nawilża, poprawia elastyczność, jędrność i sprężystość
• Pozostawia skórę świeżą o jednolitym kolorycie
Brzmi zacnie, nieprawdaż?
Osobiście dostrzegłam dwa pozytywy - szybko radził sobie z łagodzeniem stanów zapalnych i wyprysków, które były w początkowej fazie powstawania. Po wieczornej aplikacji, rano były ładnie przysuszone i ewidentnie mniejsze, a wszelkie zaczerwienienia oraz podrażnienia znikały. Po drugie delikatnie rozjaśniał cerę. Niestety na tym etapie się zatrzymamy, bo i nasze relacje w tym miejscu uległy zmianie. Stało się to, czego raczej nie spodziewałabym się po kremie z zawartością kwasu, a mianowicie zaczął mnie zapychać, czego rezultatem był wysyp podskórnych, bolących gul i ropnych wykwitów. Powrót do sprawdzonego kremu przyniósł poprawę, dlatego za niepokojące zmiany obwiniam produkt firmy Ziaja. Kolejnym minusem były brak obiecanego nawilżenia oraz okrutne problemy z wchłanianiem się kosmetyku. Pozostawiał na twarzy niezbyt przyjemny, oblepiający film, który prawdopodobnie znikał dopiero w kontakcie z poduszką :)
Doświadczenie z kwasami mam, więc i pojęcie o ich dobroczynnym działaniu na moją kapryśną skórę jest mi doskonale znane ale spotkanie z rzeczonym uważam za nieudane. Nie wniósł do mojej pielęgnacji nic, czego nie otrzymam od moich sprawdzonych ulubieńców. Na tym etapie nasza znajomość się kończy i nie planuję powrotu.
Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom zawierająca ekstrakt z liści manuka, ściągająco-normalizującą zieloną glinkę oraz aktywną bazę myjącą to najmocniejszy punkt całej serii, dlatego pozwolę sobie napisać Jest moc!
Prawdziwy rarytas, perełka pomagająca utrzymać tłustą skórę w ryzach bez żadnych efektów ubocznych. Nasze spotkanie zaowocowało zrodzeniem się nowej przyjaźni, jak nie miłości i jestem pewna, że jeszcze nie raz i nie dwa zagości wśród moich zbiorów. Robi wszystko, co obiecuje nam producent, czyli doskonale i głęboko oczyszcza, rozjaśnia, odświeża, znakomicie przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych - maseczka nawilżająca zaaplikowana na skórę uprzednio potraktowaną tą pastą, działa ze zdwojona mocą, a efekt jest olśniewający. Kosmetyk ma formę gęstej, białej pasty, w której zatopione są drobinki ścierające - dużo ich ale otulone śnieżną substancją nie robią absolutnie żadnej krzywdy.
Używałam jej zazwyczaj dwa razy w tygodniu i taka częstotliwość była dla mojej cery optymalna. Pasta nie wysusza, nie podrażnia, jednak osoby z suchą lub naczynkową cerą powinny zachować pewną ostrożność i obserwować jej reakcje, bo pasta to naprawdę mocny zawodnik! Systematyczne używanie uspokoiło moją skórę, podskórne krostki zaczęły znikać - same plusy, minusów nie dostrzegam. Gorąco polecam!

Jak oceniam serię Liście manuka?


Podeszłam do niej z zaciekawieniem, a czytając Wasze recenzje spodziewałam się dużo... być może dużo za dużo...
Z perspektywy trzech miesięcy i pięciu produktów oceniam ją na mocną trójkę - nie uczyniła na mojej twarzy znaczącej rewolucji ale też nie zrobiła z niej pogorzeliska. Odkryłam dwa fajne kosmetyki - pastę i żel normalizujący, które chętnie zaproszę pod swoje skrzydła ponownie. Dwa produkty - krem mikrozłuszczajacy i żel peelingujący - to kompletne klapy, więc żegnam się z nimi bez żalu. Tonik, jako preparat jest godny polecenia ale osobiście nie odpowiada mi  forma opakowania, w przeciwieństwie do żeli, których pompki to sprawnie działające mechanizmy pozwalające cieszyć się nimi  <lub nie> do ostatniej kropelki.


Mam nadzieję, że moja recenzja jest dla Was pomocna i wniosła coś nowego. Jeśli macie pytania, śmiało - czekam na Wasze komentarze. A może znacie opisane przeze mnie produkty i Wasza opinia jest zupełnie inna od mojej? Chętnie poczytam:)


Tymczasem życzę Wam udanego i słonecznego weekendu! Pozdrawiam:)



IVONA

Spodobał Ci się ten tekst? Pozostańmy proszę w kontakcie: zostaw komentarz, daj lajka lub udostępnij swoim znajomym.
Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj blog poprzez Bloglovin, możesz także kliknąć w gadżet Obserwatorzy.
Więcej o mnie dowiesz się na Instagramie.
Dziękuję, że jesteś i do zobaczenia!

    KOMENTARZE:

60 komentarze:

  1. Nie znam tej serii

    _________________
    A u mnie ?
    Ja i moj wywiad w Avanti!
    WWW.JUSTYNAPOLSKA.BLOGSPOT.COM

    OdpowiedzUsuń
  2. nieidealniezidealizowana a7 listopada 2014 21:41

    Ja również pokochałam pastę. Zdenkowałam już dwa opakowania stosując ją przez dwa miesiące codziennie, moja cera była wręcz idealna. Ostatnio testuję peeling błotny z kwasem owocowym z Bingospa, ale coś czuję, że i tak wrócę do Ziaji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam pastę, tonik i krem na noc. Pasta tyłka nie urwała, zużyłam ją do ciała. Tonik pozostawiał uczucie dyskomfortu no i kto pakuje produkt z zawartością (wiem, wiem, symboliczną) kwasu w opakowanie z psikadłem? A krem na noc odwonił mi skórę i nic po za tym. Nie lubię Liści Manuka. Amen :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Pastę uwielbiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. kupiłam sobie krem na noc z kwasem migdałowym z tej serii ale jednak za mocno mnie przesusza :/ żel kupiłam ale do mycia gąbki , świetnie się spisuje w tej roli :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pastę uwielbiam od dawna, żel i tonik odpaliłam dzisiaj, zobaczymy jak będzie. Mam jeszcze ten preparat punktowy, moim zdaniem również cacuszko :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam tylko tonik i pastę, a o tym kremie złuszczającym nie wiedziałam nawet. Stosowałam podobny krem z Pharmaceris, był 10%, więc takie 3% pewnie niewiele by mi dało.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje dwa gagatki czekają na swoją kolej i coraz bardziej mnie kuszą;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kosmetyczna Obsesja8 listopada 2014 11:08

    Tonik z tej serii przypadł mi do gustu, teraz testuję jeszcze krem na noc, ale mam mieszane uczucia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam ochotę wypróbować te produkty na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja mialam tylko pastę i bardzo ją lubię, reszta mnie jakoś nie kusi

    OdpowiedzUsuń
  12. Weronika Wróblewska8 listopada 2014 18:55

    Pasta jest bardzo dobra.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam pastę i również jestem z niej zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  14. W takim wypadku ta pasta mnie najbardziej kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Właśnie szukam jakiegoś fajnego żelu do mycia twarzy - zachęciłaś mnie tymi liśćmi manuka, ale znasz coś równie dobrego, a również w przystępnej cenie? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja miałam kupić tą pastę jak jeszcze nic o niej nie słyszałam i w końcu jej nie wzięłam i teraz mogę tlyko przeogromnie żałować :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Mnie tylko kremy nie zachwyciły, reszta mega :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetnie, że zestawiłaś opinię o tych kosmetykach w jednym poście. Ja mam zamiar kupić sobie pastę oczyszczającą. Już raz w sumie niedawno miałam ją w domu, ale kompletując paczkę dla siostry, która miesza za granicą dołożyłam jej ten produkt i nawet nie zdążyłam go ani razu użyć. Ale nic straconego, przy kolejnej wizycie w Rossmannie wrzucę ją znów do koszyka. Przez dłuży czas miałam ochotę też na ten żel z peelingiem, ale że ostatnio trafiłam na świetny i bardzo wydajny żel oczyszczający z Avene to nie będę kupować niepotrzebnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dwa miesiące, codziennie? Wyjątkowo gruboskórna jesteś haha... ale oczywiście, skoro taki rytm służył Twojej skórze, to rozumiem:) ja zazwyczaj używam jej 2-3 razy w tygodniu i jest ok...obawiam si e, że zwiększenie częstotliwości mogłoby mnie wysuszyć, tym bardziej, że oprócz pasty stosuję także inne złuszczacze:)

    OdpowiedzUsuń
  20. No właśnie, też nie jestem przekonana do tego atomizera i w zasadzie nie rozumiem w jakim celu został tu utknięty:) krem mnie nie odwodnił ale zapchał, więc też na minus:)
    Jak widać nie wszystkim służy ta seria, choć nie wiem jak Ty ale ja do tej pory czytałam same pochlebne opinie:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja swój żel zużyję zgodnie z przeznaczeniem, bo świetnie się spisuje...z drugiej strony, dobrze wiedzieć, że do mycia pędzli się nadaje:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Pasta to - według mnie - najmocniejszy punkt tej serii:)

    OdpowiedzUsuń
  23. No to i ja jestem ciekawa jak spisze się u Ciebie ten duecik:) mówisz - a raczej piszesz - że ten preparat punktowy daje radę? często go używasz? ja szybko widoczna jest poprawa? pytam, bo przydałoby mi się coś na kryzysowe sytuacje:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Kremy są w dwóch wersjach - na dzień i na noc ; ja również używałam 10% Pharmacerisa i na początku był ok ale z czasem przestałam zauważać jakąkolwiek poprawę; lepiej w tym temacie sprawdza się u mnie Effaclar:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Tonik jest naprawdę spoko...gdyby nie ten atomizer :(
    Krem nie sprawdził się u mnie, więc daj znać jak będzie na dłuższą metę u Ciebie:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Najlepiej przetestować na sobie, cena niewysoka, więc żalu dużego nie będzie:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Pasta to produkt, który będę miło wspominała i nie wykluczam powrotu:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Czyli jest więcej miłośniczek tego taniutkiego zdzieraka:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Krem złuszczający i pastę oczyszczającą;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Polecam...zresztą, jak widać, nie tylko ja:)

    OdpowiedzUsuń
  31. A miałaś kontakt z kwasami wcześniej?

    OdpowiedzUsuń
  32. Wiesz co, Kochana, tak sobie myślałam co mogłabym Ci polecić... z czego byłam zadowolona:) chyba najmilej wspominam żel oczyszczający Avene i Pharmaceris - te dwa polecam z czyściutkim jak łza sumieniem:)

    OdpowiedzUsuń
  33. Dlaczego żałować? Nic nie stoi na przeszkodzie, by zakupić tę pastę:)

    OdpowiedzUsuń
  34. Miałam tylko wersję na noc, z kremu na dzień zrezygnowałam bo używałam akurat czegoś innego- teraz w sumie się cieszę, że się nie skusiłam:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Starałam się opisać serię przekrojowo - brakowało mi tylko dwóch produktów, więc jakieś tam swoje zdanie zdążyłam sobie wyrobić:)
    Pastę polecam, jak będziesz miała okazję to kup i przetestuj - wiele osób ją chwali:) żel z peelingiem to dla mnie niewypał, o wiele lepiej sprawdził się ten normalizujący:)
    A Avene znam i również bardzo mi pasował, tak więc mamy wspólnego ulubieńca w temacie oczyszczania twarzy:)
    Pozdrawiam Monia:)

    OdpowiedzUsuń
  36. NIe miałam nic z tej serii ale też nie po drodze mi było z Ziają. :) Cieszę się Iwonko że choć te dwa Tobie służą. :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Wyszło pół na pół, więc nie jest źle:)

    OdpowiedzUsuń
  38. W takim razie nie wiem, czy nie będzie dla Ciebie za słaby ale oczywiście co cera, to inne wymagania, więc najlepiej po prostu sprawdzić samemu:)
    A z pasty będziesz zadowolona:)

    OdpowiedzUsuń
  39. Mam ochotę wypróbować tą serie.

    OdpowiedzUsuń
  40. Jeśli poczekasz parę dni, wyprodukuję na jego temat post ;) Co do żelu - podobnie pozytywne odczucia jak u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Aj, no oczywista, że poczekam... będę cierpliwa:)

    OdpowiedzUsuń
  42. cała seria bardzo kusi ale boję się testować - posiadam cerę skłonną do zapychania :P

    OdpowiedzUsuń
  43. Miałam ten z Avene (na szczęście tylko próbkę 15 ml), ale strasznie mnie przesuszył :( Kończy mi się mydełko z Aleppo i to chyba będzie strzał w dziesiątkę, żeby go znów kupić :) Dziękuje za rady, Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Effaclar jest u mnie ostatni na liście zakupów, jako broń ostateczna. Jeszcze trochę się wstrzymam, ale dobrze wiedzieć, że działa :))

    OdpowiedzUsuń
  45. jak będę w Polsce skuszę się na płyn do mycia twarzy i tą pastę, dobrze że napisałaś o wszystkim tak szczerze
    także nie rozumiem opakowania toniku, bo i ja nie mam ochoty spryskiwać nim twarzy i smakować go na języku

    OdpowiedzUsuń
  46. Fajnie, że opisałaś wszystkie produkty tak dogłębnie, widziałam pełno recenzji na temat tego produktu i wciąż mnie kusi. Z Ziają mam dobre wspomnienia, do dnia dzisiejszego używam maski oczyszczającej z zielonej glinki i nie zamierzam się z nią rozstawać, ale z chęcią sprawdzę tę pastę i może jeszcze tonik, i żel myjący normalizujący :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Nie wiem ale wydaje mi się, że po to są blogi - aby pisać szczerze...zresztą nie umiałabym ściemniać i zachwalać kosmetyku, który w żaden sposób mnie nie zadowolił:) skoro już mam prawo głosu to staram się korzystać z niego rozsądnie:)

    Spotkałam się z opiniami, że ta forma opakowania toniku odpowiadała niektórym dziewczynom, więc być może zależy to od indywidualnych preferencji; ja wolę wersję klasyczną i tak też używam tego produktu... zajmuje mi to więcej czasu, bo muszę wypsikać na wacik potrzebna ilość ale zdecydowanie ten sposób lubię i praktykuję:)

    OdpowiedzUsuń
  48. O proszę...a ja byłam tym żelem zachwycona:) mydełka Aleppo nie używałam ale testowałam za to czarne mydło firmy Organique...być może i Tobie by odpowiadało:)

    OdpowiedzUsuń
  49. U mnie sytuacja wygladała dokładnie tak samo - Effaclar był ostatecznością ale koniec końców musiałam się na niego zdecydować:) i działa, rzeczywiście działa tylko na początku trzeba się przygotować psychicznie na wysyp na twarzy...to minie ale był szok i zrezygnowanie:)

    OdpowiedzUsuń
  50. Cieszę się, że moja pisanina na coś się przydała:)
    Maskę oczyszczającą wspominam bardzo dobrze, często jej kiedyś używałam ale teraz przerzuciłam się na te naturalne lub takie, które trzeba samemu przygotować; zauważyłam, że taka forma zdecydowanie bardziej pasuje mojej skórze:)

    OdpowiedzUsuń
  51. Ja używam od trzech tyg kremy na dzień i na noc. Jak zaczęłam brać to strasznie mi się skóra po nich zluszczala. Wkurzalo mnie trochę. Wiec zrobiłam kilkudniowa przerwę i jest ok. Produkt jak dla mnie Narazie bez rewelacji. Dodam że mam skórę mieszana z T i każdej z nas borykać się jeszcze z krostami. Tak jak kolezanka wspominała w artykule ze cena jej się rozjasnila. Mogę powiedzieć to samo. Ale może nie tyle co cera a jego skórne przybysze na niej. Co do wydajności produktu to jest średnio wydajny. Bo już widzę ze jeszcze z 3 tyg. I koniec. Czy wrócę? Nie wiem. Możliwe ze nie. Szukam jakiegoś antidotum dla mojej cery dalej. :)

    OdpowiedzUsuń
  52. Ależ mi miło! Nawet nie wiesz, jak takie słowa potrafią być budujące!
    Pozdrawiam i dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  53. Nie przeczytałam komentarzy poniżej, bo może jednak znajdzie się jeszcze ktoś oprócz mnie, który polubił się z kremem mikrozłuszczającym. Rozjaśnił mi buzie i po chwilowym wysypie uspokoił. :) Za to żel okrutnie wysuszył mi cerę i się znielubiliśmy. Wolę jednak żel z Soray.

    OdpowiedzUsuń
  54. Ja nie polubiłam wersji z drobinkami, natomiast żel normalizujący był w porządku:)

    Dziękuję za miłe słowa, pozdrawiam gorąco:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze:)

Aby nasza dyskusja miała sens, na Wasze pytania odpowiadam pod postem.
Jednocześnie informuję, że komentarze oparte tylko i wyłącznie na spamie, będą usuwane.

Pozdrawiam serdecznie:)