Naturalna, oliwkowa maska do włosów marki Ziaja


Ktoś mądry kiedyś powiedział "Cudze chwalicie...". Szukamy włosowych cudotwórców w internetach, przekopujemy się przez stos rosyjskich, czy innych bułgarskich specyfików, wertujemy blogi włosowych guru i Wizaż...nie wiem jak Wy ale ja często się w tym wszystkim gubię. Czasami trudno jest wyłuskać z tych dobroci prawdziwą perełkę, która spełni obietnice producenta i w zdecydowanym stopniu przyczyni się do poprawy stanu naszych włosków.
A przecież rodzimy rynek jest w takie produkty bogaty, wystarczy chwilę się zastanowić, uporządkować myśli, ochłonąć ze wszystkich internetowych pokus i zerknąć na najniższe sklepowe półki, bo to właśnie tam stoi produkt, który swym niepozornym wyglądem nie rzuca się w oczy, a śmiesznie niska cena ma nas odwieźć od jego nabycia.
Na szczęście swój rozum mamy i wiemy, że  wysoka cena nie zawsze idzie w parze z jakością.
Przedstawiam Wam zatem produkt, który nie dość, że kosztuje zaledwie niecałe 6zł za 200ml, to swym działaniem naprawdę zachwyca i spokojnie może konkurować z braćmi z wyższych sklepowych półek.
Tak Moi Drodzy...dziś będzie w samych superlatywach, a moim zachwytom nie będzie końca...bo warto...bo o takich produktach trzeba pisać.

ZIAJA, Naturalna oliwkowa maska do włosów regenerująca


Ziaja, maska do włosów, pielęgnacja włosów, maska oliwkowa

The last rays of the sun? Leather pants and high heels


Aż trudno uwierzyć w to co widzimy za oknami- jesień maluje nam w tym roku cudowne widoki. Taką jesień to ja lubię!Ot co:D I gdyby taką pozostała, byłabym w stanie się do niej przekonać, ba!-pokochałabym ją równie mocno jak lato:D . No bo czego jak czego ale 20st pod koniec października niewielu z nas się spodziewało. Dzięki tak wspaniałym okolicznościom przyrody, bez obaw można jeszcze śmigać w szpileczkach...ołł jeee...



sweterek- Cropp
spodnie, buty - Allegro
torba - gift:)

Kochani, pragnę serdecznie podziękować za wspaniałe życzenia. Wszystkie jak jeden wywołały na moich ustach uśmiech, a w serduchu zrobiło się niesamowicie ciepło. To niewiarygodne ile siły mogą dać słowa. Chciałabym uściskać Was wszystkich ale z przyczyn czysto technicznych jest to niestety niemożliwe:D Przesyłam Wam zatem buziaki. Swoimi komentarzami utwierdziliście mnie w przekonaniu, że
 MAM NAJWSPANIALSZYCH CZYTELNIKÓW NA ŚWIECIE!


ŚCISKAM:)




I'm a year older...happy birthday to me:)


 Minęła północ, a więc nastał nowy dzień, dzień moich urodzin (i imienin ). Stało się...licznik znów poszybował w górę.Wkroczyłam w wiek chrystusowy:D. Dla jednych to mało, dla innych dużo<moi znajomi śmieją się, że ludzie tyle nie żyją, ooo>, a dla mnie?...rzekłabym-w sam raz. Na pewno nie czuję się staro, duchem nadal mam 20 lat, tylko zmarszczek przybyło:D.
Z tej okazji chciałabym zaprosić wszystkich moich czytelników na tort i szampana...szkoda, że może to być spotkanie jedynie wirtualne...no ale to w końcu tak rozpoczęła się nasza znajomość, prawda? Moja radość jest tym większa, że to już drugie moje urodziny, które spędzam razem z Wami.Dziękuję Wam Kochani za to, że jesteście:D Ściskam Was wszystkich najmocniej jak tylko potrafię, ślę miliony buziaków i uśmiecham się do monitora. Smacznego:)



Pamiętajcie, że dziś przestawiamy zegarki godzinkę do tyłu, czyli śpimy dłużej:D


CAŁUJĘ




Equilibra, Aloe Shampoo - aloesowy szampon do włosów


Ze słyszenia znamy go wszyscy, ponieważ jest dość popularny wśród blogerek - włosomanniaczek. Gorzej jest z używaniem i przetestowaniem jego właściwości na własnej skórze <a raczej włosach i skórze> bo dorwanie go stacjonarnie to nie lada wyczyn. Swój egzemplarz nabyłam w trakcie trwania promocji na wszystkie produkty Equilibra, w drogerii internetowej ZikoDermo , za niespełna 15zł. Cena regularna tego szamponu oscyluje w granicach 18zł. Część osób prosiła abym napisała swoją opinię na temat tego gagatka...więc prrooszzzę...spełniam Waszą prośbę:D


Equilibra, Aloe Shampoo - szampon aloesowy
Idealny do łagodnego mycia włosów i skóry głowy dla całej rodziny. Surfaktanty na bazie roślinnej zawarte w składzie szamponu łagodnie oczyszczają. Działanie ochronne aloesu zwiększa tolerancję skóry na produkt.
Dlaczego aloesowy szampon?
- wysokie stężenie aloesu: 20%, szampon wzbogacony pierwiastkami sladowymi soli z morza martwego o działaniu remineralizującym,
- surfaktanty na bazie roślinnej,
- nie zawiera detergentów SLES i SLS,
- nie zawiera parabenów,
- nie perfumowany.
Niewielką ilość szamponu nanieść na wilgotne włosy. Myj głowę, lekko masując włosy u nasady opuszkami palców. Na koniec delikatnie spłucz ciepłą wodą. W razie potrzeby powtórz czynność. 

 
Equilibra, Aloe Shampoo - aloesowy szampon do włosów
przepraszam za jakość zdjęć; po wrzuceniu ich do posta jakość uległa drastycznej zmianie; nie wiem co się dzieje z bloggerem:((


No więc tak...skład jaki jest każdy widzi - aloes na drugim miejscu to wielki atut tego szamponu. Dzięki tak dużemu stężeniu możemy doskonale poczuć jego działanie na naszych włoskach, które po spłukaniu i wysuszeniu ukazują nam swą doskonałą formę. Szampon znakomicie je nawilża i - co jest bardzo ważne - nie robi nam na głowie afro-puchu. Nie mogę też nie wspomnieć o skalpie, którego w żaden sposób nie podrażniał, nie wysuszał, nie miałam też ataków swędziawki, pomimo zawartości substancji powierzchniowo czynnej ALS, czyli słabszego zamiennika SLS. Używanie go to czysta przyjemność zarówno dla głowy, jak i zmysłów. Szampon ma zielonkawy kolor, jest średnio gęsty...taki bardziej zbity <if you know what i mean> oraz cudowny, aloesowy zapach, który zostaje z nami przez cały dzień.

Jest to łagodny produkt idealny do stosowania na co dzień, nie powoduje plątania się włosów, nie przyspiesza przetłuszczania się skóry głowy, świetnie odbija włoski u nasady, do tego jest mega wydajny- używałam go niemal codziennie przez ponad miesiąc. Piszę 'niemal', ponieważ raz na tydzień stosowałam mocniejsze myjadło do gruntownego oczyszczenia moich kłaczy:D.
Szampon wspaniale się pieni, komfort jego używania jest naprawdę na wysokim poziomie. Zauważyłam też, że ma bezpośredni wpływ na przedłużenie świeżości włosów. Co ważne, radzi sobie z olejami już za pierwszym razem.


Jednym słowem: polecam! Jest to produkt wart wypróbowania:)Przyszykujcie się jednak na dłuższe, choć mam nadzieję, owocne poszukiwania:)



Wiarygodność Bloggera...


...czyli jak pisać, aby inni czytając nasze recenzje/opinie nie kręcili głową z politowaniem, uśmiechając się pod nosem?

Na początek słówko wyjaśnienia-wszystko, co teraz napiszę to moje subiektywne spostrzeżenia i zaakceptuję fakt, że możecie mieć inne zdanie. Przyznaję też z ręką na sercu, że jest to temat dosyć grząski, niewdzięczny i trudny, mający niekiedy kilka twarzy i przybierający różne formy, dlatego od samego pomysłu na jego napisanie, do opublikowania notki minęło trochę czasu, a ja nie mogąc zdecydować się na opcję ostateczną, babrałam się w wersji roboczej przez kilka dni.
 Nie chcę byście odebrali to jak próbę wymądrzania się, bo mi samej daleko do ideału i wciąż popełniam mnóstwo błędów, które w miarę możliwości staram się wyeliminować. Nie chcę też nikogo obrazić, nie piszę tego posta personalnie, nie zwracam się do konkretnej osoby...chciałabym skupić się na pewnym dziwnym dla mnie zjawisku pisania recenzji na podstawie pobieżnego zapoznania się z kosmetykiem lub -co gorsza-na podstawie próbki.A takie kwiatki też się zdarzają...czytając takie twory wyglądam mniej więcej tak...


Kilka dni temu, późną wieczorową porą <ukłony w stronę wszystkich zapracowanych, którym ciężko jest dorwać się do kompa o ludzkiej porze> krążyłam sobie po blogosferze, odwiedzając nieznane mi dotąd blogi. Skacząc tak ze strony na stronę trafiłam na kilka, których tematem przewodnim jest recenzowanie produktów, pochodzących w głównej mierze ze współprac. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo wiele z nas ma na swoim koncie takie praktyki...chodzi mi raczej o jakość tych recenzji<czy jak to tam nazwać :D>.

Już sam tytuł głoszący, iż jego autorka właśnie nawiązała x-nastą współpracę, w wyniku której wspaniałomyślna firma pozwoliła jej przetestować próbkę, powtarzam:PRÓBKĘ, maski do włosów, powinien rozpocząć w mym mózgu reakcję wiązaną, prowadzącą do natychmiastowego opuszczenia tej strony. Ale nie...ale nie...moja ciekawość postanowiła ze mnie zadrwić i skierowała mój wzrok na treść posta...od momentu jego przeczytania nic już nie jest takie samo...:D, mój światopogląd wywrócił się do góry nogami, a wszystko co do tej pory uważałam za właściwe i cała moja wiedza zostały pogrzebane na wieki.
Wiedzieliście np. że po jednorazowym nałożeniu na włosy maski w ilości odpowiadającej małej próbce, na kilka minut spowoduje, że na drugi dzień będziecie mieli mniej rozdwojonych końcówek?!? < o mamma mia, chwalmy Pana swego!>, a włosy będą lśniące jak nigdy przedtem?Ja nie wiedziałam! Ale się dowiedziałam! Z owej recenzji < czy jak to tam nazwać:D>, ot co!
W tym momencie opadły mi nie tylko ręce...
ale wszystko, co prawem grawitacji może opaść...
tak dziewczyny...TO też...
Żeby nie było...otóż rzeczona blogerka dostała od tej firmy dodatkowo kilka broszurek, mapę miasta <dobrze, że symbolicznych kluczy do miasta jej nie wręczyli>, dwie foliowe reklamówki...no jakby nie patrzeć recenzja<czy jak to tam nazwać:D> się należy.
Się więc pytam, o co kaman?? Czytając tekie CÓŚ przestaję mnie dziwić fakt, że firmy i osoby 'z zewnątrz' traktują nas jak pazerne blogereczki, które spędzają swój dzień na wymyślaniu coraz to nowych sposobów na wyrwanie czegoś za free. Idealnie to odzwierciedla przedstawiona przeze mnie sytuacja. A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Takich blogów jest na pęczki.
Nie mówię, że ja jestem idealna ale na litość boską...pisząc opinię o jakimś produkcie staram się go najpierw poznać i przetestować na wszelkie możliwe sposoby. Aby zaobserwować działanie potrzeba nieco więcej czasu niż jeden dzień albo jednorazowa aplikacja. Często bowiem jest tak, że coś co na początku nas zachwyci, po miesiącu okaże się bublem bo będzie nas np. zapychać. Takich efektów działania nie dostrzeżemy od razu...trzeba być cierpliwym.Szybkie testy i wydawanie opinii udokumentowanej wątpliwej jakości zdjęciami tylko dlatego, że dostaliśmy coś gratis sprawi, że ucierpi na tym nie tylko nasza cera, czy włosy ale i nasza wiarygodność, która powinna być dla nas podstawą. Jak mają nas szanować inni, kiedy sami się nie szanujemy?
Firma X osiągnęła swój cel-reklama niewielkim kosztem. Rzuciła ochłap tylko po to, żeby coś o niej napisano, a naiwna dziewuszyna cieszy się, że nawiązała współpracę. Jaka to współpraca, do jasnej anielki?


Jeśli będziemy traktować swoje blogi jak śmietnik, do którego można wrzucić cały otaczający nas syf, to inni też go będą tak traktować! Praktykując takie zachowanie nikt nie będzie chciał z nami poważnie rozmawiać. A przecież pragniemy by nasze blogi były profesjonalne, by przyciągały czytelników i reklamodawców...każdy po cichu marzy o osiągnięcie swego rodzaju sukcesu. Oczywiście dla każdego ten sukces może oznaczać coś innego...wszystko zależy od naszych indywidualnych potrzeb.

Osobiście wyznaję pewną zasadę...traktuję swoich czytelników tak, jak sama chciałabym być traktowana. Ta zasada sprawdza się nie tylko na blogu ale może być też doskonałym życiowym mottem.

Tymi słowy kończę tę dzisiejszą przemowę...mam nadzieję że nie zanudziłam Was na śmierć. Dajcie znać co sądzicie na ten temat:)


Mała czarna w jesiennym wydaniu...


...bo kto powiedział, że sukienki nosimy tylko latem?


Oczywiście jest to pytanie retoryczne, ponieważ odpowiedź jest jasna jak słońce. Sukieneczki  <klik klik> możemy nosić cały rok Moje Drogie, pamiętać jedynie należy o zestawieniu ich z innymi dodatkami. Kryjące, czarne rajstopy, skórzana kurteczka oraz komin znakomicie się tu sprawdzają-jest nam ciepło ale w dalszym ciągu prezentujemy się elegancko i kobieco.


sukienka, kurteczka - Reserved
komin - Carry
buty - LubieButy
kopertówka - nn


Blogowe love - tematyka: lifestyle


Właśnie zdałam sobie sprawę jak dawno takiego postu nie było. Ostatni pojawił się w maju, kiedy to przedstawiłam Wam moje ulubione beauty blogi  KLIK oraz blogi o tematyce szafiarskiej  KLIK . Obiecałam wówczas, że to nie koniec, ponieważ blogosfera jest tak ogromna, że w swe ramiona przyjęła także osoby, które postanowiły nie skupiać się tylko na jednym temacie lub publikowane przez nie treści odbiegają nieco od tematów stricte urodowych. Mamy wspaniałe blogi o aranżacji wnętrz i organizacji przestrzeni wokół siebie, kulinarne oraz takie, które poruszają kilka dziedzin życia, łącząc je wszystkie ze sobą w sposób niezwykle zgrabny i przyciągający uwagę. Dziś chciałabym Wam przedstawić takie właśnie blogi...blogi, na których każdy znajdzie coś dla siebie.Zapraszam:). Kolejność przypadkowa...




Oglądając zdjęcia Małgosi, od razu robię się głodna. Świetnie podane przepisy, okraszone doskonałymi fotkami to znakomity sposób na przyciągnięcie uwagi czytelnika. Do tego autorka tych małych kulinarnych pyszności to przemiła i bardzo sympatyczna dziewczyna:)

*****


Odwiedzając Nikki muszę mocno trzymać się za kieszeń, by nie ulec. Swoją pasją do książek potrafi zarazić każdego.Świetny blog dla miłośników dobrej lektury i ciekawego filmu, okraszony dodatkowo recenzjami różnego rodzaju kosmetyków.

*****


Na tego bloga trafiłam stosunkowo niedawno ale z miejsca podbił moje serce szeroką tematyką, cudowną estetyką oraz ogólnym designem. Znajdziecie tu coś z mody, coś z urody, trochę kulinariów, trochę makijaży...jak to mówi stare, mądre powiedzenie 'dla każdego coś miłego'. 

*****



Z Kasią znamy się całkiem dobrze, ponieważ jest to jeden z tych blogów, które śledzę niemal od początku swojej przygody z blogowaniem. Wspaniała, ciepła i życzliwa osóbka, u której oprócz typowo modowych postów znajdziemy również inspiracje, recenzje oraz szeroko rozumiany lifestyle.

*****


czyli

pokątna obserwacja przestrzeni pub licznej & tfu rczość własna

Agata, szalona Agata...tego nie da się opisać, to trzeba przeczytać...a mogę Was zapewnić, że jak już wejdziecie na jej stronę, to szybko jej nie opuścicie:)

*****

Ciekawam, czy znaliście te blogi? Mam nadzieję, że zapewniłam Wam przyjemną i wciągającą lekturę idealną na sobotni wieczór:D



Biust jak u Dżoany, czyli moja opinia o Push Up Breast Mask, Esotiq Formula


Powiem Wam, że z całej ogromnej paczuchy, jaką udało mi się wygrać u  MONIKI , ten produkt zainteresował mnie chyba najbardziej. Ochoczo przystąpiłam do testów, spodziewając się znakomitych efektów... bądź co bądź sygnuje je swoim nazwiskiem najbardziej 'hipnotajzing siewszyna' jaką znam - Joanna vel Dżoana Krupa, a ta maska jest ponoć jej flagowym i ulubionym produktem, nazywanym pieszczotliwie "napinaczem biustu". Cała gromadka prezentuje się tak...

fot. materiały prasowe/ linia Esotiq do pielęgnacji ciała i biustu

Moja opinia o tej masce będzie w nieco innej formule niż zazwyczaj. Zapraszam na krótką opowiastkę NIE popartą dowodami rzeczowymi w postaci zdjęć.


SKŁADNIKI AKTYWNE:
FLEXAN II® - polimer najnowszej generacji. Posiada właściwości elastyczne, które nadają skórze elastyczności i jędrności. W ciągu kilku sekund tworzy na skórze mikrosiatkę umożliwiającą efektywne wchłanianie składników aktywnych. Zapobiega utracie wody przez skórę.
KIGIELINE - cudowne właściwości kigelia africana są znane od wieków w naturalnej medycynie Afryki. Kora, liście i miąższ drzewa kigelia africana zawierają bowiem flawonoidy (w tym luteolina i kwercetyna) oraz fitosterole – substancje, które mają strukturę zbliżoną do żeńskich hormonów, estrogenów, i w badaniach klinicznych okazały się odpowiedzialne za produkcję kolagenu i elastyny w skórze. Kigelia africana wzmacnia włókna kolagenu, poprawia elastyczność skóry i pobudza jej procesy naprawcze, a w efekcie ujędrnia biust i modeluje jego kształt. Działa również ściągająco na skórę dekoltu i szyi, łagodzi podrażnienia.
TRITISOL (proteiny pszeniczne) - uelastyczniają skórę. Wygładzają i nawilżają naskórek.
KWAS HIALURONOWY (hialuronian sodu) - to mukopolisacharyd łączący ze sobą włókna kolagenowe i elastynowe w skórze. Występuje naturalnie w naszym organizmie. W głębszych warstwach skóry (zwanych skórą właściwą), w połączeniu z włóknami kolagenu i elastyny tworzy system podporowy naskórka, jednocześnie dbając o odpowiednie nawodnienie macierzy międzykomórkowej skóry. Kwas hialuronowy jest w stanie związać pod skórą od tysiąca do czterech tysięcy razy więcej wody niż wynosi jego masa i z tego powodu jest stosowany w produktach kosmetycznych jako jeden z najbardziej wartościowych czynników nawilżających. Pełni również rolę nośnika substancji aktywnywnych, ułatwiającej wprowadzenie pozostałych składników kosmetyku w głąb skóry.

MOJA OPINIA:

Żebyśmy się dobrze zrozumieli - nie liczyłam na spektakularne powiększenie biustu + extra napięcie skóry w pakiecie. Bądźmy realistami - genetyki nie przeskoczymy! Możemy jedynie pielęgnować i dbać o to, co dostaliśmy od matki natury. W moim przypadku jest to biust w rozmiarze duże B/małeC, który czasy świetności ma już niestety za sobą. W głównej mierze przyczyniła się do tego ciąża, a następnie karmienie. Staram się być dla nich szczególnie dobra, dobierając odpowiednią bieliznę i dopieszczając różnego rodzaju specyfikami, głównie nawilżającymi i napinającymi skórę. Maska zainteresowała mnie jakoś tak szczególnie...może gdzieś tam w środku liczyłam na jakieś większe efekty? Cóż...naiwność godna politowania:D


Produkt dostajemy w 150ml tubie, umieszczonej w kartonowym opakowaniu. Całość sprawia wrażenie dość eleganckie i takie...glamour:D...no wiecie, złoto, perła...cud, miód i orzeszki < w końcu jakoś trzeba skusić naiwne konsumentki do wydania 150zł>. Zapach całkiem fajny, intensywny ale nie drażniący, rzekłabym nawet, że przypomina całkiem przyzwoite perfumy. Konsystencja to typowy żel, który nie sprawia kłopotów z aplikacją. Problem zaczyna się w momencie, gdy chcemy ją zmyć - maśli się i maśli, przypominając zabawę w kiślu<kisielu> :D.
Jak stosowałam? Ano wedle zaleceń of course-niewielką ilością maski pokrywałam całe piersi od samego dołu, aż do kości obojczykowych, czyli łącznie z dekoltem dwa razy w tygodniu.Taka częstotliwość stosowania pozwoliła mi cieszyć się nią przez 3 tygodnie. W chwilę po aplikacji dawało się wyczuć ściągnięcie skóry typowe dla żelowych produktów. Wszystko się usztywniało i wysychało do gładkości. I byłoby to całkiem ok gdyby efekt po zmyciu utrzymywał się dłużej niż kilka godzin. Bo przyznać muszę, że faktycznie jakiś rezultat był. Po zmyciu maski skóra była rozjaśniona, napięta, gładka, a biust jakby jędrniejszy...taki pełny, no wiecie o co kaman...więcej cycka w cycku:D jak to mawiała Kasia. Niestety nie była to jędrność długotrwała:( i znikała tak samo szybko jak się pojawiła.
Dlatego właśnie śmiem sądzić, że działanie maski Esotiq to taka doraźna sprawa, która szybko wizualnie poprawi wygląd biustu ale cudów nie ma...piersi nam po niej nie urosną dziewczyny< jęki rozpaczy>:D.

Używacie produktów do biustu? Pochwalcie się swoimi hitami:)



Porozmawiajmy o tatuażach...kilka inspiracji


Chciałabym porozmawiać z Wami o tatuażach. Ciekawi mnie co sądzicie o tej formie ozdabiania swojego ciała. Uważacie to za fajny sposób wyrażenia siebie, czy wręcz przeciwnie-jesteście temu absolutnie przeciwni?Muszę się Wam przyznać, że o tatuażu marzę odkąd pamiętam...na początku myślałam, że to chwilowa fanaberia, ot typowy bunt nastolatki i chęć zwrócenia na siebie uwagi. Jednak z biegiem lat moje chciejstwo nie zniknęło, mogę nawet powiedzieć, że coraz mocniej zastanawiam się nad subtelnym wzorem. Ta myśl nie daje mi spokoju. Chciałabym aby była to delikatna sentencja, najlepiej na karku, bądź nadgarstku. Tyle mi wystarczy. Pomimo, iż mocno wytatuowane dziewczyny są według mnie mega seksowne, to ja na taką ekstrawagancję chyba bym się nie odważyła.
Mam dla Was kilka inspiracji, które szczególnie zapadły mi w pamięć...są to zarówno te delikatne motywy, jak i te mocno hardcorowe. Zapraszam do obejrzenia zdjęć i podzielenia się swoją opinią na ten temat. A może wśród Was znajdą się osoby, które mają tatuaż? Powiedzcie, tylko szczerze, bardzo boli?

Jesienne nowości marki Pharmaceris


Na początek krótkie info z placu boju. Mogę powiedzieć, że powoli widać efekt końcowy-salon odmalowany, oświetlenie zamontowane, wystrój okna zamówiony. W tym tygodniu odbieramy kanapę i mam nadzieję, że uda się wreszcie wybrać jakiś obraz oraz dywan. Na koniec zostanie ogólne wykończenie, dobieranie dodatków, kwiatów...chciałabym też kupić kilka ramek na nasze zdjęcia, które ozdobią przestrzeń nad komodą.W głowie mam już obraz jak chciałabym, aby wszystko wyglądało. Zdjęcia na pewno będą czarno-białe...wydaje mi się, że stworzą fajny klimat. Nie zabraknie też wypasionego kominka i zapasu wosków do umilania długich jesienno-zimowych wieczorów. Aj...już nie mogę się doczekać końca tego wszystkiego, gdy z kubkiem aromatycznej kawki usiądę w salonie i będę podziwiać efekty i zachwycać się nową, klimatyczną przestrzenią wokół mnie:D.
Wracając do tematu-jesień to czas nowości. Marki zmieniają szatę graficzną swoich kosmetyków oraz wprowadzają nowe produkty. Nie inaczej jest z marką Pharmaceris, która do  kilku ze swoich 14 linii dermokosmetyków, umożliwiających kompleksową pielęgnację skóry problemowej, wprowadziła jesienne nowości, uzupełniając tym samym dotychczas dostępne. Wiem, że jest wśród Was mnóstwo osób, które miały kontakt z produktami marki Pharmaceris, dostaję też sygnały, że byliście z nich zadowoleni. Jeśli tak jak ja doceniacie działanie dermokosmetyków to ten post powinien Was zainteresować.Może odnajdziecie wśród nowości te produkty, których dotąd Wam brakowało w poszczególnych liniach. Przyznaję, że są one bardzo ciekawe, dlatego będę Was wodzić na pokuszenie:D

Na początek linia, która mnie osobiście zainteresowała najbardziej, czyli T - przeznaczona do cery z problemami trądzikowymi.

Wrześniowe hity kosmetyczne, czyli zbiór minirecenzji


Czy to naprawdę już październik? No nie mogę w to uwierzyć...mam wrażenie, że dopiero wakacje zaczynaliśmy, a tu masz-zima za pasem, bleah! Do tego wszystkiego październik to miesiąc moich urodzin, a więc znów rok do przodu, oj:D, dobrze nie jest...starzejemy się IVONA, starzejemy...
Dziś przychodzę do Was w towarzystwie swoich hitów września, czyli produktów, które we wrześniu stosowałam najchętniej i sprawiało mi to ogromną radość. Pragnę podzielić się tymi perełkami z Wami...może znajdziecie coś ciekawego dla siebie. No to zaczynamy, zapraszam:D


1.  Equilibra, Aloesowa Mgiełka Nawilżająca 20% aloesu
 Ten produkt dosyć łatwo wskoczył do grona ulubieńców miesiąca minionego, właściwie to od pierwszego psiknięcia. Stosowałam ją do zraszania włosów przed olejowaniem oraz po treningu na sali do szybkiego odświeżenia twarzy- w obu przypadkach sprawdziła się genialnie.  Jednak największe zadowolenie sprawiła mi, gdy postanowiłam użyć jej do samorobionego serum olejowego , jako bazę zamiast wody. Serum zrobiłam w proporcjach: łyżka mgiełki, łyżka oleju oraz odrobina maski drożdżowej Bingo. Efekt jaki otrzymałam przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Włoski mięciutkie, gładkie i fantastycznie nawilżone! Mechanizm psikający działa całkiem sprawnie, nic się nie leje, ani nie przecieka.Wysokie stężenie aloesu, fajny skład i cudowny zapach to kolejne atuty tego produktu. Moja mgiełka już sięga dna ale buteleczka ze mną zostanie, służąc mi dzielnie do aplikowania różnego rodzaju specyfików. Ja swój egzemplarz kupiłam w aptece internetowej  ZikoDermo, w momencie, w którym na wszystkie produkty Equilibry był rabat -20%. Regularna cena to coś ponad 18zł.


2.Olej arganowy
Tego delikwenta nie muszę chyba przedstawiać, bo w blogosferze jest bardzo popularny i zbiera prawie same pochwały. Olej arganowy to substancja o lekko-żółtawym zabarwieniu i dość specyficznym zapachu, który mi osobiście nie przeszkadzał. Produkt bardzo wszechstronny, o wielu opcjach wykorzystania. Zarówno na włosach, jak i na twarzy spisał się wyśmienicie, powodując wspaniałe nawilżenie oraz odżywienie. Zakochałam się w nim już od pierwszego zastosowania i cały czas zachodzę w głowę, jak mogłam tak długo opierać się przed jego wypróbowaniem. Olej arganowy to zdecydowanie mój KWC i już szykuję się do ponownego zakupu ale w większej pojemności. Zapraszam do sklepu Natura Dla Piękna , gdzie dostaniecie go w bardzo przystępnej cenie.


3. Dove, Odżywczy żel pod prysznic
Niekiedy najprostsze rozwiązania okazują się najlepsze. Tak właśnie jest w przypadku tego żelu Dove. Szukamy po wschodniej, jak i zachodniej granicy, a prawdziwa myjąca perełka znajduje się tak blisko i dostępna jest na niemal każdej sklepowej półce.Znakomita wydajność, cudowny, orzeźwiający zapach, fajny design...czy od żelu pod prysznic naprawdę należy wymagać więcej? Jest to produkt, który ma nas umyć, nie powodować wysuszenia skóry i umilić co nieco naszą toaletę...a  żel Dove sprawdza się w tej roli znakomicie. Jest to produkt, który sprawił mi swym działaniem niemałą niespodziankę, dlatego znalazł się w gronie moich ulubieńców. Naprawdę polecam!


4. Ingrid, podwójne cienie do powiek
 Cienie trafiły w moje łapki dzięki wygranej w rozdaniu u Moniki . Fajne i praktyczne, uniwersalne zestawienie kolorów od razu przypadło mi do gustu. Jasny znakomicie podkreśla miejsce po łukiem brwiowym, natomiast ciemniejszy stanowi świetną bazę na całą powiekę. Cienie są absolutnie bezdrobinkowe, nie osypują się i nie migrują. Używam ich niemal codziennie i bardzo sobie je chwalę. Sama pewnie nie zwróciłabym na nie uwagi, a okazały się naprawdę dobrym produktem. Polecam.


5. Wibo, Nawilżająca pomadka do ust 01
Hit blogosfery, znany niemal wszystkim miłośniczkom pomadek. Produkt genialny- tyle w temacie:D. Jest to kosmetyk, który najczęściej gościł na mych ustach we wrześniu. Bezproblemowa aplikacja, głęboki, nasycony kolor, niska cena to tylko część jej zalet. Pomadka cudownie nawilża usta, nie wysusza, nie podkreśla suchych skórek,  nie zbiera się w załamaniach, schodzi równomiernie. Ideał! Po wypróbowaniu mam ochotę poznać pozostałe kolory. Polecam!


6. Delia, Zmywacz do paznokci
Jak zmywacz do paznokci mógł się znaleźć w gronie ulubieńców, zastanawiacie się pewnie. Ano mógł, bo jest to jeden z lepszych, jaki miałam okazję używać. Największym plusem jest to, że kompletnie nie wysusza płytki, nie powstaje też po jego użyciu charakterystyczny, biały nalot. Produkt doskonale zmywa lakier już za pierwszym przyłożeniem wacika. Warto wypróbować...ja pozostanę mu wierna dopóty, dopóki będzie dostępny.


Dobrnęliśmy do końca. Miałam napisać krótki post, a powstał prawdziwy elaborat. 

Znacie moich ulubieńców? Pochwalcie się swoimi.