Maybelline Color Tattoo, 40-Permanent Taupe, makijaż jednym cieniem


Dziś się trochę zabawiłam. Za dużo wolnego. Duuużo za dużo:D. Postanowiłam coś dla Was zmalować moim ulubionym ostatnio cieniem Color Tattoo nr 40, Permanent Taupe od Maybelline.Jest to produkt dosyć znany, dlatego nie będę rozwodzić się nad jego kolorystyką, opakowaniem, czy konsystencją...wszystko bez większego trudu wygooglacie sobie < jest takie słowo w ogóle?!? > w internetach. Cenię go nie tylko za trwałość ale i za uniwersalność - znakomicie sprawdza się do podkreślania brwi. Kolor szaro-brązowy, w chłodnej tonacji bardzo mi odpowiada i pasuje kolorystycznie.
Malowanie sprawiło mi ogromną radochę i mogłabym robić to częściej, niestety ograniczają mnie kwestie techniczne. Ok, tyle mojego gadania. Kilka słów wyjaśnienia...jakość fotek pozostawia wiele do życzenia ale mam nadzieję, że coś jednak dostrzeżecie:). Z pierdyliarda zdjęć wybrałam te, na których coś widać i na których wyglądam w miarę po ludzku:D.


Maybelline Color Tattoo, 40-Permanent Taupe, makijaż jednym cieniem

 W sumie gdyby nie brokatowa kreseczka, którą dodałam dla wzmocnienia efektu, to ten makijaż niewiele się różni od tego, który noszę na co dzień. Ten cień jest niezastąpiony, gdy nie chce nam się rano malować. Doskonale robi cały makijaż. Rzut oka na użyte kosmetyki...


*****
Prawdopodobnie to już ostatni post przed Sylwestrem dlatego chciałabym złożyć Wam życzenia Szczęśliwego Nowego Roku i oczywiście szampańskiej zabawy do białego rana...Dziękuję za rok, który powoli dobiega końca i do zobaczenia w nowym 2014! Mam nadzieję, że dla nas wszystkich okaże się rokiem spełniania marzeń:). Wznoszę toast wirtualną lampką szampana...i ściskam Was wszystkich najmocniej jak mogę:). Buziaki:)



Na co wydam kasę w 2014 roku? - noworoczne postanowienia


Koniec roku skłania do przemyśleń i różnego rodzaju podsumowań. Nasze rozważania zdają się nie mieć końca. Ja co roku robię swój mały bilans zysków i strat, podsumowuje w myślach rok, który właśnie dobiega końca, a także planuję następny. Marzy mi się tyle rzeczy...
Na ogólne rozliczenie roku 2013 będzie jeszcze czas, dziś natomiast chciałabym skupić się na tej materialnej stronie moich chciejstw :D. Lista, którą za chwilę zobaczycie jest następstwem jednego z moich noworocznych postanowień :
 
kupuj mniej, a rozsądniej; skupiaj się na tym czego naprawdę potrzebujesz, a nie na chwilowych zachciankach; stawiaj sobie cele i je realizuj; nie rozmieniaj swoich marzeń na drobne... nie potrzebujesz 10 tuszu marnej jakości - kup jeden o którym marzysz, choćby był droższy od tych 10, w ostatecznym bilansie i tak wyjdziesz na plus

Oczywiście pokusy są nieuniknione i zapewne wpadnę w ich sidła nie raz, nie dwa ale zamierzam walczyć ze swoim bezmyślnym wydawaniem pieniędzy. Przez takie zachowanie rośnie kupka rzeczy, które służą jedynie do zbierania kurzu - użyte raz albo i wcale. Kasa rozpływa się na duperele, które w zasadzie nie są mi potrzebne, a na realizację marzeń brakuje. Dlatego właśnie postanawiam oficjalnie, że rok 2014 będzie rokiem rozsądnych zakupów. Przyłączycie się do mnie?

Ok, przejdźmy zatem do meritum:).

Na co wydam kasę w 2014 roku?


Dlaczego warto peelingować skórę? Jakie produkty złuszczające polecam?


Witajcie Kochani. Na początek pytanie podstawowe i w pełni uzasadnione - żyjecie? Ja <a w zasadzie mój brzuch> trochę słabo się czuję. Święta to piękny czas, ale zdecydowanie nie służy naszym figurom*, prawda? A tu Sylwester przed nami i perspektywa wciśnięcia się w dopasowaną kieckę :D. I bądź to człowieku mądry! Nawet nie patrzę w stronę wagi...po co mam się denerwować?
Właśnie, Sylwester. Macie już jakieś plany, czy stawiacie na totalny spontan? Kreacja, makijaż, fryzura...już niedługo zacznie się szał.

Pozostańmy więc w temacie i zastanówmy się jak zadbać o naszą skórę, by olśniewać urodą nie tylko w tą wyjątkową noc.

peeling skóry, peeling ciała, dlaczego warto peelingować skóre

Peelingowanie skóry to podstawa mojej pielęgnacji.Czynność tą wykonuję 2 razy w tygodniu, a w okresie zimowym nawet 3-4. Służy mi do tego peeling mechaniczny, zawierający różnego rodzaju drobinki. Próbowałam tych enzymatycznych, które należą do delikatniejszych ale to nie było to, czego oczekuję. Moja skóra potrzebuje porządnego zdzieraka i odkąd pozbyłam się wszelkich stanów zapalnych, a wypryski nie są już moją zmorą, preferuję tradycyjne złuszczanie dobrym scrubem.

Należy jednak pamiętać, że drobinkowy peeling, którym trzemy naszą twarz nie jest dla każdego.Zdecydowanie powinny go unikać osoby z delikatną, podrażnioną, wrażliwą, suchą, naczynkową oraz trądzikową skórą. W takich przypadkach najlepszy będzie peeling enzymatyczny lub peeling typu pell-off, który nakładamy na twarz, pozostawiamy do wyschnięcia, a następnie ściągamy delikatnie powstałą przeźroczystą błonkę.
Co nam daje regularnie wykonywany peeling? Przede wszystkim wygładza i odświeża cerę poprzez usunięcie nadmiaru sebum oraz odblokowanie porów. Wizualnie skóra nabiera blasku, staje się miękka i jedwabista, a koloryt się wyrównuje. Dzięki usunięciu zalegających martwych komórek, pobudza produkcję nowych, a także zwiększa wchłanianie kosmetyków pielęgnacyjnych. Jak widać-same plusy.

Dla mojej skóry peeling to jeden z nielicznych produktów, który w tempie expresowym poprawia jej stan. Porządne złuszczanie, poprzedzone gruntownym oczyszczeniem, maska z glinki, a na zakończenie serum, krem lub olejek arganowy, to mój sposób na piękną cerę, bez żadnych niespodzianek.

Jakie produkty złuszczające polecam?

Aktualnie do peelingowania skóry twarzy służą mi dwa produkty:

korund kosmetyczny

Korundu szlachetnego używam do dogłębnego oczyszczenia skóry raz na tydzień. Jest to nic innego jak drobny, biały proszek, który pokochają fanki mocnego zdzierania. Wygląda dosyć niewinnie ale nie dajmy się oszukać...to naprawdę mocny skubaniec. Drobinki są niezwykle ostre i bez trudu radzą sobie ze zdarciem wszystkiego, co zalega na skórze. Korund stosowany jest także w profesjonalnych gabinetach kosmetycznych. Bez problemu może być używany w domowym zaciszu, trzeba jedynie uważać, by z nim nie przesadzić. Zdecydowanie nie jest to produkt dla wrażliwców ale "gruboskóre tłuściochy" z pewnością go pokochają.
Jak go używam?
Niewielką ilość proszku mieszam z odrobiną olejku arganowego i taką mieszanką delikatnie masuję twarz. Trzeba pamiętać aby po całym zabiegu porządnie ją umyć, bo proszek lubi osadzać się w różnych zakamarkach:D
Biały proszek< jakkolwiek to brzmi:D > można nabyć m.in. w sklepie, w którym ja się w niego zaopatruję Natura Dla Piękna , w cenie 6,80zł. Myślę, że z powodzeniem wystarczy najmniejsza pojemność 150g, ponieważ jest to produkt szalenie wydajny i starczy Wam na długi czas.


Organic Therapy, Diamentowy peeling do twarzy z organicznym ekstraktem grejpfruta i diamentowym pudrem


Peeling diamentowy trafił do mnie dzięki Ani < buziak kochana >. Akurat wykończyłam koleją tubkę swojego ulubieńca z Perfecty
< recenzja >, dlatego ta niespodzianka tym bardziej mnie ucieszyła. Ania idealnie wstrzeliła się w około-mikołajkowy okres wysyłając mi produkt, który kusił mnie od dłuższego czasu. Naturalny skład to jego zdecydowany atut. Nie ujrzymy tu zbędnej chemii, co to to nie:D

Skład: Aqua with infusions of Organic Citrus Paradisi Fruit Extract (organic grapefruit extract), Organic Helianthus Annuus (Sunflower) Seed oil (organic sunflower oil), Isopropyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Polyethylene, Glyceryn, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Xanthan Gum, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Mica, Titanium Dioxide, Silica, Citric Acid

Peeling to jeden z tych mocniejszych zdzieraków, pomimo niepozornych, malutkich drobinek. Doskonale oczyszcza i odświeża skórę, czyniąc ją gładką i jedwabistą. Bardzo przyjemny, delikatny zapach, wydajność,  poręczne opakowanie oraz skuteczność działania sprawiają, że bardzo się polubiliśmy. Polecam fankom porządnego peelingowania, dla wrażliwców raczej nie będzie odpowiedni, choć przy umiejętnym stosowaniu, krzywdy sobie nie zrobią:D. Moja skóra go zaakceptowała, a nie zawsze tak jest.
Używam go regularnie 2-3 razy w tygodniu i jak na razie nie zauważyłam jakichkolwiek niedogodności.


A jak Wy dbacie o swoją cerę?Używacie peelingów? Może polecicie mi coś fajnego, godnego uwagi?

--------------------
*powiedziała, zajadając kolejny kawałek sernika:D



Najserdeczniejsze Życzenia Wesołych Świąt!



Kochani, chciałabym Wam życzyć wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia! 
Spędźcie ten czas tak , jak lubicie, delektując się towarzystwem najbliższych oraz smakiem cudownych, świątecznych potraw.
Dużo zdrowia i uśmiechu!


Dziękuję za to, że jesteście:)

BUZIAKI:)



Gerovital Plant z szarotką alpejską, czyli świetny krem pod oczy za grosze



Dziś odbiegnę nieco od świątecznych tematów, bowiem chciałabym przedstawić Wam produkt, który zdecydowanie zasługuje na oddzielną notkę. Chodzi o serum pod oczy i na kontur ust Gerovital Plant.Jeśli macie chwilę i jesteście ciekawi czy krem za niespełna 16zł może być całkiem zacnym smarowidłem, zapraszam na post z moją opinią.


Gerovital Plant to unikalna linia produktów bez konserwantów stworzona na bazie połączenia wyciągu z szarotki alpejskiej z kompleksem Herbatonic z dzikich roślin polnych (dziurawca zwyczajnego, skrzypu polnego, tymianku, malwy). Formuły nie zawierają alergenów i parabenów, są hypoalergiczne. Organiczny wyciąg z szarotki jest certyfikowany przez ECOcert Francja i pochodzi z upraw ekologicznych, w których nie stosowano pestycydów, herbicydów i nawozów mineralnych

Delikatna formuła bez parabenów jest wyjątkowo skuteczna w pielęgnacji wrażliwej skóry wokół oczu i ust. Ceramidyl-Omega i organiczny wyciąg z szarotki zapobiegają procesom przedwczesnego starzenia się skóry, spowodowanym działaniem wolnych rodników oraz zwiększają elastyczność, miękkość i stopień nawilżenia cery. Działają synergicznie regenerując skórę, spłycając zmarszczki i zapobiegając pojawieniu się nowych. Kompleks Herbatonic i Aquaxyl wzmacniają efekt nawilżający.
Produkt ma działanie chłodzące, lekką konsystencję i poręczne opakowanie, które ułatwia nakładanie.



 SKŁAD:
 Aqua, Glycerin, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Glycosphingolipids, Sodium Surfactin, Phospholipids, Tocopheryl Acetate, Cholesterol, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Xylitol, Phenethyl Alcohol, Caprylyl Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Carbomer, Triethanolamine, Leontopodium Alpinum Extract, Alcohol, Propylene Glycol, Hypericum Perforatum Flower/Leaf/Stem Extract, Thymus Serpillum Extract, Althaea Officinalis Leaf Extract, Eqiusetum Arvense Extract, Tetrasodium EDTA, Sodium Hydroxide, Parfum


Serum kupujemy w kartoniku, w estetycznej i przejrzystej biało-zielonej kolorystyce...niestety kartonik gdzieś mi zaginął, no nic, jakoś ten fakt przetrawimy:D
Sam produkt umieszczony jest w miękkiej tubeczce z dziubkiem <dosyć charakterystycznej dla tego typu kosmetyków>, o pojemności 15ml i ma konsystencję delikatnego kremo-żelu o całkiem przyjemnym, nie przeszkadzającym zapachu.
Pomimo, iż kosmetyk jest szalenie wydajny, udało mi się dobić jego dna w niespełna dwa miesiące. Zaznaczam przy tym, że używałam go zarówno na noc jak i na dzień, pod makijaż ale TYLKO pod oczy, dlatego śmiem sądzić, że stosowanie go zgodnie z zaleceniem producenta, a więc i na okolice ust miałoby znaczący wpływ na jego wydajność.
Co po tym czasie mogę o nim powiedzieć? Jest to naprawdę godny polecenia produkt. Zmarszczek oczywiście się nie pozbyłam ale fajnie wygładził i rozjaśnił skórę wokół oczu. Stała się mięciutka i doskonale nawilżona. Dodatkowo plusem jest, że serum wchłania się błyskawicznie, co umożliwia stosowanie go na dzień, gdy robimy pełen make-up...nie roluje się, fajnie współgra z kosmetykami kolorowymi.Jestem nim oczarowana.

Myślę, że jest to znakomita propozycja dla młodych osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z pielęgnacją skóry pod oczami. Pamiętać należy, że jest to bardzo wrażliwy obszar naszej twarzy i to właśnie tu pojawiają się najczęściej pierwsze zmarszczki mimiczne. Dlatego profilaktyka jest  jak najbardziej wskazana. I nie zrażajcie się napisem na opakowaniu 20-45 lat...po przetestowaniu stwierdzam, że zdecydowanie grupą docelową powinny być osoby w wieku ok 25 lat:D

Jak na produkt o tak fajnym składzie jest naprawdę tani jak barszcz. Być może dlatego, że jest to stosunkowo nowa marka na naszym, rodzimym rynku, choć jej rumuńskie korzenie sięgają okresu sprzed 120 lat!
Jeśli chcecie poznać filozofię marki oraz asortyment < a zapewniam, że warto> zapraszam na stronę producenta.Tam dowiecie się wszystkiego, co Was interesuje.


Ciekawa jestem czy znacie produkty Gerovital Plant ? Pielęgnujecie skórę wokół oczu w jakiś szczególny sposób, czy jeszcze nie?



Żywa, czy sztuczna? Jaką choinkę wybrać? Inspiracje



Za nieco ponad tydzień Święta. Już nie mogę się doczekać. Zapewne tak jak u mnie, tak i w większości domów właśnie trwają gorączkowe przygotowania - pranie, gotowanie, zakupy i sprzątanie...niekończące się sprzątanie:). Na wszystko inne brakuje czasu- doba powinna w tym okresie trwać zdecydowanie dłużej :D. Co by jednak nie mówić i ile by nie narzekać na zmęczenie, Święta Bożego Narodzenia to taki czas, do którego przygotowania to prawdziwa przyjemność. Wizja rodzinnego spędzenia kilku dni to piękne ukoronowanie naszych starań.

Jednym z najważniejszych symboli zbliżających się Świąt jest niewątpliwie choinka - cudownie udekorowane drzewko, które w naszych mieszkaniach zajmuje honorowe miejsce. Co roku pojawia się dylemat- żywa czy sztuczna? Każde rozwiązanie ma swoje plusy i minusy.

Żywa, czy sztuczna?

Na korzyść sztucznej przemawia wygoda - brak osypujących się igieł = brak konieczności ciągłego sprzątania. Do tego sztuczne choinki są już tak piękne i tak precyzyjnie wykonane, że do złudzenia przypominają nam żywe. Decydując się na sztuczne drzewko należy wziąć również pod uwagę możliwości późniejszego przechowywania. Pół biedy, gdy dysponujemy piwnicą czy dobrym schowkiem...problem pojawia się w momencie, gdy ich brak :D.
Można by tu jeszcze podyskutować o ekologii. Malkontenci stwierdzą, że sztuczne drzewko to zaśmiecanie środowiska <plastik, który rozkłada się setki lat>, a kupując żywe drzewko przyczyniamy się do niszczenia natury <tak źle, tak niedobrze>...wydaje mi się jednak to zbędne, bo choinki przeważnie pochodzą ze specjalnych hodowli, a ich wycinka nie ma wpływu na środowisko.

A jakie są plusy żywego drzewka? Pierwszym i najważniejszych jest bez wątpienia klimat, który wprowadza i cudowny aromat, który roztacza. Nie wiem czy wiecie ale żywe drzewko - jak większość roślin - wytwarza korzystnie na nas działające olejki eteryczne.

Olejek jodłowy wykorzystywany jest w maściach rozgrzewających. To właśnie z jodły pozyskiwany jest olejek pichtowy, zwalczający grzyby, bakterie i wirusy. Łagodzi migrenowe bóle głowy, katar oraz infekcje górnych dróg oddechowych.
Olejek sosnowy ma działanie pobudzające i wzmacniające, natomiast olejek świerkowy działa odprężająco, łagodzi napięcie mięśni i wycisza.

Tak więc dla zdrowia lepsza jest prawdziwa choinka. Można przecież wybrać wersję w doniczce, którą na wiosnę znów wsadzimy do ziemi, pod warunkiem, że ma nieuszkodzoną bryłę korzeniową.

Trzy najpopularniejsze gatunki wybierane przez Polaków to sosna, świerk i jodła.

choinka świateczna, jaką choinkę wybrać, świerk, sosna, jodła, żywa choinka

Jaką choinkę wybrać?

To na którą się zdecydujemy zależy w dużym stopniu od naszych preferencji i indywidualnych upodobać. Jedno jest pewne...choinka musi być :D. Bogato zdobiona, migocząca dziesiątkami lampek, to najpiękniejsza dekoracja naszych mieszkań.
Przygotowałam kilka inspiracji świątecznych drzewek, które zrobiły na mnie wrażenie. Mam nadzieję, że i Wam się spodobają i wykorzystacie niektóre pomysły podczas dekorowania swoich choinek :D  Zapraszam:)



Mam też coś dla wszystkich moli książkowych...


A jak tam Wasze przygotowania do Świąt? Kiedy ubieracie choinkę? No i pytanie najważniejsze - sztuczna czy żywa?
 




Total black




Czasem się zastanawiam skąd bierze się u co poniektórych przysłowiowy 'ból dupy'. Czy to z zazdrości, zawiści, braku własnego życia, braku zainteresowań? Czemu niektórzy czerpią tyle satysfakcji z poniżania, wyzywania i mieszania z błotem innych?Nigdy nie kreowałam się na modelkę polskiej blogosfery, bo mam świadomość, że daleko mi do ideału. Robię po prostu to, co lubię i nie zamierzam przestać. Mój blog to moja pasja i hobby, które uwielbiam i jeśli komuś na tej sali to się nie podoba, niech czym prędzej opuści to miejsce. Przepychanki i ubliżanie innym nie mają tu racji bytu:D. Jeśli blogerzy między sobą się nie szanują i srają we własne gniazdo, to nie dziwmy się potem, że osoby 'z zewnątrz' traktują nas podobnie.


bluzka - Pepco/ spodnie- Allegro/ bransoleta - Mohito/ buty - LubieButy.pl



MIŁEGO WIECZORU:)



Listopadowe nowości - Clinique, La Roche Posay, Pharmaceris i inne, czyli co nowego w mojej kosmetyczce


Z małym poślizgiem ale są- listopadowe nowości. W ubiegłym miesiącu troszkę poszalałam i kupiłam kilka produktów, na które miałam już od dawna ochotę.
Tak więc z mojej listy chciejstw mogę wykreślić szczotkę TT <wybrałam wersję kompaktową, ponieważ jest bardziej mobilna, a potrzebowałam takiej, którą będę mogła zabierać np. na basen i nie zniszczy się po tygodniu>, żel-krem Effaclar Duo od La Roche Posay oraz róż Clinique Iced Lotus, który może nie jest najtańszy ale zdecydowanie wart swojej ceny. MONIKA* tak go zachwalała, że w końcu uległam jego urokowi:D.
Skusiłam się też na osławione Tattoo od Maybelline oraz nabyłam kolejną tubkę mojego zdecydowanego ulubieńca w walce o piękną cerę, kremu kojącego Octopirox od Pharmaceris. Suchy szampon Isana < RECENZJA > oraz żel do usuwania skórek Sally Hansen zamykają dzisiejszą stawkę:D
Nie mogę też nie wspomnieć o moich najukochańszych Amorkach Cacharel, które przywędrowały do mnie aż z Irlandii...a to wszystko za sprawą cudownej MARTI* <a właściwie jej męża, bo to on je dla mnie przytachał na naszą ojczystą ziemię>. Martuniu, dziękuję raz jeszcze:*...pe es. uściski dla mężulka:).
Rzut oka na całość...


Ciekawa jestem, czy odwiedził Was dziś Mikołaj...u mnie była jego mniejsza <i ...bardziej włochata?...>wersja.
Ciężko było go uchwycić...wstydliwy taki i nieoswojony z obiektywem:D. Zresztą zobaczcie sami...


 :DDD


Dr Irena Eris, Clinic Way, Hialuronowe wygładzenie


Trzydziestka na karku zobowiązuje - zapobieganie zmarszczkom to już nie tylko kaprys, ale obowiązek. Smarujemy się więc z nadzieją na opóźnienie nieuniknionego. W walce tej ważna jest nie tylko regularność i systematyczność, ale także produkty, których używamy. Według mnie podstawą jest porządne nawilżenie i odżywienie, bo to dzięki tym czynnikom skóra wygląda gładko i promiennie.
Zapraszam na recenzję kosmetyku, który w mojej bitwie odegrał kluczową rolę. Używałam go sumiennie przez ponad dwa miesiące, czas więc na małe podsumowanie. Zapraszam.


Dr Irena Eris, Clinic Way, Hialuronowe wygładzenie

"Clinic Way to pierwsza linia łącząca w sobie dermatologiczne formuły i efekty kosmetyki estetycznej. Unikalne działanie odmładzające i opóźniające procesy starzenia skóry bazuje na rewolucyjnym, na skalę światową, odkryciu naukowców: REAKTYWATORZE ODNOWY SKÓRY FGF1 LMS™ oraz technologii transportu dermalnego LIPO-SPHERE (zgłoszenie patentowe). Wzbogacenie formuły o Aqua Calcis o właściwościach kojących i łagodzących podrażnienia oraz rygorystyczne badania kliniczne gwarantują bezpieczną pielęgnację nawet najbardziej wrażliwej i alergicznej skóry."


 W różnym wieku zmarszczki mają zróżnicowane natężenie i wygląd, dlatego wyróżnia się 4 ich typy. Odpowiadają im 4 linie pielęgnacyjne Clinic Way, tworzące czterostopniowy program przeciwzmarszczkowy ze składnikami aktywnymi uwzględniającymi potrzeby w danym wieku.



1° starzenia się skóry – zmarszczki ekspresyjne

Związane z mimiką twarzy i działaniem mięśni, a także z obniżeniem poziomu kwasu hialuronowego. Naskórek ulega stopniowemu odwodnieniu, staje się cieńszy. Nawet minimalny niedobór wody powoduje utratę dotychczasowej elastyczności i sprężystości. Pojawiają się drobne zmarszczki ekspresyjne w formie delikatnych linii na powierzchni skóry – najczęściej w okolicach oczu i ust, a czasem na czole.

SKŁADNIKI AKTYWNE:
  • Hyaluronian Complex - dzięki specjalnym mikrosferom wnika do głębszych warstw skóry, gdzie wchłaniając wodę zwiększa swoją objętość i zapewnia podwójny efekt: wypełnienia zmarszczek od wewnątrz i wygładzenia powierzchni skóry. Doskonale wiążąc wodę intensywnie nawilża naskórek oraz głębsze warstwy skóry.
  • Rewolucyjny REAKTYWATOR ODNOWY SKÓRY FGF1 LMS™ z unikalną technologią LIPO-SPHERE – hamuje proces starzenia skóry poprzez reaktywację właściwości regeneracyjnych i potencjału do samoodnowy na trzech poziomach skóry.
  • Aqua Calcis - farmakopealna woda wapienna, dzięki właściwościom antyseptycznym, kojącym i łagodzącym podrażnienia zapewnia bezpieczną i komfortową pielęgnację skórze wrażliwej.


 Krem umieszczony jest w ciężkim słoiku z matowego szkła. Srebrna, błyszcząca nakrętka oraz ogólny design opakowania sprawia wrażenie luksusu i jest niezwykle eleganckie.Krem zabezpieczony jest dodatkowo plastikowym wieczkiem.
Kosmetyk dość intensywnie pachnie- osobiście mi to nie przeszkadza ale wiem, że są osoby, którym mocno perfumowane kremy nie odpowiadają. Ja uwielbiam ten zapach i w znacznym stopniu umila mi on aplikację. Nie potrafię go zidentyfikować ale nuty kwiatowe grają tu pierwsze skrzypce.
Kremik ma delikatną, puszystą konsystencję, dzięki czemu wnika w skórę w tempie ekspresowym nie pozostawiając tłustego filmu. Wchłania się niemal do matu, nie potęguje błyszczenia, co dla mojej tłustej skóry jest czynnikiem istotnym.
Stosowany regularnie w widoczny sposób nawilża, ujędrnia i odżywia skórę, pozostawiając ją niezwykle miękką i delikatną.Krem nie zapycha, nie roluje się. Co ciekawsze, użyty na dzień pod podkład sprawdza się równie świetnie. 
Czy zredukował moje zmarszczki mimiczne?
Zmarszczek niestety nie wyprasował ale w znacznym stopniu wpłynął na wygładzenie skóry i nadał jej wspaniałej mięsistości.

Reasumując, moim zdaniem krem Clinic Way, Dr Ireny Eris to naprawdę godny polecenia produkt i świetna propozycja dla osób 30+, które szukają nawilżenia oraz ujędrnienia skóry.

Cena to ok 75zł za 50ml.

Wszystkie szczegóły odnośnie serii Clinic Way znajdziecie na stronie producenta



--------------------
*Krem otrzymałam za pośrednictwem przedstawicielki Laboratorium Kosmetycznego Dr Ireny Eris. Dziękuję Pani Magdalenie za możliwość przetestowania produktu.



IVONA poleca, Rudimental

IVONA poleca, Rudimental


Grudzień witam postem muzycznym. Myślę, że to znakomity pomysł na rozpoczęcie nowego miesiąca, jak i nowego tygodnia. Należy nam się odrobina relaksu po nieprzespanym weekendzie <andrzejkowe szaleństwa> i przed trudnym organizacyjnie, aczkolwiek niezwykle przyjemnym miesiącem. Nie wiem jak Wy ale osobiście uwielbiam tę przedświąteczną krzątaninę- sprzątanie, gotowanie i niekończące się zakupy:D.

Dziś kawałek, który nie dość, że jest niezwykły pod względem muzycznym, to jest też wspaniałym motywatorem.
Bohaterem teledysku jest Kurt Yaeger - amerykańska gwiazda BMX, który w 2006 roku uległ poważnemu wypadkowi, w wyniku którego amputowano mu nogę. Nie przeszkodziło mu to jednak w powrocie do swojej pasji, jaką jest rower. Wydaje mi się, że jego historia może być cudownym źródłem inspiracji i motywacji w walce o swoje życie. Realizujmy swoje pasje, osiągajmy nieosiągalne, przekraczajmy granice, a gdy upadniemy, podnieśmy się i walczmy dalej - Kurt jest wspaniałym przykładem tego, że nie ma rzeczy niemożliwych. Wystarczy chcieć.




Życzę Wam cudownego tygodnia:)

CAŁUJĘ:)




La Roche Posay, Effaclar, oczyszczajacy żel do mycia buzi

Oczyszczanie buzi to dla mnie 'podstawowa podstawa'. Nie wyobrażam sobie pójść spać bez wcześniejszego gruntownego demakijażu - moja zbuntowana skóra szybciutko by mi to wypomniała. Do mycia używałam już mleczek, pianek, ale zawsze wracam do żeli, bo te najbardziej mi odpowiadają.

Przez ostatnie dwa miesiące moim myjadłem był żel z La Roche Posay, czyli słynny Effaclar. Założę się o własną nerkę, że większość z Was o nim słyszała, a połowa używała:D. Czy sprawdził się u mnie? Zapraszam do lektury.

La Roche Posay, Effaclar, oczyszczajacy żel do mycia buzi

"Żel przeznaczony jest do skóry wrażliwej i tłustej, zmniejsza łojotok i ułatwia eliminację łoju, równocześnie nie powodując podrażnień skóry. Wskazany do codziennej pielęgnacji skóry ze skłonnością do powstawania trądziku i/lub podrażnionej środkami wysuszającymi. Łagodnie eliminuje zabrudzenia dzięki swej nieagresywnej bazie myjącej, bez mydła , bez barwników, bez alkoholu, bez parabenów. Poprawia stan naskórka i dzięki działaniu soli cynku ułatwia usunięcie nadmiaru łoju. W rezultacie stosowania skóra odzyskuje równowagę fizjologiczną i jest doskonale przygotowana do zabiegów pielęgnacyjnych. Zawarta w żelu Woda termalna z La Roche-Posay (pH 5,5) koi i łagodzi podrażnienia.Nowa formuła to według producenta nie tylko niższa cena i większa pojemność, ale także wyższa skuteczność."



SKŁAD:Aqua/Water,Sodium Laureth Sulfate,PEG-8,Coco-Betaine,Hexylene Glycol,Sodium Chloride,PEG-120 Methyl Glucose Dioleate,Zinc PCA,Sodium Hydroxide,Citric Acid,Sodium Benzoate,Phenoxyethanol,Caprylyl Glycol,Parfum/Fragrance(CODE F.I.L:B32025/1)


Jak widać żel otrzymujemy w białej, plastikowej tubie o poj. 200ml, za którą musimy zapłacić mniej więcej 30zł. Za tę cenę kupujemy pierońsko wydajny produkt o przeźroczystej, żelowej konsystencji i nieco chemicznym, aczkolwiek zupełnie nie przeszkadzającym zapachu.
Przejdźmy zatem do sedna...czy oczyszcza? - pewnie. Znakomicie radzi sobie z makijażem. Skóra po jego użyciu jest solidnie i gruntownie oczyszczona, a przy tym doskonale zmatowiona i odtłuszczona. Dla mnie i mojej tłustej skóry to zbawienie, bo uwielbiam taki efekt po umyciu... muszę czuć tą czystość. 
Nie przeszkadza mi nawet uczucie ściągnięcia, które występuje w chwilę potem. Sprawę załatwiam tonikiem lub micelem oraz porządną dawką nawilżenia i po krzyku.
Czy pomógł w walce z niechcianymi przybyszami?
Tego niestety nie zauważyłam.
Owszem, fajnie łagodził i uspokajał te już istniejące, aczkolwiek nie miał wpływu na pojawianie się nowych. Skóra po jego użyciu jest gładka, delikatna i przyjemna w dotyku, ale trzeba uważać, bo potrafi wysuszyć. Mojej tłustej skórze absolutnie krzywdy nie zrobił, jednak 'sucharki' powinny mieć to na uwadze. 


Ogólnie oceniam go na mocną 4 ale chciałabym spróbować czegoś nowego.