Warto czasem brać przykład z dzieci


Nie mam cierpliwości do dzieci i zawsze to podkreślam. Moi bliscy śmieją się, że nie widzą we mnie zadatków na nauczyciela bądź osobę zawodowo zajmującą się opieką nad tymi małymi istotami. Prawdę mówiąc, i bez ich oceny wiem, że marny byłby ze mnie pedagog. Podziwiam persony na co dzień obcujące z tą wrzeszczącą sforą na szkolnych korytarzach... mi wystarczało 5 minut, gdy odbierałam córę, by stracić rozum i resztki dobrego samopoczucia.
Kwestia mojej cierpliwości została wyjaśniona, co nie zmienia faktu, że dzieci to naprawdę wspaniałe istoty i warto brać z nich przykład. Lubię je obserwować i w głębi ducha podziwiam ich podejście do życia. Jakiego życia? - spytacie, przecież to nieopierzone pisklaki, które dopiero w nie wkraczają! Owszem, wkraczają... ale z jaką gracją i niczym nie zmąconym optymizmem:D.
dlaczego warto brać przykład z dzieci?, dzieciństwo, beztroska
źródło

 

Warto brać przykład z dzieci ponieważ:

 

Mają niespożyte pokłady energii

Są wręcz nie do zdarcia. Kiedy ja po powrocie z pracy, myślę tylko o posadzenia swoich czterech liter na mięciutkiej kanapie, by w spokoju odpocząć i najczęściej tylko zdrowy rozsądek wespół z siłą wyższą mogą mnie od tego miejsca odkleić, te niestrudzone w poszukiwaniu wrażeń istoty, szaleją na placu zabaw, aż im głowy odskakują. Pamiętam czasy beztroskiego dzieciństwa, kiedy po powrocie ze szkoły, ewentualnie przedszkola, teczka wędrowała w kąt pokoju i trwała tam w oczekiwaniu na moment mojego powrotu z podwórka... nieraz do wieczora, ehh... to były czasy. Do domu zaglądało się by uzupełnić płyny, w biegu zjeść jakiś posiłek < najczęściej była to kanapka, bo na nic innego nie było czasu > i prędziutko wracało się do koleżanek. I tak całe, boże dnie. Kiedy stajemy się leniwymi kanapowcami? W którym momencie ulatnia się dziecięca energia i chęć podboju świata?

Nowinki techniczne to dla nich pikuś

Czasem mam wrażenie, że teraz dzieciaki rodzą się z twardym dyskiem zamiast mózgu. I nie mam tu absolutnie nic złego na myśli. Kiedy ja główkuję nad jakąś techniczną zagadką #niedorozwiązania, Klaudia podchodzi i roztrzaskuje to w pięć sekund, o! Powiedzcie, czy to ja cofam się w rozwoju, czy to te dzieciaki teraz takie mądre?? Na ten przykład, mój trzyletni bratanek włącza sobie w telefonie YT, by obejrzeć swoją ulubioną bajkę o Strażaku Samie, a ja mam problem, jak połączyć bloga z FB...no heellloł!

Są bezpośrednie i mówią, co myślą

Ta cecha poniekąd mi została, lubię bezpośrednich ludzi, lubię mieć jasne sytuacje, nie lubię ściemy i poklepywania po plecach. Otwarcie mówię, co myślę ale dzieciaki tym się różnią, że nie przejmują się konsekwencjami. Nie muszą. Dla nich wszystko jest czarne albo białe... chcesz? - kup, lubisz? - zjedz, smucisz się? - płacz. Do tego są bardzo wprawnymi obserwatorami i zawsze wyczują fałsz.
Niektórzy mówią, że dzieci są okrutne. Większej bzdury nie słyszałam. To my, dorośli je takimi czynimy, swoimi opiniami, zachowaniem, nieufnością, podejrzliwością i postrzeganiem świata, a dzieci z czasem zaczynają nas naśladować. Wyzywanie kaleki, wyśmiewanie biednego, poszturchiwanie i poniżanie nieśmiałego, to wszystko nasza - dorosłych - wina. Dla dzieci nic nie jest dziwne, ani inne dopóty, dopóki my im tego nie wmówimy. Proste.

Otwarcie okazują uczucia

Mają ochotę się przytulić? robią to, spontanicznie i naturalnie. Przypomina mi się sytuacja, kiedy moja córa, będąc małą dziewczynką, dziękowała mi i przytulała się, całując mnie na środku sklepu, bo kupiłam jej lizaka. Serio. Ludzie dookoła patrzyli, a ona skakała z radości, jakby nigdy wcześniej żadnego nie jadła. Potrafiła cieszyć się z najmniejszej pierdoły i okazywała to w taki sposób, że serce miękło. I gdybym wtedy kupiła jej pięć różnych lizaków, za każdego jednego dziękowała by w ten sam sposób.
Dlaczego więc my, dorośli, krępujemy się dać buziaka bliskiej osobie w miejscu publicznym, czemu się nie przytulamy, czemu uciekamy wzrokiem, gdy ktoś okazuje nam swoje uczucia? Czego się boimy? zgorszenia innych? A czort z nimi! Niech patrzą! zazdroszczą... a może podziwiają?! Oczywiście nie mam na myśli wyuzdanego obmacywania się na środku sklepu, ale okazywanie sobie uczuć, tak zwyczajnie, po prostu.
Zawsze się rozczulam, jak patrzę na zakochanych w sobie ludzi, bije od nich taka siła i wzajemne zrozumienie, zapatrzenie, świat mógłby dla nich nie istnieć. To jest piękne. Może warto czasem odnaleźć w sobie dzieciaka...hmmm?

Potrafią cieszyć się z najmniejszych rzeczy

Ten punkt częściowo wiąże się z poprzednim. Dzieci cieszą się z drobnostek. Nie mają wyimaginowanych potrzeb, nie mierzą wyżej niż muszą, nie doszukują się drugiego dna. Żyją tu i teraz i dobrze im z tym. Zachwyca je nowa zabawka, biedronka na źdźble trawy, motyl fruwający nad polaną, pierwsze promienie słońca, letnia burza, brodzenie w kałuży, budowanie zamków z piasku, oglądanie starych fotografii, słuchanie bajek, przytulanie. Niczym nie zmącony, otwarty na wszystko wokół umysł. Nie przejmują się, że zmokną, że ubrudzą buty, że ludzie będą patrzeć, że szminka mamy zostawi trwały ślad na nowej bluzeczce. Gdzie to się podziało Kochani? Wiem, powiecie życie jest ciężkie i brutalne ale może czasem warto się zatrzymać na ukwieconej łące albo boso wejść w kałużę, by przypomnieć sobie, jak to jest być dzieckiem?

Chcecie dodać coś jeszcze? O czymś zapomniałam? Tylko proszę, skupmy się na pozytywach i nie doszukujmy się na siłę nieczystych intencji:D. Choć przez chwilę znów bądźmy dziećmi...



IVONA

Spodobał Ci się ten tekst? Pozostańmy proszę w kontakcie: zostaw komentarz, daj lajka lub udostępnij swoim znajomym.
Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj blog poprzez Bloglovin, możesz także kliknąć w gadżet Obserwatorzy.
Więcej o mnie dowiesz się na Instagramie.
Dziękuję, że jesteś i do zobaczenia!

    KOMENTARZE:

18 komentarze:

  1. Doszłam do fragmentu "jak połączyć bloga z FB" i... gęba uśmiechnęła mi się od ucha do ucha. No... to wracam czytać dalej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam już nawet stronę, tylko muszę obadać co i jak:)

      Usuń
  2. Ech... już miałam w głowie, co napisać, ale w ostatnim zdaniu Iwonka zabroniła. Czyli, że pozytywy... hhmmmm... taaak... Mam!!! Fajnie było być dzieckiem :D
    Ale poważnie. A właściwie wcale nie. Bo tu właśnie o tę powagę się rozchodzi. Czasem fajnie jest spuścić z tonu, schować służbową minę nr 5 i wyluzować majty :p Kiedy my dorośli musimy być poważni - bądźmy. Ale po powrocie do domu, w gronie rodziny i przyjaciół, możemy bez przeszkód wygłupiać się do woli i robić z siebie debila. To ostatnie zdarza mi się dość często (raz nawet zostało to pokazane publicznie w świątecznym filmiku :p) i powiem Ci, że taka głupawka jest zaraźliwa jak ziewanie. I wtedy właśnie gdyby ktoś z boku popatrzył na mnie i na męża, puknął by się w głowę i powiedział "dom wariatów". Ale mnie tam w tym wariatkowie dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam, by było pozytywnie, bo nie sztuką jest marudzić i doszukiwać się wad we wszystkim i wszystkich; najważniejsze to dostrzec pozytywne strony sytuacji i ludzi...dokładnie tak, jak robią to dzieci:)
      Powiem Ci Kochana, że jakby człowiek cały czas był poważny, to chyba by pękł, serio...ja tam czasem lubię wyluzować i powygłupiać się z bliskimi...a tak poza tym to takie wariactwa świetnie zbliżają:)

      Usuń
  3. Mówią co myślą i bezpośrednio okazują uczucia. Dwie cechy, które uwielbiam, które mają właśnie dzieci, a których często brakuje u nas, dorosłych. Bo my już mamy swoje układy, układziki, nagromadzone żale :( a ja sobie bardzo cenię szczerość. Wolę żeby ktoś prosto w oczy powiedział mi co myśli na mój temat niż udawał sympatię. A jeśli np. razem współpracujemy to i tak wolę mieć czystą sytuację.

    I bardzo lubię gdzieś tam z boku przysłuchiwać się rozmowom dzieci z dorosłymi, te ich pytania o rzeczy z pozoru tak proste :) i takie urocze pojmowanie świata :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, pamiętam, to były serie pytań wystrzeliwane jak z kałasznikowa...'a dlaczego' , 'a jak', 'a gdzie', 'a czemu'...i weź tu człowieku bądź mądry i z sensem na wszystko odpowiedz:)

      Usuń
  4. to prawda, przyjemnie mi się czytało... ach, bo dzieci żyją tu i teraz, a nie myślą za wiele co będzie za dzień, tydzień rok...
    Dziwne, że jak jesteśmy dziećmi, to bardzo chcemy być dorośli, a teraz? Teraz chętnie byłabym dzieckiem...:)

    pozdrawiam ciepło
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też Patrycja, choć dorosłość ma swoje uroki...ale ta prawdziwa, gdy co nieco już przeżyjemy ...a nie jak mamy 20 lat i wydaje nam się tylko, że już jesteśmy dorośli:); życie uczy pokory, a wraz z wiekiem zdobywamy ocean doświadczeń:)
      Buziaczki:)

      Usuń
  5. Oj jaki cudowny wpis IVONKo :)
    Uważam że powinniśmy jak najdłużej pielęgnować nasze wewnętrzne dziecko w sobie, by do reszty nie postradać zmysłów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie:) pisanie tego posta sprawiło mi wielką frajdę i cieszę się, że odbieracie go tak ciepło:)

      Usuń
  6. Wprawdzie nie mam doświadczenia jesli chodzi o dzieci, jednak rzeczywiście - ich zachowania są takie naturalne, radosne i nie ma w nich grama fałszu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwia, bo dzieci to czyste karty i od nas-dorosłych- zależy jak będą zapisane:)

      Usuń
  7. Szkoda tylko że dorośli tak często niszczą to wszystko ! ;[
    "
    Kiedy inni oczekują od nas, że staniemy się takimi, jakimi oni chcą żebyśmy byli, zmuszają nas do zniszczenia tego, kim naprawdę jesteśmy. To dosyć subtelny rodzaj morderstwa. Większość kochających rodziców i krewnych popełnia je z uśmiechem na twarzy.
    "

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paula, dziękuję Ci za ten cudowny cytat...można wiedzieć skąd pochodzi?

      Usuń
  8. Mam teraz okazję popracować z dziećmi i naprawdę jeśli uda nam się zyskać ich sympatię i zainteresowanie, to nie znajdziemy wdzięczniejszych istot :)
    Dodatkowo, możemy uczyć się od nich (na nowo, bo przeciez też tacy mali bylismy) marzyć. To powinien być nieodłączny element naszego życia, o którym tak często zapominamy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecięce marzenia...któż ich nie miał...ehh:);

      Usuń
  9. Małe dzieci są najbardziej pocieszne i kochane - no bo później właśnie zaciera się wszystko :/ Ale co ja uwielbiam u małych dzieci to to że jak wyczują że jesteś smutna bądź źle się czujesz podejdą przytulą się posiedzą na kolanach - zawsze poprawią na maxa humor. Do mnie jak przychodzi zawsze koleżanka z córeczką to tylko słyszę ciocia daj ale co lubię to to że Amelia zawsze jak cokolwiek dostanie to sama dzieli się tym z resztą - a właśnie to jak się z czegoś cieszą dla nas pierdoła a dla nich coś o czym marzyły :) Aj można by pisać i pisać dzieci - chyba pora się postarać o własne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wdzięczność dzieci jest taka rozkoszna, słodka i sprawia mnóstwo radości; potrafią wyrazić ją w niezwykły sposób...szkoda, że ta umiejętność z czasem w nas się zaciera i nie zawsze umiemy cieszyć się z drobnostek:)

      Jeśli przyjdzie odpowiednia pora, to na pewno to poczujesz:)Buziaki:D

      Usuń

Dziękuje za wszystkie komentarze:)

Aby nasza dyskusja miała sens, na Wasze pytania odpowiadam pod postem.
Jednocześnie informuję, że komentarze oparte tylko i wyłącznie na spamie, będą usuwane.

Pozdrawiam serdecznie:)