LUSH, Catastrophe Cosmetic - świeża maska do twarzy

Przetestowanie wybranych kosmetyków z asortymentu brytyjskiej marki LUSH od dawna było moim cichym marzeniem, więc gdy tylko nadarzyła się sprzyjająca okazja postanowiłam z niej skorzystać. Tak oto w moje ręce wpadły trzy produkty - pewniaki, zbierające w sieci mnóstwo pozytywnych opinii. Jednym z nich jest maseczka do twarzy Catastrophe Cosmetic, której walory postaram się dziś opisać, wodząc Was tym samym na pokuszenie :) A przyznaję - jest czym kusić...
LUSH, Catastrophe Cosmetic, maseczka do twarzy, naturalna maseczka, kosmetyki naturalne
Maseczka Catastrophe Cosmetic została stworzona z myślą o osobach mających tłustą i trądzikową cerę. Jej zadaniem jest kojenie miejsc dotkniętych zmianami oraz zapobieganie nowym. Pielęgnacja tego rodzaju cery wymaga dużej dozy ostrożności i starannego dobierania kosmetyków, dlatego tak ważne jest, by były najwyższej jakości. W trosce o nienaganny wygląd naszej skóry, LUSH stworzył maseczkę absolutnie genialną, a jednocześnie niezwykle delikatną.

Samo opakowanie to bardzo oszczędne w ozdoby i zbędne detale plastykowe, zakręcane pudełeczko. Etykiety informacyjne ze składem, sposobem używania, terminem ważności - standardowe rozwiązanie. W środku znajduje się świeża maska, którą trzeba przechowywać w lodówce, gdyż jest zupełnie pozbawiona jakichkolwiek substancji konserwujących. Sama natura w najczystszej postaci:) Czas, jaki mamy na jej zużycie to 4 tygodnie... u mnie właśnie ten termin mija, więc i maska dobija już denka. Nie musicie się obawiać, że będą trudności z jej zużyciem - 75g to nie tak dużo.

Skład: Calamine Powder, Talc, Irish Moss Gel (Chondrus Crispus), Fresh Blueberries (Vaccinium Myrtillus), Glycerine, Almond Oil (Prunus Dulcis), Rose Absolute (Rosa Damascena), Chamomile Blue Oil (Matricaria Chamomilla), Sweet Wild Orange Oil (Citrus Sinensis), Limonene, Perfume, Colour 18050

Maska ma postać gęstej pasy, w której zanurzone są kawałki jagód. Gdy otworzyłam ją po raz pierwszy, owoce wyglądały tak, jakby ktoś dosłownie przed momentem zerwał je z krzaczka, specjalnie dla mnie. Niestety w trakcie używania popękały i na zdjęciach widoczne są jedynie pozostałe skórki :) Zauważyłam, iż najlepiej aplikować maseczkę na lekko zwilżoną skórę - dzięki takiemu zabiegowi gęsta pasta doskonale przywiera do powierzchni i łatwiej rozprowadza się po twarzy. Producent zaleca trzymać ją na skórze 5-10 minut...ja sobie nie żałowałam tej przyjemności i z pełną premedytacją przedłużałam czas działania do 30 minut :)
Zapach... wiadomo - kwestia indywidualna, jak dla mnie nijaki, na pewno nie wyczujemy apetycznego aromatu jagód. Rzekłabym, że jest ziemisty, osobiście kojarzy mi się z zapachem drożdży :) Nie jest to najprzyjemniejszy zapach ale mi on szczególnie nie przeszkadza, jest mi zupełnie obojętny albowiem to, co niesie za sobą aplikacja tej maski, całkowicie rekompensuje wszelakie aromatyczne niedogodności.
Catastrophe Cosmetic to prawdziwa cudotwórczyni! Skóra zmienia się w oczach - ze zmęczonej, poszarzałej i przesuszonej w miękką, rozjaśnioną i wspaniale odżywioną. Gdybym miała opisać ją jednym słowem... pierwsze jakie przychodzi mi do głowy to kompres. Skóra zyskuje niesamowitą jędrność i elastyczność. Do tego fajnie działa na skórę jej chłód - odpręża i relaksuje, co po ciężkim dniu jest nad wyraz wskazane :)
Niezwykle udaną kombinacją okazało się dla mojej skóry aplikowanie jej po mocnej, oczyszczającej maseczce, która lekko wysusza i  ściąga. Po gruntownej renowacji serwowałam jej bohaterkę dzisiejszej notki. Olejki zawarte w składzie uwalniały swoje moce ze zdwojoną siłą! Skóra odzyskiwała witalność, a drobne krostki i zaczerwienienia znikały.
Maska nie zastyga zupełnie, nie przypomina glinkowego suchara - lekko tężeje ale w żaden sposób nie ogranicza naszych ruchów. Zmywanie nie przysparza większych problemów, jednak dobrze jest ją wstępnie zwilżyć, by zapobiec osypywaniu. 

Ach, jedyne co mi pozostaje to tęsknić za nią i jej siostrami - świeżynkami :) Z chęcią poznałabym inne ale problemy z dostępnością zapewne lekko to chciejstwo opóźnią. No nic, pozostaje uzbroić się w cierpliwość i wyczekiwać kolejnej sprzyjającej okazji. Teraz przynajmniej wiem, że warto czekać :)


Jakie jest Wasze zdanie o kosmetykach marki LUSH? Znacie, pragniecie, czy są Wam obojętne?


IVONA

Spodobał Ci się ten tekst? Pozostańmy proszę w kontakcie: zostaw komentarz, daj lajka lub udostępnij swoim znajomym.
Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj blog poprzez Bloglovin, możesz także kliknąć w gadżet Obserwatorzy.
Więcej o mnie dowiesz się na Instagramie.
Dziękuję, że jesteś i do zobaczenia!

    KOMENTARZE:

35 komentarze:

  1. pierwszy raz widzę ją na oczy

    __________________
    sycylijska cytryna na
    WWW.JUSTYNAPOLSKA.BLOGSPOT.COM

    OdpowiedzUsuń
  2. mam świra na punkcie takich kosmetyków :)

    http://joannok.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam takie kosmetyki, zazdraszczam że mogłaś skorzystać. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie skusiłaś , podejdę do sklepu ;)
    Hahaha tak mam 350 m od pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam nadzieję, że w końcu wprowadzą Lusha do Polski...
    Ja także mam ograniczony dostęp, pozostaje mi niemiecki sklep internetowy ;-)
    Z trzech kosmetyków tej marki, które miałam do tej pory, tylko jeden dobrze się u mnie sprawdził, a mianowicie suchy szampon. Natomiast czyścik do twarzy oraz galaretka pod prysznic okazały się trudnymi współpracownikami ;-)
    Niemniej jednak twoja maska prezentuje się super! Wielki plus za skład :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że zapach mało ma wspólnego z jagodami. W zasadzie częściowo do mojej skóry mogłaby być - mam mieszaną, ale czasami trądzik też mnie dotyczy. Ale fajnie, że poza tym się sprawdzila ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie pragnę, choć Lush to dla mnie kompletna abstrakcja :) Opowiadałam Ci jak miałam okazję wejść do ich sklepu i kupić conieco, ale byłam głupia i nie skorzystałam, ehh... A dziś byłabym szczęśliwą posiadaczką kilku Lushowych rarytasów :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam tę maskę :) Mimo, że mam suchą skórę to lubię ją od czasu do czasu porządnie oczyścić w czym ten produkt mi pomagał :) Świetnie oczyszcza, odżywia i wg mnie świetnie pachnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Justyna Wiśniewska16 listopada 2014 17:00

    A ja nie miałam i chyba prędko się nie skusze ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja już kiedyś pisałam, że mi Lush bardzo podpasował. Tej akurat nie miałam, ale jest na liście więc prędzej czy później się spotkamy :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Próbuję sobie przypomnieć czy znam tę maseczkę ale za cholerę nie pamiętam już jakie testowałam a jakich nie. Życzę Ci szybkiego spełnienia LUSHowych marzeń :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakiś czas temu dowiedziałam się o marce LUSH i w tym roku mam zamiar sprawić sobie coś z tych cudeniek na święta i przetestować. :D Bardzo mnie ciekawią!

    http://societygirl-testuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. bardzo lubię, świeże maseczki także są wśród lubisiów, jak i osławiony (przyznaję, że nie bez kozery) Angel:)
    Ogromnie się cieszę, że miałaś przyjemność:D


    :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Farciara! Też tak chcęęęę...kiedyś były przymiarki do otwarcia w Polsce salonu LUSH ale chyba wszystko spaliło na panewce i plotki ucichły:(

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też mam taką nadzieję Justynko...kiedyś były nawet takie pogłoski ale jakoś rozeszło się po kościach:(
    Mam czyścik i jestem nim zachwycona! To prawda, potrzebuje więcej uwagi niż tradycyjny żel ale na nią zasługuje; zresztą ja mam doświadczenie w takich formułach, bo czarne mydełko Organique też wymagało zabawy:)
    Galaretka pod prysznic...brzmi zachęcająco:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak, mocno jagodowy aromat byłby tu niewątpliwie atutem:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wciąż zastanawiam się, jak mogłaś nie skorzystać z takiej okazji! No nic... może jeszcze będziesz miała szanse wypróbować te smakołyki:)

    OdpowiedzUsuń
  18. U mnie mocnego, oczyszczającego efektu nie było, bardziej nawilżenie i zmiękczenia ale ja mam inny typ cery, więc i działanie może się różnić:) Dogłębne oczyszczenie daje mi druga z moich lushowych masek ale o niej również będzie wkrótce post... powiem tylko, że zachwyciła mnie tak samo jak CC :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie interesuje Cię asortyment LUSH, czy ogranicza dostępność?

    OdpowiedzUsuń
  20. Tak, pamiętam Twoje recenzje Kasiu:) a ja kiedyś pisałam, że jak polubię się z lushowym asortymentem, to będę miała ochotę na więcej... no i masz ci babo placek, stało się to, czego się obawiałam!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zazdroszczę, że masz do ichniejszego asortymentu łatwy dostęp:) z przyjemnością popróbowałabym coś jeszcze, więc tym bardziej dziękuję za Twoje życzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Masz już jakąś listę, czy pójdziesz na żywioł?

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja również się cieszę Pati ale - niestety - chcę więcej!
    Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  24. no bo apetyt rośnie w miarę jedzenia...;)
    największy kłopot z tymi świeżymi maskami leży w ich krótkiej dacie przydatności, w kontekście wysyłki oczywista... bo dla mnie to nie byłby problem, ale holipa weź potem zużyj w 2,5 tygodnia w azie czego...

    :*

    OdpowiedzUsuń
  25. Z tą dostępnością to też tak sobie ;) do najbliższego sklepu mam kilka godzin drogi a za internetową wysyłkę strasznie zdzierają ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. No dokładnie, zupełnie nie opłaca się ich wysyłać... ale dziękuję za chęci:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ach, no to faktycznie, nie tak różowo jak myślałam:)

    OdpowiedzUsuń
  28. hah, nie ma oczywista za co... ale też nie wszystko ma datę 1 miesiąc, jakby co;)

    OdpowiedzUsuń
  29. a tak, tak, wiem:)
    jakby co...:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Mam nadzieję że kiedyś trafię. :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Pewnie zwrócę uwagę jedynie na zapachy, a poza tym żywioł! :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Uwielbiam kosmetyki Lush, a maseczkę też miałam. Moim nr 1 jest Cosmetic Warrior, również na problemy z cerą :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Brałam tę właśnie maseczkę pod uwagę ale koniec końców zdecydowałam się na CC:) będę pamiętała, dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
  34. Moja córa opowiadała mi, że w sklepie można zwariować od tych wszystkich wspaniałych zapachów:) do tego obsługa jest niezwykle życzliwa i pomocna:) także... udanych łowów:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Dziękuję bardzo!:) Myślę, że córka mówi prawdę bo od takich cudeniek naprawdę można zwariować. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze:)

Aby nasza dyskusja miała sens, na Wasze pytania odpowiadam pod postem.
Jednocześnie informuję, że komentarze oparte tylko i wyłącznie na spamie, będą usuwane.

Pozdrawiam serdecznie:)