White, mint and high heels.


Witajcie kochani:)



Czas wyprzedaży = gorący okres. Pamiętam swoje łowy jeszcze kilka sezonów temu - na sam widok napisu sale świeciły mi się oczy. Nie ważna była jakość, kolor oraz rzeczywista potrzeba posiadania danej rzeczy. Nie tworzyłam w głowie zestawów, nie rozmyślałam z czym ją połączę...najczęściej nawet nie szłam do przymierzalni. Bo i po co?...nawet jeśli będzie za małe lub za duże, to przecież kosztowało grosze. Działał instynkt łowiecki i absolutny brak rozsądku. Kup, wrzuć do szafy i ...najczęściej zapomnij.Nie pamiętam dokładnie kiedy to się zmieniło...nie potrafię określić daty wyrwania się z tej pomroczności zakupowej. Wydaje mi się, że sprawiła to większa świadomość swojego ciała, kobiecości , atutów do wyeksponowania i mankamentów do ukrycia.Droga do tej wiedzy, którą dziś posiadam była bardzo długa oraz niesamowicie kręta ale cieszę się, że ją przebyłam. Jestem mądrzejsza o nowe doświadczenia natomiast moja karta nie skrzypi już tak, jak niegdyś. Staram się kupować rozsądnie i według pewnego schematu. Co mi to dało? -  zapytacie pewnie. Otóż -może trudno w to uwierzyć- ale jak na razie nie uległam wyprzedażom...dwa razy oglądam daną rzecz, kręcę nosem, myślę i najczęściej odkładam z powrotem na półkę...bo i po co mi kolejna bluzeczka za 15 zł, której pewnie i tak nie założę, skoro potrzebuję porządnych jeansów, ponieważ wszystkie które mam, na mnie wiszą.

Ciekawa jestem Waszych doświadczeń wyprzedażowych...ulegacie pokusom czy stawiacie na zdrowy rozsądek ?Jak dobieracie swą garderobę?Według określonego schematu czy na totalnym spontanie?

Dzisiejszy set to właśnie wynik świadomych zakupów. Łączy w sobie elementy, które z łatwością zestawię w różnych kombinacjach. Szpilki nude, miętowa elegancka marynarka ze złotymi zdobieniami oraz biała, klasyczna koszula to must have kobiecej szafy. Połączone z białymi spodenkami, wyłowionymi w lumpeksie tworzą kobiecą , wiosenną i zgraną całość. Zapraszam :)



Marynarka, biżuteria - nn
koszula - Orsay
spodenki - sh
buty - Allegro


POZDRAWIAM SERDECZNIE:)




Comfortable casual clothes. OOTD.



Kilka ostatnich postów to szpilki, kopertówki i sukienki, dlatego dziś dla odmiany, zaprezentuję outfit codzienny. Nic szczególnego- ot taki zwyklaczek idealny np. na zakupy bądź spotkanie z koleżanką.Ogromniasta torba, wygodne buciki, trochę biżuterii do ozdoby i jesteśmy gotowe na podbój świata.Nie zapominajmy również o uśmiechu,bo to on gra pierwsze skrzypce w kontaktach międzyludzkich, a smutna twarz nawet w najpiękniejszym i najdoskonalszym makijażu będzie wyglądała ponuro.Głowa do góry , pierś do przodu i rura przez życie!


kurteczka -sh ( house )
bluzka - H&M
spodnie - Allegro
buty, bransoleta - Mohito
torba - nn



10 kilogramów mniej - moja historia.



Do napisania tego postu zmobilizowałyście mnie Wy, moje drogie czytelniczki - swoimi komentarzami oraz wiadomościami prywatnymi. Jest mi niezmiernie miło, że ktoś zauważył efekty moich starań i zupełnie bezinteresownie postanowił napisać kilka komplementów odnośnie mojej figury. Dosyć długo zastanawiałam się, czy publikować wpis na ten temat, ponieważ nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, a wszystko co osiągnęłam jest tylko i wyłącznie wynikiem moich starań, obserwacji oraz prywatnego dokształcania się w zakresie zdrowego trybu życia. Inspirację i wiedzę czerpałam również z blogów dziewczyn, które znają się na rzeczy i chętnie dzielą się tym ze swoimi czytelnikami. Ostatecznym bodźcem stały się dzisiejsze pomiary... wskazówka na wadze i liczby na metrze krawieckim zaskoczyły mnie na tyle, że postanowiłam jednak się przemóc i skrobnąć kilka zdań na ten temat.
Jeśli macie czas i  ochotę poczytać jak udało mi się dotrzeć do punktu, w którym obecnie się znajduję, zapraszam do lektury, choć ostrzegam, że może być tego sporo:D

Pharmaceris T, Puri-Sebogel, żel do mycia twarzy.


Produkt, który chciałabym Wam dziś przedstawić, pokazywałam w poście z nowościami kwietnia  KLIK . Prawda jest taka, że kupiłam go zupełnie przypadkowo... aż do pierwszej aplikacji byłam święcie przekonana , że jest to tonik. Nie wiem jak to się stało. Prawdopodobnie macając kolejne buteleczki w aptece, przez przypadek i moją nieuwagę, do kasy wzięłam nie tą, co powinnam. Jakież było moje zdumienie, gdy nalewając go w domu na wacik w celu odświeżenia skóry po wieczornym demakijażu, z buteleczki wydobyła się gęsta, żelowa substancja. 1:0 dla mojego gapiostwa. Po tym dość nieudanym początku znajomości, zaczęłam go używać zgodnie z przeznaczeniem. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii, zapraszam do lektury.


poj 200ml; cena ok 24zł


SKŁAD:Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Coco - Glucoside, Betaine, Glycerin, PEG-18 Glyceryl Oleate / Cocoate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Propylene Glycol, PEG-120 Methyl Glucose Trioleate, Dicaprylyl Ether, Lauryl Alcohol, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, PEG-70 Mango Glycerides, PEG-20 Methyl Glucose Sesquistearate, Disodium EDTA, Mandelic Acid, Sodium Salicylate, Zinc Gluconate, Alcohol Denat., Butylene Glycol, Tamarindus Indica (Tamarind) Extract, Arctium Majus (Burdock) Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Extract, Zinc PCA, Biotin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Parfum, Benzyl Alcohol

Żel umieszczony jest w przeźroczystej buteleczce o ergonomicznym kształcie, która dzięki specjalnemu wyżłobieniu przy zamknięciu, jest bardzo wygodna w użytkowaniu, a otwarcie jej nie sprawia najmniejszego problemu. Nie ma obaw o połamanie paznokcia:D. Konsystencja dość rzadka, bezbarwna, żelowa.


Żelu używałam tylko wieczorem w celu zmycia makijażu i wszelkich zanieczyszczeń. Tu radził sobie świetnie - pozostawiał skórę odświeżoną, czystą i dobrze oczyszczoną. Nie powodował napięcia,  podrażnienia, czy wysuszenia. Skóra jest fajnie zmatowiona, napięta, ale nie ściągnięta i przygotowana do dalszej pielęgnacji. Kosmetyk ma przyjemny zapach i prawie w ogóle się nie pieni, co mi akurat nie przeszkadza. Jest bardzo wydajny - po ponad miesiącu stosowania, ubyło go naprawdę niewiele.
Jeśli chodzi o działanie przeciwtrądzikowe to jedyne co zauważyłam, to zmniejszona ilość nowych niespodzianek. Nie poradził sobie z zaskórnikami, nie zmniejszył widoczności porów. Nie oszukujmy się jednak...który żel to zrobi. Według mnie produkt do oczyszczana twarzy, ma przede wszystkim dobrze ją umyć, jest to tylko wstęp do dalszej pielęgnacji.
Jest jednak mały minus. Skoro kosmetyk, według producenta zalecany jest dla wrażliwej skóry, dlaczego więc w swym składzie ma alkohol i zapachy? Jak dla mnie trochę się to ze sobą kłóci. Chętnie zrezygnowałabym z zapachu, na rzecz delikatniejszego składu.
Podsumowując moje wywody, jest to całkiem przyjemny produkt, który dobrze oczyszcza, wart wypróbowania.  Czy kupię ponownie? Sama nie wiem...jest tyle innych do wypróbowania. Kusi mnie Effaclar .


Ciekawa jestem czym oczyszczacie swoją skórę. Interesuje mnie opinia osób borykających się z zaskórnikami oraz skłonnością do różnych niespodzianek.





Neon heels.


Witajcie:)

Jest pięknie. Nareszcie przyszła upragniona przez wszystkich pogoda. Pamiętam jak jeszcze niedawno narzekaliśmy na przedłużającą się w nieskończoność zimę, na przemęczenie, zły nastrój, brak chęci do czegokolwiek.Chyba jedyną grupą, która cieszyła się z tego stanu rzeczy byli psycholodzy i psychiatrzy,bo depresja szerzyła się na potęgę.Na szczęście wszystko już wróciło do normy, wiosna nas rozpieszcza serwując najlepszą z witamin...witaminę D.Pozwolę sobie zacytować legendę polskiej muzyki - Marka Jackowskiego, który napisał " oprócz błękitnego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba". Myślę, że to najlepsza puenta:D

O dzisiejszej stylizacji nie będę się rozpisywać...zwykły top, zwykła mini i niezwykłe szpilki...zapraszam:D


spódniczka - Reserved
top - nn
szpilki, pasek - 'chińczyk'
zegarek - Timex



POZDRAWIAM:)





Bell, Air Flow, błyszczyk do ust.



Korzystając z wczorajszego, dobrego humoru mojego aparatu, postanowiłam cyknąć kilka fotek...nie wiadomo kiedy taka okazja się powtórzy.
Róż Joko mieliście okazję już poznać, dziś natomiast przedstawię kosmetyk kupiony kilka miesięcy temu w Biedronce, za symboliczną kwotę ok 8zł.

Bell, Air Flow, Błyszczyk do ust

poj 5ml; cena...ja za swój egzemplarz zapłaciłam ok 8zł, cena regularna to ok 13 zł

Błyszczyki Air Flow Colour Boom o lekkiej niczym owocowy nektar konsystencji. Błyszczyki nie kleją się i nie obciążają ust, a przy tym pozostawiają na nich trwały, intensywny kolor. Szklista formuła ubiera wargi w mokry, lśniący efekt, optycznie je powiększając i uwypuklając. Błyszczyki urzekają zapachem tropikalnych owoców a ich specjalnie wykrojony aplikator jest dopełnieniem komfortowej aplikacji kosmetyku.



Błyszczyk , który prezentuję był wstępnie przeznaczony na wymiankę, jednak po przemyśleniu kwestii postanowiłam zatrzymać go u siebie. Dlaczego?Nie, nie chodzi o powalającą na kolana jakość...po prostu spodobał mi się na ustach kolor, który fajnie je ożywia , szczególnie teraz ,gdy skóra złapała już pierwsze promyki słońca.
Co do jakości...no cóż, nie jest zachwycająca, zwyklaczek taki, szału nie ma. Błyszczyk wytrzymuje na ustach ok godziny, a później znika w tajemniczych okolicznościach, choć z moją tendencją do oblizywania i przygryzania warg, to nic dziwnego.Konsystencja jest dość rzadka, nie wtapia się w usta. Pozostawia na nich lustrzaną warstwę bez żadnych drobinek.Niestety numerku nie pamiętam ale z tego co widać jest to malina z domieszką czerwieni.Błyszczyk nie wysusza ust, nie podkreśla suchych skórek, nie zbiera się w zakamarkach.
Podsumowując jest to w miarę przyzwoity produkt, którego cena regularna jest jednak zbyt zawyżona.



ŚCISKAM KOCHANI:)





Joko, Wypiekany róż do policzków J375


Rzadko prezentuję na blogu kolorówkę, a to dlatego, że mój aparat fotograficzny to zdeklarowany daltonista. Nie widzi kolorów, tonacji, subtelnych drobinek, czy delikatnego rozświetlenia. Dziś jednak udało mi się namówić go do współpracy... zdumiona jej efektami przedstawiam Wam produkt, który jest u mnie już ponad rok i wciąż nie widać końca - Wypiekany róż do policzków J375, marki JOKO.

poj 7 g; cena ok 30 zł

Produkt ten dostępny jest w trzech odcieniach J373, J374 oraz J375. Według producenta do jasnej karnacji polecany jest J373, posiadaczkom śniadej cery będzie pasował J374, natomiast dla pań o cerze oliwkowej najlepszy będzie J375, czyli ten, który dziś opisuję.




Prawdę mówiąc do tego kosmetyku podeszłam z dystansem... bałam się efektu kuli dyskotekowej, tudzież kolorowego placka na policzku, posłuchałam jednak miłej, kompetentnej  pani i kupiłam.
Róż jest mocno wypiekany i bardzo dobrze sprasowany, co znacznie ułatwia nabieranie odpowiedniej ilości na pędzel. Nie ma opcji by zrobić sobie nim kuku... efekt można w łatwy sposób stopniować, co znacznie ułatwia sprawę. Kolor na policzku jest dużo bardziej subtelny i delikatny, niż widzimy w opakowaniu. Znakomicie podkreśla kości policzkowe, dając efekt pięknej, satynowej tafli, cudownie stapiając się ze skórą . Nie zapycha porów ( choć osoby wrażliwe na parafinę i mikę powinny uważać i bacznie obserwować skórę ), nie pyli i naprawdę jest mistrzem wydajności... sama nie wiem kiedy uda mi się go zużyć.
Kosmetyk zamknięty jest w estetycznym, czarnym, plastikowym, ale nie tandetnym opakowaniu, który dzielnie służy mi od ponad roku i cały czas działa bez zarzutu, idealnie chroniąc produkt .

Kusi mnie jeszcze ten piękny róż o numerze J374...mając dwa tak wydajne produkty, nie muszę się martwić o wygląd moich policzków do samej emerytury :DD


Znacie róże Joko? Ciekawa jestem Waszych opinii. Oczywiście czekam na komentarze.