La Roche Posay, Effaclar, oczyszczajacy żel do mycia buzi

Oczyszczanie buzi to dla mnie 'podstawowa podstawa'. Nie wyobrażam sobie pójść spać bez wcześniejszego gruntownego demakijażu - moja zbuntowana skóra szybciutko by mi to wypomniała. Do mycia używałam już mleczek, pianek, ale zawsze wracam do żeli, bo te najbardziej mi odpowiadają.

Przez ostatnie dwa miesiące moim myjadłem był żel z La Roche Posay, czyli słynny Effaclar. Założę się o własną nerkę, że większość z Was o nim słyszała, a połowa używała:D. Czy sprawdził się u mnie? Zapraszam do lektury.

La Roche Posay, Effaclar, oczyszczajacy żel do mycia buzi

"Żel przeznaczony jest do skóry wrażliwej i tłustej, zmniejsza łojotok i ułatwia eliminację łoju, równocześnie nie powodując podrażnień skóry. Wskazany do codziennej pielęgnacji skóry ze skłonnością do powstawania trądziku i/lub podrażnionej środkami wysuszającymi. Łagodnie eliminuje zabrudzenia dzięki swej nieagresywnej bazie myjącej, bez mydła , bez barwników, bez alkoholu, bez parabenów. Poprawia stan naskórka i dzięki działaniu soli cynku ułatwia usunięcie nadmiaru łoju. W rezultacie stosowania skóra odzyskuje równowagę fizjologiczną i jest doskonale przygotowana do zabiegów pielęgnacyjnych. Zawarta w żelu Woda termalna z La Roche-Posay (pH 5,5) koi i łagodzi podrażnienia.Nowa formuła to według producenta nie tylko niższa cena i większa pojemność, ale także wyższa skuteczność."



SKŁAD:Aqua/Water,Sodium Laureth Sulfate,PEG-8,Coco-Betaine,Hexylene Glycol,Sodium Chloride,PEG-120 Methyl Glucose Dioleate,Zinc PCA,Sodium Hydroxide,Citric Acid,Sodium Benzoate,Phenoxyethanol,Caprylyl Glycol,Parfum/Fragrance(CODE F.I.L:B32025/1)


Jak widać żel otrzymujemy w białej, plastikowej tubie o poj. 200ml, za którą musimy zapłacić mniej więcej 30zł. Za tę cenę kupujemy pierońsko wydajny produkt o przeźroczystej, żelowej konsystencji i nieco chemicznym, aczkolwiek zupełnie nie przeszkadzającym zapachu.
Przejdźmy zatem do sedna...czy oczyszcza? - pewnie. Znakomicie radzi sobie z makijażem. Skóra po jego użyciu jest solidnie i gruntownie oczyszczona, a przy tym doskonale zmatowiona i odtłuszczona. Dla mnie i mojej tłustej skóry to zbawienie, bo uwielbiam taki efekt po umyciu... muszę czuć tą czystość. 
Nie przeszkadza mi nawet uczucie ściągnięcia, które występuje w chwilę potem. Sprawę załatwiam tonikiem lub micelem oraz porządną dawką nawilżenia i po krzyku.
Czy pomógł w walce z niechcianymi przybyszami?
Tego niestety nie zauważyłam.
Owszem, fajnie łagodził i uspokajał te już istniejące, aczkolwiek nie miał wpływu na pojawianie się nowych. Skóra po jego użyciu jest gładka, delikatna i przyjemna w dotyku, ale trzeba uważać, bo potrafi wysuszyć. Mojej tłustej skórze absolutnie krzywdy nie zrobił, jednak 'sucharki' powinny mieć to na uwadze. 


Ogólnie oceniam go na mocną 4 ale chciałabym spróbować czegoś nowego.




Czwarty domownik


Niedługo minie trzy lata, odkąd jest z nami. Zadomowił się już na dobre i chyba jest zadowolony:D. Choć niekiedy mamy go dość, to żadne z nas nie wyobraża sobie, że mogłoby go nie być.
 Riko- wspaniały przyjaciel, towarzysz i rozweselacz w jednym...a to wszystko w niespełna 15-kilogramowym ciałku:D
A tak wygląda...przystojniak, prawda?



A Wy macie swoich ukochanych pupili? Może zechcecie się nimi pochwalić?


Z grzywką, czy bez?...efekty małej metamorfozy



Zachciało mi się zmian. A co najszybciej ściąć, gdy pojawia się nieodparta pokusa, by zmienić coś na głowie?- oczywiście grzywkę!
Ja z efektu jestem zadowolona, a Wam jak się podobam w tej wersji?<Marzenko, Aniu...Wasze zdanie już znam:D>.

Z grzywką, czy bez?...efekty małej metamorfozy

p.s. zauważyłam, że ilość obserwatorów ostatnimi czasy mocno się powiększyła<za co serdecznie dziękuję:D> i zbliżamy się do 'szatańskiej'  liczby:D; kto się nie boi trzech szóstek??...niechaj kliknie:D


Udanej niedzieli kochani:)



Esencja młodości, czyli micel od Bielendy


Lubię płyny micelarne za ich wszechstronność. Znakomicie sprawdzają się podczas całego procesu oczyszczania skóry twarzy. Można zrobić nimi kompletny demakijaż, łącznie z okiem, a na koniec pięknie tonizują nam buzię.
Tyle w teorii, ponieważ osobiście praktykuję nieco inny sposób. Micel służy mi do demakijażu oczu oraz jako tonik, nie wyobrażam sobie bowiem nie umycia twarzy w sposób tradycyjny, czyli woda+żel, tudzież pianka...czuję się wtedy jakaś taka 'niedomyta'. Tak więc micel to pierwszy i ostatni krok mojego demakijażu.
Ten, który Wam dziś zaprezentuję jest dość popularny i ma całkiem niezłe notowania, dlatego musiałam go wypróbować, tym bardziej, że jego cena jest stosunkowo niska i jest to mniej więcej 12zł za 200ml produktu. Z dostępnością również nie powinno być problemu.


"Niezwykle delikatny, nawilżający płyn micelarny Esencja Młodości 3 w 1 zastępuje mleczko, tonik i wodę. Szybko, starannie i niezwykle skutecznie oczyszcza skórę, usuwa makijaż, pozostałe zabrudzenia i nadmiar sebum. Zwęża i zamyka pory, zapobiega powstawaniu wyprysków, łagodzi podrażnienia. Płyn jest bezpieczny dla skóry wrażliwej. 
0% parabenów, 0% sztucznych barwników, 0% SLS-u
Bio kwas hialuronowy intensywnie i długotrwale nawilża i wygładza. Komórki macierzyste z drzewa arganowego głęboko regenerują, odżywiają i wzmacniają skórę. Witamina B3 wyrównuje niedoskonałości skóry wywołane trądzikiem, skutecznie matuje błyszczącą cerę. Płyn natychmiast odświeża i koi, nie wysusza skóry mieszanej i wrażliwej"


SKŁAD:
Aqua (Water), Glycerin, Sodium Cocoamphoacetate, Niacinamide, Arginine PCA, Sodium Hyaluronate, Argania Spinosa Sprout Cell Extract, Urea, Sodium Lactate, Allantoin, Lactic Acid, Isomalt, Lecithin, Polysorbate 20, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, DMDM Hydantoin, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropionol, Linalool


 Płyn dostajemy w dość tradycyjnym opakowaniu, jakim jest przeźroczysta butelka z twardego plastiku. O konsystencji nie ma co się rozpisywać- płyn jak płyn, czyli bezbarwna wodnista ciecz:D
Na pochwałę zasługuje zapach, który urzeka mnie swą delikatnością i znacznie umila moment aplikacji.

W roli płynu do demakijażu oka radzi sobie całkiem nieźle- po jednym waciku na każde oko. Nic się nie rozmazuje, wszystko pięknie schodzi. Nie wiem jak sprawdziłby się podczas zmywania tuszu wodoodpornego, bo takowego nie używam ale z tradycyjnym radzi sobie błyskawicznie. Do tego nie szczypie w oczy, nie podrażnia.
Jako tonik radzi sobie równie dobrze, choć efektu nawilżenia jaki obiecuje producent, nie uświadczyłam.  Szybko się wchłania, nie pozostawia uczucia lepkości, usuwa resztki makijażu.
Nie ściąga skóry i nie podrażnia, jednak nie zauważyłam znaczącego wpływu na poprawę jej stanu. 
W sumie nie zachwycił mnie na tyle, by pisać mu pochwalną litanię- ot, zwyklaczek taki, bez większego woow. Na moje średnie wrażenia wpłynęła też mała wydajność produktu- służył mi niecałe dwa tygodnie, a przypomnę, że używałam go tylko do demakijażu oczu i jako tonik, do przetarcia buzi przed kolejnym krokiem pielęgnacji.

No cóż, micelek Bielendy nie stanie się moim faworytem w swojej kategorii ale pozostawi całkiem miłe wspomnienia. Zupełnie go nie skreślam, być może kiedyś...w chwili jakiejś pomroczności  lub braku wyboru, spotkamy się ponownie?...kto wie?

A jaki jest Wasz ulubiony płyn micelarny?




Drogeria internetowa, którą polecam


Na początek małe wyjaśnienie- ten post nie jest w żaden sposób sponsorowany i nie dostałam za niego żadnych profitów. Ma on na celu jedynie zaprezentowanie fajnego miejsca w sieci, które miałam przyjemność ostatnio odkryć. Chciałabym podzielić się z Wami tym znaleziskiem, ponieważ uważam, że warto takie strony pokazywać.
A o czym mowa?
O drogerii internetowej  henri.pl



henri.pl to drogeria, w której znajdziemy prawdziwe morze kosmetyków, zarówno tych tańszych, ogólnodostępnych, jak i z tzw.wyższej półki jak Chanel, Clarins, Dior, czy Guerlain.

Przyciąga przejrzystą szatą graficzną, fajną przyjemną kolorystyką, szeroką ofertą oraz -co najważniejsze- przystępnymi cenami. Oprócz typowych kosmetyków do makijażu, czy do pielęgnacji twarzy lub ciała, w ofercie znajdziemy również bardzo duży wybór dermokosmetyków, z popularnym FlavoC firmy Auriga na czele.

W celu uzasadnienia mojego wyboru, podaję kilka przykładowych produktów, których atrakcyjne ceny zachęcają do zakupu

Słynne Meteorki Guerlain, obiekt westchnień wielu kobiet, w cenie 175zł

Puder Dior, cena 169zł

Puder EL, w cenie 119zł

Podkład EL Double Wear, w cenie 134zł

Fajną propozycją drogerii-zwłaszcza w gorącym przedświątecznym okresie- są zestawy zapachowe, w których z pewnością znajdziecie swoje ulubione aromaty.


Zestaw CK One, Woda toaletowa 100ml+dezodorant w sztyfcie 75ml, w cenie 135zł

Cacharel, Amor Amor, woda toaletowa 30ml + balsam do ciała 50ml, w cenie 109zł


To tylko przykładowe ceny, wybór jest tak masakrycznie duży, że bez problemu odnajdziecie tam wiele ciekawych propozycji.
Osobiście nie mogę się od tej stronki odkleić, wciąż mnie coś kusi, a koszyk zmienia swą zawartość mniej więcej raz dziennie:D

Mam nadzieją, że Was zachęciłam. Myślę, że to fajna propozycja miejsca, gdzie szybko i bezboleśnie zrobimy gwiazdkowe prezenty.

A może moglibyście polecić mi inne, godne uwagi miejsca w sieci- takie, które cenicie i lubicie w nich robić zakupy?


--------------------
*wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony henri.pl



Aktualna pielęgnacja moich włosów


Dziś<jak w tytule posta> przedstawię i pokrótce opiszę produkty, których aktualnie używam do pielęgnacji włosów. Nie wiem czy jest ich dużo, czy mało...dla mnie jest to optymalna ilość. Starałam się znaleźć złoty środek i po krótkim okresie szaleńczego czytania składów oraz odrzucania wszystkiego, co zawiera silikony, slesy i takie tam, po przeczytaniu pierdyliarda stron i porad dotyczących pielęgnacji włosów, odnalazłam wreszcie jakiś punkt odniesienia, którym kieruję się przy wyborze produktów do moich kłaczy.
Szukanie własnej ścieżki to była prawdziwa męka i nie raz, nie dwa chciałam rzucić to wszystko w diabły. Cierpliwość czasem jednak popłaca.Dziś mogę spokojnie powiedzieć, że znalazłam to, czego szukałam.
Dowiedziałam się też, że moje włoski lubią silikony, porządne zabezpieczanie końcówek, olejowanie, emolienty oraz  treściwe maski. Uwielbiają gdy traktuję je wręcz po królewsku, nie rozczesuję na mokro, a po umyciu delikatnie odciskam nadmiar wody bawełnianą koszulką. Dziękują mi gdy je upinam, chroniąc w ten sposób przed wpływem szkodliwych warunków atmosferycznych. Nienawidzą nadmiaru humektantów, wilgotnego powietrza i wiatru.
 Na dzień dzisiejszy moja pielęgnacja wygląda następująco:


Aby łatwiej było to wszystko ogarnąć, produkty pogrupowałam.

SZAMPONY
 Włosy myję codziennie, przy dobrych wiatrach raz na dwa dni. Służą mi do tego dwa szampony - pomarańczowy Fructis oraz biedronkowy DeBa. Raz na dwa tygodnie oczyszczam porządnie włosy szamponem ze skrzypem polnym-Barwa Ziołowa.
Zazwyczaj myję tylko skalp, a spływająca po włosach woda podczas spłukiwania oczyszcza je na długości.
NIGDY nie rozczesuję włosów na mokro, ani nie kładę się z mokrymi włosami spać!

ODŻYWKI
Odżywki lądują na moich włosach po każdym myciu <chyba, że akurat kładę maskę>. Zazwyczaj są to 2-3 minuty, gdy mam trochę więcej czasu ok 10min. Moje wysokoporowate włoski polubiły też nakładanie odżywki przed myciem na ok pół godzinki. Do tego celu najlepiej sprawdziła się nawilżająca Isana.Odżywka Nivea znakomicie działa pozostawiona w formie maski. Jest to jedna z moich ulubionych odżywek. Gdy totalnie brakuje mi czasu spryskuję włosy jedynie mgiełką Gliss Kur.

MASKI
Ukochana maska Ziaja, której recenzję pisałam TUTAJ
Maska Joanny, która na razie jest w fazie testów oraz Pilomax, który nie robi z moimi włosami absolutnie nic:D
Na zdjęciu nie ma siemienia lnianego oraz wszystkich półproduktów, którymi wzbogacam swoje maski, a które znajdują się w każdej kuchni, jak np. miód, śmietana czy żółtko.
Maski nakładam 2-3 razy w tygodniu, pod czepek na minimum godzinę.

POZOSTAŁE

Jedwab w płynie GP to obowiązkowy punkt pielęgnacji. Zabezpieczam nim końcówki po każdym myciu. Z termoochroną Marion jest tak, jak z kremem z filtrami...niby nie widać, że działa ale mam wrażenie, że robię dobrze:D. Do olejowania służy mi olej makadamia, czasem olej winogronowy. Wcierka Jantar, która swego czasu bardzo wpłynęła na porost moich włosów KLIK KLIK , teraz używana jest mniej regularnie...w zasadzie używam jej jak mi się przypomni.
Na zdjęciu jest jeszcze serum olejowe samorobione, w buteleczce z atomizerem. Aktualna mieszanka to olej arganowy, woda, nawilżająca Isana oraz maska z drożdżami Bingo.


*****

To wszystko:D. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. Gdybym jednak czegoś nie dopisała, a będziecie ciekawi, bardzo chętnie odpowiem w komentarzach.

A teraz najważniejsze, czyli to jak moje włoski wyglądają na dzień dzisiejszy:

w naturalnym świetle dziennym

zdjęcie z lampą

aktualna długość


POZDRAWIAM:)




"W czym mogę pomóc?", czyli IVONY rozprawa o namolnych ekspedientkach

"W czym mogę pomóc?", czyli IVONY rozprawa o namolnych ekspedientkach


Byłam ostatnio, proszę ja Was, na zakupach.Ot, typowy wypad do galerii połączony z kinem.
Po zmniejszeniu salda konta i małym-oczywiście niezdrowym-posiłku, udałam się na tzw."obchód', czyli bezcelowe przeglądanie asortymentu różnego rodzaju butików, w większości kończące się na lizaniu szklanych, sklepowych witryn.
Zdaję sobie sprawę z tego, że wyglądałam jak rasowy glonojad, który przyssany do szyby, przesuwa się w górę i w dół, w celu zbadania jak największej przestrzeni owej powierzchni szklanej:D.Musicie jednak przyznać, że taki widok to codzienność, szczególnie przy stoiskach z biżuterią, która swoimi cenami często znacznie przewyższa nasze możliwości finansowe.Patrzymy, podziwiamy, nakręcamy się niepotrzebnie, by następnie odejść ze spuszczoną głową, przeklinając i bluzgając w myślach, że nas na owe cuda nie stać.No cóż...życie.

Do czego zmierzam?

Kręcąc się tak trafiłam do perfumerii na literę D. Milczeniem pominę fakt, że cała wystawa przypominała jedną, wielką ozdobę choinkową <przecież to dopiero początek listopada damn it>, która błyszczała i skrzyła się brokatem na odległość.Szybki rzut okiem do środka..."ok, trochę ludzi jest, mogę wejść"-myślę sobie.
Nie wiem jak Wy ale ja uwielbiam, gdy nie jestem sama w jakimś butiku. Unikam tym samym wpatrywania się we mnie znudzonej pani sklepowej. W takich sytuacjach nigdy nie wiem, czy swym wzrokiem stara się mnie z tego sklepu wygonić, cobym nie przeszkadzała w plotach z koleżanką, czy zachęcić do wydania <większej niż pierwotnie zakładałam> kasy.
Wróćmy zatem do bohatera dzisiejszych wynurzeń.
"D" jak "daj mi swoją kartę, a ja pomogę Ci ją wyczyścić":D
W środku roiło się od próbujących znaleźć swoje piękno kobiet. Było też kilku panów ale Ci służyli raczej za tragarzy tych pierwszych:D. Dwa kroki do przodu i znalazłam się w krainie wiecznej szczęśliwości, bijącej po oczach luksusem i wspaniałymi kolorami. Prawdziwe eldorado.Kolejne dwa kroki, czyli nadal tuż za wejściem i nagle...jak spod ziemi wyrasta pierwsza przeszkoda.Pojawia się znikąd, niemal jak feniks, który odradza się z popiołów. Na wymalowanych czerwoną pomadką ustach maluje się wytrenowany do granic możliwości sztuczny uśmiech...
- "mogę w czymś pomóc?" -tak znienawidzone przeze mnie zdanie poprzedzone jest zlustrowaniem mojej osoby od samych czubków butów, do samego czubka głowy...
Trochę poirytowana ale nadal w świetnym nastroju odpowiadam zgodnie z prawdą -"nie, dziękuję...chciałabym się NAJPIERW rozejrzeć". Miła pani wyglądem przypominająca hollywoodzką laleczkę barbi uśmiecha się ponownie, coś tam jeszcze bąka pod nosem, że "jakbym potrzebowała pomocy" , że "jak coś to proszę wołać" i odchodzi zdegustowana tym, że trafiła jej się kolejna oglądaczka i macaczka,  nie mająca znaczącego wpływu na powiększenie jej premii ze sprzedaży.

Uff, myślę sobie "teraz mogę spokojnie sobie pozglądać".

No więc idę między szafami, półkami, regałami, małymi wysepkami i przyglądam się tym wspaniałościom.
Na chwilę zatrzymałam się przy wysepce Diora...to był błąd ale dowiedziałam się o tym, gdy było już za późno, aby się wycofać.
Patrzę...leci...omija wszystkie przeszkody niczym zawodowiec, a w oczach jej nadzieja, że może tym razem się uda. Ale co ciekawsze kłusem zapierdziela do mnie inna miła pani, niż ta, z którą miałam wątpliwą przyjemność spotkać się minutę wcześniej przy wejściu. I znów to samo, jednak teraz w nieco innej formie, bardziej sprecyzowanej, bo i stoisko przy którym mnie dorwała mogło dać ku temu podstawy:
-"szuka pani czegoś do makijażu?, może pomogę w dokonaniu wyboru?"
-"nie, dziękuję" odpowiadam z uśmiechem, a w myślach posyłam ją do diabła:D
Drugie podejście...dobre są!
Ta sytuacja powtórzyła się jeszcze dwukrotnie- przy szafie Clinique oraz stendzie EL. Za każdym razem moim oczom ukazywała się inna dziewczyna, choć wszystkie jak jedna wymalowane były tak perfekcyjnie i tak podobnie, że w pewnym momencie można się było pomylić.

Moja wizyta w D zakończyła się po mniej więcej 4 minutach. Tyle wystarczyło, aby czterokrotnie opędzać się od namolnych ekspedientek tam pracujących. Aż strach pomyśleć co by było, gdybym została dłużej.

Się więc pytam...

Czy Was też to wkurza? <żeby nie powiedzieć bardziej dobitnie>. Czy tak trudno zrozumieć, że klientka chce się rozejrzeć, pomacać, powąchać? Sama...bez stojącej jej nad głową obsługi.
Mama zawsze mi powtarzała "koniec języka za przewodnika" i zawsze jak potrzebuję pomocy umiem o nią poprosić. Perfumeria to jednak nie bazar z warzywami, czy osiedlowy sklep, w którym zwykłam kupować bułki ale miejsce, gdzie potrzebuję czasu dla siebie.
Dodatkowo denerwuje mnie, że te panie nie obserwują siebie nawzajem.Przecież to nie mitologiczny labirynt zaprojektowany przez Dedala, w którym król Minos uwięził groźnego Minotaura.Tu wszystko widać jak na dłoni. Skoro podziękowałam za pomoc pierwszej i drugiej, to po jaką cholerę leciały do mnie dwie kolejne?!?Gdybym potrzebowała pomocy, na pewno by to zauważyły. hmm...

To pisałam ja...zdegustowana klientka.



Październikowe zachwyty, czyli słów kilka o moich kosmetycznych ulubieńcach


Już niemal połowa listopada, a ja dopiero z październikowymi ulubieńcami przybywam.No nic, lepiej późno niż wcale, prawda?
W minionym miesiącu moje serce skradły trzy produkty- baza pod cienie ArtDeco, pędzel do nakładania podkładu Hakuro H50s oraz maska do włosów Ziaja. Chciałabym dziś przedstawić je Wam nieco bliżej.



Ziaja, naturalna oliwkowa maska do włosów, regenerująca

Tej masce poświęciłam osobny post. Jeśli macie ochotę poczytać, zapraszam   TUTAJ .
Powiem tylko, że nic się nie zmieniło i nadal jestem nią wprost zachwycona.  


 ArtDeco, baza pod cienie

Właścicielki tłustej lub opadającej powieki wiedzą, że bez bazy ani rusz. Najgorzej jest, gdy te dwa czynniki połączymy w jedno <tak jak w moim przypadku np.>. Makijaż nie wytrzymywał na moim oku nędznych kilku godzin, ba! niekiedy cień rolował się i zbierał w załamaniu niespełna 2 godziny po nałożeniu.
Na szczęście ten problem już mnie nie dotyczy.
Kupienie tej bazy, to jedna z lepszych moich inwestycji. Teraz mogę cieszyć się makijażem oka cały dzień, cień się nie zbija, nie migruje, a do tego baza cudownie podbija jego kolor <patrz ostatnie zdjęcie>.Jest bardzo plastyczna, dobrze się ją rozprowadza na powiece, w chwilę po nałożeniu możemy zaczynać malowanie. Nie zauważyłam by uczulała lub w inny, negatywny sposób wpływała na tą wrażliwą sferę twarzy.
Może i nie należy do najtańszych ale zdecydowanie jest warta swojej ceny! Polecam!
Swój egzemplarz kupiłam na  cocolita.pl  i z tego co widzę możecie ją aktualnie nabyć w promocji za 23,90zł.


 
Hakuro H50s, pędzel do podkładu


Kolejne odkrycie miesiąca, które pozostanie ze mną na wieki wieków:D. 
Długo opierałam się przed tym zakupem...wydawało mi się <o ja nieświadoma!>, że nic nie nałoży podkładu lepiej, niż moje własne paluchy. I babrałabym się tak zapewne jeszcze długo, gdyby nie Wy dziewczyny. Naczytałam się i naoglądałam tylu wspaniałych recenzji, pełnych zachwytów, że postanowiłam sprawdzić to na własnej buzi.Teraz już wiem, że miałyście rację i kto choć raz spróbuje wykonać makijaż pędzlem już nigdy nie wróci do paluchów!
Hakuro H50s to pędzel wykonany z syntetycznego włosia, służący do nakładania płynnych podkładów. Znakomicie sprawdzi się również przy podkładach mineralnych. Mały, zgrabny i poręczny. Mniejszy brat H50. Doskonale dociera we wszystkie zakamarki twarzy i precyzyjnie aplikuje, bez smug, czy prześwitów.Piorę go niemal codziennie delikatnym szamponem i jak do tej pory włos mu z głowy nie spadł:D.Jednym słowem cudowny! Gorąco polecam wypróbować wszystkim niedowiarkom:D
Do nabycia np. na cocolita.pl  w cenie 25,90


 Ok, to by było na tyle:)
Zostawiam Was z moimi ulubieńcami, a sama zmykam na pieczone ziemniaczki...mmm pycha! 

Życzę Wam udanego popołudnia:)