Styczniowe nowości, podsumowanie miesiąca


Styczeń powoli dobiega końca, czas więc na małe podsumowanie. Przedstawiam nowości, które w styczniu zasiliły kosmetyczkę oraz szafkę w łazience, równocześnie skutecznie osłabiając mój portfel. Były też zakupy w blogosferze, paczka wymiankowa, niespodzianka od Basi oraz przesyłka z wygraną w konkursie.No to zaczynamy...

 Na początek moje zakupy.





Pozwolicie, że nie będę opisywała każdego produktu z osobna, ponieważ wszystko doskonale widać na zdjęciach. Dodam tylko, że pokazane maseczki to tylko mała ich część...większość została już zużyta i pewnie pojawi się w pości denkowym. Wszystkie produkty natomiast ustawiłam na jedynej odzieżowej nowości, a mianowicie bluzce z lumpeksu, którą mieliście okazję widzieć  TU .

Zakupy w blogosferze.

Dzięki  MARTYNCE  i jej zakładce Sprzedam - Wymienię, stałam się szczęśliwą posiadaczką dwóch pomadek, Rimmel i Inglot.Obydwie jak dla mnie są idealne, szczególnie pod względem kolorystycznym...no i pierwszy raz odważyłam się na krwistą czerwień.
Możecie zobaczyć je  TU  i   TU



W styczniu dotarła też do mnie moja wygrana w konkursie na blogu Milky Chocolate . Było mi tym bardziej miło, ponieważ była to moja pierwsza wygrana w blogowych rozdaniach ever:)


Wraz z początkiem roku dokonałam mojej pierwszej wymianki. Paczka przywędrowała do mnie z UK od przeuroczej  Portiferole , która postanowiła spełnić jedną z moich zachcianek i zakupiła specjalnie dla mnie kule do kąpieli Lush. Uwierzcie mi...tak pachnącej przesyłki jeszcze nigdy nie dostałam hehe.Paczuszkę dokładniej pokazywałam Wam  TU


Na koniec zostawiłam paczkę, która była największym zaskoczeniem, ponieważ kompletnie się jej nie spodziewałam. Przesyła - niespodzianka od  BASI 


To już wszystko...mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam.
A jak Wasze zakupy styczniowe?Zaszalałyście na wyprzedażach?



Rimmel, Lasting Finish nr77 ASIA, pomadka do ust



Pamiętacie jak chwaliłam się Wam piękną czerwienią od Inglota? Dla tych , którzy nie mieli okazji jej widzieć, małe przypomnienie...KLIK . Otóż zakupiłam wtedy również moją pierwszą pomadkę firmy Rimmel - Lasting Finish nr 77. Kolor ASIA, w przeciwieństwie do tej z Inglota, bardzo naturalny i delikatny...powiedziałabym taki 'zamiast błyszczyka'.

Rimmel, Lasting Finish nr77 ASIA

Kolorek na ustach prezentuje się tak:



Pomadki Rimmel mają dość dobre opinie, dlatego i ja skusiłam się na jej zakup. Do tego okolicznością sprzyjającą była cena:). Grzechem było nie skorzystać.
Cóż mogę powiedzieć?Jestem zdecydowanie na tak...cieszę się, że miałam okazje ją przetestować. Jestem zadowolona zarówno z koloru, konsystencji oraz z  trwałości. Ważne jest , ze nie wysuszyła moich ust i fajnie nosiła się przez ponad godzinkę. Może to nie jest dużo ale biorąc pod uwagę mało kłopotliwe poprawki ( nie jest nam potrzebne do tego lusterko ), w zupełności mnie zadowala.

Z przyjemnością skuszę się teraz na inne kolorki. Ostatnio dopadła mnie chyba choroba pomadkowa...ja, która nigdy nie nosiłam na swych ustach pomadek, teraz są one nieodłączną częścią mnie:). 

A Wy dziewczyny?Lubicie pomadki, czy wolicie delikatne podkreślenie ust błyszczykiem?




IVONA poleca...Alicia Keys.



Kolejny tydzień za nami , a co za tym idzie...mamy weekend!
Tradycją już się stały moje piątkowe ,muzyczne posty. Dziś więc nie będzie inaczej...
Chciałabym Wam zaproponować utwór, który w zeszłym roku gościł u mnie najczęściej i należy do moich ulubieńców. Do głosu tej wokalistki mam ogromną słabość i zawsze jak ją oglądam ,dziwię się, jak ktoś może być tak wyjątkowo piękny i utalentowany jednocześnie??!

Zapraszam do słuchana i podziwiania zarazem:)

 Try Sleeping With A Broken Heart




Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanego weekendu:)



LUSHOWA zachcianka spełniona.



Miałam niesamowitą ochotę wypróbować te produkty ale jak wiadomo nie są one dostępne w Polsce.Moje marzenie zostało jednak spełnione, dzięki blogowej wymiance z  Portiferole .

Wczoraj odebrałam z Poczty przesyłkę od tej świetnej dziewczyny, która mieszka w UK i postanowiła sprawić mi niemałą niespodziankę, kupując do wymiankowej paczuszki kosmetyki firmy Lush:))). Jestem jej za to ogromnie wdzięczna i pomimo , iż kule nie przetrwały w całości trudów podróży ( co będziecie mogli zobaczyć na zdjęciach ), to i tak jestem z paczki bardzo zadowolona, ponieważ tak pachnącej przesyłki nie zdarzyło mi się jeszcze dostać. Po otwarciu koperty cały pokój wypełnił niesamowicie intensywny zapach ...szkoda , że nie możecie go poczuć...

Na początek jednak przybliżę Wam trochę markę. Oto informacje, które o niej znalazłam na Wizażu:

"Lush jest producentem wyłącznie naturalnych kosmetyków, sprzedawanych w rozsianych po całym świecie kilkuset sklepach firmowych Lush'a lub wysyłkowo (Polska jest już na liście odbiorców). Filozofia firmy opiera się na prostych zasadach: kosmetyki produkowane są ze świeżych owoców i warzyw (w ofercie są również produkty dla wegan), naturalnych olejków i minimalnych ilości bezpiecznych syntetyków, z absolutnym wykluczeniem składników pochodzenia zwierzęcego czy domniemanie testowanych na zwierzętach. Produkty Lush są "testowane na ludziach". Kosmetyki są wytwarzane ręcznie, nie pakowane (ochrona środowiska), w większości pozbawione konserwantów (trzeba je przechowywać w lodówce). Z 206 produktów, znajdujących się w ofercie, wszystkie są "wegetariańskie", 159 jest "wegańskich", a 145 wolnych od konserwantów. Zgodnie z wytycznymi firmy, kazdy kosmetyk ma nalepkę, podającą dokładny skład, z oznaczeniem kolorystycznym pozwalającym zrozumieć, czy dany składnik jest naturalny i organiczny, czy też jedynie naturalny, lub czy jest "bezpiecznym syntetykiem".

Brzmi zachęcająco , prawda?

Moja paczuszka wyglądała tak:






Teraz trzecia kula, która odniosła największe obrażenia...Pozwoliłam sobie jednak znaleźć odpowiednie zdjęcie w internecie, ponieważ sama byłam ciekawa jak ona powinna naprawdę wyglądać.


A  tak wyglądał mój egzemplarz...



Jak widać cała różowa część odpadła i został mi tylko niebieski środek:D
Niestety takie są uroki transportu...wiadomo jak obchodzą się z paczkami. Nikt nawet nie stara się traktować je delikatnie.
Ok, teraz pozostaje mi testowanie tych pachnących cudeniek.Uwielbiam długie, gorące  kąpiele, zwłaszcza zimą, bom zmarzluch niesamowity.Dzięki cudownej Potriferole, staną się one wspaniale aromatyczne i przyjemne...mmm...:)
Miałyście okazję używać tych kul?Znacie produkty Lush?Jak umilacie sobie zimowe kąpiele?A może preferujecie szybki prysznic?
Jak zwykle zapraszam do dyskusji...będzie mi bardzo miło :)



MIŁEGO DNIA:)




Różowy cukiereczek.



Dawno nie było postu z lakierem do paznokci...szybciutko więc ten brak uzupełniam.
Zastanawia mnie czym kierujecie się w wyborze lakieru, kolorem?, marką?,ceną?Moje zakupy lakierowe często są dość instynktowne i nieplanowane,jednak głównym kryterium jest dla mnie cena. Nie mam parcia na bardzo markowe i drogie lakiery do paznokci, nie rozumiem fenomenu Essie, czy innych tzw. wysokopółkowych lakierów. Prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie zapłacić za lakier do paznokci kilkadziesiąt złotych, wolałabym na to konto skorzystać z usług kosmetyczki, tudzież manicurzystki i zrobić sobie np. hybrydę.No cóż, mądrzy mawiają, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia...może gdybym miała więcej kasy, takie lakiery byłyby u mnie codziennością.

Dziś lakier , który pewnie nie raz, nie dwa rzucił Wam się w oczy...charakterystyczny kształt buteleczki i niska cena, to zdecydowanie czynniki przykuwające kobiecy wzrok. Kosztował ok 4 zł, co biorąc pod uwagę jego 12 ml pojemność,wydaje się ceną zacną:). Paznokcie pomalowane dwukrotnie, w niezmienionym stanie wytrzymują 2-3 dni, co w zupełności mnie satysfakcjonuje. Gama kolorystyczna tych lakierów jest bardzo duża, więc każda z nas znajdzie kolor, który najbardziej jej się podoba.

Ja postawiłam tym razem na słodki, cukierkowy róż.





A Wy dziewczyny, jakie kolory na paznokciach preferujecie zimą?Czy pora roku ma znaczenie w doborze koloru lakieru?. 
No i co z tą ceną?...czy znana marka + wysoka cena = świetny jakościowo produkt? Ciekawa jestem Waszych opinii.


BUZIAKI:>




Żel micelarny BeBeauty - mój faworyt.



Na temat tego kosmetyku napisano już chyba wszystko. Ameryki tym postem nie odkryję ale postanowiłam dołączyć do grona entuzjastów, czyli osób, dla których ów produkt to zdecydowany KWC wśród żeli do mycia twarzy.Przedstawiam Wam mojego ulubieńca , który znakomicie spełnia swoją rolę, a jest nim:

Micelarny Żel do mycia i demakijażu BeBeauty


pojemność 150ml; cena ok 5 zł

"Hypoalergiczny preparat w postaci żelu micelarnego delikatnie oczyszcza wrażliwą skórę twarzy i oczu. Struktury micelarne zapewniają niezwykle wysoką skuteczność oczyszczania, dokładnie usuwają makijaż i zanieczyszczenia nie naruszając bariery hydrolipidowej naskórka. Zawarty w preparacie d-panthenol zapewnia naturalny poziom nawilżenia, łagodzi podrażnienia oraz przynosi uczucie natychmiastowego ukojenia. Skóra staje się gładka i czysta. Odzyskuje uczucie świeżości i komfortu."

Skład:

Konsystencja:


Według mnie jest to bardzo znany i rozpoznawalny kosmetyk, dostępny wyłącznie w sieci sklepów Biedronka, produkowany dla niej przez firmę Tołpa.Opakowanie to wygodna, miękka tuba, która nie sprawia kłopotów podczas otwierania.W środku kryje się gęsty, przeźroczysty żel,o ładnym jak dla mnie zapachu.Charakterystyczną jego cechą jest to, że nie pieni się w trakcie mycia twarzy, więc wszyscy przyzwyczajeni do mocno pieniących się kosmetyków, mogą być lekko rozczarowani. Jednak brak tego czynnika ,absolutnie nie wpływa na jego złą jakość.
Co do efektów mycia, to muszę przyznać, że zgadzam się z obietnicami producenta w 100%. Po jego użyciu skóra jest gładka, czysta, nie ma uczucia ściągnięcia, ani żadnych podrażnień.Doskonale radzi sobie z makijażem.Jednym słowem ideał, który na pewno nie zrujnuje nam kieszeni.

Moja ocena to 5/5 , polecam:)


A Wy czego używacie do mycia twarzy?Znacie żel z Biedronki?Używałyście go?


POZDRAWIAM:)




Silna potrzeba motywacji.


Hej:)

Która z Was moje drogie czytelniczki postanowiła sobie w noc sylwestrową , że będzie bardziej dbała o swoje ciało?, że schudnie?, że zacznie liczyć kalorie?, że regularne ćwiczenia staną się codziennością? - ręka do góry. Mam nadzieję, że mocne postanowienie jest nadal mocne. Ja na razie trzymam się swoich założeń, które przedstawiałam Wam w poście z postanowieniami noworocznymi. Dwa razy w tygodniu aerobik...nic tak nie mobilizuje jak zajęcia grupowe...nie chcemy przecież wyjść na ofermy, które nie wytrzymają 45 minut intensywnego treningu, prawda?Dodatkowo przynajmniej dwa razy na tydzień ćwiczenia w domowym zaciszu, z płytką Ewy Chodakowskiej

Muszę przyznać, że pierwszy raz z Ewką ( jakkolwiek to zabrzmiało ) był straszny. Wieszałam na niej psy w myślach, gadałam , że chyba zwariowała, że to niewykonalne itp, itd.Najczęściej jednak ciężko mi było po prostu ruszyć tyłek i wziąć się za ćwiczenia.Moje lenistwo najlepiej obrazuje to:):


Znamy to, prawda?Najgorzej się ruszyć z kanapy. Trzeba to jednak przezwyciężyć, pomyśleć jak piękne i zgrabne będziemy po tych kilkudziesięciu minutach katorżniczego treningu.Często same nie jesteśmy w stanie się przekonać...ja też tak mam niestety. Lubię sobie wtedy włączyć kompa, poszukać co może mi dać regularny trening, poszukać motywacji.Zobaczcie co znalazłam w chwilach zwątpienia:









Czy trzeba coś komentować??Po takiej dawce motywacji moje lenistwo zostaje zwyciężone.

Nie uda się osiągnąć długotrwałych efektów samą dietą, najważniejszy jest ruch. Musicie znaleźć taką formę aktywności, która będzie Wam najbardziej odpowiadała i będzie Wam sprawiała po prostu frajdę. Nie musi być to od razu aerobik, jogging czy siłownia. Na początek wystarczą np. długie spacery...jeśli macie w domu psa, będzie wniebowzięty .Pamiętajcie też by urozmaicać swoje ćwiczenia, ponieważ długotrwałe wykonywanie tego samego treningu ,skutecznie zniechęci nawet najbardziej wytrwałą osobę.

Ufam, że pomogłam i mój post przydał się wątpiącym.

Jak jest z Wami kochani?Szukacie czasem takiej motywacji, czy jest ona Wam zupełnie zbędna?Zapraszam do dyskusji na temat Waszej walki ze zbędnymi kilogramami.Chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach. Musimy się wspierać, a na wiosnę wszystkie odsłonimy piękne brzuchy i zgrabne uda:)

:))


Przypominam o moim konkursie, zgłaszajcie się jeśli macie ochotę przetestować serum ujędrniające do biustu. Zaszkodzić nie zaszkodzi, a jeśli może pomóc to czemu by nie??

KLIK


Zapraszam również do zakładki Sprzedam-Wymienię :)



BUZIAKI:)