Rajstopy w sprayu W7, czyli szybki sposób na zdrowo opalone nogi.


Nie wiem jak Wy ale ja mam naprawdę ogromny problem z opalaniem nóg. Bardzo ciężko łapią choćby odrobinę koloru. Do tego wiecznie obecne na moich nogach siniaki ( mam do tego okropną tendencję ), ślady po depilacji, naczynka i mocno widoczne żyły to moja zmora. Chciałabym mieć nogi idealne ale niestety matka natura nie obdarzyła mnie zbyt hojnie. No cóż...trudno się mówi. W związku z powyższym - aby choć troszkę je podrasować i ukryć drobne mankamenty - zainteresowałam się produktem, który ostatnio jest w blogosferze bardzo popularny. Mowa o rajstopach w sprayu. Oryginały od Sally Hansen kosztują ponad 50zł i niestety u mnie w miasteczku ich nie widziałam, a zamawiając przez internet, dochodzą koszty przesyłki. Dlatego kiedy dostrzegłam rajstopki firmy W7 pomyślałam, spróbuję, najwyżej się nie sprawdzą, muszę się przekonać o ich magicznych właściwościach... no i kupiłam. Prawdę mówiąc długo się z myślami nie biłam :D, wytłumaczenie dla zakupów znajdujemy niesamowicie szybko, prawda dziewczyny??


poj 125ml; cena ok 20zł


W7 Tights In a Tin to preparat opracowany z myślą o Twoich nogach. Jest jak rajstopy w sprayu, nie tracąc przy tym uczucia lekkości i swobody, nawet w upalne dni. Bez skazy, bez zarzutu, zdrowo wyglądające nogi, jedwabne w dotyku i optycznie wyszczuplone. Efekt opalonych i idealnie gładkich nóg.
Fluid w sprayu zawiera puder oraz cząsteczki jedwabiu. Dodatkowo został wzbogacony witaminą K, która łagodzi występowanie żylaków, siniaków i blizn. Po wyschnięciu Fluid w sprayu nadaje efekt przypominający pończochy.
Przed użyciem należy wstrząsnąć pojemnikiem. Spray nakładamy bezpośrednio na nogi lub najpierw na ręce, którymi następnie rozprowadzamy preparat na nogi. Sposób nakładania jest uzależniony od indywidualnych upodobań. Po minucie od nałożenia preparat wysycha. Spray zmywamy wodą z mydłem.

Produkt dostępny jest w dwóch odcieniach: medium i deep glow


Tak jak pisałam wyżej rajstopki miały być tańszą alternatywą dla produktu Sally, wychwalanego przez wiele blogerek. Cena była jednak dla mnie zaporowa, biorąc pod uwagę fakt, że tak naprawdę nie wiedziałam nawet z czym to się je:D. Nie miałam pojęcia o konsystencji, sposobie aplikacji i ogólnym efekcie. Dlatego skusiłam się na zamiennik w postaci produktu W7.W gruncie rzeczy nie żałuję, choć nie ukrywam, że po bliższym poznaniu ochota na oryginał wzrosła do bardzo niebezpiecznego poziomu:D


Hmm...zastanawiam się od czego zacząć...ok, kolorystyka. Baardzo uboga. Dwie wersje kolorystyczne to propozycja niewystarczająca. Mam odcień medium, dla mnie jest w sam raz ale dla bladziochów będzie zdecydowanie za ciemny. Aplikacja. Produkt nakładam bezpośrednio na nogi - wstrząsam buteleczką, jeden mocny psik i energicznie rozcieram. Należy działać naprawdę zwinnie bo produkt zasycha dość szybko i istnieje niebezpieczeństwo zrobienia sobie brzydkiego kuku w postaci pomarańczowych kleksów. Jeśli zdecydujecie się na zakup, nie zrażajcie się mocnym pomarańczem jaki wypsikacie z buteleczki ( ja byłam w głębokim szoku ), po roztarciu kolor się ujednolica i tworzy efekt fajnej, naturalnej opalenizny. Skóra wygląda jak muśnięta naturalnym słoneczkiem bez efektu solarkowego skwarka:D. Zresztą fajnie widać to na załączonych zdjęciach.Baczną uwagę należy zwrócić na okolice pięt i kolan, bo tu lubią się rajstopki zbijać i rolować, utrudniając prawidłowe rozprowadzenie produktu.
Czy jestem z nich zadowolona? To zależy od pogody:D. W nieco chłodniejsze dni produkt spełnia swoje właściwości w 100%- maskuje drobne niedoskonałości, rozjaśnia widoczne żyły i naczynka, jest niezniszczalny. Jednak ostatnie upały pozwoliły mi odkryć jego wady - nie dał rady. Ścierał się bardzo szybko, koszmarnie brudził wszystko czego się dotknęłam, miałam wrażenie, że wręcz spływa z moich nóg. Egzamin w ekstremalnych warunkach pogodowych oblany...nad czym bardzo ubolewam.

Ogólnie produkt spełnił moje oczekiwania, jednak chęć na zakup oryginalnych rajstopek, które ponoć wytrzymują w każdych warunkach, wzrosła. Pewnie się skuszę dla samego porównania, a co? Pierwsze rozeznanie zrobione...teraz pora na kolejny krok:)


Używałyście tego produktu, a może macie oryginały Sally Hansen? Chętnie poczytam o ich plusach i minusach:)

 

IVONA

Spodobał Ci się ten tekst? Pozostańmy proszę w kontakcie: zostaw komentarz, daj lajka lub udostępnij swoim znajomym.
Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj blog poprzez Bloglovin, możesz także kliknąć w gadżet Obserwatorzy.
Więcej o mnie dowiesz się na Instagramie.
Dziękuję, że jesteś i do zobaczenia!

    KOMENTARZE:

51 komentarze:

  1. Wooow po tym nogi sa jak z photoshopa *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie fakt, że nie sprawdza się w ekstremalnych temperaturach dyskwalifikuje go. Takie produktu używałabym na większe wyjścia jak np wesele, a przy takich upałach nie miałby szans :/

    OdpowiedzUsuń
  3. ja chciałam kupić ten od SH:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam Sally Hansen, wprawdzie w super ekstremalnych warunkach go nie testowałam, ale przy upałach dał radę. Chociaż pod paskiem sandałków jak spociła mi się stopa został ślad. Mnie najbardziej zachwyciła łatwość aplikacji i brak plam, a z nakładaniem równomiernie podobnych specyfików zawsze było u mnie kiepsko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawi mnie jakby się sprawdziły w taką pogodę, jaka była ostatnio??

      Usuń
  5. Nigdy nie próbowałam ale widzę naprawdę fajny efekt :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O ale super! zawsze byłam ciekawa tego produktu, a tu proszę-recenzja;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ciągle się zastanawiam czy warto spróbować, chyba się skuszę przy najbliższym większym wyjściu na te SH :))) Tak jak ktoś napisał wyżej, nogi jak po photoshopie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulinko skuś się...na większe wyjścia gdy nie chcemy gotować się w rajstopach będą jak znalazł:)

      Usuń
  8. Ja mam oryginał i używam już od ponad 3 lat, zawsze na wiosnę. Bardzo sobie chwalę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jak z wydajnością oryginałów??bo te są całkiem wydajne...używam ich dość często i jeszcze się nie skończyły:)

      Usuń
  9. U mnie dziś post o tym samym produkcie:)
    Również jestem z niego zadowolona:)

    OdpowiedzUsuń
  10. super efekt ale szkoda że nie daje rady w upale ;/

    OdpowiedzUsuń
  11. Super efekt, szkoda tylko, że w ekstremalnych warunkach się nie sprawdza :( nie używałam ja w razie potrzeby używam samoopalacza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja jeszcze nigdy nie używałam samoopalacza:))) ewentualnie balsamów brązujących:)

      Usuń
  12. Na tych zdjęciach piękny efekt w sumie nie dziwie sie ze w tych upałach nie daje rady ten spray większość rzeczy spływa w taki żar :)
    Ale nogi boskie!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam zamiar kupić Shally Hansen właśnie, ponoć dają radę w upalne dni. Zastanawiałam się nad tymi z W7 ale skoro ścierają się w upały to wybiorę jednak te droższe, a być może lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, ja pewnie też się skuszę:)

      Usuń
  14. Ja ma, ale jeszcze nie miałam okazji ich użyć.

    Zapraszam na rozdanie http://daruniunia.blogspot.com/2013/07/rozdanie.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciekawa opcja, pierwszy raz się spotykam z czymś takim :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja od dawna mam w domu te od Sally i są naprawdę świetne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja pewnie kupię, bo tymi tylko 'podrażniłam' swoje chciejstwo haha:)

      Usuń
  17. Masz ladne nogi , a naczynka zylki i krostki widzisz tylko ty :) na zdjeciu efekt supcio ... Ja polecam samoopalacz w sprayu sephora daje super efekt, nie brudzi i nie sciera sie .. Ale wiadomo nie mozna przesadzic jak to z kazdym samoopaleczem ..;) pozdrawiam Tammi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może na zdjęciach tego nie widać ale na moich nogach żyły są naprawdę mocno widoczne i mam nawet jednego żylaka...ehh, geny; moja mama ma ten sam problem:) ale dziękuję za komplement:)

      Usuń
  18. Szkoda, ze podczas upałów nie dał rady. Może faktycznie warto zainwestować w Sally Hansen?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem ich coraz bardziej ciekawa...chciałabym mieć porównanie:)

      Usuń
  19. efekt świetny,ale szkoda że się tak szybko ściera i brudzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ściera się przy bardzo wysokich temp jakie mieliśmy np ostatnio; w 'normalnych' warunkach radzi sobie bez zarzutu:)

      Usuń
  20. Efekt widoczny, ładna opalenizna, ale fakt, że nie wytrzymuje ekstremalnych warunków już mnie zniechęcił.. Poczekam na recenzję SH ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyłączam się do komentarza Marzenki...wydaje mi się, że przy 40 stopniowym upale nawet SH nie dadzą rady:)

      Usuń
  21. ładnie wygląda,ale w sumie jakoś nigdy mnie do takich rzeczy nie ciągnęło. Może jak będę potrzebowała szybkiego efektu w nie ciepłe dni,to jakoś się utrzyma?

    OdpowiedzUsuń
  22. Ładnie wygląda na nogach. Szkoda, że w taką pogodę jak teraz się nie sprawdza...

    OdpowiedzUsuń
  23. Łał, nigdy tego nie używałam ale na pewno się skuszę i wypróbuję!

    OdpowiedzUsuń
  24. Ivonko ja mam od wczoraj orginał od SH :) Jestem nim zachwycona!!
    Miałam już kiedyś podobne rajstopki od Artdeco, niestety nie sprawdziły się zupełnie!
    A Sally Hansen jest idealne! Naprawdę łatwo się rozciera (a tego się najbardziej obawiałam).
    Te rajstopki są drogie, to fakt, ale ja mam taki sam problem z nogami, jak ty - za nic nie chcą się opalić! :)
    Myślę że te rajstopki to dobra inwestycja. Ja już się w nich zakochałam!
    Jeśli się zdecydujesz, polecam kolor Medium Glow :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za konkrety...oj nie kuś:)))

      Usuń
  25. SH chodzi za mną od jakiegoś czasu, wiecznie widzę babki w Sephorze kupujące po kilka sztuk:) teraz widzę, że u Ciebie nawet tańszy odpowiednik daje świetny efekt :) podoba mi się okropnie taki produkt, muszę się zdecydować koniecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  26. muszę koniecznie kiedyś wypróbować, bo efekt świetny! A dla moich bladzioszków byłby idealny taki produkt :D

    OdpowiedzUsuń
  27. niesamowite, efekt niezwalający, warto się zaopatrzyć :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Efekt jest naprawdę niesamowity ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Gratulacje! Nominuję Cię do Libster Award. Więcej szczegółów na: http://landvanity.blogspot.com/2013/07/libster-award.html .

    OdpowiedzUsuń
  30. Co Ty chcesz od swoich nóg, są całkiem całkiem. ;) Mi by się to coś przydało ale jak pomyślę o upale że mi z białej kiecki zrobi jakąś sraczkowatą to mi się odechciewa. ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Świetny efekt aż korci żeby też spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja też sobie wypróbuję najpierw tańszą wersję, nim sięgnę po oryginał. na Twoich nogach efekt mi się podoba, jednak ja jestem blada jak ściana ;) No, zobaczymy, zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Bardzo ciekawy post. Widać ogromną różnicę po nałożeniu tych rajstopek. Pytanie tylko czy nie wybrudzą np. białej spódniczki?

    OdpowiedzUsuń
  34. Czytalam o nich wiele dobrego i jestem juz pewna, ze bede je zamawiac :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Tych z W7 nie miałam ale używam oryginalu SH i jest genialny, warty polecenia i kosztuje ok 39zl plus koszty wysylki;)

    OdpowiedzUsuń
  36. o rajstopach w sprayu słyszałam już kilka lat temu, koleżanki mi o nich mówiły wspominając, że brudzi ubrania i to całkowicie zniechęciło mnie do kupna. W zasadzie nie mam potrzeby używania takiego sprayu, aczkolwiek jeśli oryginał zdaje test w ekstramalnych warunkach, to uważam, że warto go mieć ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. kurcze narobiłaś mi ochoty na te rajstopy w sprayu. Zacznę chyba od tanszej wersji i jeśli u mnie też się sprawdzi to sięgnę po droższą :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze:)

Aby nasza dyskusja miała sens, na Wasze pytania odpowiadam pod postem.
Jednocześnie informuję, że komentarze oparte tylko i wyłącznie na spamie, będą usuwane.

Pozdrawiam serdecznie:)