Bujany Fotelik - kolejne przeczytane

Odrobinę rozjechała się moja książkowa seria - mam delikatne tyły, więc spieszę nadrobić, co zaniedbałam. Dziś kolejne tytuły, które miałam okazję przeczytać, i choć nie wszystkie okazały się być interesujące, to obcowanie z książką samo w sobie jest na tyle błogie, że nawet te nietrafione pozycje dają swego rodzaju satysfakcję i otwierają nasz umysł na nowe bodźce. Nie umiem odmówić sobie tej przyjemności i nawet jeśli aktualnie czytana książka okaże się dla mnie niezbyt ciekawa i wciągająca, to chociażby dla własnego komfortu psychicznego - muszę ją dokończyć. Też tak macie? Rezygnujecie z dalszego czytania, jeśli dany tytuł nie porwie Was za serce już od pierwszego rozdziału, czy kontynuujecie mimo wszystko?



"Motyl" Lisa Genova; liczba stron 424
Alice Howland zaczyna tracić pamięć. Lekarze kładą to na karb zmęczenia i stresu. Ale mylą się. Alice jest profesorem Harvardu, uprawia Jogging i korzysta z życia, jest spełnioną kobietą. Diagnoza, Alzheimer o wczesnym początku, jest dla niej wyrokiem. Kobieta musi pogodzić się z tym, że niebawem straci swoją tożsamość. Zapomni kim jest, co kocha, a czego nienawidzi. Przestanie poznawać swoje dzieci. Próbuje się przed tym bronić tworząc w swoim komputerze, niczym dodatkowy dysk pamięci, specjalny folder o nazwie: Motyl…

Dobra, naprawdę dobra książka! To była jedna z lepszych lektur ostatnich tygodni - czyta się ją szybko, a każda kolejna stronica powoduje coraz głębsze i mocniejsze reakcje. Dziwnym doświadczeniem było poznawać historię Alice, która z dnia na dzień dowiaduje się o swojej chorobie, z perspektywy samej bohaterki. Nikt nie opowiada za nią, książka nie przypomina poradnika w stylu Jak pomóc?, czy Jak żyć, gdy bliska osoba zachoruje? - jest to poruszająca opowieść osoby dotkniętej tą okrutna i wyniszczającą chorobą. Motyl dostarcza nam nie tylko mnóstwa emocji ale przede wszystkim wiedzy... dowiadujemy się, jak Alzheimer pożera umysł i ciało, jak widzi i czuje osoba chora, jak dzień po dniu traci kontakt z rzeczywistością, jak trawi jej wnętrze i to, co dostrzegalne na zewnątrz, jak wysysa wszystko, co najcenniejsze pozostawiając pusty i kompletnie bezwartościowy wrak. To jedna z tych książek, które trzeba przeczytać, chociażby dla dostrzeżenia tego, co na co dzień jest dla nas niewidoczne.

"Miłość Peonii" Lisa See; liczba stron 400
Romans obyczajowy z akcją w XVII-wiecznych Chinach pióra sławnej autorki. Oryginalna historia miłosna rozgrywająca się na Ziemi i w zaświatach, kronika rodzinna, egzotyczne obyczaje, rola kobiety w tradycji Wschodu. Szesnastoletnia Peonia, urodziwa i majętna, na kilka miesięcy przed ślubem z nie znanym sobie mężczyzną, zakochuje się w poecie Renie. Umiera na "miłosną chorobę" nie wiedząc, że to właśnie on był jej przeznaczony. Ale w chińskiej tradycji świat żywych przenika się ze światem duchów i Peonia wciąż może zostać jego żoną. By tak się stało, musi pokierować wszystkim z zaświatów...

Lisa See jest jedną z moich ulubionych autorek, jej pióro jest niebywale lekkie, przez co powieści niemal pochłania się za jednym podejściem. Jednak ta książka nie zaskoczyła i nie zainteresowała mnie tak, jak chociażby Dziewczęta z Szanghaju. Momentami odkładałam ją znużona i nie planowałam powrotu ale, jak to ja, musiałam ją pokonać... tak, pokonać to dobre określenie. Łatwo nie było. Nie tego spodziewałam się po pani See, która przyzwyczaiła mnie do malowniczego, a jednocześnie dobitnego i prostego języka - tu było wszystkiego za dużo. Za dużo opisów, za dużo naiwności głównej bohaterki, za dużo chińskiej kultury, za dużo rodzinnych tradycji. Jedyne, czego było za mało to akcji i poczucia, że coś się dzieje. Gdyby Miłość Peonii była pierwszą powieścią autorki, jaką miałabym okazję przeczytać, zapewne w jakimś stopniu mogłaby mnie wciągnąć. Ale nie jest, dlatego poczułam lekki przesyt kulturą wschodu. Jeśli lubicie takie klimaty, polecam, jednak nie oczekiwałabym na Waszym miejscu zbyt wiele. Według mnie to takie rozlazłe romansidło do bólu przesiąknięte azjatycką kulturą.

"E-migranci. Pół roku bez internetu, telefonu i telewizji" Susan Maushart; liczba stron 336
Książka napisana przez dziennikarkę, która wraz z trójką swoich dzieci na pół roku całkowicie odcięła się od nowoczesnych technologii – internetu, smartfonów, telewizji i konsoli, a przez pierwszy tydzień nawet od elektryczności. Opisała przebieg i skutki tego pasjonującego eksperymentu, który w zaskakujący i błyskotliwy sposób ukazuje, jak nowe technologie wpływają na nasze życie. To nie jest książka skierowana przeciwko nim i wygodzie, jaką zapewniają, to jest książka o tym, jak mieć nad tym wszystkim kontrolę i nie stracić najważniejszych w życiu bezpośrednich relacji z innymi ludźmi.

Ta książka to stosunkowo nowa pozycja w moim zbiorze. Zazwyczaj nowości musiały cierpliwie czekać na swoją kolej ale dla tego tytułu zrobiłam wyjątek! Ciekawość niemalże mnie zżerała. Tak bardzo chciałam wiedzieć, jak ten eksperyment naprawdę wyglądał. Powiem tak - pomysł genialny ale sposób, w jaki autorka go przekazała sprawił, że cały potencjał zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ok, jestem w docelowej grupie wiekowej - dla nas, pokolenia dzisiejszych 30- i 40-latków, ta książka powoduje, że przeglądamy się w niej jak w lustrze. Kilka razy zdarzyło mi się nawet uśmiechnąć potakująco pod nosem ale ogólny zarys i irytujące momentami tłumaczenie niemal wszystkiego sprawiało, że książka stawała się nudna i łapałam się na przelatywaniu treści wzrokiem w celu ominięcia tych wszystkich liczb, nazwisk, statystyk i  badań naukowych, które miały być dowodem na to, jak bardzo media zepsuły życie nastolatków i jak ogromny mają na nas wpływ.
"W erze cyfrowej przyjaciele i fotografie mają wiele wspólnego. Jednych i drugich można mieć bez liku, ale gdy potrzebujesz kilku naprawdę dobrych, spróbuj coś znaleźć w tej masie..."
Za dużo statystyk, za mało tego, co miało być kluczowe. Przeczytałam ale bez większego entuzjazmu... a zapowiadała się tak fajnie...:)

 
Przeczytaliście ostatnio coś ciekawego? Jaki tytuł moglibyście mi polecić? 

Pozdrawiam:)


IVONA

Spodobał Ci się ten tekst? Pozostańmy proszę w kontakcie: zostaw komentarz, daj lajka lub udostępnij swoim znajomym.
Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj blog poprzez Bloglovin, możesz także kliknąć w gadżet Obserwatorzy.
Więcej o mnie dowiesz się na Instagramie.
Dziękuję, że jesteś i do zobaczenia!

    KOMENTARZE:

11 komentarze:

  1. Ja nie wiele z ksiazek nudnych nie dokonczyłam ... Zazwyczaj zmęcze do konca ;) - ostatnio niedokonczona to Bastion Kinga i Klara Izy Kuny .
    Co czytam ostatnio - chyba trochę cięższy gatunek niż Ty - Blaszany bębenek ,Grassa , Kobiety Dyktatorów, Ducret , Diego i Frida, Clézio , czyli biografia i historia ;) i właśnie otwieram - Klaudiusza i Messalinę , Gravesa , czyli znowu historia , tym razem starożytna i zbetryZowana .



    Ach i Zafona tez lubie . Tak wogole

    OdpowiedzUsuń
  2. "Motyl" wydaję się naprawdę interesującą lekturą :) Coraz częściej sięgam po dobrą książkę i muszę ci przyznać racje, nawet te nie-za-dobre czyta się miło i przyjemnie, głównie ze względu na samą czynność :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dwa pierwsze tytuły mnie zaintrygowały. Ja jestem z tych, co muszą skończyć książkę, nawet jak nudzi. Jeden wyjątek jaki zrobiłam " 50 twarzy Greya" w połowie wymęczyłam, ale potem stwierdziłam, że nie da się tego szmelcu czytać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciekawiła mnie pierwsza książka, chociaż "E-migrantów" też chciałabym przeczytać. Zajrzyj na mój profil na "Lubimy czytać", tam jest wszystko co przeczytałam ostatnimi czasy:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zainteresowałaś mnie szczególnie pierwszą pozycją czyli "Motyl' - a mam podobnie jak Ty że każdą książkę muszę przeczytać do końca choć czasami zdarza mi się ją odłożyć np na tydzień ale końcem końców i tak ja doczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście książki o tematyce historycznej to nie moja bajka, choć biografie - już tak:)
    mam chęć przeczytać Kobiety Dyktatorów, bo wydaje się być prawdziwą ciekawostką, a ja lubię takie 'smaczki' :)

    Ach, bo Zafon to wspaniały pisarz, bez dwóch zdań!

    OdpowiedzUsuń
  7. Motyl daje zupełnie inny obraz choroby, niż ten który serwują nam źródła ogólnodostępne; można poznać ją niemalże od kulis; wspaniałe ale i poruszające przeżycie...i potrafi obudzić dziwne emocje, takie dogłębne:)
    Czasem, jak trafię na takiego książkowego 'bubla' potrafię męczyć go tygodniami ale w końcu przeczytam... trochę mnie to drażni, bo zazwyczaj czytam tylko jedną pozycję, dlatego jakiś nieciekawy gniot powstrzymuje mnie przed sięgnięciem po kolejną lekturę:)

    OdpowiedzUsuń
  8. 50 twarzy nawet nie miałam ochoty przeczytać... nie interesują mnie takie tematy, bo i cóż odkrywczego mogłabym w niej znaleźć? :)
    więc absolutnie nie dziwię się, że nie dałaś rady, też bym chyba nie dała haha:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaproszenie przyjęte - byłam, zobaczyłam, zostałam...lubię podglądać co ciekawego czytają inni, można znaleźć ciekawe inspiracje:)

    OdpowiedzUsuń
  10. haha...mam tak samo - męczę taki tytuł po kawałku ale w końcu kończę, dla własnej satysfakcji:)
    a Motyla polecam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tych książek jeszcze nie czytałam. Zapiszę sobie, by pamiętać o "Motylu" :) U mnie bywają książki, które rzucam w kąt i już nigdy do nich nie wracam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze:)

Aby nasza dyskusja miała sens, na Wasze pytania odpowiadam pod postem.
Jednocześnie informuję, że komentarze oparte tylko i wyłącznie na spamie, będą usuwane.

Pozdrawiam serdecznie:)