Nie kupuję podróbek!


Siedzę przy biurku. Pracuję. Rozglądam się wokół siebie - nic. Zerkam z szerszej perspektywy, omiatam wzrokiem cały pokój - nic. Lecę dalej... łazienka, kuchnia, szafka z kosmetykami, garderoba, szafka z butami na przedpokoju - nic. Sięgam zatem w odmęty pamięci, przywołuję wspomnienia, obrazy, fakty - nic. Grzebię w niej bezskutecznie, szukając odpowiedzi na moje rozważania. Nic. Nie ma. I - co najciekawsze -nigdy nie było.
Czy to przypadek? Chyba niekoniecznie. Zapewne to mój wybór. Dziwne? Patrząc na znajomych, osoby mi bliższe lub zupełnie obce - chyba tak.

Właśnie uświadomiłam sobie, że nigdy, przenigdy nie miałam podróbki!


Rozmawiam z kolegą. Na jego ręku migoce złoty zegarek. Przyglądam się... no, no - Giorgio Armani. Wow! myślę sobie. Wiedziona wrodzoną ciekawością pytam, ile za to cudo wziął był zapłacił:D


...3 stówy za niego dałem, to replika , odpowiada dumnie, a skala jego zadowolenia w jednej chwili przekracza wszelkie normy, wzbija się w powietrze i zatacza coraz szersze kręgi:D. Jest wniebowzięty, że zauważyłam i z dziką satysfakcją zaczyna gestykulować, machając mi - niby to przypadkiem - świecidełkiem przed nosem.
3 stówy?Toż to żadna replika!To zwyczajna podróba! odpowiadam.
No wiesz...pff... odwrócił się na pięcie i tyle go widziałam.
W jednej chwili jego świat legł w gruzach. Ta błyszcząca namiastka prestiżu i bogactwa, stała się powodem frustracji.

Dlaczego niektórzy świadomie kupują wątpliwej jakości falsyfikaty?


Wiadomo - żeby pokazać otoczeniu, że są kimś, że ich stać! Noszenie drogiego przedmiotu - który jako podróbka jest tani - to synonim luksusu, dzięki któremu możemy przynależeć do określonej części społeczeństwa lub nawet być od niej lepszym. Proste.


*****
W moim rodzinnym domu nigdy się nie przelewało. Rodzicielka liczyła każdy grosz, dokonując trudnego wyboru na co go przeznaczyć. Dwoje dzieci, to morze potrzeb. Nauczyłam się szanować pieniądz. Nie mam tu na myśli skąpstwa, co to, to nie i wierzcie - daleko mi do zachowań typowego dusigrosza. Lubię spełniać swoje zachcianki, w końcu uczciwie na nie zarabiam, jednak do zakupów staram się podchodzić w sposób racjonalny, a do tego - zawsze muszę mieć oszczędności. Czuję się wtedy bezpieczniej i bardziej komfortowo. Wiem, że jakiś nagły, niespodziewany wydatek nie spowoduje większych problemów finansowych, ponieważ jest coś w zanadrzu, jak to mówią - na czarną godzinę.
Oczywiście nie będzie to rozprawa o moich sposobach oszczędzania. Zwyczajnie chciałam nakreślić sytuację, w której teoretycznie byłoby mnie stać na kupno pewnych produktów, aczkolwiek z różnych względów odwlekam to w czasie.
Dlaczego?

Mierzę siły na zamiary

Wyznaję zasadę, by swoje siły mierzyć na zamiary. Na niektóre, wymarzone artykuły jestem zmuszona odkładać miesiącami, by nie były odczuwalnym uszczerbkiem dla domowego budżetu, tym bardziej, jeśli są to tylko i wyłącznie moje chciejstwa, dla pozostałej dwójki domowników absolutnie zbędne. Tak było w przypadku lustrzanki Canona, o której marzyłam od dawna, a której zakup doszedł do skutku w maju tego roku... zresztą, nie omieszkałam się tym pochwalić, a jakże:).
Uwielbiam nosić markowe ciuchy, akcesoria, czy używać kosmetyków z wyższej półki. Wiadomo...kobieta:D. Jednak nigdy nie zdecydowałabym się, aby kupić torebkę, perfumy, czy buty z logo luksusowej marki tylko po to, aby pochwalić się, że mnie stać. Tym bardziej, jeśli wiedziałabym, że jest to zwyczajna, tandetna, bazarowa podróba.

Świadomość, że noszę atrapę, nie dałaby mi spokoju i źle bym się czuła sama ze sobą.Gryzłoby mnie sumienie, a nowy nabytek byłby odzwierciedleniem mojej słabości, serio.Czułabym się tak samo tanio, jak tania była dana rzecz! 

Naprawdę, wolałabym nie mieć danego przedmiotu lub oszczędzać na niego kolejne dwa miesiące, niż świadomie kupić mierną kopię.
Do tego mam dziwną manię sprawdzania źródła pochodzenia danego towaru i jeśli jakiś szczegół wzbudzi moje wątpliwości, to wolę zapłacić więcej, by mieć pewność, że jest to na pewno oryginał!

To jest nielegalne!

W swoich dywagacjach nie skupiam się na (nie)legalności tego procederu. Wszyscy wiedzą, że handel podrobionym towarem jest zakazany i karalny, a jednak kwitnie w najlepsze i - co najgorsze - ma się całkiem nieźle. Jednak tę kwestię pozostawiam bez komentarza. Każdy z nas ma wybór i to, czy zgadzam się z takimi praktykami, czy jestem im przeciwna, nie sprawi, że znikną z rynku. Żeby jednak była jasność - jestem absolutnie na nie!


Co skłoniło mnie do napisania tego artykułu? Otóż kilka tygodni temu miałam okazję kupić zegarek MK. Ci, którzy śledzą moje blogowe poczynania wiedzą, że jest to moje marzenie i chciejstwo, które umieściłam na liście pragnień. Wiem, że oryginalny model kosztuje w granicach tysiąca złotych. Ja miałam możliwość kupienia go za połowę tej kwoty. W całej tej nie lada okazji cenowej był jeden szkopuł, który przyczynił się do decyzji odmownej: zegarek był podróbą!
Daję słowo - wolę dalej nosić swojego srebrnego Timexa, niż udawać radość z kupna podrobionego, złotego Korsa.
Ot! I cała  historyja!


Ufam, że podzielicie się swoją opinią na ten temat. Co myślicie o świadomym kupowaniu falsyfikatów?


IVONA

Spodobał Ci się ten tekst? Pozostańmy proszę w kontakcie: zostaw komentarz, daj lajka lub udostępnij swoim znajomym.
Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj blog poprzez Bloglovin, możesz także kliknąć w gadżet Obserwatorzy.
Więcej o mnie dowiesz się na Instagramie.
Dziękuję, że jesteś i do zobaczenia!

    KOMENTARZE:

40 komentarze:

  1. Nie wiem czemu ludzie tak kupują, może czasem jest to nieświadome.
    Sama ostatnio zastanawiałam się nad kupnem wyjątkowo taniej rzeczy i stwierdziłam, że albo jakieś trefne albo podróba i nie kupiłam, bo za wielkie okazje są jakoś podejrzane:(

    OdpowiedzUsuń
  2. W pełni podzielam Twoje stanowisko! Naprawdę nie rozumiem, jak można się cieszyć z podróbki zegarka MK, skoro to nie jest zegarek MK. Dla mnie to zupełny paradoks i naprawdę wolałabym kupić w tej cenie zegarek innej, tańszej marki, ale naprawdę jej. Tym bardziej, że wybór na rynku jest naprawdę spory i z pewnością znalazłabym model, który by mi odpowiadał, zarówno pod względem wizualnym, jak i cenowym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedyna "podróba" jaką mam to torebka tom&eva stylizowana na torebkę Korsa, tyle że jak ją kupowałam nie miałam pojęcia, kto to Michael Kors. A i tak jakoś mi teraz głupio i podświadomie po nią już nie sięgam. Choć teraz już sama nie wiem, może mam jeszcze w domu jakieś podróby, ale jeżeli tak, to kupione zupełnie nieświadomie. Ale właśnie: czy tu się sprawdza zasada, że "nieznajomość prawa nie zwalnia nas z jego przestrzegania"?

    OdpowiedzUsuń
  4. Justyna Wiśniewska20 października 2014 19:35

    Ja niestety nie mogę pozwolić sobie na nic 'oryginalnego' ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też miałam koleżankę, która z dumą nosiła kurtkę "DG" i parę innych rzeczy kupionych gdzieś w Raszynie. Wszystkie te pozłacane rzeczy, stylizowane na znane modele, wyglądają najczęściej po prostu tandetnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz fantastyczne podejście, oby jak najwięcej ludzi myślało podobnie! Ja sama mam kalosze bardzo podobne do melisek, ale kupione w osiedlowym sklepie obuwniczym. Nie uważam tego za zbrodnię, ale powiem tak - zakup tej konkretnej pary dał mi się we znaki podczas używania, ponieważ są to po prostu niewygodne buty (nawet dzisiaj je pokazałam u siebie) :) Także mam za swoje. Czy mimo to będziesz mnie lubić? ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dlatego właśnie skupiłam się na ŚWIADOMYM kupowaniu podróbek; nie mam na myśli sytuacji, gdy trafiliśmy na okazję cenową i nabyliśmy produkt, który okazał się być kopią i zostaliśmy zwyczajnie oszukani;

    masz rację-super hiper atrakcyjna oferta prawie zawsze śmierdzi i trzeba być czujnym, by nie paść ofiarą oszusta:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dokładnie Aniu! Na rynku znajdziemy ogromny wybór interesujących nas przedmiotów; jesli poruszamy kwestię zegarka...mnóstwo fajnych modeli ma Fossil, a ceny bardziej przystępne, dlatego wolałabym kupić porządny zegarek tejże właśnie marki, niż kupić podróbę Korsa tylko po to, by pokazać ŻE TO KORS:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz super podejście! Ja tez to tak widzę!
    Wole mieć jedna rzecz ale orginalna a nie 10 podrob. Wiem ze wielu nie stać na drogie markowe rzeczy ale lepiej oszczędzać i mierzyć siły na zamiary niż łazić z podróba zegarka czy torby z gliwa w chmurach.
    Nie trawie tego i sorry ale nie akceptuje! Najgorsze sa te wszystkie MK , Prady, LV itd tanie podroby! Sama sprzedałam swoja torbe LV bo ciagle mnie pytano czy to orginal czy podróba. Zostały mi 3 szaliki i czasem tez mnie ktos spyta czy to czasem nie szaliki i Turcji.. Chociaż te osoby co mnie znają to wiedza ze ja podroby bym nie założyła. Wole zebrać i kupić cos co jeszcze jakościowo długo przetrwa!

    OdpowiedzUsuń
  10. Dokładnie tak samo myślę. Noszenie podróbek jest po prostu żenujące. To takie dowartościowywanie na siłę. Zresztą podobnie jak druga strona medalu, czyli snobizm. Jak czasami patrzą na ludzi, którzy płacą krocie, żeby pochwalić się metką, właściwie cali oblepieni są matkami, to stawiam ich na równi z wielbicielami podróbek.

    OdpowiedzUsuń
  11. Justynko, to, że Cię nie stać to nie jest powód do wstydu:) mnie też nie stać na wiele rzeczy, które bym chciała i choćbym dała się poćwiartować, to nie wysuplę z portfela więcej, niż mogę:)uwierz, wolę kupić coś w lumpeksie albo chociażby na targu, niż nosić tanią podróbę!
    pytanie brzmi, czy to, że Cię nie stać sprawi, że kupisz atrapę tylko dlatego, żeby mieć coś niby drogiego, czy znajdziesz alternatywę?o to wszystko się rozchodzi:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wydaje mi się Ewuniu, że 'przypadek' Twojej torby, to jednak inna sprawa...na rynku mnóstwo jest artykułów stylizowanych na te drogich, luksusowych marek i dopóki nie jest to torebka z wdzięcznie wiszącym, błyszczącym logo MK ale kupiona za 20zł na tureckim bazarze, to nie jest to typowa podróba:)
    Co do zasady...na rynku roi się od oszustów żerujących na naszej niewiedzy i często jest tak, że naprawdę jesteśmy nieświadomi tego, że kupujemy falsyfikat; najwłaściwszym rozwiązaniem będzie wzmożona czujność, niech chęć posiadania nie zaślepi nas na tyle, by stracić zdrowy rozsądek:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochana, to tak, jakbym czytała swoje własne przemyślenia :-) Nigdy przenigdy nie mogłabym nosić podrób!
    Ponad pół roku temu spełniłam swoje marzenie o pewnej drogiej torebce, której model często jest podrabiany. Długo na nią oszczędzałam, ale wolałam zaoszczędzić, niż kupić 50 razy tańszą, nawet najlepszą kopię ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się z Iwonką :-) Jeśli nie mogę sobie pozwolić na coś oryginalnego, to szukam alternatywy w sieciówkach. Wszystko jest lepsze, niż paradowanie w podrabianych rzeczach ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. A ten Kors to nie czasem z Groupona? B tam są MK po 500zł, dziwnie tanio...

    OdpowiedzUsuń
  16. Podoba mi się i Twoje podejscie i sposob, w jaki to napisalas :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo lubię markowe ubrania, dodatki czy kosmetyki. Ale markowe, a nie udające takowe. I szczerze mówiąc nie rozumiem kupowania podróbek. Jak może przyjemność sprawić coś co wcale nie jest tą oryginalną rzeczą? Abstrahuje tutaj od rzeczy "stylizowanych na" bo to jeszcze inny wątek, mówię o towarach ewidentnie będących podróbkami.
    A już fenomenem totalnym są dla mnie podróbki kosmetyków kolorowych. Przecież ten produkt nie ma nic wspólnego z oryginalnym, ma zupełnie inne właściwości. Podrobione cienie Chanel zachowają się przecież zupełnie inaczej na powiece? Gdzie jest ich wartość dodana?

    OdpowiedzUsuń
  18. Widzę że trochę nas łączy, ja też muszę mieć jakieś zaskórniaki coby w czarną godzinę je wyciągnąć. A w kwestii oryginalności . U mnie trochę odwrotnie ;D Jak mieszkałam z rodzicami chodziłam od stóp do głów odziana w markowe ciuchy, buty etc.Ale odkąd sama na siebie zarabiam inaczej mierzę pieniądze i nie zawsze mam na tyłku oryginalne spodnie, nie zawsze mam buty za 500 złotych, po prostu czasami muszę zrezygnować bo muszę opłacić coś . Coś kosztem czegoś ;) Ale nie jest mi z tym źle ;) Nie czuję się gorsza, bo zwykłam ludzi oceniać po czynach a nie oryginałach które nosi ;)

    Buziole ;*

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam mieszane uczucia do podrabianych ubrań, pomijam fakt nielegalności tego interesu. Sama miałam kilka zakupionych w legendarnym miejscu, jakościowo nie odbiegały niczym od oryginału inaczej z ceną. Wydaje mi się, że to ona jest głównym punktem dlaczego ludzie wybierają plus to "parcie" na posiadanie drogich rzeczy bo to podwyższa status społeczny. Smutny ten świat czasami.

    OdpowiedzUsuń
  20. Heh, ale trafiłaś :) Mi akurat zegarki Korsa niespecjalnie się podobają, za to właśnie jeden z modeli Fossil wisi na mojej liście rzeczy do kupienia ;P Normalnie czytasz mi w myślach :D

    OdpowiedzUsuń
  21. mam jedną podróbkę, torebkę. Ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że zgubiła mnie moja nieświadomość. Jak każda kobieta lubię markowe rzeczy, ale jeżeli akurat nie mogę sobie pozwolić na większe wydatki, to wolę kupić coś "zwykłego" w sieciówce, zwykłym sklepie czy sh aniżeli obnosić się z podróbkami,

    OdpowiedzUsuń
  22. Haha, ja również lubie ich zegarki; miałam kiedyś jeden model, na pasku, ciężki jak diabli, męski...uwielbiałam go ale musiałam go sprzedać...nie ważne:)
    Sama zastanawiałam się nad pewnym modelem ale cały czas po głowie chodzi mi Kors...jak nie uzbieram do końca roku, to zdecyduję się na Fossila haha:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Och, jaka ja nie lubię tego typu napisów, krzykliwych, rzucajacych się w oczy...kojarzą mi się z kiczem:)taki plastik-fantastik:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Tak, widziałam Twoje kalosze...jak zwykle przeczytałam, choć słowa po sobie nie zostawiłam...czy mimo to będziesz mnie lubić??:)))))

    OdpowiedzUsuń
  25. Właśnie, niektóre modele są tak często podrabiane, że nie wiadomo w końcu, czy to autentyk, czy kopia:)
    i wiem, że MK należy do tej grupy ale ja nie zamierzam nikomu się tłumaczyć...najważniejsze, że ja będę wiedziała:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Poruszyłaś ciekawą kwestię!
    ostatnio na zakupach będąc zobaczyłam kobietę...wszystko markowe, najlepszych firm...torba, złoty sikor na nadgarstku, buty, płaszcz...metki wylewały się zewsząd, z każdego jej zakamarka...a według mnie wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy, bez żadnego ładu, ani składu, nic do siebie nie pasowało;
    chyba niektórym kasa nie pomaga...dobrego gustu i umiejętności podkreślenia swojej kobiecości nie można kupić:)

    OdpowiedzUsuń
  27. I super!Cieszę się razem z Tobą...lepiej jest odłożyć i mieć satysfakcję:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie, nie z Groupona:)
    Właśnie widziałam tę ofertę, rzeczywiście trochę to podejrzane, tym bardziej, że czytałam o podrabianych szczoteczkach do mycia twarzy MIA, które dziewczyny kupiły właśnie z ofert Groupona!

    OdpowiedzUsuń
  29. Oszczędności daja mi poczucie bezpieczeństwa i pewną stabilność finansową, więc muszę być i basta!choć korci mnie nieraz, by uszczknąć coś z konta, to powstrzymuję się...w takich momentach budzi się mój racjonalizm i zdrowe podejście do zakupów...lubię sprawiać sobie przyjemności ale nie są dla mnie najważniejsze:)

    To wspaniałe, co napisałaś "zwykłam ludzi oceniać po czynach a nie oryginałach które nosi" :)
    widzę to dokładnie tak samo i ...żeby była jasność...ja też nie jestem obmetkowana od stóp do głów, zresztą sama wiesz, że często buszuję w lumpeksach, ubieram się też w sieciówkach, nie stać mnie na wszystko, co bym chciała ale nigdy z tego powodu nie kupiłabym podróby:)
    I mnie również nie jest z tym źle...wiem, że światem rządzi pieniądz ale nie dajmy się zwariować...liczy się przede wszystkim to, jaką osobą jesteśmy:) a to, czy masz okulary Diora, czy zwykłe, kupione u optyka...to zupełnie nie ma znaczenia:)
    Buźka:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Aaaa kolorówka...o ile ciuchy jestem jeszcze w stanie zrozumieć, to kupowanie podrobionej pomadki Chanel już nie...gdzie w tym sens, ja się pytam...no chyba, że planujesz nosić ją na szyi, uwieszoną na łańcuszku żeby każdy widział hahhha:)

    OdpowiedzUsuń
  31. w legendarnym miejscu w stolicy??

    :)

    OdpowiedzUsuń
  32. czyli zostałaś oszukana?dobrze rozumiem?
    Też tak myślę i nie wstydzę się powiedzieć, że mnie na coś nie stać...tyle fajnych ciuchów jest w lumpeksach, prawda? można się ubrać za grosze, a i firmówki często się trafią:) ja np.kupiłam sukienkę Guess za 5zł...:)

    OdpowiedzUsuń
  33. oj, co tam się dział...prawdziwe eldorado haha...byłam parę razy, no szał dzikich ciał...wszystko tam można było kupić, a Azjaci wyskakiwali zza każdego rogu haha:) wnętrza kurtek mieli lepiej zatowarowane niż niejeden butik:)))

    OdpowiedzUsuń
  34. Cóż, nic dodać, nic ująć. Metki nie są gwarancją dobrego gustu. Może szczęścia i dowartościowania się... dla co niektórych :)

    OdpowiedzUsuń
  35. No to trzymam kciuki żeby udało Ci się spełnić marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Dziękuję Aniu:) Tobie również życzę spełnienia fossilowego marzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  37. Emilko!No wiesz?!! Bądźmy profesjonalistkami...!!!!

    ...ok:)
    i jeszcze...koniecznie...
    F4F??

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze:)

Aby nasza dyskusja miała sens, na Wasze pytania odpowiadam pod postem.
Jednocześnie informuję, że komentarze oparte tylko i wyłącznie na spamie, będą usuwane.

Pozdrawiam serdecznie:)