Myjemy się, balsamujemy, spłukujemy i po krzyku...Balsam Nawilżający od Nivea.


Długo ociągałam się z tą recenzją...za długo...Wiem, że kilka osób na nią czekało. Szybciutko więc nadrabiam tą zaległość i przedstawiam Wam produkt, który trafił w moje łapki dzięki wygranej w konkursie u Oli .


Balsam pewnie już znacie, a jak nie znacie się z nim osobiście to na pewno o nim słyszeliście. Przyznam, że pomysł firmy jest dość innowacyjny, dlatego spotkał się z tak entuzjastycznym przyjęciem na rynku. Wiele osób postanowiło go przetestować, no bo jak?...balsam?, którego nie wcieramy standardowo po kąpieli, tylko spłukujemy? Pomysł sam w sobie jest dobry i dość oryginalny. 
Produkt znajduje się w plastikowej butli, stawianej do góry nogami, zamykanej na klik. Szata graficzna typowa dla Nivea. Moja wersja nawilżająca utrzymana jest w białej kolorystyce, natomiast odżywcza w granatowej. Na rynku znajdziemy dwie pojemności- 250ml i 400ml.
Konsystencja niezbyt gęsta, delikatna, a otworek z którego wydobywamy produkt w sam raz.


Zacznę od plusów.
Balsam jest całkiem wygodny w użyciu, fajnie nawilża skórę bez konieczności czekania na wchłonięcie. Wcieramy go, spłukujemy i jesteśmy gotowi do wyjścia. Butla bardzo poręczna, nie musimy martwić się, że część kosmetyku najzwyczajniej się zmarnuje ponieważ wszystko ładnie spływa do samego zamknięcia. Nie trzeba potrząsać, siłować się z nią, ani rozcinać.Skóra po takim rytuale jest gładka i  miękka ale efekty nie utrzymują się zbyt długo.Delikatna formuła świetnie sprawdzi się przy niezbyt przesuszonej skórze, dlatego mam wątpliwości czy da sobie radę w okresie zimowym. Forma produktu rzeczywiście oszczędza czas i będzie znakomitą propozycją dla tych bardziej zabieganych lub dla tych, którzy z jakiś powodów nie lubią tradycyjnego wcierania balsamów.
Przejdźmy zatem do minusów...
Na minus zapach-typowy zapach Nivea. Na początku jest fajny ale szybko zaczyna męczyć. Lubię swoje balsamy i masełka dlatego, że otulają moje ciało swoimi pięknymi aromatami. Smarowanie się nimi to prawdziwa rozkosz dla moich zmysłów...nawet jeśli konieczne jest późniejsze czekanie na wchłonięcie.
Drugi minus to stosunek ceny do wydajności, która jest dosyć słaba. Balsam o pojemności 250ml  wystarcza na nieco ponad tydzień regularnego stosowania. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że wsmarowując je w mokre ciało, sporo kosmetyku ląduje w odpływie wanny, czy prysznica.Trzeba być ostrożnym i uważnie rozprowadzać produkt zarówno na dłoni, jak i na ciele.

Podsumowując jeśli lubicie zapach kosmetyków Nivea, a tradycyjne balsamowanie jest dla Was udręką, to jest to produkt zdecydowanie dla Was- działa szybko i skutecznie. Polecam:)



Celia NUDE, Pomadka - błyszczyk 2w1, 602 i 603


Pomadki Celia NUDE szturmem wkradły się do blogosfery zdobywając prawdziwą rzeszę zadowolonych użytkowniczek. Dziewczyny chwaliły je na potęgę, zachwycając się kolorami, cudownym nawilżeniem, niską ceną, opakowaniem... same ochy i achy. Ktoś niewtajemniczony mógłby nawet pomyśleć, że został odkryty ósmy cud świata. Jedynym mankamentem miały być  - według opinii - problemy z dostępnością.
Pełna wiary i nadziei ruszyłam na poszukiwania osławionych pomadek w moim miasteczku. Obeszłam je wzdłuż i wszerz...i nic...nie ma. Miały rację - pomyślałam i ze spuszczoną głową wróciłam do domu. Najwidoczniej nie było dane mi ich wypróbować. Jednak od czego mamy blogosferę i dziewczyny, które w miarę możliwości służą pomocą? I tak właśnie dzięki Agacie  stałam się posiadaczką dwóch kolorów pomadki Celia, 602 i 603.

Pharmaceris T, Sebomatt Moistatic, Krem intensywnie nawilżający


Przygotowałam dziś dla Was recenzję kremu Sebomatt Moistatic, marki Pharmaceris. Jeśli szukacie lekkiego kremu nawilżającego na dzień, który świetnie sprawdzi się pod makijaż, zapraszam do lektury.

Pharmaceris T, Sebomatt Moistatic, Krem intensywnie nawilżający

SKŁAD:
 Aqua, Cyclopentasiloxane, Cetearyl Glucoside, Glycerin, Cyclohexasiloxane, Dimethicone, Hydrogenated Olive Oil Decyl Esters, Glycine Soja (Soybean) Seed Extract, Sorbitol, Cera Alba (Beeswax), Methyl Methacrylate Crosspolymer, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Triethanolamine, Sodium Hyaluronate, Laureth-7, Algae Extract, Ethylhexylglycerin, Ceramide 2, Phenoxyethanol, Methylparaben, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Polyaminopropyl Biguanide, Potassium Sorbate, Parfum

Krem o pojemności 50ml  umieszczony jest w plastikowej tubce, zabezpieczonej sreberkiem, co utwierdza nas w przekonaniu, że nie był on wcześniej przez nikogo testowany. Dodatkowym plusem jest kartonik, na którym znajdziemy wszystkie interesujące nas informacje dotyczące produktu. Krem jest biały, zapach niewyczuwalny, konsystencję porównałabym do lekko żelowej.


To, że moja cera jest kapryśna i trudno jej dogodzić już wiecie. To, że nie mam problemu by dodatkowo ją zapchać, co skutkuje nieestetycznymi zaskórnikami, również wiecie. Dlatego właśnie dobranie odpowiedniej pielęgnacji jest dla mnie takie trudne.
Kremik Sebomatt Moistatic, marki Pharmaceris nie zaszkodził mojej skórze i z tego faktu cieszę się najbardziej. Nie zapychał, nie powodował powstawania zaskórników, nie zwiększał przetłuszczania się. Jest to bardzo lekki krem, który błyskawicznie wchłania się do całkowitego matu, przez co jest doskonałą propozycją pod makijaż. Świetnie współpracuje z podkładami. Piszę w liczbie mnogiej, ponieważ testowałam go z kilkoma z mojej kolekcji i z każdym efekt był ten sam...podkład nie rolował się, ani nie ważył. Stosowałam go jedynie na dzień, ponieważ moja wieczorna pielęgnacja-z racji na wiek :D-jest bardziej treściwa. Nie mogę tu nie wspomnieć, że udaną relację stworzył też z moim filtrem, którym smarowałam i smaruję się codziennie.Cera po zastosowaniu kremu jest fajnie nawilżona, jędrna i gładka.
Nie zauważyłam by zmniejszył problemy z istniejącymi zaskórnikami ale nie powodował powstawania nowych. Nie wpływał też znacząco na łagodzenie stanów zapalnych, czy zmian ropnych.
Minusem może być fakt, że krem nie zawiera w swoim składzie żadnej ochrony przeciwsłonecznej, obecność parabenów oraz cena ok 38zł.

Podsumowując, jest to świetny kremik dla niezbyt wymagających cer, których głównym problemem jest brak odpowiedniego nawilżenia-z tym radzi sobie celująco. Powoduje natychmiastowe ukojenie i widoczną poprawę stanu skóry. Polecam zwłaszcza osobom młodym, których skóra nie potrzebuje jeszcze bardziej treściwej pielęgnacji.

---------------------
*Dziękuję przedstawicielce marki Pharmaceris za możliwość przetestowania kremu.



Klasyka z nutką szaleństwa



Chyba tylko ja mam takie (nie)szczęście, by w trakcie urlopu się rozchorować.Cały czas mi zimno, gardło boli, że ojoj, padło mi też na słuch. Nienawidzę tego uczucia, gdy w głowie szumi, a uszy są cały czas zatkane...damn it! To chyba jakiś spisek...najpierw Klaudia, teraz ja...i taki mam właśnie urlop. Dobrze, że chociaż druga połówka zdrowa, bo mielibyśmy tu prawdziwy szpital na peryferiach:D.
Słówko o stylizacji...klasyczna, złożona z podstawowych części garderoby, które są niewątpliwym must have każdej kobiecej szafy. Czarna marynarka, czarne spodnie, biały top ale żeby do końca Was nie uśpić- mocniejszy akcent kolorystyczny w postaci moich neonowych szpileczek. W zasadzie to nic nowego nie pokazuję, wszystko mieliście już okazję widzieć w poprzednich setach. No ale czy nie na tym właśnie polega moda?...by bawić się nią bez końca, łącząc poszczególne elementy w taki sposób, by za każdym razem wyglądać inaczej?nowością jest naszyjnik i część bransoletek...i choć z naszyjnika jestem w stanie zrezygnować, to bransoletki są nieodłączną częścią mnie...lubię jak mi dyndają na nadgarstku...hmm:D










marynarka, top, buty - nn
spodnie - Allegro
torba - Mango
naszyjnik, bransoletki - Vezzi 


BUZIAKI:)




Moja jesienna chciejlista


Nie, absolutnie tym postem nie mam zamiaru nawoływać jesieni, dla mnie lato mogłoby trwać przez okrągły rok. Jednak to co ja chcę, a to co niestety nieuchronnie się zbliża nijak się do siebie ma ( sorrki za składnię...). Już niedługo nastanie jesień i choć to naprawdę piękna pora roku -yhy...pod warunkiem, że nie pada non stop, grr...- jakoś mi do niej nie tęskno. No ale...chciał nie chciał trzeba się do niej jakoś przygotować. Dlatego właśnie powstała ta lista. Widziałam, że część z Was już takową zrobiła. Wierzę, że spełnimy wszystkie swoje zachcianki...nie może być inaczej:D. Tego właśnie życzę i Wam i sobie.
Ok, przejdźmy do sedna...oto rzeczy, na które IVONA ostrzy sobie pazurki i na widok których ogarnia mnie niepohamowany ślinotok...:D. Są tu zarówno elementy garderoby, kosmetyki oraz akcesoria - taki mix mały:D


Szara bluza Paprocki&Brzozowski, zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. Ma być dokładnie ten model i ten kolor...
 
Kultowe kalosze Hunter, model Original Gloss, czarne. No cóż...może to i snobizm wydać na gumiaki prawie 4 stówki ale mam do nich ogromną słabość.


Czarna ramoneska. Model, który widzicie to akurat RI ale może być inna...chodzi mi po prostu o ten typ kurteczki


Czarne, woskowane spodnie...choruję na nie już od zeszłej jesieni...mam nadzieję, że uda mi się je wreszcie kupić
P.S.  Zobaczcie 4 pierwsze rzeczy z listy...jaka zarąbista stylówka haha:)
Lecimy dalej...


Ok, przyznaję się...ten kawałek plastiku pojawił się tu z czystej ciekawości...chciałabym się wreszcie przekonać o jej podobno cudownych właściwościach

Chanel, Harmonie de Printemps,Blush Horizon de Chanel, róż do policzków...zobaczyłam, pomacałam i przepadłam...róż pochodzi z edycji wiosna 2012; nie dość, że pięknie wygląda, to efekt na poliku jest nieziemski...szkoda, że to limitka ale może, może...

Auriga, Flavo-C forte 15%...dla mojej gruboskórnej cery może być małym wybawieniem...liczę na rozjaśnienie, rozświetlenie i redukcję drobnych powakacyjnych i posłonecznych przebarwień. Poza tym liczne, pozytywne opinie umacniają tylko moje chciejstwo:D


I tradycyjnie, na zakończenie kultowy model zegarka : Michael Kors 5305. Na mojej liście będzie pojawiał się dopóty, dopóki go nie będę miała:)


To by było na tyle:D Jak tam Wasze chciejlisty? Macie takie swoje wymarzone, wyśnione rzeczy, których chęć posiadania spędza Wam sen z powiek? Podzielcie się nimi ze mną:D




Szybki sposób na odświeżenie włosów - Isana, suchy szampon


Zastanawiam się czasem jak mogłam funkcjonować bez tego wynalazku. Toż to prawdziwe udogodnienie dla wszystkich pracujących, uczących się lub po prostu zabieganych osób, które z pewnych przyczyn nie mogły sobie pozwolić na tradycyjne umycie włosów. Pewnie nie raz, nie dwa zdarzyło Wam się najzwyczajniej w świecie zaspać, bądź po ludzku zagrzebać w obowiązkach domowych i na mycie włosów nie starczyło już czasu. Osobiście myję włosy codziennie, ewentualnie co drugi dzień dlatego produkt, który dziś prezentuję pozwala mi czasem uniknąć tej czynności lub ratuje mnie z opresji, gdy w błyskawiczny sposób muszę poprawić swój wygląd. Zapewne część z Was już zdążyła go poznać...ja jego dobrodziejstwo odkryłam całkiem niedawno i natychmiast wskoczył do grona ulubieńców.


Szybki sposób na odświeżenie włosów - Isana, suchy szampon

Szampon umieszczony jest w metalowym opakowaniu, identycznym jak lakiery do włosów. Pojemność 200ml, koszt to ok 10zł, dostępny w każdym Rossmannie. Produkt nie zastąpi oczywiście tradycyjnego mycia i absolutnie Was do tego nie namawiam:D. Ma jedynie pomóc w sytuacjach awaryjnych i w takich właśnie momentach jest niezastąpiony- w szybkim tempie doprowadza stan naszej czupryny do ładu. 
Sposób użycia jest banalnie prosty...psikamy z odległości ok 20cm na kolejne pasma włosów, delikatnie wmasowujemy, możemy też posłużyć się do tego celu ręcznikiem, szczotkujemy włosy, ewentualne pozostałości zdmuchujemy za pomocą suszarki. Niemal natychmiast włosy zyskują objętość, świeżość i są fajnie odbite u nasady. Ja z efektu jestem bardzo zadowolona.Sami zobaczcie...


przed

po

Widać różnicę, prawda?

Świetne efekty daje też zwyczajna mąka ziemniaczana, jednak trzeba uważać bo bieli włosy, dlatego musicie wyczesywać ją bardzo dokładnie.



Rzęsy jak marzenie z Top Choice, czyli jak poprawiam urodowe braki?


Nie każdego dobra wróżka obdarowała cudownymi rzęsami do samego nieba...ja chyba ominęłam co lepsze gify stojąc w kolejce po wzrost...prawdopodobnie była strasznie długa, bo postanowiono wynagrodzić mi czekanie aż zanadto. Na szczęście jakaś mądra głowa wymyśliła gadżet, który w pewnym stopniu pozwala ten drobny brak zniwelować... i chwała jej za to

Chciałabym Wam pokazać mój prosty i naprawdę szybki sposób na subtelne zagęszczenie i wydłużenie rzęs.

Rzęsy jak marzenie z Top Choice, czyli jak poprawiam urodowe braki?

Jak widać na zdjęciach moja wersja to SHORT. Jeśli chcecie osiągnąć bardziej wyrazisty, teatralny efekt lub lubicie się bawić w przycinanie i dopasowywanie kępek, możecie się pokusić o MEDIUM. Zestaw zawiera 60 jednakowych kępek, instrukcję obsługi oraz klej. Całość zapakowana jest w przeźroczyste pudełeczko, według mnie bardzo wygodne w użytkowaniu.Każda pojedyncza kępka jest przymocowana, dzięki czemu nie przemieszcza się i nie niszczy w opakowaniu. Koszt takiego zestawu to ok 15 zł
Za tą kwotę dostajemy produkt, który jakością i standardem wykonania nie odbiega od tych droższych, tym bardziej, że po zdjęciu i oczyszczeniu z pozostałego kleju, spokojnie mogą być założone ponownie. Ja czyszczę je wacikiem nasączonym płynem do demakijażu, płynem micelarnym lub najzwyklejszym spirytusem. 
Klej trzyma bez zarzutu, zdejmują się równie łatwo jak zakładają. Uwierzcie mi, że przyklejenie ich to naprawdę dziecinnie prosta czynność i każda z Was na pewno sobie z tym poradzi. 
Jak ja to robię?
Na początek tuszuję swoje rzęsy. Następnie delikatnym ruchem za pomocą pęsety wyciągam kępkę z opakowania, maczam końcówkę w kleju i przyklejam tuż przy linii rzęs, najbliżej jak mogę. Dociskam. Jednorazowo zużywam 5-6 kępek...można oczywiście więcej, gdy chcemy osiągnąć efekt mega woow ale do standardowego makijażu wystarcza taka właśnie ilość. Następnie maluję kreskę, co dodatkowo zagęszcza rzęsy przy nasadzie, tuszuję całość i voila, gotowe. Nic trudnego:D.

Czas pokazać efekty...specjalnie na potrzeby zdjęć "zrobiłam" tylko jedno oko, byście mogły porównać.



Jak Wam się podoba efekt? Używacie sztucznych rzęs?
Mam nadzieję, że Was przekonałam...spróbujcie chociaż, naprawdę warto się trochę pobawić:D


Nowa odsłona bloga...zapraszam:)


Witajcie:)

Dziś ma swoją premierę nowy design mojego bloga:). Jestem mega szczęśliwa, bo efekt końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Sprawczynią nowego szablonu jest Karolina  , która dzielnie znosiła moje marudzenie. Z tego miejsca jeszcze raz chciałabym jej za to gorąco podziękować. Karolinko...już Ci to mówiłam ale z przyjemnością powtórzę raz jeszcze...JESTEŚ MISZCZEM! Wreszcie jestem u siebie!

Dla przypomnienia i dla wszystkich tych, którzy są u mnie po raz pierwszy, tak wyglądał blog jeszcze kilka godzin temu...



To, jak wygląda teraz widzicie na ekranach swoich monitorów:D

Pasek stron jest na samej górze ...są też tam social ikonki, tj. Bloglovin i poczta e-mail.
Mam nadzieję, że zadomowicie się na nowo i polubicie odmieniony szablon:)

Czekam na Wasze opinie:)


MIŁEGO DNIA:)


 

Relax, Take it easy...lazy sunday...


Hej:)


Niedzielne lenistwo, spacer, lody i wygodny set...była jeszcze czerwona szminka ale zjadłam ją razem z lodami:D. Mój umysł tak jak ja ma urlop, więc ograniczam swoje wywody do minimum. Wybaczycie?


spodnie - nn
bluzka - Orsay
naszyjnik - Glitter
japonki - CCC


Mam dla Was coś jeszcze...czy Wy też tak wyglądacie przed oknem do cukierni?...ja na pewno tak! ...:DD



Buziaczki, całuski, uściski:)