Dr Irena Eris, Body Art, Pro-nawilżająco-brązujący balsam do ciała anty-aging

Odrobina słońca w tubce, tak w dużym uproszczeniu można określić ten produkt.Dzięki uprzejmości Pani Magdaleny, mogłam na własnej skórze przekonać się o jego właściwościach i posmakować subtelnej opalenizny, gdy sezon na tę naturalną dopiero się rozkręcał.Jeżeli z jakichś powodów nie znajdujecie przyjemności, lub przed korzystaniem z kąpieli słonecznych powstrzymują Was aspekty zdrowotne, powinnyście koniecznie wypróbować balsam, który -co prawda-będzie współwinnym małego oszustwa ale przecież nikt poza Wami nie będzie tego wiedział:D.Czyż istnieje lepsze tło dla zwiewnych, letnich mikro-kreacji, jak lekko opalona skóra i wypielęgnowane ciało?
Dr Irena Eris, Body Art, Pro-nawilżająco-brązujący balsam do ciała anty-aging
Pro-nawilżająco-brązujący balsam do ciała ze specjalnym kompleksem składników aktywnych i brązujących ma nawilżyć skórę, nadając jej jednocześnie stopniowo efekt naturalnej, zdrowej opalenizny. W zależności od fototypu skóry efekt brązujący jest widoczny po jednokrotnej lub maksymalnie dwu-trzykrotnej aplikacji.Kompleks unikalnych peptydów HUNGRY.PEPTIX o działaniu anti-aging, przyczynia się do wygładzenia i odżywienia skóry, natomiast bogaty w antyoksydanty wyciąg z żurawiny działa uelastyczniająco, kojąco oraz hamująco rozszerzanie naczynek krwionośnych.


Balsam zamknięty jest w niezwykle estetycznej tubie z miękkiego tworzywa o poj.200ml.Nie bez znaczenia są tu walory wizualne, dopracowane w najmniejszym szczególe-srebrna nakrętka, biały  kartonik, na którym widnieje jedynie logo marki oraz kolorowa, tekturowa nakładka tworzą bardzo elegancką i gustowną propozycję.Całość dodatkowo jest zafoliowana.Takie niuanse mnie kupują i sprawiają, że komfort używania i poziom zadowolenia momentalnie szybują w górę:D.
Balsamy brązujące mają to do siebie, że stanowią niejako dodatek do codziennej pielęgnacji.Osobiście sięgam po nie, gdy potrzebuję lekko zbrązowić skórę, a z różnych powodów nie mogę osiągnąć tego w naturalnych okolicznościach przyrody.Nie inaczej jest w tym przypadku.
Balsam zazwyczaj aplikuję rano.Lekka, aksamitna konsystencja sprawia, że całkowite wchłonięcie się produktu zajmuje dosłownie chwilkę, skóra nie klei się, nie jest tłusta.Co ważne, balsam nie brudzi naszej garderoby, więc nie powoduje absolutnie żadnego dyskomfortu.W sytuacji, gdy rano nie mamy czasu, a opalona skóra jest nam 'potrzebna' na drugi dzień, można wysmarować ciało wieczorem, bez obawy o zabrudzenie pościeli.Producent zaleca, by produkt nałożyć równomiernie, a następnie umyć ręce.Zgadzam się:D.Pierwsza aplikacja była w moim przypadku trochę nieudolna, co zaowocowało smugami na łydkach, a nie umyte dłonie, po kilku godzinach nabrały zbyt intensywnego, nie pasującego do reszty ciała odcienia:D.
W przypadku mojej jasnej skóry, efekt dał się zauważyć po dwukrotnej aplikacji.Podoba mi się to, że nie jest on przerysowany, nienaturalny, choć pewnie istotną kwestią jest umiar.Nie zdarzyło się, bym korzystała z dobrodziejstw balsamu dłużej, jak dwa-trzy dni pod rząd.Po takim cyklu funduję skórze porządny peeling i rozpoczynam kolejny:D.W przypadku zaniechania codziennej aplikacji, skóra stopniowo wraca do swojej naturalnej barwy, a nasza 'opalenizna' znika równomiernie.

Jeśli chodzi o dodatkowe działanie pielęgnacyjne, to prawdę mówiąc od balsamu brązującego nie oczekuję zbyt wiele.Głównym powodem jego używania jest nadanie kolorytu skórze, właściwą troskę o odpowiednie nawilżenie oraz odżywienie pozostawiam produktom specjalnie do tego celu przeznaczonym.Balsam przynosi natychmiastowe, aczkolwiek krótkotrwałe ukojenie, nie znajdziemy tu dogłębnego, długofalowego działania.Fajnym rozwiązaniem jest nałożenie produktu na ciało uprzednio nawilżone czymś bardziej treściwym.

Na sam koniec moich rozważań zostawiłam największą perełkę, czyli zapach.Z czym kojarzy Wam się typowy balsam brązujący?Osobiście zawsze kojarzył mi się z charakterystyczną wonią smażonego kurczaka:D.Jak wielkie było moje zdumienie, gdy po aplikacji produktu Dr Ireny Eris, taki efekt nie nastąpił!Balsam pachnie intensywnie, powiedziałabym-męsko i utrzymuje się na skórze stosunkowo długo, delikatną nutkę zapachu wyczuwam jeszcze kilka godzin po aplikacji.Moim zdaniem ten aspekt zasługuje na największą pochwałę, bowiem  wyróżnia go z tłumu produktów o działaniu brązującym, bez dwóch zdań!
Jeśli chciałybyście przetestować Pro-nawilżająco-brązujący balsam do ciała anty-aging, aktualnie macie okazję skorzystać z promocji.W sklepie on-line kupicie go w cenie 68zł.


Jakie jest Wasze zdanie na temat balsamów o właściwościach brązujących?Używacie, czy ten rodzaj opalania jest dla Was zbędny?




IVONA

Spodobał Ci się ten tekst? Pozostańmy proszę w kontakcie: zostaw komentarz, daj lajka lub udostępnij swoim znajomym.
Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj blog poprzez Bloglovin, możesz także kliknąć w gadżet Obserwatorzy.
Więcej o mnie dowiesz się na Instagramie.
Dziękuję, że jesteś i do zobaczenia!

    KOMENTARZE:

37 komentarze:

  1. Balsam brązujący, który pachnie? Rzeczywiście wyjątek, bo dotychczas się z tym nie spotkałam. Szkoda jedynie, że męskimi perfumami, ale rozumiem, że smrodek DHA ciężko zniwelować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje doświadczenia nakazywały ostrozność w tym temacie, bowiem wszystkie w mniejszym lub większym stopniu powodowały w kontakcie ze skórą nieprzyjemne atrakcje zapachowe:) tu rzeczywiście mamy wyjątek, a ten męski mocny aromat jest wbrew pozorom bardzo przyjemny i absolutnie nie przeszkadza:)

      Usuń
    2. To doświadczenia mamy podobne :) A tu dobrze, że im się jednak udało im się ukryć ten smrodek :)

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia :-)
    Ciekawy produkt chętnie bym go wypróbowała :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      Mam nadzieję, że nadarzy się ku temu okazja:)ze swojej strony polecam:)

      Usuń
  3. Ładne i zachęcające ma opakowanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nigdy nie używałam balsamu typowo brązującego. Boję się efektu plam. I swojej nieumiejętności w nakładaniu.
    Może czas się przełamać i spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w tym temacie doświadczenie mam, więc tym bardziej łatwo mi było porównać i ocenić ten kosmetyk; oprócz prezentowanego dzisiaj fajny był też balsam Lirene Body Arabica; co prawda po kilku godzinach 'noszenia' swąd palonego kurczaka się pojawiał ale na początku unosił się aromatyczny zapach kawy:)
      Dzisiejszy bohater różni się od poprzedników głównie w kwestii tego nieznośnego zapachu...jest bardzo przyjemny, aczkolwiek dość mocny i męski:)

      Usuń
  5. Dla mnie tego typu produkt musi spełniać dwa podstawowe warunki, pomijając oczywiście to, że ma w ogóle dawać efekt, ;) nie może smużyć i zostawiać plam na ubraniach. I jeśli je spełnia to z ochotą mogę wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie ten balsam powinien Cię zadowolić:D

      Usuń
  6. Brzmi dobrze! Ja od dawna jestem wierna Xen-Tan Dark Lotion, bo daje mi piękną opaleniznę bez pomarańczy, za to ze wspaniałymi oliwkowymi tonami, nie robi smug, schodzi równomiernie i dość długo utrzymuje efekt na skórze. W dodatku nie odstrasza mnie (ani ode mnie ;)) zapachem :)
    Pamiętam też moje pierwsze próby używania samoopalaczy i dłonie w intensywnym kolorze po każdorazowym zabiegu... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem zbytnio obeznana w temacie ale zdaje się, że Xen-Tan to typowy samoopalacz, tak? Powiem Ci Madziu, że nigdy jeszcze nie próbowałam tego typu kosmetyku...boję się smug i tak jak napisałaś-efektu pomarańczy:) za to balsamy delikatnie brązujące mają to do siebie, że swoim działaniem nie zrobią krzywdy nawet takiemu laikowi jak ja:);
      oczywiście w kwestii równomiernej aplikacji nadal należy być dokładnym ale jednak to nie to samo, co typowy samoopalacz:)

      Usuń
    2. Zgadza się, Xen-Tan jest samoopalaczem, ale za to najlepszym, jaki było mi dane stosować! Serdecznie zachęcam Cię do zwrócenia wzroku w jego kierunku, bo o efekcie pomarańczy nie ma tutaj mowy :) Chyba, że wolisz jednak otrzymać pożądany efekt stopniowo... Ja jestem niecierpliwcem :D

      Usuń
  7. wspaniały zapach ma ta seria

    OdpowiedzUsuń
  8. O! Nawet nie wiedziałam, ze ta seria ma balsam brązujący :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och Sylwia...wiesz, ile ja nowych rzeczy dowiaduje się codziennie z Waszych blogów? czasem mam wrażenie, że mam w niektórych kwestiach ogromne tyły, choć staram się jak mogę, by za wszystkim nadążyć:))

      Usuń
  9. Lubię od czasu do czasu użyć sobie balsamu brązującego, ale uzależniona nie jestem ;D Ale ma śliczne opakowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zupełnie tak, jak ja- używam, kiedy mam ochotę na odrobinę brązu:)
      Opakowanie to mocny punkt balsamu, pieknie prezentuje się na łazienkowej półeczce...może to błahostka ale takie szczegóły zwracają moją uwagę:)

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem bardziej pasuje okreslenie 'zbity'; pomimo ten zwartej konsystencji rozprowadza się bardzo gładko i szybko się wchłania:)

      Usuń
  11. Muszę spróbować, jeśli faktycznie nie będzie śmierdzieć to postawię mu pomnik ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja raczej na niego się nie skuszę bo póki co mam jeszcze w zapasach 3 balsamy poprawiające koloryt - ale właśnie dziś zwróciłam uwagę jak sie różni moja opalenizna na rękach z bladzioctwem nóg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, zapasy przede wszystkim...trzeba zuzywać to, co zalega, by robić miejsce na nowe:)
      Moje nogi też zazwyczaj są bledsze, niż ręce, dlatego chętnie sięgam po takie wspomagacze...jakoś trzeba te różnice zniwelować:)

      Usuń
  13. Szukam teraz czegoś co będzie mnie opalało bez słońca, wiec chętnie mu sie dokładniej przyjrzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, chociazby ze względu na zapach...no chyba, że wolisz trwalszą i szybszą opaleniznę...w takim przypadku polecam samoopalacz, choć w tej kwestii niestety nie pomogę, bo moje doświadczenie jest niewielkie, by nie rzec zerowe:)

      Usuń
  14. PRZE PIĘ KNE (!!!) zdjęcia. A balsam trochę drogi, ale skoro nie wali kurczakiem to jak najbardziej warto :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Anetko, starałam się:) hahha...nie wali kurczakiem, zapewniam:)

      Usuń
  15. Ależ cudne zdjęcia Kochana ! nie miałam okazji używać ale podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Słońce:)...pozazdrościłam Ci takich pięknych zdjęć i sama troszkę pokombinowałam, więc tym bardziej sie cieszę, że moje starania przyniosły takie fajne efekty:)

      Usuń
  16. A ja ostatnio skusiłam się na LAST MINUTE Lirene - to taki fluid, że w minutę jesteś opalona, a potem się zmywa, ale na "wyjścia" boski!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, dziękuję za info...nie wiedziałam o takim cudaczku:)

      Usuń
  17. Zdjęcia pierwsza klasa :)
    Produktu nie znam, ale Twój opis brzmi zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze:)

Aby nasza dyskusja miała sens, na Wasze pytania odpowiadam pod postem.
Jednocześnie informuję, że komentarze oparte tylko i wyłącznie na spamie, będą usuwane.

Pozdrawiam serdecznie:)