10 kilogramów mniej - moja historia.



Do napisania tego postu zmobilizowałyście mnie Wy, moje drogie czytelniczki - swoimi komentarzami oraz wiadomościami prywatnymi. Jest mi niezmiernie miło, że ktoś zauważył efekty moich starań i zupełnie bezinteresownie postanowił napisać kilka komplementów odnośnie mojej figury. Dosyć długo zastanawiałam się, czy publikować wpis na ten temat, ponieważ nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, a wszystko co osiągnęłam jest tylko i wyłącznie wynikiem moich starań, obserwacji oraz prywatnego dokształcania się w zakresie zdrowego trybu życia. Inspirację i wiedzę czerpałam również z blogów dziewczyn, które znają się na rzeczy i chętnie dzielą się tym ze swoimi czytelnikami. Ostatecznym bodźcem stały się dzisiejsze pomiary... wskazówka na wadze i liczby na metrze krawieckim zaskoczyły mnie na tyle, że postanowiłam jednak się przemóc i skrobnąć kilka zdań na ten temat.
Jeśli macie czas i  ochotę poczytać jak udało mi się dotrzeć do punktu, w którym obecnie się znajduję, zapraszam do lektury, choć ostrzegam, że może być tego sporo:D


Pamiętacie mój wpis z postanowieniami noworocznymi? Dla osób, które dołączyły do mnie niedawno małe przypomnienie... KLIK . Obiecałam sobie wówczas, że biorę się za siebie.
Punktem podstawowym i najważniejszym był powrót na salę treningową i regularne ćwiczenia. Dużo osób życzyło mi wtedy powodzenia, mocno trzymając kciuki za sukces i wytrwałość. Obiecałyście również sprawdzić moje postępy. W tym miejscu chciałabym Wam serdecznie podziękować, bo to Wy byłyście dla mnie największą motywacją - nie chciałam wyjść na mięczaka i popisać się słabym charakterem - nie chciałam zawieść i Was i przede wszystkim samej siebie.
Znam siebie i swój słomiany zapał, który często nie pozwala mi dokończyć tego, co rozpoczęłam. Początki są zawsze mega hardcorowe, pełne pasji i wiary w sukces, by po kilku tygodniach zupełnie zapomnieć w jakim celu to robię, odstawić swoje pragnienia na boczne tory, dać się porwać innym zajęciom, pasjom i z utęsknieniem oglądać zdjęcia pięknych dziewczyn o idealnych figurach myśląc przy tym dlaczego ja tak nie wyglądam?chciałabym mieć takie nogi, taki brzuch...
Tym razem jednak było inaczej. Oczywiście były wzloty i upadki, raz chciało mi się bardziej, by innym razem przez tydzień zupełnie sobie odpuścić, ale najważniejsze, że szybko doprowadzałam się do porządku zdając sobie sprawę, że nikt tego za mnie nie zrobi, że od patrzenia na zdjęcia nie stanę się szczuplejsza, zgrabniejsza... miałam swój cel, który teraz był jasno określony i dążenie do niego sprawiało mi niezwykłą frajdę.
Ciekawe jesteście jaki to był cel? Gdzie postawiłam sobie swój punkt honoru, do którego usilnie dążę od kilku miesięcy?
Otóż moim pragnieniem było powrócić do wagi sprzed ciąży.
Od zawsze byłam szczupła, choć tendencja do tycia to moja zmora. Przy moim wzroście 174 cm, ważyłam ok 60 kg, czasem 61-62. W ciąży przytyłam ponad 23 kg i z wagą 85kg trafiłam na porodówkę. Pamiętam jak dziś, gdy obżerając się Nutellą myślałam, że po ciąży schudnę, że robię to przez te wszystkie zachcianki. Faktycznie, gdy urodziłam Klaudię schudłam...10kg...fuck!...a 13?!...dlaczego nie zniknęły razem z ciążowym brzuchem?!?
Tak więc z 13 kilogramową nadwyżką wróciłam do domu i tak walczyłam z nią przez ponad 12 lat. Niby cały czas chciałam schudnąć ale zawsze coś stawało na przeszkodzie...w zasadzie jedyną przeszkodą było moje lenistwo. Skończyło się na tym, że do wagi się przyzwyczaiłam i zupełnie odpuściłam starania o szczuplejszą i zdrowszą sylwetkę. Aż do tego roku.
Pamiętam jak w Sylwestra powiedziałam sobie w duchu dość!biorę się za siebie! ja Wam wszystkim pokażę!, czego efektem był właśnie post o postanowieniach. Zważyłam się, zmierzyłam i rozpoczęłam swoją drogę przez mękę. Nie było łatwo. Od razu mówię , że współczuję i podziwiam osoby, które się na nią zdecydowały. To nie jest pikuś, pan pikuś, ani bułka z masłem... to jest ostra i ciężka przeprawa przez wszystkie swoje słabości, przyzwyczajenia i przede wszystkim lenistwo, które usilnie trzymało nasze tyłki na kanapach i kusiło .
Swoją walkę zaczęłam od następujących pomiarów:
waga 76kg
biodra 105cm
pas 91cm
talia 80cm
udo 57cm
ręka 28cm

A jak jest dzisiaj?

waga 66 kg  -10kg
biodra 99cm  -6cm
pas 83cm  -8cm
talia 71cm  - 9cm
udo 51cm  -6cm
ręka 25cm  -3cm

Łącznie w obwodzie ubyło mnie 32cm i ważę 10kg mniej.

Niestety nie robiłam zdjęć przed i po, choć biorąc pod uwagę to, iż prowadzę bloga, w którym pokazuję swoje stylizacje, takie zdjęcia były niepotrzebne. Cieszy mnie fakt, że dostrzegłyście różnicę i dość często mi o tym pisałyście... dla mnie jest to dowód na to, że ją widać. I to mi wystarczy.
Dodam też, że waga nie jest dla mnie wyznacznikiem 'chudości'. Zdaję sobie sprawę, że ćwicząc budujemy swoją tkankę mięśniową, która jest cięższa niż tłuszczowa i wyglądając optycznie szczuplej, możemy nie być usatysfakcjonowani wynikami ważenia. Dlatego na wagę staję naprawdę rzadko... raz na 2-3 tygodnie. Najlepszym wyznacznikiem osiąganych efektów jest dla mnie ilość zgubionych centymetrów oraz wskoczenie w ubrania o 2 rozmiary mniejsze:D
Kończąc swoje wywody, chciałabym napisać jeszcze kilka moich żelaznych zasad, którymi się kieruję i które pozwoliły mi osiągnąć takie wyniki.
Przede wszystkim ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia! To podstawowa zasada, nie schudniemy zdrowo, jeśli nie ruszymy leniwego tyłka! Moja aktywność to aerobik dwa razy w tygodniu oraz ćwiczenia z Ewą i MelB przynajmniej dwa razy w tyg.
Woda. Picie dużej ilości wody pomaga oczyszczać organizm z nagromadzonych toksyn oraz przyspiesza metabolizm. Moja ulubiona to Cisowianka lekko gazowana ( nie pogniewam się gdyby producenci zechcieli podesłać mi cała cysternę tej wody, bo schodzi ona u mnie hektolitrami:DD )
Ważne jest, by wzbogacić swoją dietę o owoce i warzywa, z naciskiem na warzywa. 
Koniec z podjadaniem.
Ograniczenie jedzenia po 20.Dodam tylko, iż zasada niejedzenia od 18 mija się z celem, gdy późno kładziemy się spać. Najlepiej jest zjeść lekki posiłek na 2-3 godziny przed snem.
Wyeliminowanie ze swej diety wszystkich zapychaczy, bogatych w puste kalorie - napojom gazowanym, słodyczom, paluszkom, chipsom  innym gadom mówimy stanowczo NIE! Oczywiście należy słuchać swojego organizmu i jego potrzeb. Ja nie podcinam sobie żył, gdy przed miesiączką najdzie mnie chęć na coś słodkiego - spełniam radośnie tę zachciankę bo wiem, że następnego dnia zjadłabym podwójną ilość czekolady. Kieruję się zasadą, że jem to, na co mam ochotę ale porcje są znacznie mniejsze.
A na koniec nazwa diety, którą stosuję...MŻ , czyli Mniej Żryj...po prostu:D

To by było na tyle. Mam nadzieję , że tym postem zainspirowałam choć jedną osobę w walce o lżejsze i szczuplejsze jutro. Czekam również na Wasze historie. Ciekawa jestem Waszych doświadczeń... liczę na nowe rady:D


Moja walka nadal trwa! Cel? 60kg!




ŚCISKAM:)




IVONA

Spodobał Ci się ten tekst? Pozostańmy proszę w kontakcie: zostaw komentarz, daj lajka lub udostępnij swoim znajomym.
Jeśli chcesz być na bieżąco, zaobserwuj blog poprzez Bloglovin, możesz także kliknąć w gadżet Obserwatorzy.
Więcej o mnie dowiesz się na Instagramie.
Dziękuję, że jesteś i do zobaczenia!

    KOMENTARZE:

69 komentarze:

  1. Gratuluję.To się nazywa samozaparcie.A figurę masz naprawdę świetną.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję i szczerze podziwiam upór i konsekwencję:) Ja też muszę kopnąć w tyłek tego lenia, który we mnie siedzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. super wynik :) A Ewa też daje mi w kość ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Tylko wytłumacz mi jaka jest różnica pomiędzy talia i pasem ??!!!

    I jakie chudziutkie uda miałaś i masz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, talia to najwęższe miejsce , natomiast pas mierzymy na wysokości pępka, a więc nieco niżej:)

      Usuń
    2. Oczywiscie gratuluje kochana!!!

      Usuń
  5. wow ! świetny wynik, gratuluje wytrwałości i powodzenia w osiągnięciu ostatecznego celu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. łał!gratuluję Ivonko:))

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję Kochana:) wyglądasz super, z resztą piszę Ci to pod każdym stylizacyjnym postem:)
    Ja jak zaczęłam chorować na Hashimoto i niedoczynność tarczycy zaczął się wagowy dramat, z chudej wrecz osoby 50kg( wzrost 171) przybrało mi się 12 kilo w ciągu 4 lat... diety nie było ale obżarstwa również nie... dopiero stabilizacja hormonalna i odżywianie zgodnie z zasadami Montigniaca pozowoliły wrócić do wagi 51kg ( bez ćwiczeń , sama dieta przez pół roku)
    Nawyk zdrowego odżywiana pozostał mi, teraz ważę więcej ale zaczelam trenować na siłowni z trenerem i pracujemy nad masa mieśniową , której totalnie brakuje:) jest coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to Ty szczuplutka jesteś i tak kochana:)ja również muszę popracować nad mięśniami , żeby ciało nabrało jędrności:)
      pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Gratuluje:) jestem pod wrazeniem:)
    http://solidaryexpensivee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratulacje:) Trzymam kciuki za następne 6 kg choć i tak świetnie wyglądasz:D

    OdpowiedzUsuń
  10. A swoją droga , w pól roku to swietny rezultat ! Tylko i pułapka - szybki spadek wiąże sie w większym ryzykiem efektu jojo !!! Więc poza mega motywacja do dalszych ćwiczeń przesylam Ci taki "bat " na własnego lenia , który czesto sie właśnie w tym momencie pojawia ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wydaje mi się Aniu, że ten spadek wagi nie jest jednak mega szybki...10 kg w 6 miesięcy, to nawet nie 2 na miesiąc; staram sie zachować zdrowy rozsądek i cały czas mam świadomość efektu jojo:)
      i masz rację...ostatnio złapałam lenia ale już wszystko wróciło do normy i walczę dalej:)
      pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    2. no mnie wydaje się dużo, kilometry po lesie, 3 razy w tygodniu siłka i po roku zaledwie 8 mniej ;(
      oczywiście dieta z dietetykiem sportowym ;) bo maratonów już się inaczej nie da !
      dlatego zrobiłaś na mnie taaaakie wrażenie

      Usuń
  11. gratulacje, szczególnie za wytrwałość:)

    OdpowiedzUsuń
  12. świetny rezulat!!! też walczę choć czasem mam dni załamania :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każdy ma kochana...grunt to przełamać niechęć i wytrwale dążyć do celu:)

      Usuń
  13. Oooo, no naprawdę rezultat aż zachęca do ćwiczeń!
    Ja znów muszę chyba wrócić do codziennych wygibasów, bo niestety leżenie i jedzenie mi nie służy XD

    OdpowiedzUsuń
  14. od razu mówię,że przeczytałam od deski do deski :)

    ja oczywiście też zauważyłam efekty już jakiś czas temu, szczena mi opadła, ale głupio było mi o tym pisać, bo sobie pomyślałam, że jak o tym napiszę, to zabrzmi tak, jakbym uważała, że wcześniej byłaś gruba. Wiem, zagmatwane, ale ja poprostu wolałam Ci napisać, że jesteś laska, a nie "ale schudłaś!" ;)

    trzymam kciuki za osiągnięcie celu :) A wiem, że go osiągniesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. doskonale rozumiem o czym piszesz Martuś i wcale nie jest to zagmatwane:)
      dziękuję ślicznie za kciuki:)

      Usuń
  15. łał, gratuluje :O ja z milion razy próbowałam ale nigdy mi się to nie udawało :(

    OdpowiedzUsuń
  16. brawo! ja jestem leń okrutny i słomiany zapał znam lepiej od Ciebie :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Moje gratulacje kochana, jestem z Ciebie bardzo dumna. Wiem, jak trudno się zrzuca kilogramy, sama mam chyba wszystkie choroby i biorę takie leki, przez co powinnam ważyć tonę. Ale silną wolą można zdziałać wszystko i jesteśmy tego przykładem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewuniu, Tobie tym bardziej należą się gratulacje, bo masz znacznie trudniej:)i masz rację, jak się chce to można:)
      buziaczki:)

      Usuń
  18. Gratuluję :) i życzę wytrwałości :) imponujący wynik:)

    OdpowiedzUsuń
  19. ja niestety należę do podjadaczy słodyczoholików :/ zazdroszczę i jednocześnie gratuluję wytrwałości :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, żebyś Ty wiedziała jak ja lubię słodycze, zwłaszcza czekoladę...i to z niej właśnie najtrudniej zrezygnować:)
      dziękuję i pozdrawiam:)

      Usuń
  20. Przeczytałam całość z zapartym tchem, zwłaszcza, że zawsze kiedy się odchudzam to też według własnej diety MŻ ;))) Jestem z Ciebie baaardzo dumna, widzisz??? Wcale nie jesteś taka słaba i leniwa, potrafiłaś zebrać dupsko w garść i osiągnąć wielki sukces :)))) Życzę wytrwałości i dalszego samozaparcia, jesteś dla mnie wielkim wzorem do naśladowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jaj, dziękuję Ci pięknie za te słowa...to właśnie jest największa motywacja:)

      Usuń
  21. jej Iwonko gratuluję ! jestem pełna podziwu , teraz kiedy usłyszę jakieś jojczenie którejś z koleżanek że tak ciężko , że się nie da... itd będę mogła powiedzieć jej że można - Ty to udowodniłaś !

    pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  22. gratuluję !! super , podziwiam za wytrwałośc :D buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Gratuluję wytrwałości i efektów :D :*

    OdpowiedzUsuń
  24. Gratulacje Iwonko! Jestem z Ciebie dumna!!!!:) ja podziwiam Ciebie za Twoją figurę, naprawdę :)
    Jesteś zgrabna dziewczyna, chciałabym mieć takie kształty jak Ty.. niestety sadło i LENISTWO mi krzyżują plany :(
    Niby jem racjonalnie, MNIEJ, a jednak nie umiem schudnąć, za to po pracy jestem wiecznie dętka i nie mam siły na ćwiczenia. Przynajmniej tak mi łatwo powiedzieć.
    Ileż bym dała za kogoś, kto by ze mną poszedł na siłownię, ale oczywiście żadnej mojej koleżance się nie chce, bo po co ? :/ uhhhh
    Niemniej jeszcze raz = GRATULUJĘ!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kochana, najtrudniej ruszyć tyłek z domu...ja też nie raz padam na twarz po pracy ale wizja zgrabniejszego ciała skutecznie wyciąga mnie na trening; najlepsze jest to, że po powrocie i chłodnym prysznicu , cała energia wraca i to ze zdwojoną siłą...i masz ochotę na więcej:)
      buziaczki:)

      Usuń
  25. imponujący i godny pozazdroszczenia wynik, moje gratulacje!
    i życzę wytrwałości w dobiciu do wymarzonej 60 :)

    OdpowiedzUsuń
  26. gratuluję Ci wyników :) ja mam niedoczynność tarczycy, a ćwiczyłam, ale przed 9 miesiecy zrzuciłam jedynie 5 kg ;/ a już tydzień nie ćwiczę, bo w ogólenie mam motywacji, mam pracę, codziennie jeżdże rowerem 10 km... jak wpadnę w ten rytm to pewnie wrócę do regularnych ćwiczeń ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Gratuluje Ivonko, ja mam jeszcze 6 kg do zrzucenia :) dajesz motywację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję i trzymam kciuki za Ciebie Asiu:)

      Usuń
  28. Gratuluje, ja musze zrzucic 5-7 kg :((((

    OdpowiedzUsuń
  29. 10 kg to nie w kij dmuchał. Wiem, bo sama zrzuciłam prawie 15. Bardziej od utraty kg cieszą centymetry :) Gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
  30. gratuluję! ;*
    Ja za jakieś 3/4 tyg. będę walczyła z moimi dodatkowymi kilogramami (po dzidziusiu). Fakt faktem 10 zrzucić nie musze, jednak jeśli chodzi o kilogramy to wiem, że nawet 1 jest ciężkim kilogramem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty Patrycjo jesteś jak na razie usprawiedliwiona...teraz ciesz się macierzyństwem, maleńką Oliwką i zbieraj siły...na powrót do formy przyjdzie pora:)

      Usuń
  31. Co ja bym dała by mieć choć 5 kg mniej! Tak 5 kilogramów to by było coś. Póki co narzekam i nic nie robię i ciągle tylko obiecuję sobie, że od jutra będę o siebie dbać... HELP :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skąd ja to znam...od jutra...mówiłam sobie tak przez 12 lat; nie szukaj wymówek kochana, bo zawsze jakieś się znajdą:)

      Usuń
  32. Ja przerzuciłam się na zdrowe odżywianie, ale bez rygorystycznych wyrzeczeń- jak mam ochotę na batonika to go po prostu jem ;) W każdym razie gotuje zdrowo i pije dużo wody :) Póki co w 8 tyg schudłam 8kg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. woow...no to jestem pod wrażeniem, świetny wynik Basiu:)

      Usuń
  33. Gratuluję :) Ja potrzebuję motywacji bo muszę zrzucić kilka kilogramów

    OdpowiedzUsuń
  34. Świetne wyniki! Zaraz sobie zerknę na Twoje ostatnie zdjęcia :) Ja cały czas podczas ciąży gdzieś tam z tyłu głowy mam taki cichy głosik "nie objadaj się, nie objadaj!" :P I myślę, że jak na razie nie jest źle z tą moją wagą, jednak wiadomo - jak szybko wrócę do formy po porodzie okaże się dopiero za jakiś czas. Na razie cierpliwie czekam :) Dziękuję za motywację!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo proszę Emilko:)
      fajnie, że jesteś:)

      Usuń
  35. I ja równiez serdecznie gratuluje. Chciec to móc!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Marzy mi się około 8 kg schudnąć bo jednak chyba najlepiej czułam się przy wadze około 56 kg. Jesteś kolejną osobą, która mnie inspiruje do działania. Efekt jaki osiągnęłaś mówi sam za siebie, podziwiam i zazdroszczę. Może w końcu wezmę si za siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że mogę być dla kogoś inspiracją:)

      Usuń
  37. WOW! świetna zmiana...
    Ciekawy blog, który na pewno zapamiętam :)
    zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  38. Imponujące efekty ! gratuluje :*

    OdpowiedzUsuń
  39. ja właśnie te gady spożywam i mam mało ruchu i w boki mi idzie

    OdpowiedzUsuń
  40. oooooooo super :D Gratulacje Kochana!!!:) Ja się tak zabieram i zabieram za ćwiczenia i zabrać się nie mogę :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze:)

Aby nasza dyskusja miała sens, na Wasze pytania odpowiadam pod postem.
Jednocześnie informuję, że komentarze oparte tylko i wyłącznie na spamie, będą usuwane.

Pozdrawiam serdecznie:)