Fotokalendarz Adwentowy - podsumowanie projektu Kameralnej


Witajcie po Świętach!
Ufam, że spędziliście wspaniałe chwile, nie ważne, czy celebrujecie tradycje, czy traktujecie te dni jak dobry sposób na odpoczynek od codziennej bieganiny - najistotniejsze, by wykorzystać je na maksa i naładować baterie na zapas :).

Zapraszam Was na podsumowanie pewnego projektu, który stał się genialną zabawą. Mam nadzieję, że z przyjemnością obejrzycie zdjęcia, które zrobiłam w ramach projektu Kameralnej.

W tym miejscu zaznaczę, iż - niestety - nie podołałam wyzwaniu w całości. Kilka tematów pozostało niezobrazowanych, jednak generalnie wyszło całkiem nieźle :). Część zdjęć mogliście już podejrzeć na moim Instagramie, pozostałe macie możliwość obejrzeć w dzisiejszym zestawieniu.

Fotokalendarz Adwentowy - podsumowanie projektu


Ulubiony gadżet

Tu bezapelacyjnie wygrywa moje cacuszko - aparat Canon 600D

Czytam

Czytam dużo, ale w ostatnich dniach wygrywają artykuły oraz książki o fotografii. Uczę się ustawień, parametrów, pojęć i wszystkiego, co może być przydatne oraz pomoże robić jeszcze lepsze zdjęcia. Tu książka o wspomnianej tematyce. To między innymi dzięki Dorotce wciągnęłam się na dobre:)

Prezent

Marzenie Klaudii - Mikołaj wie, czego pragną moi bliscy? hmm...


Rodzina

Nie bardzo wiedziałam, jak ugryźć ten temat. Postanowiłam uszanować prywatność familii, dlatego ujęłam to w tajemniczy, acz jednoznaczny i wiele mówiący sposób :)

Relaks

Leniwy wieczór w domciu.


Mój dom

Nasz ulubiony kącik, w którym najwięcej się dzieje.


Kawa

Czyż potrzebny jest dodatkowy opis? Kawa, coś słodkiego i mamy pełnię szczęścia... wie to każdy, kto nie funkcjonuje bez ogromnej porcji kofeiny.


Dłonie

W czerwieni, dzierżące ulubioną zabawkę:)


Słodki

Świąteczne pierniczki upieczone wspólnie z córką... zabawy podczas dekorowania było co niemiara...może nie są to perfekcyjne malunki, ale są nasze:)

Moja pasja

Oprócz bloga?? No więc niech będzie, że fotografia :) a trzeba przyznać, że zima to bardzo wdzięczny temat.

Biały

Ok, przyznaję się bez bicia, że nie jest to zdjęcie zrobione specjalnie do projektu, ale idealnie oddaje temat.

Nowe

Mój prezent :)...bo te najlepsze robimy sobie sami...

Miłość

Symbol Świąt - cmok, cmok.

Na stole

W oczekiwaniu na gości...

Wygodnie

Tu nasz nadworny leniuch i manipulant - Riko, zwany też bardziej dostojnie - Ricardo :)

Dekoracja

Bombki DIY, wykonanie - moja uzdolniona latorośl

Choinka

Na koniec nasze drzewko. Żałuję, że sztuczna, ale jak się mieszka w bloku, to warunki jednak nieco ograniczają.

17 / 24 ...szkoda, że nie wszystkie, jednak te, które udało mi się zrobić nauczyły mnie patrzeć z innej perspektywy na przedmioty, łapać chwile, zatrzymywać ważne momenty. Wydaje mi się, że o to właśnie chodziło w projekcie Kameralnej.


Ciekawi mnie, które zdjęcie jest Waszym faworytem. Które mogłoby znaleźć się w Waszym Fotokalendarzu Adwentowym?

WESOŁYCH ŚWIĄT!

pierniki świąteczne, życzenia świąteczne

Pierniki świąteczne - jak widać - upieczone, przygotowania do Świąt wchodzą na ostatnia prostą. Przypuszczam, że większość z nas przedkłada teraz tworzenie kulinarnych smakołyków nad tworzenie nowych postów:). Czas się powolutku kurczy, a więc odkładam laptopa na bok i wskakuję w kuchenny fartuszek.

Kochani, przyjmijcie proszę ode mnie najserdeczniejsze życzenia zdrowych, ciepłych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia. Niech ten wspaniały czas upłynie Wam w dostatku i miłości, a nadchodzący 2015 rok przyniesie zadowolenie zarówno z życia prywatnego, jak i zawodowego.

Do zobaczenia po Świętach! Buziaki:*


Kosmetyki LUSH, Angels On Bare Skin - czyścik do twarzy i ciała


Moja przygoda z kosmetykami marki LUSH chwilowo dobiega końca. Te, które szczęśliwie trafiły do mnie kilka tygodni temu nieubłaganie kończą się, a w plastykowych pojemniczkach zaczyna prześwitywać denko. Już tęsknię, tym bardziej, że okazały się być naprawdę doskonałymi produktami, które w niewiarygodny sposób służą mojej tłustej skórze. Opisywałam Wam już świeżą maseczkę do twarzy Catastrophe Cosmetic, a dziś opowiem trochę o rewelacyjnym kosmetyku przeznaczonym zarówno do oczyszczania skóry twarzy, jak i całego ciała - Angels On Bare Skin.
kosmetyki, kosmetyki naturalne, lush, czyścik do twarzy, aniołek lush
Angels On Bare Skin to idealna kompozycja, na którą składają się miedzy innymi zmielone migdały, glinka  i mieszanka różnego rodzaju olejków. Cudownie naturalna pasta, która swym oczyszczająco - nawilżającym działaniem podbiła moje serce i szturmem zawładnęła porannymi czynnościami upiększającymi.

Estee Lauder, Clear Difference, Complexion Perfecting BB Creme SPF 35 (Krem BB dla cery tłustej i mieszanej)


Linia Clear Difference marki Estee Lauder skierowana jest do osób, które na co dzień borykają się z tłustą, bądź mieszaną, problematyczną cerą. Jej głównym zadaniem jest walka z niedoskonałościami skóry, formuły kosmetyków są beztłuszczowe, nie wywołują trądziku i zostały przetestowane dermatologicznie i okulistycznie. Co więcej, zawierają Triple Action Clarity Technology, czyli połączenie kwasu salicylowego, glukozaminy i listownicy cukrowej (Laminaria Saccharina). 
W skład linii Clear Difference wchodzą trzy produkty:
  • serum Clear Difference Advanced Blemish Serum
  • preparat punktowy Clear Difference Targeted Blemish Treatment
  • Complexion Perfecting BB Creme SPF 35
Dziś postaram się przybliżyć nieco wady i zalety tego trzeciego, stanowiącego ostatni etap pielęgnacji skóry, czyli Complexion Perfecting BB Creme SPF 35 w odcieniu 01 Light.
krem, krem BB,Estee Lauder, Clear Difference, BB Cream, krem BB do cery tłustej i mieszanej
Complexion Perfecting BB Creme SPF 35 pojawił się w sprzedaży w maju tego roku. Celem marki było stworzenie lekkiego, beztłuszczowego kremu, który będzie doskonałym uzupełnieniem pozostałych kosmetyków z linii Clear Difference.


Bujany Fotelik - listopad'14

Listopad za nami... i dobrze. Tegoroczny wyjątkowo dał mi się we znaki, w negatywnym znaczeniu oczywiście. Zresztą czytałam mnóstwo Waszych postów, w których nie szczędziliście gorzkich słów pod jego adresem. Buro, szaro, deszczowo, a na dodatek zimno... wyjątkowo niekorzystne połączenie. Prawdę mówiąc, gdyby nie praca, to najchętniej nie wyściubiłabym nosa z domu. Na szczęście minął i nastał jeden z piękniejszych miesięcy w roku :) Czujecie już klimat Świąt? Bo ja zdecydowanie tak! Zaczęły się gorączkowe przygotowania, planowanie, w zasadzie już odliczam z niecierpliwością :) Dodatkowo na kilku ulubionych blogach pojawiły się ciekawe wyzwania, które pomogą urozmaicić czas oczekiwania. Zapraszam między innymi na stronę Kameralnej, która zachęca nas do stworzenia Fotograficznego Kalendarza Adwentowego. Jeśli pasjonuje Was fotografia i chcielibyście uwiecznić ważne momenty - nic prostszego, aparat w dłoń i ogień!

W minionym miesiącu przeczytałam ZALEDWIE 2 książki. No cóż, listopadowa aura odcisnęła piętno nie tylko na moim - i Waszym - samopoczuciu. Pozytyw jest taki, że obydwie były ciekawe, choć zupełnie różne.

Jak poradzić sobie z jesienną depresją? 5 sprawdzonych sposobów na reset systemu

Tytuł trochę przewrotny, bo i komputerowiec ze mnie marny:). Chodzi mi raczej o moje własne centrum dowodzenia, potocznie zwane mózgiem. 5 sprawdzonych sposobów na jesienną depresję , zmęczenie materiału, tudzież inne bolączki. Co robię, gdy szukam totalnego odmóżdżenia i szybkiej naprawy podłego nastroju?... pomijam wciągnięcie kolejnej czekolady :) Otóż...


John Masters Organics - Lawenda&Rozmaryn, szampon do włosów normalnych

Po nieudanej przygodzie z szamponem do włosów przetłuszczających się Mięta&Wiązówka Błotna moja ostrożność została pobudzona, więc do kolejnego produktu marki John Masters Organics podeszłam powściągliwie, by nie rzec - sceptycznie. Niepotrzebnie. Szampon Lawenda&Rozmaryn przeznaczony do pielęgnacji włosów normalnych okazał się bardzo przyjemnym kosmetykiem, który skutecznie acz delikatnie oczyszczał moje włosy.
JMO, John Masters Organics, Szampon do włosów normalnych, lawenda&rozmaryn, kosmetyki naturalne
Szampon Lawenda&Rozmaryn wyprodukowany jest z płatków świeżych ziół znanych z właściwości oczyszczających, regulujących procesy zachodzące w skórze głowy. Zawiera organiczne wyciągi roślinne oraz naturalne olejki eteryczne. W składzie produktu John Masters Organics nie znajdziemy laurylosiarczanu sodu.


Pat&Rub - Masło i peeling do ciała - Linia otulająca

Zapraszam Was do prywatnego spa. Będzie zmysłowo, nastrojowo, klimatycznie i niezwykle aromatycznie. Zamknijcie drzwi, zostawcie smutki hen daleko, zapalcie świeczki - niech będzie to chwila wyłącznie dla Was, a ja w tym czasie opowiem o dwóch produktach do pielęgnacji ciała, które otulą Was zapachem, niczym najcieplejszym i najdelikatniejszym kocem...
Pat&Rub, P&R, peeling otulający, linia otulająca, scrub cukrowy

Linia otulająca firmy Pat&Rub to kosmetyki o zaskakującej kombinacji nut karmelu, wanilii i cytryny, łączących się w jeden niepowtarzalny, ciepły i niesamowicie intensywny aromat. Według mnie, to prawdziwy majstersztyk - mocny, a jednocześnie nie przytłaczający, świeży, a zarazem aksamitnie słodki. Totalna aromaterapia dla zmysłów. Usatysfakcjonuje zarówno zwolenniczki głębokich, bogatych kompozycji, jak i subtelnie owocowych. Aromat wyważony z największą precyzją, by rozleniwiać, ogrzewać i umilać nam pielęgnacyjny ceremoniał :)

Kosmetyki z linii otulającej zostały wprowadzone na rynek z okazji 5 urodzin marki Pat&Rub. Początkowo były to jedynie trzy produkty ale niebywała popularność serii stała się pretekstem, by poszerzyć ofertę o kolejne.
Asortyment Pat&Rub oparty jest w 100% na naturalnych składnikach roślinnych!


Otulające masło do ciała o kremowej, zachwycająco puszystej konsystencji to bogactwo maseł i olejów roślinnych.
W składzie znajdziemy m.in. masło shea, kakaowe, oliwkowe, olej babassu działające zmiękczająco, uelastyczniająco i natłuszczająco, glicerynę o właściwościach silnie nawilżających, ujędrniający ekstrakt z cytryny, a także naturalną witaminę E będącą wspaniałym antyoksydantem.
Pielęgnacja ciała z użyciem tego kosmetyku to niesamowita przyjemność, która przekłada się na efekty. Wchłania się zaskakująco łatwo, pozostawiając skórę cudownie miękką, odpowiednio natłuszczoną  i dopieszczoną. Szybko stał się punktem obowiązkowym wieczornych rytuałów i z miejsca podbił me serducho, spowijając ciało aksamitnym, ciepłym zapachem. Mam obawy, czy poradzi sobie z silnie wysuszoną skórą, bowiem pomimo swej esencjonalności, jest stosunkowo lekkie, więc jeśli borykacie się z tendencją do szybkiego i mocnego przesuszania, musicie być nadzwyczaj systematyczni i nakładać słuszną ilość :) Naprawdę warto, chociażby dla tego niezwykłego aromatu!

Skład: Aqua, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Caprylic/Capric Triglyceride, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Orbignya Oleifera Seed Oil, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Olive (Olea Europaea) Oil, Hydrogenated Olive Oil, Myristyl Myristate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Cetearyl Glucoside, Squalane, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Phytate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Citral, D-Limonene, Linalool.
Historia, która łączy mnie z peelingiem otulającym jest nieco bardziej zawiła. Pierwszy seans był przyczyną totalnego rozczarowania - zastanawiałam się, jak 'coś takiego' mogło zrobić w sieci furorę. Szkoda mi było wydanych pieniędzy, więc zaczęłam szukać na niego sposobu. Eksperymentowałam na mokro, mniej mokro, bardziej mokro, lekko wilgotno oraz całkiem sucho, by go odczarować i by ujawnił swe moce, a że jego pojemność to ogromne 500ml mogłam dawać mu kolejne szanse :)
Cukrowy scrub do ciała pachnie identycznie, jak masełko. Dodatkowo kryształki cukru trzcinowego złuszczają martwy naskórek, a bogactwo olejów i maseł roślinnych sprawiają, że skóra staje się nawilżona i odżywiona. W składzie odnajdziemy także wosk pszczeli działający uelastyczniająco i zmiękczająco oraz naturalną witaminę E.

Skład: Sucrose, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Decyl Cocoate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Cera Alba, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glyceryl Stearate, Olive (Olea Europaea) Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Parfum, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Citral, D-Limonene, Linalool

Mój patent? Banalnie prosty - wmasowuję go w suchą skórę, lekko zwilżonymi dłońmi. Dzięki takiemu zabiegowi złuszcza naprawdę mocno, cukier nie rozpuszcza się zbyt szybko, a oleista i gęsta masa, w której zanurzone są drobiny cukru, nie oblepia mnie, jak w przypadku aplikacji na mokre ciało. Intensywny masaż, który przy okazji wykonuję pobudza skórę i poprawia ukrwienie. Peeling całkiem dobrze trzyma się naskórka, nie osypując się w nadmiarze. Po takim ostrym zdzieraniu spłukuję ciało cieplutką wodą i voila! - aksamitnie gładkie, nawilżone i natłuszczone ciało, mamy zagwarantowane:). Co istotne - możemy zupełnie zrezygnować z aplikacji masła, bowiem oleje wystarczająco ją otulają, tworząc lekko tłusty film.
Moim zdaniem trzeba wypracować sobie na niego swój indywidualny sposób, a na pewno odwdzięczy się tym, co w peelingach daje najwięcej zadowolenia. No i ten zapach...niebiański!

Jeśli czujecie nieodpartą pokusę, by umilić sobie długie jesienne wieczory i otulić się fantastycznym aromatem karmelu, wanilii i cytryny spieszę donieść, że w sklepie internetowym marki cała linia jest aktualnie dostępna z 15% rabatem! - scrub kupicie w cenie 75,65zł, natomiast masło 63,75zł.
Myślę, że warto skorzystać, tym bardziej, że już wkrótce Mikołajki i Święta, a więc czas prezentów i drobnych przyjemności. Polecam:)


Joko - Perfect Your Look - Cienie quattro nr 402 Satin/Mat

Z marką Joko spotykałam się czterokrotnie - miałam okazję testować lakier do paznokci, pomadkę, tusz do rzęs oraz róż, który zresztą bardzo przypadł memu kosmetycznemu gustowi i dzielnie eksploatuję go w oczekiwaniu na pojawienie się widocznego denka. Paletka Perfect Your Look o numerze 402, którą dziś prezentuję to kolejne - zupełnie spontaniczne i kompletnie nieplanowane, ot typowa zachcianka. Spodobała mi się kasetka, ciemno-szary cień, którego mi brakowało oraz obietnica mocnej pigmentacji w matowym wykończeniu. Niestety, po raz kolejny miałam okazję przekonać się, że emocje to zły doradca, a kupowanie pod wpływem niewytłumaczalnego logicznie impulsu, często kończą się kolejnym bublem w kosmetyczce.

LUSH, Catastrophe Cosmetic - świeża maska do twarzy

Przetestowanie wybranych kosmetyków z asortymentu brytyjskiej marki LUSH od dawna było moim cichym marzeniem, więc gdy tylko nadarzyła się sprzyjająca okazja postanowiłam z niej skorzystać. Tak oto w moje ręce wpadły trzy produkty - pewniaki, zbierające w sieci mnóstwo pozytywnych opinii. Jednym z nich jest maseczka do twarzy Catastrophe Cosmetic, której walory postaram się dziś opisać, wodząc Was tym samym na pokuszenie :) A przyznaję - jest czym kusić...
LUSH, Catastrophe Cosmetic, maseczka do twarzy, naturalna maseczka, kosmetyki naturalne
Maseczka Catastrophe Cosmetic została stworzona z myślą o osobach mających tłustą i trądzikową cerę. Jej zadaniem jest kojenie miejsc dotkniętych zmianami oraz zapobieganie nowym. Pielęgnacja tego rodzaju cery wymaga dużej dozy ostrożności i starannego dobierania kosmetyków, dlatego tak ważne jest, by były najwyższej jakości. W trosce o nienaganny wygląd naszej skóry, LUSH stworzył maseczkę absolutnie genialną, a jednocześnie niezwykle delikatną.

Bujany Fotelik - kolejne przeczytane

Odrobinę rozjechała się moja książkowa seria - mam delikatne tyły, więc spieszę nadrobić, co zaniedbałam. Dziś kolejne tytuły, które miałam okazję przeczytać, i choć nie wszystkie okazały się być interesujące, to obcowanie z książką samo w sobie jest na tyle błogie, że nawet te nietrafione pozycje dają swego rodzaju satysfakcję i otwierają nasz umysł na nowe bodźce. Nie umiem odmówić sobie tej przyjemności i nawet jeśli aktualnie czytana książka okaże się dla mnie niezbyt ciekawa i wciągająca, to chociażby dla własnego komfortu psychicznego - muszę ją dokończyć. Też tak macie? Rezygnujecie z dalszego czytania, jeśli dany tytuł nie porwie Was za serce już od pierwszego rozdziału, czy kontynuujecie mimo wszystko?


ZIAJA, Liście manuka, 5 produktów / Moja opinia

Gdyby wszystkie recenzje dotyczące serii Liście manuka rodzimej firmy Ziaja złożyć w jedną całość, powstałby rewelacyjny opiniotwórczy poradnik. Miałby przynajmniej kilkaset stron, bo i seria jest bardzo popularna. Entuzjastyczne opinie wyrastały jak grzyby po deszczu, wzniecając moje zainteresowanie oraz chęć posiadania. Pragnienie podsycał fakt, iż seria jest niezwykle przystępna cenowo - za większość produktów zapłacimy nie więcej, niż 10zł! Postanowiłam zaspokoić niegasnącą ciekawość, zaopatrując swoją kosmetyczkę w pięć spośród siedmiu kosmetyków budujących tę oczyszczającą gamę, dzięki czemu jestem w stanie określić, czy seria rzeczywiście się sprawdza. Obiekt, który miała uleczyć jest dość wymagający, dlatego poprzeczka została ustawiona wysoko. Teraz, gdy emocje nieco już opadły, pozwolę sobie dopisać kolejny rozdział manukowej sagi, dzieląc się z Wami swoimi refleksjami, a żeby niepotrzebnie nie przeciągać, uczynię to wszystko w jednym, podsumowującym poście.
Kosmetyki, które znalazły zastosowanie w moim demakijażu oraz codziennym procesie oczyszczania to:
  • Żel z peelingiem oczyszczający pory
  • Żel myjący normalizujący
  • Tonik zwężający pory
  • Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy
  • Krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc 
Czy zdały egzamin? Które z chęcią zaproszę ponownie, a które okazały się zbyt słabym ogniwem, by wzbudzić moje zainteresowanie kolejnym spotkaniem?
Ziaja, seria liście manuka, moja opinia, jak sprawdziła się seria liście manuka

Niekosmetyczni ulubieńcy lata i wczesnej jesieni

Czyżbym trochę przysnęła? Ulubieńcy lata w listopadzie? A w zasadzie czemu nie? Zwariowałam sądząc, iż każdy moment, by powspominać przyjemne chwile jest dobry? Jeśli te wspomnienia przywołują jeno uśmiech na twarzy, to nic tylko siedzieć, przeglądać fotografie i z rozmachem -bo i po co się ograniczać- planować kolejne. Jakby nie patrzeć lato'15 już za 8 miesięcy! Od razu lepiej i... jakoś tak cieplej się robi :)
Ulubieńcy lata będą się przeplatać z ulubieńcami wczesnej jesieni, pokażę kilka zdjęć, będzie trochę muzyki, książek, zaproszę na ciekawe blogi, puszczę oko do ukochanych blogerek, napiszę kilka słów o Istagramie, Disqus... ufam, że zostaniecie i poczytacie:)

Na początek zabiorę Was w przeszłość, niedaleką, bo i mój wehikuł nieco już wysłużony i nadgryziony zębem czasu:)
Cofnijmy się trzy miesiące wstecz...

COLLISTAR Infinito, Tusz do rzęs

W bogatym asortymencie włoskiej marki COLLISTAR oprócz produktów do pielęgnacji twarzy, włosów oraz ciała znajdziemy także kosmetyki do makijażu. Ciekawostką może być fakt, iż wszystkie propozycje wywodzące się spod skrzydeł marki, w 100 % składają się ze składników pochodzących z Włoch.
Jednym z flagowych produktów firmy jest maskara do rzęs INFINITO, zawierająca innowacyjne żywice, naturalne woski - ryżowy i oliwny- o właściwościach pogrubiających oraz pantenol.
W dalszej części posta dowiecie się, czy?, i jak? wywiązał się z powierzonego mu zadania.
Collistar, Infinito, tusz do rzęs, tusz Collistar
INFINITO to najnowszej generacji tusz do rzęs, który gwarantuje maksymalne podkreślenie.

Wykreślone z listy marzeń #7 oraz pozostałe nowości ostatnich tygodni

Obiecałam sobie, że będę bardziej systematyczna jeśli chodzi o prezentowanie nowości, więc oto jestem:)
Zapraszam na szybki przegląd produktów,  które zasiliły moją kosmetyczkę w ciągu kilku minionych tygodni.
Ale po kolei...

8 produktów kosmetycznych za ok 10zł, na które warto zwrócić uwagę

Moje zbiory kosmetyczne są raczej przeciętnych rozmiarów - nie narzekam na braki ale też nie wylewają się z każdego zakamarka mieszkania:).
Rozpiętość cenowa jest spora. Niczym typowa kobieta, lubię sobie czasem dogodzić i zafundować porządny, markowy produkt, spełniając tym samym małe zachcianki, nawet jeśli finalnie okaże się, że jakość tychże jest odwrotnie proporcjonalna do ceny <czyt. szampon JMO>, czego efektem jest  frustracja i solidne poirytowanie.

Nie będę tu ściemniała, że śpię na pieniądzach i stać mnie na wszystko o czym fantazjuję, dlatego nad wyraz chętnie testuję produkty z najniższych, drogeryjnych półek, które, o dziwo!często rewelacyjnie się sprawdzają i są zaskakująco dobre  zważywszy na kwotę, jaką musimy za nie zapłacić.
Pomyślałam sobie, że przybliżę Wam nieco sylwetki tych najlepszych z jakimi miałam do czynienia, zestawiając je wszystkie razem w poście pod tytułem:

"8 produktów kosmetycznych za ok 10zł, na które warto zwrócić uwagę "


Dziś zestawienie artykułów, które pojawiły się już na blogu. W ciągu ponad dwóch lat mojej 'twórczości', napisałam kilka recenzji kosmetyków tanich i skutecznych, dlatego pokusiłam się o małą powtórkę.
Przypomnijmy sobie wspólnie 8 produktów, którymi - według mnie - warto się zainteresować, i do których sama chętnie wracam.
Każda nazwa będzie odpowiednio podlinkowana, więc jeśli coś Was zainteresuje, wystarczy w nią kliknąć, a zostaniecie przeniesieni do posta właściwego:)

tanie i dobre, tanie kosmetyki

Wystarczy kilka słów...

Przysuwam bliżej kawę, by poczuć jej aromat, smak mi  nie wystarcza - potrzebuję mocnego kopniaka, najbardziej stymulujący byłby ten w cztery litery ale z braku żywej duszy w otoczeniu, musi mnie zadowolić energetyczny:)
Wtorek zapowiada się koszmarnie, więc dodatkowy bodziec od mojej przyjaciółki - kofeiny, jest bez wątpienia wskazany. Nie zamierzam narzekać, aczkolwiek kilka wulgarnych zwrotów ciśnie mi się na usta... wstałam lewą nogą? - nie pamiętam, nie przywiązuję do tego uwagi, choć miejsce ustawienia mojego łóżka i kierunek, w którym staczam się z niego na podłogę przeczą teorii, którą wysnułam.Tak, to musiała być prawa noga!
To co w takim razie się dzieje?
Kiepski nastrój nie opuszcza mnie od kilku dni, a do tego czeka mnie dziś nie lada wyzwanie. Urzędy zawsze przyprawiają mnie o palpitację serca, a gdy w grę wchodzą pieniądze <które mogą mi zabrać>, reakcje mojego organizmu przypominają stan przedzawałowy - pocę się, ręce mi drżą, a kolana mam jak z waty. Zawsze się stresuję przed czymś, co może mieć wpływ na moją obecną sytuację.
Dobra! Jakoś trzeba to przetrwać. Weź że się w garść - myślę. Na chwilę pomaga, by za moment wszystko wróciło do stanu wyjściowego...
https://unsplash.com/

Pusty dom mnie przytłacza. Siedzę sama ze swoimi myślami. Analizuję. Doświadczenie mi podpowiada, że nie wróży to nic dobrego. Zawsze gdy zaczynam rozmyślać, rodzą się dziwne wnioski... a może moment po prostu nie ten... może gdyby nastrój był lepszy... nie ważne. Zrobiłam już wszystko co może zrobić kobieta, kiedy dopada ją chandra. Były zakupy, kąpiele, olejki, maseczki... pomogło na chwilę. Doraźny zastrzyk energii nie poprawia mojego stanu na długo.

Nagle rozlega się dźwięk, powiadamiający mnie o nowej wiadomości.


Otwieram pocztę... czytam maila od nieznajomego. Kilka słów, jedno zdanie. Na usta powraca uśmiech... jak niewiele człowiekowi potrzeba do szczęścia:)

Skąd wiedział? Nie mam pojęcia! Grunt, że podziałało:)
Jak to możliwe, że jedno zdanie od zupełnie obcego człowieka dało takiego kopa?!
Dlaczego nie robimy tego na co dzień? Nie, nie mam na myśli wypisywania maili do nieznajomych:)

Zabiegani zapominamy o tym, co najważniejsze. Przecież obok nas są osoby, które zasługują na to, by im powiedzieć kilka ciepłych słów. To nie musi być coś wielkiego, jedno krótkie zdanie wystarczy. Doceńmy to, że są, że ich obecność jest dla nas ważna. Podziękujmy im za troskę i za miłość. Uśmiechnijmy się do siebie... to tak niewiele. 
Zatrzymajmy się na moment i dostrzeżmy ICH. To oni są sensem wszystkiego.
A potrzeba tak niewiele... wystarczy kilka słów...:)



Nie kupuję podróbek!


Siedzę przy biurku. Pracuję. Rozglądam się wokół siebie - nic. Zerkam z szerszej perspektywy, omiatam wzrokiem cały pokój - nic. Lecę dalej... łazienka, kuchnia, szafka z kosmetykami, garderoba, szafka z butami na przedpokoju - nic. Sięgam zatem w odmęty pamięci, przywołuję wspomnienia, obrazy, fakty - nic. Grzebię w niej bezskutecznie, szukając odpowiedzi na moje rozważania. Nic. Nie ma. I - co najciekawsze -nigdy nie było.
Czy to przypadek? Chyba niekoniecznie. Zapewne to mój wybór. Dziwne? Patrząc na znajomych, osoby mi bliższe lub zupełnie obce - chyba tak.

Właśnie uświadomiłam sobie, że nigdy, przenigdy nie miałam podróbki!


Rozmawiam z kolegą. Na jego ręku migoce złoty zegarek. Przyglądam się... no, no - Giorgio Armani. Wow! myślę sobie. Wiedziona wrodzoną ciekawością pytam, ile za to cudo wziął był zapłacił:D


...3 stówy za niego dałem, to replika , odpowiada dumnie, a skala jego zadowolenia w jednej chwili przekracza wszelkie normy, wzbija się w powietrze i zatacza coraz szersze kręgi:D. Jest wniebowzięty, że zauważyłam i z dziką satysfakcją zaczyna gestykulować, machając mi - niby to przypadkiem - świecidełkiem przed nosem.
3 stówy?Toż to żadna replika!To zwyczajna podróba! odpowiadam.
No wiesz...pff... odwrócił się na pięcie i tyle go widziałam.
W jednej chwili jego świat legł w gruzach. Ta błyszcząca namiastka prestiżu i bogactwa, stała się powodem frustracji.

Dlaczego niektórzy świadomie kupują wątpliwej jakości falsyfikaty?


Wiadomo - żeby pokazać otoczeniu, że są kimś, że ich stać! Noszenie drogiego przedmiotu - który jako podróbka jest tani - to synonim luksusu, dzięki któremu możemy przynależeć do określonej części społeczeństwa lub nawet być od niej lepszym. Proste.


*****
W moim rodzinnym domu nigdy się nie przelewało. Rodzicielka liczyła każdy grosz, dokonując trudnego wyboru na co go przeznaczyć. Dwoje dzieci, to morze potrzeb. Nauczyłam się szanować pieniądz. Nie mam tu na myśli skąpstwa, co to, to nie i wierzcie - daleko mi do zachowań typowego dusigrosza. Lubię spełniać swoje zachcianki, w końcu uczciwie na nie zarabiam, jednak do zakupów staram się podchodzić w sposób racjonalny, a do tego - zawsze muszę mieć oszczędności. Czuję się wtedy bezpieczniej i bardziej komfortowo. Wiem, że jakiś nagły, niespodziewany wydatek nie spowoduje większych problemów finansowych, ponieważ jest coś w zanadrzu, jak to mówią - na czarną godzinę.
Oczywiście nie będzie to rozprawa o moich sposobach oszczędzania. Zwyczajnie chciałam nakreślić sytuację, w której teoretycznie byłoby mnie stać na kupno pewnych produktów, aczkolwiek z różnych względów odwlekam to w czasie.
Dlaczego?

Mierzę siły na zamiary

Wyznaję zasadę, by swoje siły mierzyć na zamiary. Na niektóre, wymarzone artykuły jestem zmuszona odkładać miesiącami, by nie były odczuwalnym uszczerbkiem dla domowego budżetu, tym bardziej, jeśli są to tylko i wyłącznie moje chciejstwa, dla pozostałej dwójki domowników absolutnie zbędne. Tak było w przypadku lustrzanki Canona, o której marzyłam od dawna, a której zakup doszedł do skutku w maju tego roku... zresztą, nie omieszkałam się tym pochwalić, a jakże:).
Uwielbiam nosić markowe ciuchy, akcesoria, czy używać kosmetyków z wyższej półki. Wiadomo...kobieta:D. Jednak nigdy nie zdecydowałabym się, aby kupić torebkę, perfumy, czy buty z logo luksusowej marki tylko po to, aby pochwalić się, że mnie stać. Tym bardziej, jeśli wiedziałabym, że jest to zwyczajna, tandetna, bazarowa podróba.

Świadomość, że noszę atrapę, nie dałaby mi spokoju i źle bym się czuła sama ze sobą.Gryzłoby mnie sumienie, a nowy nabytek byłby odzwierciedleniem mojej słabości, serio.Czułabym się tak samo tanio, jak tania była dana rzecz! 

Naprawdę, wolałabym nie mieć danego przedmiotu lub oszczędzać na niego kolejne dwa miesiące, niż świadomie kupić mierną kopię.
Do tego mam dziwną manię sprawdzania źródła pochodzenia danego towaru i jeśli jakiś szczegół wzbudzi moje wątpliwości, to wolę zapłacić więcej, by mieć pewność, że jest to na pewno oryginał!

To jest nielegalne!

W swoich dywagacjach nie skupiam się na (nie)legalności tego procederu. Wszyscy wiedzą, że handel podrobionym towarem jest zakazany i karalny, a jednak kwitnie w najlepsze i - co najgorsze - ma się całkiem nieźle. Jednak tę kwestię pozostawiam bez komentarza. Każdy z nas ma wybór i to, czy zgadzam się z takimi praktykami, czy jestem im przeciwna, nie sprawi, że znikną z rynku. Żeby jednak była jasność - jestem absolutnie na nie!


Co skłoniło mnie do napisania tego artykułu? Otóż kilka tygodni temu miałam okazję kupić zegarek MK. Ci, którzy śledzą moje blogowe poczynania wiedzą, że jest to moje marzenie i chciejstwo, które umieściłam na liście pragnień. Wiem, że oryginalny model kosztuje w granicach tysiąca złotych. Ja miałam możliwość kupienia go za połowę tej kwoty. W całej tej nie lada okazji cenowej był jeden szkopuł, który przyczynił się do decyzji odmownej: zegarek był podróbą!
Daję słowo - wolę dalej nosić swojego srebrnego Timexa, niż udawać radość z kupna podrobionego, złotego Korsa.
Ot! I cała  historyja!


Ufam, że podzielicie się swoją opinią na ten temat. Co myślicie o świadomym kupowaniu falsyfikatów?


Czas na deser! : Jabłka z orzechami zapieczone w kruchym cieście

Przez krótką chwilę zastanawiałam się, czy istnieje lepszy kompan popołudniowej porcji kofeiny, jak przepyszny i słodki deser? Jeśli podobnie jak ja, uznaliście, że jest to pytanie z gatunku abstrakcyjnych i pokręciliście w tym momencie przecząco głową, to znaczy, że: po pierwsze primo, kochacie łakocie i nie umiecie ich sobie odmówić, a po drugie primo*, ten banalny w przygotowaniu przepis jest dla Was jak znalazł:).
Niedzielne wczesne popołudnie, pierwsze kawki już za nami, drugie podejście  -przypuszczam - dopiero po obiedzie, a zatem macie kilka godzin na jego przygotowanie. Satysfakcja i zadowolenie domowników gwarantowane!

Jabłka z orzechami zapieczone w kruchym cieście

Czas na deser! : Jabłka z orzechami zapieczone w kruchym cieście

Te apetyczne bułeczki są tak łatwe w przygotowaniu, że poradzą sobie z nimi nawet kuchenni nowicjusze. Uzasadnieniem niech będzie fakt, że wykonała je moja 14-letnia córka:)

W zasadzie jedyne, co musicie zrobić, to zagnieść kruche ciasto i włożyć je na minimum godzinkę do lodówki, by się schłodziło i stwardniało. Przepisów na jego wykonanie znajdziecie w sieci mnóstwo... ja odsyłam do mojego ulubionego kulinarnego bloga, którego prowadzi przesympatyczna i niezwykle zdolna Małgosia, tylko ostrzegam przed nagłym i zupełnie niepohamowanym ślinotokiem, bo to, co ta dziewczyna pokazuje, to prawdziwe mistrzostwo!

Ok, ciasto, a więc naszą bazę mamy już gotowe, zabieramy się więc za źródło rozkoszy: wnętrze.
W przepisie, który Wam pokazuje jest jabłko i orzechy włoskie, ale nadzienie może być dowolnie modyfikowane... ciekawe, jak smakują te bułeczki z gruszką?... może być smacznie!
Jabłka obieramy, usuwamy środki, możemy dla wzmocnienia smaku posypać je cynamonem lub cukrem waniliowym - jak kto woli. Przygotowane połówki, zawijamy porcjami kruchego ciasta, nie zapominając o orzechach, i voila! Gotowe.
Blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia umieszczamy w nagrzanym do 200st piekarniku. Jeśli dysponujecie termoobiegiem, możecie tę temperaturę nico zmniejszyć, u mnie było to 180st. Czekamy...czekamy...czekamy...nie! łapy przy sobie...jeszcze chwilę czekamy, aż ciasto nam się apetycznie zarumieni, a ze środka wypłyną soki z naszych jabłek. Teraz możecie wyjąć, poczekać, aż odrobinę ostygnie <wiem, że to trudne, bo zapach, jaki właśnie unosi się w kuchni przyprawia o zawrót głowy:) >, posypać do smaku i wyglądu cukrem pudrem i to wszystko. Mówiłam przecież, że proste...:)

A gdyby jeszcze było Wam mało kulinarnych doznań, można dodatkowo porozpieszczać podniebienie gałką lodów waniliowych, które wyjątkowo dobrze czują się w towarzystwie kruchego ciasta i pieczonych jabłek.

Smacznego!



Essence, Cakepop That's top! Blush

Dziś coś dla miłośniczek kosmetyku, który dla mnie jest swego rodzaju kropką nad 'i' w makijażu. Prezentując kosmetyczne nowości obiecałam poświęcić mu osobny post, tym bardziej, że jak się okazało, zajął zaszczytne, pierwsze miejsce wśród produktów, które od kilku tygodni namiętnie upiększają moje lico. Jeśli mam być szczera, to powiem Wam w sekrecie, że całkowicie zdetronizował inne tego typu i króluje wśród mojego skromnego zbioru róży. Ależ jak się nim nie zachwycać, skoro jego niejednoznaczny kolor zyskał aprobatę nie tylko moją ale i osób postronnych?
Cookies&Cream to limitowana kolekcja marki Essence, która ukazała się w sprzedaży w maju tego roku. Pośród całej linii znajdziemy między innymi ten piękny, morelowy róż o nazwie Cakepop, That's Top! opatrzony numerkiem 01.

John Masters Organics, Szampon do włosów przetłuszczających się, Mięta&Wiązówka Błotna


Moje włosy to skomplikowany i złożony temat. Skłamałabym twierdząc, że są nad wyraz kłopotliwe, jednak wykazują pewne tendencje, z których nie do końca jestem zadowolona. Jedną z największych bolączek, z jaką przyszło mi się zmagać, jest nadmierne przetłuszczanie się kosmyków, dlatego staram się wybierać produkty, które mogłyby mi ociupinę pomóc, przedłużając świeżość mojej czupryny chociażby o jeden dzień. Kosmetyków do rzeczonego rodzaju włosów jest na rynku pod dostatkiem i naprawdę jest w czym wybierać... teoretycznie, bowiem gdy dołożyć do tego wrażliwą skórę głowy oraz lekko przesuszone końce, sprawa nieco nam się komplikuje.
Testowałam już niewyobrażalną ilość szamponów drogeryjnych, wśród których były te lepsze, jak i gorsze. Po drodze była też próba, dodam - nieudana, wprowadzenia do codziennej pielęgnacji osławionych w blogosferze rosyjskich specjałów. Jak dotąd największe wrażenie wywarł na mnie tanioszek Green Pharmacy z nagietkiem lekarskim.
Wiadomym jest jednak, że kobiety nie zadowolisz tak po prostu, a jej chęć przed testowaniem nowości jest silniejszy, niż zdrowy rozsądek. Szukając więc dalej, natknęłam się na posty Madzi, w których prezentowała zastęp swoich ulubieńców w temacie włosowym marki John Masters Organics, a że ja mało odporna na zachęty jestem, połknęłam haczyk i skusiłam się na zakupy. Dodatkowym bodźcem była promocja w sklepie internetowym Naturnika, w którym to nabyłam trzy kosmetyki przeznaczone stricte do pielęgnacji włosów. Dziś opiszę jeden z nich, a mianowicie Szampon do włosów przetłuszczających się, Mięta&Wiązówka Błotna.
John Masters Organics, Szampon do włosów przetłuszczających się, Mięta&Wiązówka BłotnaWedług obietnic producenta Szampon Mięta &Wiązówka Błotna stymuluje skórę głowy, przywracając jej odpowiednie ph, odżywia cebulki włosów, kontroluje wydzielanie sebum, a cienkie, przerzedzone włosy zyskują na objętości. I to wszystko już od pierwszego zastosowania.


Bujany Fotelik - Carlos Ruiz Zafon


No i stało się!Oficjalnie stwierdzam, że wpadłam, jak śliwka w kompot- jestem zakochana!

Sądziłam, że już nie dla mnie miłosne uniesienia i związane z nimi doznania...wiecie, motyle w brzuchu, momenty oczekiwania na kolejne spotkanie, tajemnica odkrywania, niepokój przed nieznanym i ta radość, gdy okazuje się, że to, co sobie wyobrażamy i czego oczekujemy, znajduje swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości.

A taki ON niepozorny, nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że daleko mu do ideału i uosobienia męskości.Wyglądem przypomina raczej mizernego krasnala, niż umięśnionego i śniadego Hiszpana, występującego w naszych sennych marzeniach:D.Nie spodziewałam się, że tak zawróci mi w głowie.
A zrobił to!Uwiódł mnie totalnie swoją twórczością!Jestem bezgranicznie zafascynowana jego piórem i lekkością, z jaką nim włada, hipnotyzując swojego czytelnika i sprawiając, że zostajemy w jego świecie do ostatniej stronicy.To ON decyduje o tym, kiedy ta podróż się kończy, a koniec jest tylko jeden...napis THE END:D.

Carlos Ruiz Zafon.Mój Mistrz...



Już pierwsze spotkanie było owocne.Po przeczytaniu Mariny miałam ochotę na więcej, czułam niedosyt, szybko zatem swoje pragnienie zaspokoiłam, dokupując kolejne pozycje.I tak oto, moje tegoroczne lato zostało zdominowane przez hiszpańskiego powieściopisarza, który sprawia, że czas staje w miejscu, a myśli pędzą jak szalone, próbując dogonić i zrozumieć świat wykreowany przez mistrza.
Trzy tytuły, trzy krótkie podsumowania.Zapraszam.

Makijażowe potyczki IVONY / Czarna kreska na linii wodnej

Makijaż, jaki wykonuję na co dzień jest bardzo minimalistyczny.Nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak minimalizm jest ostatnio trendy, gdyby nie fakt, że to nie jest mój wybór, a konieczność.Stawiam na sprawdzone kolory, brak w nim krzty szaleństwa, można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest do bólu nudny.No cóż, orłem makeupu nie jestem, trudnością jest dla mnie narysowanie dwóch takich samych kresek:D.Jednakowoż staram się choć trochę go urozmaicić.

Wykreślone z listy marzeń # 6 / Czarna ramoneska

Hej, jak Wam mija poniedziałek?Mój jest nadzwyczaj leniwy ale takie dni również są potrzebne i wbrew pozorom, mogą wnieść coś nowego:D.
Dziś post z aktualizacją mojej Listy Marzeń '14.Wykreślając kolejne pozycje uświadamiam sobie, jak bardzo była przemyślana w momencie układania.Pomimo, iż kilka chciejstw straciło nieco na sile, to nadal w większości są to produkty, które kupiłabym ponownie lub umieściła na niej po raz drugi.Do podsumowania zostało jeszcze kilka miesięcy...zobaczymy, z jakim wynikiem zakończę ten mały eksperyment:D.
Pozycją, którą dziś wykreślam jest czarna ramoneska kupiona podczas zeszłotygodniowego szaleństwa zakupowego.Powolutku uzupełniam swoją jesienną garderobę, a kurtka miała w tym temacie absolutne pierwszeństwo.Reszta nowości do podejrzenia na moim Instagramie.
CROPP

Życzę Wam udanego tygodnia, pozdrawiam!
:D