"W czym mogę pomóc?", czyli IVONY rozprawa o namolnych ekspedientkach


Byłam ostatnio, proszę ja Was, na zakupach.Ot, typowy wypad do galerii połączony z kinem.
Po zmniejszeniu salda konta i małym-oczywiście niezdrowym-posiłku, udałam się na tzw."obchód', czyli bezcelowe przeglądanie asortymentu różnego rodzaju butików, w większości kończące się na lizaniu szklanych, sklepowych witryn.
Zdaję sobie sprawę z tego, że wyglądałam jak rasowy glonojad, który przyssany do szyby, przesuwa się w górę i w dół, w celu zbadania jak największej przestrzeni owej powierzchni szklanej:D.Musicie jednak przyznać, że taki widok to codzienność, szczególnie przy stoiskach z biżuterią, która swoimi cenami często znacznie przewyższa nasze możliwości finansowe.Patrzymy, podziwiamy, nakręcamy się niepotrzebnie, by następnie odejść ze spuszczoną głową, przeklinając i bluzgając w myślach, że nas na owe cuda nie stać.No cóż...życie.

Do czego zmierzam?

Kręcąc się tak trafiłam do perfumerii na literę D. Milczeniem pominę fakt, że cała wystawa przypominała jedną, wielką ozdobę choinkową <przecież to dopiero początek listopada damn it>, która błyszczała i skrzyła się brokatem na odległość.Szybki rzut okiem do środka..."ok, trochę ludzi jest, mogę wejść"-myślę sobie.
Nie wiem jak Wy ale ja uwielbiam, gdy nie jestem sama w jakimś butiku. Unikam tym samym wpatrywania się we mnie znudzonej pani sklepowej. W takich sytuacjach nigdy nie wiem, czy swym wzrokiem stara się mnie z tego sklepu wygonić, cobym nie przeszkadzała w plotach z koleżanką, czy zachęcić do wydania <większej niż pierwotnie zakładałam> kasy.
Wróćmy zatem do bohatera dzisiejszych wynurzeń.
"D" jak "daj mi swoją kartę, a ja pomogę Ci ją wyczyścić":D
W środku roiło się od próbujących znaleźć swoje piękno kobiet. Było też kilku panów ale Ci służyli raczej za tragarzy tych pierwszych:D. Dwa kroki do przodu i znalazłam się w krainie wiecznej szczęśliwości, bijącej po oczach luksusem i wspaniałymi kolorami. Prawdziwe eldorado.Kolejne dwa kroki, czyli nadal tuż za wejściem i nagle...jak spod ziemi wyrasta pierwsza przeszkoda.Pojawia się znikąd, niemal jak feniks, który odradza się z popiołów. Na wymalowanych czerwoną pomadką ustach maluje się wytrenowany do granic możliwości sztuczny uśmiech...
- "mogę w czymś pomóc?" -tak znienawidzone przeze mnie zdanie poprzedzone jest zlustrowaniem mojej osoby od samych czubków butów, do samego czubka głowy...
Trochę poirytowana ale nadal w świetnym nastroju odpowiadam zgodnie z prawdą -"nie, dziękuję...chciałabym się NAJPIERW rozejrzeć". Miła pani wyglądem przypominająca hollywoodzką laleczkę barbi uśmiecha się ponownie, coś tam jeszcze bąka pod nosem, że "jakbym potrzebowała pomocy" , że "jak coś to proszę wołać" i odchodzi zdegustowana tym, że trafiła jej się kolejna oglądaczka i macaczka,  nie mająca znaczącego wpływu na powiększenie jej premii ze sprzedaży.

Uff, myślę sobie "teraz mogę spokojnie sobie pozglądać".

No więc idę między szafami, półkami, regałami, małymi wysepkami i przyglądam się tym wspaniałościom.
Na chwilę zatrzymałam się przy wysepce Diora...to był błąd ale dowiedziałam się o tym, gdy było już za późno, aby się wycofać.
Patrzę...leci...omija wszystkie przeszkody niczym zawodowiec, a w oczach jej nadzieja, że może tym razem się uda. Ale co ciekawsze kłusem zapierdziela do mnie inna miła pani, niż ta, z którą miałam wątpliwą przyjemność spotkać się minutę wcześniej przy wejściu. I znów to samo, jednak teraz w nieco innej formie, bardziej sprecyzowanej, bo i stoisko przy którym mnie dorwała mogło dać ku temu podstawy:
-"szuka pani czegoś do makijażu?, może pomogę w dokonaniu wyboru?"
-"nie, dziękuję" odpowiadam z uśmiechem, a w myślach posyłam ją do diabła:D
Drugie podejście...dobre są!
Ta sytuacja powtórzyła się jeszcze dwukrotnie- przy szafie Clinique oraz stendzie EL. Za każdym razem moim oczom ukazywała się inna dziewczyna, choć wszystkie jak jedna wymalowane były tak perfekcyjnie i tak podobnie, że w pewnym momencie można się było pomylić.

Moja wizyta w D zakończyła się po mniej więcej 4 minutach. Tyle wystarczyło, aby czterokrotnie opędzać się od namolnych ekspedientek tam pracujących. Aż strach pomyśleć co by było, gdybym została dłużej.

Się więc pytam...

Czy Was też to wkurza? <żeby nie powiedzieć bardziej dobitnie>. Czy tak trudno zrozumieć, że klientka chce się rozejrzeć, pomacać, powąchać? Sama...bez stojącej jej nad głową obsługi.
Mama zawsze mi powtarzała "koniec języka za przewodnika" i zawsze jak potrzebuję pomocy umiem o nią poprosić. Perfumeria to jednak nie bazar z warzywami, czy osiedlowy sklep, w którym zwykłam kupować bułki ale miejsce, gdzie potrzebuję czasu dla siebie.
Dodatkowo denerwuje mnie, że te panie nie obserwują siebie nawzajem.Przecież to nie mitologiczny labirynt zaprojektowany przez Dedala, w którym król Minos uwięził groźnego Minotaura.Tu wszystko widać jak na dłoni. Skoro podziękowałam za pomoc pierwszej i drugiej, to po jaką cholerę leciały do mnie dwie kolejne?!?Gdybym potrzebowała pomocy, na pewno by to zauważyły. hmm...

To pisałam ja...zdegustowana klientka.



IVONA

Spodobał Ci się ten tekst? Pozostańmy proszę w kontakcie: zostaw komentarz, daj lajka lub udostępnij swoim znajomym.
Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj blog poprzez Bloglovin, możesz także kliknąć w gadżet Obserwatorzy.
Więcej o mnie dowiesz się na Instagramie.
Dziękuję, że jesteś i do zobaczenia!

    KOMENTARZE:

60 komentarze:

  1. ja mam to samo jak widzę taka ekspedientkę to mam ochotę jak najszybciej wyjść a jak potrzebujesz pomocy to żadnej nie ma wtedy bo zagadane stoją. Człowiek nie zdąży wejść zobaczyć po co przyszedł a tu już w czym mogę pomóc nie lubię namolnych osób

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak, tak. Też za tym nie przepadam :) a już maksymalnie się wkurzyłam, jak kiedyś po powrocie z koncertu weszłam sobie - wiadomo, jak to po koncercie rockowym, wyglądałam jak wypłosz. Stary płaszcz, rozdarte tu i tam spodnie, blablabla, czarna koszulka. No i w każdym bądź razie chyba stwierdziły, że mnie nie stać, skoro wyglądam jak meliniara i łaziły za mną krok w krok :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie nie pasowałaś do wizerunku drogerii:))zbyt mało exluzywna byłaś haha:)

      Usuń
  3. Ja również obserwuję prawidłowość, że owe Panie albo są bardzo namolne i wtedy ja bardzo szybko opuszczam sklep lub właśnie ich nie ma bo są zajęte plotkami i wtedy również długo nie goszczę w sklepie. Lubię gdy są w pobliżu ale dają swobodę macania i oglądania nie przytłaczając swoją obecnością. Stąd też w moim przypadku zakupy w sieci to dla mnie idealne rozwiązanie :) Wprawdzie nie można podotykać, ale komfort i spokój przy podejmowaniu decyzji bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się Asiu-powinny być w pobliżu w razie czego ale dać swobodnie sobie pozgladać. Wiadomo przecież jak to jest z nami kobietami:)

      Usuń
  4. Też tego nie lubię, ale prawda jest taka, że to ich praca i one tak MUSZĄ. Wiele razy spotkałam się, że polityka sklepu jest agresywna, czyli trzeba "nękać" klienta pytaniami "czy mogę w czymś pomóc". Nie będą tego robić, to na dywaniku będą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dosłownie wyjęłaś mi to z ust. Nie cierpię tego, mam ochotę wyjść wcześniej niż wyszłam po takiej ,,pomocy". One baredziej przekonuja do opuszczenia sklepu niż do zakupu choćby wacików. Jakieś dwa miesiące w Sephorze jedna mnie tak wyprowadziła z równowagi że miałam ochotę ją zlinczować, otruć, zasztyletować... I tak jest w każdym sklepie, gdyby nie to że muszę dotknąć, pomacać, nawet bym nie wchodziła tam. Masz prześliczny nagłówek na blogu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem czym tak wyprowadziła Cię ta pani z równowagi haha:)
      dziękuję Dorotko:)

      Usuń
  6. zawsze wolałam iść do drogerii w której mogę przejść sobie pomiędzy regałami i z zaciekawieniem pooglądać to co się na nich znajduje, niż w małym sklepiku wdawać się w jakieś bezsensowne dyskusje z Panią za ladą. Jedynym sklepem który jeszcze nie działa na mnie jak płachta na byka jest Rossmann. S i D zaczynam omijać szerokim łukiem bo tak samo jak Ciebie irytują mnie Panie które po przekroczeniu właściwie magicznych drzwi wychodzą z założenia ze zjawiłam się w ich sklepie z planem nabycia konkretnego produktu, a przy tym jestem taką kretynką że sama bynajmniej się nie zorientuję w asortymencie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A...te sklepy z ladą to w ogóle kosmos, najlepiej jak się trafi na mało zorientowaną ale przekonaną o swej racji ekspedientkę:) Rozmowa wtedy jest zupełnie bezcelowa i czym prędzej opuszczam dany sklep:)

      Usuń
  7. Zgadzam się z Tobą w 100%. Jak będę potrzebowała pomocy, sama się zwrócę do ekspedientki ;) Takie namolne zachowanie skłania mnie do jak najszybszej ucieczki ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. To jest wlasńie dziwne one są nie tylko namolnie ale wprost niekiedy upierdliwe czego ja nie znoszę. Z całym szacunkiem może ktoś pracuje w drogerii ale nie rozumiem dlaczego te Panie nie dają szansy nawet sie rozejrzeć. Nie zdążysz sie odnaleźć w takim sklepie a one juz są i zaczynaja słodzić ;) o zgrozo jak tego nie lubie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie...wchodząc zakładam, że może będę potrzebowała faktycznie pomocy ale nie przy samym wejściu! chciałabym chociaż mieć szansę aby trochę się rozejrzeć:)

      Usuń
  9. nienawidze, ale wiem ze one tak musza, wiec odpowiadam do znudzenia ze nie dziekuje, a w momencie jak potrzebuje jej pomocy to nie jej znikla jak kamfora...Buzka

    OdpowiedzUsuń
  10. Moim zdaniem w co niektórych sklepach przesadzają z tą uprzejmością pomocy - w sumie jeśli widzą że raz mówisz iż chcesz się rozejrzeć to zdecydowanie nie powinny być namolne - ja powiem że w takich sklepach gdzie praktykują takie zachowanie zakupów zwyczajowo nie robię :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym konkretnym opisanym D byłam pierwszy raz, dlatego jestem mocno zdziwiona i zniesmaczona całą tą wizytą:)

      Usuń
  11. Mnie najbardziej irytuje jak takie non stop nachalnie podchodzą jak nic nie chcesz, ale jak chcesz się o coś zapytać czy np. dany produkt jest dostępny czy gdzie danego produktu szukać to one wszystkie nagle uciekają jak tylko zobaczą, że się do nich zbliżasz ;) a jeśli już uda Ci się ją z zaskoczenia wziąć to zazwyczaj i tak nie potrafią udzielić odpowiedzi na najprostsze pytanie, ale nieproszone to się pchają drzwiami i oknami :P

    OdpowiedzUsuń
  12. fakt - to jest bardzo denerwujące, ale niestety taka jest ich praca. Wiem, że ktoś tam stoi nad nimi i każe im się tak zachowywać, dlatego jestem w tej kwestii wyrozumiała ;) choć nie ukrywam, że jest to bardzo irytujące!

    OdpowiedzUsuń
  13. Patrzę na to trochę z innej perspektywy, bo mój tata pracuje w biznesie na zasadzie relacji z klientami i wiem, że oni po prostu MUSZĄ podejść do klienta - to nie jest tylko kwestia wyciągnięcia klienta zaraz do rozmowy, żeby coś wkręcić, ale też często są obserwowani i to ich wymagania do pracy. Skoro przy sprzedaży samochodu jest obowiązek spytania klienta o takie rzeczy jak : jakie ma pani hobby? to co się dziwić biednym ekspedientkom, jak później wylądują na dywaniku u dyrektora i będą im trzepać mózg, dlaczego nie podeszły do klienta, dlaczego nie zaproponowały pomocy... Niestety jest to trochę bardziej skomplikowany mechanizm niż nam się wydaje. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem, nie znam się na marketingu, sprzedaży itd. ale moim zdaniem wspomniane przez ciebie panie są zobowiązane w zwyczajny sposób pilnować asortymentu, broń boże nie mówię ze ty ale zdarzają się ludzie którzy jak wiadomo kradną mimo iż są dobrze sytuowani, w skutek czego taka pani ekspedientka za brakujący towar musi płacić z własnej kieszeni. Innym jest fakt że być może muszą również być miłe i służyć pomocą do granic bólu tak aby niezdecydowany klient wyszedł zadowolony. Dla mnie bardziej frustrujące jest to że będąc w Rossmanie w którym nie ma stanowiska komputerowego z panem ochroniarzem, znajduje się sam pan ochroniarz który łazi za dłużej kręcącą się klientką - no cóż nie żebym była złośliwa ale czasem lubię wracać do półek wcześniej minionych i po raz setny coś oglądać, wkładać i wykładać z koszyka ;) Podobnie sprawa ma się ze starszymi paniami, stojącymi w kolejce do mięcha, pcha się taka na ciebie dotyka torebką, szturcha albo zagląda przez ramię zaciekawiona co znajduje się za szybą chłodni brrrr, już nie wspomnę o perwerach które wchodząc do komunikacji miejskiej zawsze stają koło młodych ludzi - ja rozumiem że pierwszeństwo im się należy no ale każdy płaci za bilet i ma prawo wygodnie podróżować, w związku z tym już się nauczyłam aby miejsca ustępować tylko tym naprawdę w potrzebie - jeżeli chcecie to mnie źle oceniajcie jak mam na ten temat swoje zdanie. Bardzo ładnie budujesz zdania w swoich postach, czasem mam wrażenie że czytam dobrą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Te panie są tak samo wkurzone jak my, gwarantuję Wam :) nie robią tego dla przyjemności, lecz z przymusu. A jak trafią na żądnego krwi audytora i będą zbyt mało "pomocne" to oberwą po premii. Niestety, realia pracy w takich sklepach są mało fajne. Pracownicy mają szczegółowe wytyczne odnośnie uśmiechów i czasu podejścia do wchodzącego klienta. Nawet formułki mają wyćwiczone i biada tej, która coś pochrzani lub będzie bardziej dyskretna w ofiarowaniu pomocy.
    Znam to z innej strony i dlatego bardzo tym dziewczynom współczuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, znam realia pracy w handlu bo sama kilka lat spędziłam na kontakcie z klientami; też musiałam pytać 'w czym mogę pomoc' i takie tam; jednak trzeba też obserwować potrzeby klienta; nie każdy ma ochotę gadać , bo najzwyczajniej w swiecie ma ochotę się porozgladać, porozmyślać:)chęć pomocy i bycie w pogotowiu-oczywiście! ale nie ciągłe nękanie:)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. no tak, czasem nas zwyczajnie dręczą :D

      Usuń
  16. jeszcze jakiś czas temu bym przytaknęła, też mnie to wkurzało baaadzo do momentu, kiedy nie zaczęłam pracować w banku, wtedy wszyst zaczęłam rozumieć :) Jak nie wiesz o co chodzi, to chodzi o kasę :) One po prostu tak muszą, to tzw. standardy sklepu. Tak jak wspomniałaś, one mają prowizję ze srzedaży, im lepsze marki, tym większe prowizje :) Jednej się nie udało, kolejne myślą, że może im się uda, może będą w stanie Cię przekonać :) Nie poddają się :) Tym bardziej, że podsyłani są do nich tzw. "tajemniczy klienci", którzy mają za zadanie sprawdzić, czy obsługa działa według standardów, co gorsze, narywają cały proces sprzedaży. Następnie sporządzają raport i wszystko ląduje u kierwników, dyrektorów itp., co decyduje o "być albo nie być" danego sprzedawcy. Jedym słowem masakra. Przechodziłam podobne akcje w banku, nawet gorsze, na samo wspomnienie mnie mdli. Dlatego teraz mam dużo więcej cierpilwości dla tych "biednych" ludzi, którzy próbują "przetrwać" w tej "dżungli" :) To samo tyczy się tych wszystkich telemarketerów, którzy z uporem maniaka wydzwaniają z jakimiś ofertami. Czasami puszczają mi nerwy, owszem, ale pamętam jak (również w banku) ja musiałam tak wydzwaniać, a po drugiej stronie biurka siedziała podpięta pod ten sam telefon animatorka ze suchawkam na uszah i słuchała jak rozmawiasz z klientem, no naprawdę jeden wielki koszmar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem Martuniu, że tak jest i termin "tajemniczy klient" nie jest mi obcy; moi szefowie tak samo mnie sprawdzali jak pracowałam w handlu;

      Usuń
  17. Nie jestem pewna czy to ich wina, czy może wina polityki sklepu, bo spotkałam się ze stwierdzeniem, że te ekspedientki muszą caly czas coś robić. Więc każda próbowała. Ale fakt, to irytujące :)

    OdpowiedzUsuń
  18. O taaaak. Bardzo mnie to wkurza!! Człowiek chce sobie pooglądać i na spokojnie dokonać wyboru, a tu ciągle krążą koło Ciebie i patrzą na ręce, żebyś tylko przypadkiem czegoś nie zrzuciła:) Na szczęście (albo nieszczęście) w taki dobitny sposób zdarza się to głównie w tych "niby ekskluzywnych" sklepach.

    OdpowiedzUsuń
  19. powinnaś opowiadania pisać jakieś, bo miło się czytało i wzbudzało to wyobraźnie ;)
    swoją drogą też to czasami przeżywam jak usilnie Panie podchodzą i pytają ciągle w czym mogą pomóc, fakt jest to denerwujące, ale ja do D. czy S. ;) wchodzę już jak mam coś naprawdę konkretnego kupić i wiem czego chce, wtedy przebieg tej całej akcji jest konkretny i szybki.

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo fajnie czytało mi się tego posta :) Świetnie go napisałaś :) Doskonale Cię rozumiem, ja też tego nie lubie, w takim sklepie nie czuję się swobodnie i wychodzę zazwyczaj szybciej niż weszłam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. To chyba zależy od drogerii, rzadko tam wchodzę z tego powodu ale też miałam taki przypadek że w ciągu trzech minut podeszły do mnie 4 inne babeczki pytając o to samo. Ale ostatnio jak tam byłam nie podszedł nikt a ja spokojnie zrobiłam zakupy, i dość sporo czasu spędziłam przy szafie NYX'a. A jak wchodzę tylko popatrzeć to rozmawiam przez telefon i wtedy nikt nie podchodzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobry patent, muszę spróbować następnym razem:)

      Usuń
  22. Oj to ja też glonojad jestem :) I staram się nie wchodzić do pustych sklepów bo obstawa zawsze krok z tyłu za mną. Strasznie denerwujące.
    Czasami człowiek chce coś kupić, np po pensji dopiero ale najpierw robi rozeznanie, czyta opisy, sklad i takie tam..Zeby na następny raz bez szukania kupić.

    OdpowiedzUsuń
  23. Oj tak, albo jak przy kasie proponują tysiące produktów... :) A czy któraś z Was stanęła na miejscu tych ekspedientek ?? To nie jest tak, że my chcemy być namolni, my po prostu musimy. Jak klient "za długo" stoi na sklepie nasza kierownica już nam głową kiwa, a nie daj Bóg jak by to był TK ... Wg SOK ( Standard Obsługi Klienta ) w momencie kiedy On przekroczy próg musi zostać przywitany, max.w ciągu 3 minut trzeba do niego podejść .... Ja wiem, to okropne i mogła bym Wam całą litanię napisać, ale tylko poproszę o wyrozumiałość ... Ja biedna ekspedientka :) i wcale nie pracuję w perfumerii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem coś na ten temat kochana- sama pracowałam w handlu:)
      ja rozumiem , że takie są wymogi ale dobra obsługa to nie tylko zdanie" w czym mogę pomóc" ale przede wszystkim zrozumienie potrzeb klienta; jeśli nie ma zwyczajnie ochoty rozmawiać albo chce więcej swobody to należy mu ją dać...na pewno wyjdzie bardziej zadowolony, niż po takim ciągłym naprzykszaniu się:)

      Usuń
    2. Faktycznie to prawda leży po obu stronach :)

      Usuń
  24. Też nie lubię tego magicznego pytania oraz natarczywości ekspedientek i do końca nie wiem, co nimi powoduje. Być może niektóre "otaczają taką troską" klienta z własnej inicjatywy (wzbudzonej obiecaną premią) i rywalizują między sobą. Są też firmy, które z góry zapowiadają pracownikom, jak mają się zwracać do każdej osoby, która przekroczy próg sklepu. Czasem wysyłają tajemniczych klientów, żeby sprawdzali jak pracownicy realizują odgórne dyspozycje. Wtedy to raczej obowiązek i obawa przed utratą pracy wymuszają takie zachowania personelu sklepu. Tak czy owak już niejednokrotnie pewnie z niektórych sklepów wyszłabym z jakąś zakupową zdobyczą, a przez napastliwość ekspedientki szybko opuszczam taki przybytek. Tak jest w przypadku stoiska pewnej firmy kosmetycznej, której produkty lubię, ale jak tylko się zbliżam do niego pani zadaje to pytanie, kiedy grzecznie dziękuję i zaczynam spoglądać np. na lakiery ona nie odpuszcza i zaczyna zachwalać ich jakość, wybierać kolory dla mnie, itd. Gdybym miała możliwość w spokoju sobie pooglądać, skorzystać z testerów i wzorników, to pewnie mój portfel by ucierpiał, a tak to nie mam siły słuchać szczebiotu usłużnej pani i wychodzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno część jest narzucona odgórnie, to nie ulega wątpliwości:) ale można pomóc, tak naprawdę nie pomagając:) np. w tej samej galerii jest stoisko Inglota; weszłam rozejrzałam się i wtedy podeszła pani sklepowa; podziękowałam za pomoc, a ta uprzejmie się oddaliła i dała mi szansę wyboru i rozejrzenia się; po wstępnych oględzinach poprosiłam ją o konkretna pomoc, która zakończyła się miłą pogawędką; taką obsługę to ja lubię:)

      Usuń
  25. coś w tym jest, ale co tam taka maja pracę;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Widzę, że nie tylko na mnie słowa "czy mogę w czymś pomóc?" działają jak czerwona płachta na byka...

    OdpowiedzUsuń
  27. Namolne bywaja fakt. Jednak ty Ivona zdajesz mi sie byc przewrazliwiona odrobine. Jak podchodzi do mnie ekspedientka nie zastanawiam sie nad tym czy mnie " mierzy" czy sie usmiecha czy co..(?!) ona tam jest zeby pomagac klientom to jest jej praca. A maluja sie z nudow bo kolejki w Douglasie tylko na swieta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy jestem przewrażliwiona, choć nie wydaje mi się; i nie zastanawiałam się czy ta pani mnie zmierzyła wzrokiem...ona to ewidentnie zrobiła, nawet moja córka to zauważyła i zwróciła na to uwagę:)
      A z tym malowaniem to jest pewnie tak, że muszą...i tyle:)

      Usuń
  28. ja pracowałam w perfumerii na S. i wiem, że tak niestety jest, że muszą ekspedientki w dupę wchodzić, bo jak nie podchodzą do klienta mają opierdziel. więc postaw się z drugiej strony ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak już pisałam wyżej -"stałam z drugiej strony", więc znam zasady:); robie zakupy w różnych drogeriach, perfumeriach i opisałam ten konkretny przykład...być może w innych jest inaczej

      Usuń
  29. Też tego nie lubię, ale idąc do D, albo S zawsze idę i biorę to co potrzebuję bo spokoju nie dają ;/ Jak człowiek ma coś kupić, jak nawet w spokoju nie może pooglądać, poczytać ;/

    OdpowiedzUsuń
  30. Hmm... To co napiszę być może, nie wszystkim się spodoba, ale każdy kto zajmuje sie handlem czy to w mięsnym, czy perfumerii, czy salonie samochodowym albo banku robi to przede wszystkim dla kasy. Takie są realia i mowię to z własnego doświadczenia bo sama mam taka prace i jestem zadowolona wtedy gdy moja wypłata ma 4 zera bo cały miesiąc latalam wsród tych wszystkich ludzi z przyczepionych uśmiechem i nauczona formułka. Te dziewczyny w D. maja to samo, stojąc tyle godzin dziennie chcą aby im sie pieniądze nakoniec miesiąca zgadzaly wiec dlatego po 15 razy podchodzą i pytają. I jestem pewna, ze o ile od razu słyszą "nie dziękuje" to to szanują, ale gdy trafia na klientke, która zajmie im 40 minut a wyjdzie z niczym to sama uważam ze maja prawo być złe, bo w tym czasie mogły obsłużyć kogoś na kim premie zrobią. Ja sama mam prace z klientem i zawracacze owy doprowadzają mnie do furii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak, upierdliwe i niezdecydowane klientki potrafia wyprowadzic z rownowagi:)

      Usuń
    2. Niestety takich ludzi jest cała masa, zreszta czasem mam wrażenie, ze jest taki rodzaj naszej populacji, który po prostu lubi zawracać głowę ;) oczywiście te dziewczyny z S. czy D. Potrafią zmęczyć, ale ja gdy muszę zachowywać wyznaczone u mnie w pracy standardy tez czasem czuje sie delikatnie mówiąc głupio ;)

      Usuń
  31. hahhaha, genialny post!! uśmiałam się jak nie wiem!! mam dokładnie to samo!!! a moja mama to wręcz omija te najbardziej wścibskie sklepy i gdy np. chodzimy po galerii, ja skręcam do danego sklepu, a mama na to: "JA NIE IDĘ, BO ZARAZ PRZYBIEGNĄ I BĘDĄ SIĘ PYTAĆ CZY W CZYMŚ POMÓC - NIE MOŻNA SOBIE SWOBODNIE POOGLĄDAĆ, ZASTANOWIĆ SIĘ, TYLKO LEDWO WEJDZIESZ, A TE JUŻ LECĄ!!! ŻEBY ONE TAKIE POMOCNE BYŁY NAPRAWDĘ, NA CO DZIEŃ, W ŻYCIU..."

    MA SA KRA!

    OdpowiedzUsuń
  32. To błędne koło.. Jako klientka nie znoszę tego - czy to w perfumerii czy innym sklepie - bo też wychodzę z założenia, że jak będę potrzebowała pomocy to wtedy zapytam. Takie narzucanie się działa wręcz zniechęcająco i człowiek tak jak wszedł ma ochotę odrazu uciec z takiego miejsca.
    Ale z drugiej strony biorąc, szefostwo bardzo naciska swoich pracowników by najważniejsza była ta obsługa klienta i tzw. "lizodupstwo" twierdząc, że to pomoże w zarobieniu większej kasy. A przecież wcale tak nie jest.. I jak tu znaleźć złoty środek?

    OdpowiedzUsuń
  33. Ostatnio byłam w S i D wraz z koleżanką łaziłyśmy w każdym około 20 min ut i nikt ani nic nam nie przeszkadzało widzę miałyśmy ogromne szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
  34. o ja też baaaardzo tego nie lubię, po takim pytaniu mam ochotę już wyjść z tej drogerii mimo ze się nawet dobrze nie rozejrzałam :P

    OdpowiedzUsuń
  35. Mnie też to wkurza, ale te panie to chyba tak muszą...
    A z drugiej strony to ja mam takie doświadczenie, że jeśli już potrzebuję jakiejś pani sklepowej, to wtedy żadna do mnie nie podejdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. mnie to doprowadza do szewskiej pasji i dlatego unikam chodzenia po galerii , jeśli już to idę tam z przymusu i przemykam między regałami jak cwany lis polujący na zająca :D

    OdpowiedzUsuń
  37. Też mnie to denerwowało, ale odkąd dowiedziałam się, jak wygląda praca w takich perfumeriach, przestało mnie to ruszać. Zwykle wiem po co idę i jeśli ktoś mnie zaczepia od razu po wejściu do sklepu, to mówię czego potrzebuję i szukamy razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą..jeśli wiesz konkretnie co chcesz kupić to taka pomoc jest ok; inaczej sprawa się ma gdy chcemy po prostu się rozejrzeć i pozgladać:)

      Usuń
  38. Świetny post!!! dawno tak się nie ubawiłam przy czytaniu :) wciągnęło mnie brawo :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Dobrze się czytało, fajnie piszesz :) Widzę, że podobne zachowania działają nam na nerwy. Tylko doświadczenia z D. zgoła odmienne ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze:)

Aby nasza dyskusja miała sens, na Wasze pytania odpowiadam pod postem.
Jednocześnie informuję, że komentarze oparte tylko i wyłącznie na spamie, będą usuwane.

Pozdrawiam serdecznie:)