Wiarygodność Bloggera...


...czyli jak pisać, aby inni czytając nasze recenzje/opinie nie kręcili głową z politowaniem, uśmiechając się pod nosem?

Na początek słówko wyjaśnienia-wszystko, co teraz napiszę to moje subiektywne spostrzeżenia i zaakceptuję fakt, że możecie mieć inne zdanie. Przyznaję też z ręką na sercu, że jest to temat dosyć grząski, niewdzięczny i trudny, mający niekiedy kilka twarzy i przybierający różne formy, dlatego od samego pomysłu na jego napisanie, do opublikowania notki minęło trochę czasu, a ja nie mogąc zdecydować się na opcję ostateczną, babrałam się w wersji roboczej przez kilka dni.
 Nie chcę byście odebrali to jak próbę wymądrzania się, bo mi samej daleko do ideału i wciąż popełniam mnóstwo błędów, które w miarę możliwości staram się wyeliminować. Nie chcę też nikogo obrazić, nie piszę tego posta personalnie, nie zwracam się do konkretnej osoby...chciałabym skupić się na pewnym dziwnym dla mnie zjawisku pisania recenzji na podstawie pobieżnego zapoznania się z kosmetykiem lub -co gorsza-na podstawie próbki.A takie kwiatki też się zdarzają...czytając takie twory wyglądam mniej więcej tak...


Kilka dni temu, późną wieczorową porą <ukłony w stronę wszystkich zapracowanych, którym ciężko jest dorwać się do kompa o ludzkiej porze> krążyłam sobie po blogosferze, odwiedzając nieznane mi dotąd blogi. Skacząc tak ze strony na stronę trafiłam na kilka, których tematem przewodnim jest recenzowanie produktów, pochodzących w głównej mierze ze współprac. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo wiele z nas ma na swoim koncie takie praktyki...chodzi mi raczej o jakość tych recenzji<czy jak to tam nazwać :D>.

Już sam tytuł głoszący, iż jego autorka właśnie nawiązała x-nastą współpracę, w wyniku której wspaniałomyślna firma pozwoliła jej przetestować próbkę, powtarzam:PRÓBKĘ, maski do włosów, powinien rozpocząć w mym mózgu reakcję wiązaną, prowadzącą do natychmiastowego opuszczenia tej strony. Ale nie...ale nie...moja ciekawość postanowiła ze mnie zadrwić i skierowała mój wzrok na treść posta...od momentu jego przeczytania nic już nie jest takie samo...:D, mój światopogląd wywrócił się do góry nogami, a wszystko co do tej pory uważałam za właściwe i cała moja wiedza zostały pogrzebane na wieki.
Wiedzieliście np. że po jednorazowym nałożeniu na włosy maski w ilości odpowiadającej małej próbce, na kilka minut spowoduje, że na drugi dzień będziecie mieli mniej rozdwojonych końcówek?!? < o mamma mia, chwalmy Pana swego!>, a włosy będą lśniące jak nigdy przedtem?Ja nie wiedziałam! Ale się dowiedziałam! Z owej recenzji < czy jak to tam nazwać:D>, ot co!
W tym momencie opadły mi nie tylko ręce...
ale wszystko, co prawem grawitacji może opaść...
tak dziewczyny...TO też...
Żeby nie było...otóż rzeczona blogerka dostała od tej firmy dodatkowo kilka broszurek, mapę miasta <dobrze, że symbolicznych kluczy do miasta jej nie wręczyli>, dwie foliowe reklamówki...no jakby nie patrzeć recenzja<czy jak to tam nazwać:D> się należy.
Się więc pytam, o co kaman?? Czytając tekie CÓŚ przestaję mnie dziwić fakt, że firmy i osoby 'z zewnątrz' traktują nas jak pazerne blogereczki, które spędzają swój dzień na wymyślaniu coraz to nowych sposobów na wyrwanie czegoś za free. Idealnie to odzwierciedla przedstawiona przeze mnie sytuacja. A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Takich blogów jest na pęczki.
Nie mówię, że ja jestem idealna ale na litość boską...pisząc opinię o jakimś produkcie staram się go najpierw poznać i przetestować na wszelkie możliwe sposoby. Aby zaobserwować działanie potrzeba nieco więcej czasu niż jeden dzień albo jednorazowa aplikacja. Często bowiem jest tak, że coś co na początku nas zachwyci, po miesiącu okaże się bublem bo będzie nas np. zapychać. Takich efektów działania nie dostrzeżemy od razu...trzeba być cierpliwym.Szybkie testy i wydawanie opinii udokumentowanej wątpliwej jakości zdjęciami tylko dlatego, że dostaliśmy coś gratis sprawi, że ucierpi na tym nie tylko nasza cera, czy włosy ale i nasza wiarygodność, która powinna być dla nas podstawą. Jak mają nas szanować inni, kiedy sami się nie szanujemy?
Firma X osiągnęła swój cel-reklama niewielkim kosztem. Rzuciła ochłap tylko po to, żeby coś o niej napisano, a naiwna dziewuszyna cieszy się, że nawiązała współpracę. Jaka to współpraca, do jasnej anielki?


Jeśli będziemy traktować swoje blogi jak śmietnik, do którego można wrzucić cały otaczający nas syf, to inni też go będą tak traktować! Praktykując takie zachowanie nikt nie będzie chciał z nami poważnie rozmawiać. A przecież pragniemy by nasze blogi były profesjonalne, by przyciągały czytelników i reklamodawców...każdy po cichu marzy o osiągnięcie swego rodzaju sukcesu. Oczywiście dla każdego ten sukces może oznaczać coś innego...wszystko zależy od naszych indywidualnych potrzeb.

Osobiście wyznaję pewną zasadę...traktuję swoich czytelników tak, jak sama chciałabym być traktowana. Ta zasada sprawdza się nie tylko na blogu ale może być też doskonałym życiowym mottem.

Tymi słowy kończę tę dzisiejszą przemowę...mam nadzieję że nie zanudziłam Was na śmierć. Dajcie znać co sądzicie na ten temat:)


IVONA

Spodobał Ci się ten tekst? Pozostańmy proszę w kontakcie: zostaw komentarz, daj lajka lub udostępnij swoim znajomym.
Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj blog poprzez Bloglovin, możesz także kliknąć w gadżet Obserwatorzy.
Więcej o mnie dowiesz się na Instagramie.
Dziękuję, że jesteś i do zobaczenia!

    KOMENTARZE:

82 komentarze:

  1. Miałam o tym samym napisać u mnie, dodając również to, że nastolatki lub 20kilku latki testują coś na +30 itd. lub kolageny do twarzy co tak naprawdę potrzebuje dojrzała cera, a nie dwudziesto-paro latka! ;) dlatego czasem wolę odpuścić "takie" recenzje i nie czytać!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tu się nie zgodzę bo czasem produkt przeznaczony dla starszej cery może mieć taki skład, że będzie dobry dla młodej dziewczyny ;) np sera do twarzy babuszki Agafii, Angel poleca też krem przeznaczony dla kobiet +70 a skład super i każdy może używać;)

      Usuń
    2. nie przekonuje mnie to, abym miała np. ja używać coś +70 bo ma dobry skład ;) równie dobrze coś na +30 może mieć dobry skład... O nastolatkach i kolagenach wspomniałam tylko, że młoda skóra nie potrzebuje czegoś co jest przeznaczone dla skóry dojrzałej :)

      Usuń
  2. bardzo mądrze napisane ;) ja sama jestem początkująca w blogowym świecie i uważam, że każda rada jest na cenę złota !

    OdpowiedzUsuń
  3. oj tak, trudno się nie zgodzić...ja obserwuje takiego jednego bloga, na początku swego blogowania myślałam - o jak fajnie, tyle osób/firm chce z nią współpracować, chyba rzetelnie podchodzi do sprawy, jest wiarygodna itp. potem im dłużej czytałam, że wszystko jest generalnie 10/10 to, że zacytuję zaczęłam "kręcić głową z politowaniem" bo im człowiek dłużej bloguje to dostrzega, że współprac tyle, bo wszystko co się takiej blogerce da za darmo, to jest generalnie cud miód i orzeszki...po prostu już nie odwiedzam tego bloga, bo komentować tego nie chce i jakoś tak uczestniczyć też nie bardzo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja również mam takie spostrzeżenia odnośnie jednego bloga...ciekawa jestem, czy mamy na myśli ten sam:)

      Usuń
  4. Amen ;) a całkiem poważnie to zgadzam się z tobą niektóre blogerki mimo usilnych starań wobec wymienionych przez ciebie działań staja się niewiarygodne i myślę że to się nie zmieni, bo jak świat światem ludzie byli pazerni i sprzedawać się będą, taka ich natura. He he dobra próbka nie jest zła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zastanawia mnie jedynie fakt, jak można być aż tak pazernym?

      Usuń
    2. Ano widzisz można, nie chce nikogo obrażać, ale wydaje mi się że jak ma się 20 lat i żyje na garnuszku rodziców to wymyśl się różnego rodzaju sposoby aby coś z życia dla siebie uczknąć, sama mam 26 pracuje i na życie patrzę zupełnie inaczej wolę kupić, cieszyć się produktem i zgodnie ze swoim "ja" szczerze opisać, bo takie współprace do czegoś zobowiązują. Dla mnie frustrujące są również rozdania w których obowiązkowo musisz zostać obserwatorem. Ja wychodzę z założenia jak chcesz coś komuś dać to daj, a nie przekonuj na siłę innych do siebie, to takie sztuczne nabijanie obserwatorów, a co za tym idzie jak już wcześniej wspomniałyśmy daje profity w postaci "darmowych kosmetyków". Eh nie zmienimy tego i trzeba to przyjąć :( Wracając jeszcze do rozdań to nie mówię że i ja nie biorę w nich udziału, jednak wychodzę z założenia że tylko na tym blogu który już od dłuższego czasu znam i który mi się podoba. Kończę już swój wywód. Życzę miłego dnia :)

      Usuń
  5. Amen :) Zgadzam się w 100% z Tobą

    OdpowiedzUsuń
  6. zapraszam do rozdania u mnie :)
    takingcareofhair.blogspot.com
    :)

    OdpowiedzUsuń
  7. wiesz Iwonko, ja niedawno przeczytałam recenzję produktu, który nie został w ogóle użyty...co tam, nawet rozpakowany...
    ręce opadły po prostu, słów zabrakło :) a potem, że blogerka=hiena ....no cóż.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż mnie zaciekawiłaś...chętnie bym takową recenzję przeczytała:) szkoda, że nie podlinkowałaś:)

      Usuń
    2. to może jakoś na priv coby nagonki nie robić ;)

      Usuń
    3. jak możesz Małgosiu to podeślij mi na maila, będę wdzięczna:)

      Usuń
  8. Dobrze że to napisałaś, czasami się zastanawiam czy w ciągu pół roku swojego blogowania, sama nie palnęłam jakiejś głupoty. Nie chciałabym pisać recenzji za próbkę, to jakieś wykorzystywanie nie współpraca. Próbki dostaję przy zakupach i mogę je podać dalej o ile mi nie odpowiadają. Przyznam że testowanie to nie jest lekka praca, bo nie zawsze kończy się fajnie. Przy okazji potrzeba popracować nad zdjęciami, to już kilka godzin, no i napisanie, kolejne godziny. Kosmetyk za tyle godzin pracy? To firmy powinny się cieszyć że ktoś chce to robić, a za próbkę nie chciałabym nawet z nimi rozmawiać. No i dziwi mnie testowanie mocniejszych kremów przez młode szczypiory. ;) Popatrzę z ciekawości co napisała i pośmieję się z firmy że łudzi się że ktoś kupi po takiej reklamie. ;))))

    OdpowiedzUsuń
  9. Pisanie recenzji to mimo wszystko ciężka praca, trzeba zrobić sporo dobrych zdjęć żeby przedstawić produkt w odpowiednim swietle czytelnikom. Ja zawsze wypisuję sobie plusy i minusy produktu a przedtem przez długi czas testuję produkt tak jak powiedziałaś na wszystkie możliwe sposoby żeby nie robic wody z mózgu czytelnikom, i pisać same ochy i achy na temat produktu bo dostałam go za darmo, głupota!
    Ostatnio zrecenzowałam produkt który prosto nazwałam bublem, przez jeden sklep który zajmuje się sprzedażą tych własnie kosmetyków (konkretną marką) zostałam potępiona za to że nie zachęcam klientów a ich odstraszam, no przepraszam bardzo co jak co ale nie będe pisała ze produkt jest cudowny i odrazu mi pomógl skoro on się wcale nie nadaje.
    Na swoim blogu spotkałam się z tym że czytelnikom nie podobały mi się moje recenzje bo były "przesłodzone" wcale tak nie jest jeżeli mi się produkt podoba i mi odpowiada to pisze jak jest a jeżeli jest do d.. to tak samo pisze to wprost.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Poruszyłaś bardzo ciekawy temat, Ivonko! Ja również mam podobne spostrzeżenia, staram się jednak nie czytać takich recenzji, szkoda mi czasu ;-)
    Niedawno jednak skusiłam się na przeczytanie, jako że dany produkt mnie zainteresował. Chodziło o jakiś żel na cellulitis. Po wielozdaniowych rozważaniach na temat opakowania, koloru, zapachu blogerka przeszła do sedna sprawy - czy kosmetyk działa... Otóż okazałoby się, że ilość produktu, który otrzymała do testów, wystarczyła jedynie na 3 aplikacje, w związku z tym nie jest w stanie stwierdzić skuteczności owego specyfiku. No cóż, przynajmniej dziewczyna była pod tym względem szczera... Natomiast ja zadaję sobie pytanie, jaka szanująca firma wysyła takie śmieszne ilości w postaci próbki wystarczającej na 3 aplikacje do wiarygodnych testów?
    Pozdrawiam cię i dzięki za tego posta :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heh, więc po co pisała ta dziewczyna w ogóle o opakowaniu, kolorze produktu, którego działania nie jest pewna i nie może stwierdzić... taka blogowa zapchajdziura:/

      Usuń
    2. post napisany pewnie dlatego, że taka była umowa...nie zmienia to faktu, że trochę bez sensu...w zasadzie cholernie bez sensu!

      Usuń
  11. Także się z takimi dziwactwami spotykam a ja tam się cieszę bo rzadko kiedy próbki używam jak mam to mojej mamie oddaję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he ja mam tak samo. Nie lubie bawic się w próbki bo mnie denerwują opakowania.
      No chyba, ze tak jak ostatnio to dostałam w próbkach 100 ml szamponu to ok
      Moge cos powiedzieć. Jak je zuzyję oczywiście :)

      Usuń
    2. fajnie jest móc wypróbować produkt przed zakupem pełnowymiarowego opakowania i tu próbki są przydatne choć mało miarodajne; mówimy jednak o testach w warunkach domowych, takich dla siebie a nie o pisaniu na ich podstawie opinii na blogu:)

      Usuń
  12. Ja to bym chętnie taką maskę wypróbowała! :D Mogłabym eksperymentować z włosami bez końca ;p A tak serio to nie wiem jak można recenzować próbkę ;oo ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie próbowałaś, bo -co najbardziej zatrważające- ta firma jest bardzo popularna:)

      Usuń
  13. Dobrze mówi!
    Dać jej wódki!!!

    To tak z przymrużeniem oka :)
    Mam identyczne zdanie co Ty :) Kochana, mam nadzieję, że w końcu się zbiorę do spakowania przesyłki dla Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dawaj Aniu, chętnie się z Tobą napiję!

      Usuń
  14. Eh z jednej strony klapsy na gołą pupę dla tych firm, co rozsyłają próbki zamiast konkretnych opakowań, z drugiej - przykre że tyle osób się na to łasi. A opinia idzie później na całą blogosferę, że wystarczy rzucić byle co, a dziewczyny przecież i tak opiszą....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moim zdaniem nie ma co winić w takiej sytuacji firmy; przypuszczam, że pełna obaw przed późniejszym zjechaniem na blogu, wysłała na odczepnego kilka próbek na zasadzie' masz i daj już nam spokój";

      Usuń
  15. W 100% się z Tobą zgadzam. Na szczęście takie blogi da się dość łatwo wyczuć:) Mnie również chodzi o to żeby z blogosfery dowiedzieć się czegoś nowego, pożytecznego i przede wszystkim wiarygodnego, a nie poczytać o nowości rozdawanej na lewo i prawo przez firmę i użytej raz lub dwa przez blogerkę. Sama dosyć rzadko zamieszczam recenzje a to właśnie dlatego, że długo testuję wszystkie produkty...często do końca opakowania i potem mam dylemat: napisać recenzje czy podsumować w projekcie denko? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja często mam tak, że zużyję jakiś produkt do końca i nawet nie zdążę zdjęć porobić...a później żałuję haha:)

      Usuń
  16. Oj Ivonko ile już było o tym w sieci, że są blogerki i blogerki.
    Prawda jest taka, ze pseudo blogi i ich właścicielki goszczą w blogosferze tak naprawdę chwilkę do czasu aż skończą się firmy oferujące 5 ml. produktu. Firma która naprawdę się szanuje i jest w stanie zaoferować współpracę na poziomie nawet nie zerknie na taki blog i to już udało mi się zaobserwować przez ponad półtora roku w blogosferze. Kończą się darmówki, kończy się blog.
    Te wartościowe, rzetelne trwają i mają się świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  17. "W tym momencie opadły mi nie tylko ręce...ale wszystko, co prawem grawitacji może opaść...tak dziewczyny...TO też..." - hahahaha poległam, jesteś niesamowita! Czuję że mamy podobne poczucie humoru :)

    Popieram to co napisałaś :) Również zdarzało mi się trafiać na takie recenzje, np dziewczyna która dosłownie kilka postów wcześniej pisze, że ma idealną twarz bez żadnych doskonałości - co mocno podkreśla, a później robi recenzje maski oczyszczającej i hasło: "wszystkie niedoskonałości zniknęły' no cycki opadają..... Szanujmy swoich czytelników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a może miała taką idealną twarz, bo użyła wcześniej tej maski?...hmm...
      dziękuję:)

      Usuń
  18. przyznam,że na początku blogowej przygody nawet próbki mnie cieszyły,ale rzadko z tego post wychodziło tak jak piszesz,co można po 2ml kremu "poczuć"...próbki raczej dla czytelników przeznaczam jako dodatek do nagród itp. Ale są i Blogerki które są na szczytach i czasami słabo mi się je czyta, bo współprac sporo ,fajnie piszę,ale jak już w ciągu miesiąca pisze mi o trzech kremach do twarzy to coś jest nie tak...
    Ja "niestety" jestem za szczera i firmy nie chcą zemną współpracować hehe.
    Dlatego teraz piszęj recenzje kosmetyków kupionych przeze mnie i dokładnie wypróbowanych....może mniej tego i produkty nie z wysokiej półki,ale za to jakość pisania i satysfakcja lepsze......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo to jest tzw. kumulacja...jak w lotto, tylko, że tu chodzi o kumulację recenzji kremów haha:) zgadzam się z Tobą, że to mało wiarygodne:)testując trzy jednocześnie w zasadzie nie testujemy żadnego...:)

      Usuń
  19. masz w 100% rację i zgadzam się. Czasami mam wrażenie że niektórzy tu są żeby dostać coś za free. Odniosłam również wrażenie że firmy bardzo chętnie dają produkty nie sprawdzając w ogóle bloga i nie czytając go. . ech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że są to produkty dawane na odczepnego:)

      Usuń
  20. Mnie też kiedyś pewna firma oferowała współprace na próbkach i na ich zdjęciach produktów pełnowymiarowych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj takich firm to jest sporo.
      Też miałam takich kilka.
      Ale odmawiałam.

      Usuń
    2. Aniu, Ty niewdzięcznico! przecież od patrzenia na zdjęcia pełnowymiarowych produktow stan naszej cery się poprawia! nie słyszałaś o tym...toż to nic innego jak siła sugestii!
      :)

      Usuń
  21. 100% racji kochana!

    ♥ ♥ ♥
    pozdrawiam:*
    OLA

    OdpowiedzUsuń
  22. Wow recenzja na podstawie próbki to jest już high level ;D Ja wystawiam opinię o produkcie jeśli zużyje minimum pół opakowania , wszystko też oczywiście zależy też od tego jaki to jest produkt ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. My to wiemy, ale do takich ,,blogerek " raczej to nie dotrze :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale psują opinię wszystkim...dlatego to napisałam...może wreszcie dotrze!

      Usuń
  24. Co racja to racja :) Jest to temat rzeka... i można by debatować :D Twoje motto , do którego ja się w swoim osobistym życiu też stosuję .... zawsze wraca jak bumerang :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest to znakomite motto, którym uwielbiam się kierować...jak to mówia- karma powraca:)

      Usuń
  25. Zdarza mi sie pisać recenzję ale nie współpracuję z żadną firmą. Po prostu dzielę się spostrzeżeniami na tema t tego co akurat używam:) Musze zerknąć jak u mnie to wygląda, może też jakieś błędy popełniam.
    Swietny artykuł, dał mi do myslenia, :))

    OdpowiedzUsuń
  26. ja takim "recenzjom" nie wierzę. Jak można zrobić "recenzję" produktu po zużytej próbce? Ja nawet jeśli osobiście zużyję jakąś próbkę i ona mnie zachwyci, to i tak bardzo sporadycznie kupuję od razu produkt pełnowartościowy na jej podstawie, raczej zaglądam jeszcze na KWC, aby sprawdzić inne opinie (i nawet zdarza mi się na KWC patrzeć z przymrużeniem oka, ale to się wyczuwa po tekście, czy opinia jest wiarygodna). Jest niewiele blogów kosmetyczych, które są dla mnie wiarygodne. Mnustwo jest blogerek kosmetycznych, które dla współpracy wysmarują taką opinię, że nic tylko kupić, choćby recenzowały zwykłe błoto pośniegowe. Masakra. Twój blog jest dla mnie wiarygodny i pisałam Tobie już o tym jakiś czas temu. Wiem, że Twoje recenzje i opinie o danym produkcie są prawdziwe, to się czuje czytając je. Zresztą, jeśli coś Ci w produkcie nie odpwiada, też o tym piszesz i to się chwali :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja mam taką zasadę- próbek nie recenzuje :) Od jednej firmy oprócz kilku produktów pełnowymiarowych dostałam też zestaw próbek, ale nawet się nie męczyłam z ich opisywaniem. Dla mnie to jest po prostu śmieszne- bo po użyciu 1 próbki nie jesteśmy w stanie stwierdzić niczego...no może tylko, że ma ładny zapach :D
    Właśnie skończyłam opisywać olejek, który dostałam ze współpracy. Olejek okazał się być żelem i ma tragiczny skład, co oczywiście zostało wypunktowane na blogu :D Zanim nawiąże współprace każdą firmę ostrzegam, że może się spodziewać z mojej strony również krytyki, bo chcę być szczera z czytelnikami, ale jak do tej pory jeszcze mi się nie zdarzyło aby któraś firma była z tego powodu niezadowolona albo zerwała współpracę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na tym właśnie polega rzetelna opinia i tak to powinno wyglądać:)

      Usuń
  28. Też zdarzyło mi się odwiedzać takie blogi :( niestety robią to dla darmowych próbek :) i daleko im do prawdziwej recenzji produktu, bo jak można ocenić coś stosując produkt raz :) szkoda czasu na takie blogi. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Mapę miasta? WTF?! :D

    Dla mnie takie współprace to nic innego jak brak szacunku do siebie i do czytelnika. Ktoś, kto bierze ochłapy i jeszcze wychwala je pod niebiosa jest godny politowania, ot co. Druga strona medalu, to firmy, które takie "współprace" oferują. Chociaż kto wie, może te blogerki same piszą jakieś prośby w stylu: "proszę o produkty do przetestowania, mogą być próbki, mogą być dla cery 70+, mogą być nawet dla świń hodowlanych, najważniejsze byle za darmo" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha...dokładnie...na pewno tak to właśnie wygląda:)

      Usuń
  30. też natknęłam się na tego typu blogi.... powoli przestaje mnie dziwić fakt że firmy jak i "społeczeństwo" traktować zaczynają nas jak chciwe i fałszywe :( Niestety reputacja tych rzetelnych blogerek zostają podeptana przez takie, co na jedną próbeczkę polecą....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulinko, każdy n nas na takie blogi się natknął! jest ich ostatnio prawdziwy wysyp:)

      Usuń
  31. :D Ale się uśmiałam!:):)
    Nie no, ta próbka to faktycznie musiała być jakaś cud, miód :D A mapa miasta...Prawdziwy "kosmetyczny gadżet" :D

    OdpowiedzUsuń
  32. No cóż... jednym potrzeba miesiąca na przetestowanie innym jednego użycia :D Zgadzam się z Tobą w 200% ;) Ja rozumiem współpraca, sama się takowych podejmuję, chociaż staram się je selekcjonować. Ale prawda jest taka, że niektóry zakładali/zakładają bloga tylko po to aby mieć z niego korzyści materialne czy inne, chociaż... korzyści w postaci próbek.... no cóż ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Trafiłaś w samo sedno kochana. Najgorsze jest to, że takich pseudoblogerek jest coraz więcej, nie dziwne więc, że coraz więcej osób się z nas śmieje lub traktuje jak pazerne na kosmetyki (A NAWET PRÓBKI!) kobietki. Rozwaliło mnie sklejenie końcówek po próbce maski :DDDDDDDDD Ja zawsze piszę zgodnie z tym, co myślę i nie wyobrażam sobie jak można robić inaczej, tylko dlatego, żeby dostać coś za darmo (reklamówka...wtf?!). Mi Sandy :* kiedyś napisała, że jestem jedną z tych blogerek, których opinii ufa na 100% i bardzo mnie te słowa uskrzydliły :))

    OdpowiedzUsuń
  34. Zgadzam się z Tobą w 100%. Niestety często tak jest, że jak ktoś dostaje coś za darmo to zachwyca się, żeby dostać kolejne, a tym samym wprowadza swojego czytelnika w błąd :/ Nie rozumiem takich praktyk, tak samo jak nie rozumiem pytań o to czy kosmetyk się u mnie sprawdził pod postem "zakupowym", który świadczy o tym, że dopiero co go kupiłam lub używam od bardzo krótkiego czasu :/

    OdpowiedzUsuń
  35. Amen! Bardzo dobrze napisane, trochę się w blogsferze pozmieniało przez ostatnie 3 lata, a tyle tu funkcjonuję mimo, że nie jestem jakaś super doświadczona:) Usmiac się można z niektórych "recenzji" ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. niestety taka czarna owieczka w każdym nawet najlepszym stadzie psuje opinie innym.. a tych owieczek jest niestety coraz więcej.. jak i blogów zakładanych typowo dla współprac :/ ale trzeba olać i robić swoje najlepiej jak się da!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, świata nie naprawimy:) dbajmy o to nasze recenzje :)

      Usuń
  37. nastka testująca balsam ujędrniający piersi :) achhhhh
    P.S jaka to maseczka chętnie przetestuję na swoich włosach i rano sprawdzę i policzę ile jest mniej rozdwojonych końcówek :P

    OdpowiedzUsuń
  38. początki bywają trudne, osoby zaczynające pisać blogi potrzebują czasu aby zapoznać się z panującymi zasadami. Nigdy nie pisałam o próbkach i nie zamierzam choć podobne propozycje dostawałam, szkoda mojego czasu i mam do siebie szacunek oraz do swoich czytelników. Piszę recenzję głównie tego co dostaję. Mam wiele ciekawych kosmetyków, które kupuję sobie sama ale schodzą na dalszy plan. bo skoro zobowiązałam się do przetestowania produktu danej marki to z umowy muszę wywiązać się w pierwszej kolejności. Co do czasu testowania,. Jeśli chodzi on twarz to jest to minimum miesiąc używania. O balsamach do ciała lub produktach do włosów można wypowiedzieć się trochę wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie zanudziłam się, a co więcej czytałam z ciekawością (a to się rzadko zdarza). Ja jakoś do opinii o produktach, które zostały przesłane przez firmę do testów, podchodzę z dystansem (blogi, ale także vlogi). Zawsze zapala mi się czerwona lampka :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Niestety widzę masę blogów, które są tworzone tylko dla współprac bez względu na to czy ktoś dostanie próbkę, pełen kosmetyk czy coś totalnie nie związanego z tematyką bloga i jest szczęśliwy. Ktoś ma cerę mieszaną, ale zrecenzuje wszystko co leci- do bardzo suchej, tłustej, trądzikowej czy naczyńkowej. Ja mam czyste sumienie, bo przeważnie daję recenzję gdy skończę dany kosmetyk albo już widzę jego dno ;-) O próbkach to ja mogę najwyżej wspomnieć w denku;)

    OdpowiedzUsuń
  41. to własnie firma dzidziuś rozdaje próbki zgłosiło się 626 osób
    wszystko schodzi na psy

    OdpowiedzUsuń
  42. Jestem (w sumie) początkującą blogerką i z dnia na dzień uczę się czegoś nowego, na pewno popełniłam nie jeden błąd, ale właśnie na błędach się człowiek uczy :)
    Opiszę sytuację, której ostatnio doświadczyłam... Otóż, firma X napisała do mnie czy byłabym zainteresowana przetestowaniem ich produktu. Myślę: "czemu nie? Ich produkty mają na blogach świetne opinie, sama zastanawiałam się nad ich zakupem". Więc odpisałam, że jestem zainteresowana...
    Jaką odpowiedź otrzymałam? A no taką, która mnie zszokowała, czytałam ją kilka razy. Okazało się, że aby przetestować ich produkty muszę spełnić pewne warunki, i oto podam te, których przełknąć nie mogę:
    - należy pozytywnie zrecenzować ich produkt,
    - stworzyć pozytywny wizerunek firmy,
    - przed publikacją recenzji musiałabym wysłać im tekst, aby oni go ewentualnie zredagowali, odrzucili bądź zaakceptowali.
    Cenzura w XXI wieku? Wydaje mi się, że to ja jestem autorką bloga i to ja wyrażam na nim swoje zdanie...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze:)

Aby nasza dyskusja miała sens, na Wasze pytania odpowiadam pod postem.
Jednocześnie informuję, że komentarze oparte tylko i wyłącznie na spamie, będą usuwane.

Pozdrawiam serdecznie:)