Podsumowanie roku 2012

Podsumowanie roku 2012

 
Wielkimi krokami zbliża się koniec roku. Spora część osób, łącznie ze mną, tworzy w swoich głowach różnego rodzaju podsumowania. Zastanawiamy się, co przyniósł nam mijający rok. Nasze marzenia, postanowienia i obietnice, jakie sobie złożyliśmy na ubiegłorocznym Sylwestrze, w zderzeniu z rzeczywistością nie zawsze się spełniły, jednak pamiętajmy, że w ostatecznym rozrachunku liczą się również te mniejsze i całkiem malutkie zwycięstwa. Nadeszła pora na...
 

Podsumowanie roku 2012:

 

Ten rok był dla mnie rokiem przemian...
 
- kupiłam mieszkanie, które powoli i mozolnie wykańczamy
- mój związek się umocnił, ustabilizował i sprawia, że czuję się spokojna i szczęśliwa
-zniknęły wszystkie wewnętrzne niepokoje, niepotrzebne przemyślenia...z całą pewnością  mogę  powiedzieć, że jest zdecydowanie lepiej; mam wspaniałą córkę, którą zresztą nie raz się tu chwaliłam, dzięki czemu mieliście okazję ją poznać.
 
Myślę sobie, że jak na 12 miesięcy osiągnęłam naprawdę sporo.
 
I nic to, że czasem brakuje pieniędzy na wszystkie zachcianki, samochód woła o remont bądź wymianę, wciąż brak wymarzonej kanapy w salonie, ba! brak w nim nawet karniszy i firanek...nic to, że przydałby się nowy telewizor, bo ten już ledwo dyszy i naprawdę nic to, że wymarzona i wyśniona wycieczka do Hiszpanii znów odwlecze się w terminie...nic to!
Ważne, że mam blisko siebie dwie wspaniałe osoby, które dają mi masę radości i sprawiają, że chce mi się uśmiechać.To dzięki ich wsparciu i zrozumieniu, mogę tworzyć tego bloga, spełniając się i realizując swe ukryte pragnienia. 
 
 
Miałam dziś napisać takie luźne podsumowanie mojej blogowej działalności ale natchnęło mnie na trochę prywaty. Mam nadzieję, że rozumiecie...wiem, że tak ponieważ mam wspaniałych czytelników!Z tego miejsca chciałabym Wam wszystkim podziękować i przesłać soczystego buziaka...cmok!
 
 
 
Kochani, życzę Wam wszystkiego co najlepsze , spełnienia najskrytszych marzeń, dużo zdrowia i miłości, satysfakcji w życiu osobistym i zawodowym, mnóstwa uśmiechu, a przede wszystkim szampańskiej zabawy sylwestrowej!
Do siego roku!


 

Róż i czerń


Nadmiar wolnego czasu spowodował codzienny wysyp nowych postów na moim blogu.Mam nadzieję, że nie przeszkadza Wam tak częste odwiedzanie IVONY?
Dziś dwie nowości, jedna to różowa (a może raczej amarantowa?) spódnica, natomiast druga nowość to bogato zdobiona bluzeczka, która w dość nieoczekiwany i naprawdę niezamierzony sposób trafiła w moje ręce. Połączyłam obie rzeczy i tak oto powstała dzisiejsza stylizacja. Biżuterię ograniczyłam do niezbędnego minimum, po pierwsze primo...bo nie lubię jej nadmiaru, a po drugie primo...bo bluzka jest według mnie na tyle strojna, że dodatkowe błyskotki mogłyby ją przytłoczyć.
Miłego oglądania:)


spódniczka - H&M, bluzka - Pepco, buty - Deichmann, rajstopy - Gatta, bransoletki - By Dziubeka, EdiBazzar




Grudniowe nowości kosmetyczne.


Cześć:)

Grudzień się kończy, a w moim przypadku ostatnie dwa dni tego miesiąca pozbawione będą szalonych zakupów, zarówno odzieżowych jak i tych kosmetycznych. Kupiłam w zasadzie wszystko , czego w danej chwili potrzebuję.Moja szafka w łazience znów się zapełniła, więc i uśmiech jest na twarzy.Oczywiście gdyby się człowiek uparł, to zapewne znalazłoby się jeszcze kilka "pilnie potrzebnych" produktów ale zdrowy rozsądek i mocno nadszarpnięty portfel poświąteczny mówi DOŚĆ!
Jak tak sobie patrzę, to stwierdzam, że znów większość nowości to kosmetyki do włosów...nie wiem kiedy to wszystko wykorzystam hehe...nic to, będą dzielnie czekały na swoją kolej.Nie wstawiam tu drobnych zakupów typu maseczki, waciki, bo jest ich tyle, że musiałabym poświęcić im osobny post. Swoją drogą znalazłam ostatnio kilka maseczkowych perełek, więc postaram się Wam je pokazać.
Nowości odzieżowe natomiast...spróbuję się przełamać i zrobię z nimi stylizacje...na dworzu...a co!...twardym trzeba być, a nie "miętkim"...
Ok, rozpisałam się, a czas pokazać wreszcie o czym mowa:)
Zapraszam:)







Nie będę opisywała poszczególnych kosmetyków, ponieważ widać wszystko jak na dłoni.
Cieszę się niezmiernie, że udało mi się wreszcie upolować słynną Glorię, rzeczywiście fajna i niedroga maska, o prostym składzie, idealna do wzbogacania innymi składnikami. Poużywam jej jeszcze i napewno wystawię swoją opinię. Krem genialny...olejek również, maska Biovax to już niemal legenda:)
Podsumowując moje zakupy muszę stwierdzić, że były bardzo udane i trafione


POZDRAWIAM:)




Święta, Święta...


Hej:)

Święta, Święta i po ...pieniądzach...jak mówi mądre powiedzenie. Najedzona do granic możliwości, szczęśliwa, wypoczęta...szkoda, że już się skończyły.Jedyne czego się obawiam to , że świąteczny maraton przy suto zastawionym stole zakończy się dodatkowymi centymetrami ...i niestety nie pójdą one w cycki, tylko tam, gdzie i tak jest ich za dużo hehe.Tak czy inaczej uwielbiam ten błogi stan lenistwa i spowolnienia. Na szczęście do pracy ruszam dopiero po Nowym Roku, więc z lubością będę ten stan celebrowała i z zamiłowaniem pielęgnowała oponkę na brzuchu, wyjadając wszystkie smakołyki z lodówki, których po Świętach jest niezła ilość.
Pogoda na zewnątrz przypomina dziś bardziej wiosnę, niż zimę...termometr uparcie wskazuje +9 st...nic to jednak...ja pozostaję jeszcze w klimacie świateczno-zimowym, w towarzystwie migoczących światełek na choince, z kubkiem pysznej kawki...Jeśli macie ochotę polenić się ze mną, to zapraszam...



 Klaudia...czyż nie jest śliczna??


mini choineczka Klaudii

 z zaskoczenia...



mój chrześniak Mikołaj:)

pozostałości po gościach...


 prezenty...chyba byłam grzeczna hehhe:)







A tak spędzałam wczorajszy wieczór...dodam, że nie sama...:)






Mam nadzieję, że Wasze Święta były równie udane jak moje. Spędzone z najbliższymi, w magicznej atmosferze...czegóż chcieć więcej??


Korzystając z okazji, chciałabym serdecznie podziękować za pamięć i wszystkie życzenia świąteczne, które od Was dostałam.Licznik tyka i sądząc po liczbie, ilość wejść na moją stronę przekroczy dziś 20 000...z całego serca dziękuję, że do mnie zaglądacie.


BUZIAKI:)





WESOŁYCH ŚWIĄT!


Moi Drodzy...

Już jutro Wigilia...ostatnie porządki, zakupy, pakowanie prezentów, wesoła i pełna nadziei na pyszne potrawy krzątanina w kuchni. Zapewne nie znajdę czasu, jak zresztą większość z Was, na dłuższe posiedzenie przy komputerze i dodanie nowego postu...dlatego już dziś, w przerwie pomiędzy jednym plackiem, a drugim...pomiędzy sałatką,a pieczeniem pysznego schabiku, pragnę Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia.



Świąt prawdziwie świątecznych
ciepłych w sercu,
zimowych na zewnątrz,
pachnących choinką,
jaśniejących pierwszą gwiazdką,
co daje nadzieję na następny rok.
Świąt wypełnionych radością i miłością,
niosących spokój i odpoczynek.
Nowego Roku spełniającego wszelkie marzenia,
pełnego optymizmu,wiary, szczęścia i powodzenia.


Szczególne pozdrowienia dla wszystkich moich obserwatorów oraz dla wirtualnie bliskich mi dziewczyn z MALINOWEGO KLUBU, oraz oczywiście dla samej MALINKI. Fajnie być wśród Was...


I pamiętajcie...



Do zobaczenia po Świętach...trzymajcie się ciepło...


BUZIAKI:)





IVONA poleca...Whitney Houston & Enrique Iglesias - Could I Have This Kiss Forever HD


Hej:)

Lubię dodawać muzyczne posty i lubię też przeglądać je u Was. Muzyka stanowi ważną część mojego życia, dlatego często jej słucham.Lubię nowości, hity muzycznych list, top kawałki do znudzenia puszczane w radio ale mam też swoje perełki, które niezależnie od obecnie panujących trendów muzycznych, zawsze będą w mojej czołówce.
Jedną z takich właśnie artystek, której utwory to najpiękniejsza dla mnie muzyczna podróż ,jest Whitney Houston, bezapelacyjna królowa wśród kobiecych głosów.Niesamowicie piękna, stylowa, elegancka z ponadprzeciętnym głosem...Myślę, że zbliżające się Święta to idealny czas by ją wspomnieć...
Dziś jeden z jej najpiękniejszych kawałków, zaśpiewany w duecie z Enrique Iglesiasem...choć osobiście nie lubię tego artysty, to ten numer jest piękny...

Zapraszam .

Whitney Elizabeth Houston
1963- 2012





proponuję podkręcić decybele...poczujcie ten klimat gorącej ,latynoskiej imprezy, a głos Whitney niech przeniknie do głębi...cudownie...:)

POZDRAWIAM:)



GLISS KUR Marrakesh Oil&Coconut, Odżywka do włosów


Na początek dziękuje za komentarze pod moim poprzednim postem. Cieszę się, gdy mogę pokazać produkt, który nie jest dobrze znany i popularny. Sama też lubię czytać na Waszych blogach o różnych nowinkach, dzięki czemu odkrywam ciekawe kosmetyki.
Dziś mam dla Was kolejną nowość. 
Jesienią marka Gliss Kur wprowadziła na rynek nową serię produktów do pielęgnacji włosów, zawierającą olejek arganowy i mleczko kokosowe.


W skład serii wchodzą:

Szampon


Odżywka


Ekspresowa maska regeneracyjna


Kosmetyki Gliss Kur Marrakesh Oil & Coconut przeznaczone są do pielęgnacji normalnych włosów, które każdego dnia potrzebują skutecznej opieki. Gliss Kur Marrakesh Oil & Coconut pomaga odbudować i wygładzić ich powierzchnię. Dzięki temu, mimo codziennych zabiegów obciążających włosy, takich jak suszenie, czy czesanie, włosy zachowają miękkość i blask.
  • Olejek arganowy jest jednym z najcenniejszych olejków na świecie. Przez lata był jedną z największych tajemnic urody kobiet z Maroka. Dzięki nienasyconym kwasom tłuszczowym oraz dużej zawartości witaminy E,  olejek arganowy zapewnia włosom blask i optymalne nawilżenie.
  • Mleczko kokosowe, bogate w aminokwasy i witaminę C, skutecznie odżywia i zmiękcza włosy.
  • Kompleks płynnej keratyny zawarty w formuleGliss Kur Marrakesh Oil & Coconut odbudowuje zniszczoną strukturę włosa zarówno od wewnątrz, jak i na jego powierzchni. Tym samym sprawia, że pasma stają się błyszczące i nabierają świetnej kondycji.

Postanowiłam spróbować tych cudowności...takim sposobem w moje łapki wpadła odżywka do spłukiwania.




poj 200 ml; cena ok 12 zł

Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Citric Acid, Quaternium-87, Dimethicone, Isopropyl Myristate, Argania Spinosa Kernel Oil, Cocos Nucifera Fruit Extract, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Keratin, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glyceryl Stearate, Propylene Glycol, Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Ceteareth-20, Phenoxyethanol, Dimethiconol, Parfum, Methylparaben, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone, Cyclomethicone, Linalool.



Do zakupu skusiła mnie obecność w odżywce olejku arganowego, tak osławionego przez blogowe pasjonatki pielęgnacji włosów.Na korzyść przemawia też to , że jest on dość wysoko w składzie, a nie na końcu,w śladowych ilościach, za konserwantami.Oprócz olejku i mleczka kokosowego, znajdziemy też w niej pantenol i keratynę.No żyć nie umierać.Według mnie producent odwalił tu kawał dobrej roboty i nie przecenił możliwości produktu.
Odżywki używałam zgodnie z zaleceniem, czyli po umyciu włosów, na kilka chwil, po czym dokładnie spłukiwałam. Po wysuszeniu moim oczom ukazywał się piękny obraz zadbanych, nawilżonych, gładziutkich i znakomicie ujarzmionych włosów. Nie było problemu z rozczesaniem, ani z elektryzowaniem się włosów.Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała użyć jej w roli maski. Jednak efekt nie był dla mnie zadowalający...włosy były obciążone, a skóra głowy szybko się przetłuściła.Dlatego z podkulonym ogonem wróciłam do jej pierwotnego zastosowania.
Jeśli ciekawi Was jej zapach to muszę przyznać, że jest on dość specyficzny i bardzo intensywny.Według opisu producenta "zapach łączy kwiatowe nuty pąków drzew pomarańczy, tunezyjskiego jaśminu i ylang ylang, a także nuty orientalnych przypraw: imbiru, pieprzu, wanilii i cynamonu...odnaleźć będzie można też drzewne akordy - sandałowe i cedrowe."
Uwierzcie mi...zapach jest naprawdę charakterystyczny i utrzymuje się na włosach do następnego mycia.Na początku byłam nim zachwycona, jednak po pewnym czasie zaczął mnie męczyć i przeszkadzać.

Podsumowując, marka Gliss Kur po raz kolejny się postarała. Dobry skład, przystępna cena, świetne działanie.Ostatnio coraz chętniej sięgam po ich produkty. Cały czas szukam nigdzie u mnie niedostępnej maski 7 olejków...tracę nadzieję, że kiedykolwiek ją znajdę...POMOCY!
Polecam wypróbować:)Ja raczej nie kupię jej ponownie ze względu na zbyt intensywny zapach ale działanie oceniam na 5.



ZIAJA, Rebuild Termo Wyszczuplanie, Żel Rozgrzewający


Wiecie już, że nie lubię zimy...w zasadzie "nie lubię" to za mało powiedziane...Najchętniej przeczekałabym ten okres w ciepłym łóżeczku ,w miłym towarzystwie, coby efekt rozgrzewający był lepszy:). No ale nie ma tak dobrze, dlatego musiałam wesprzeć się kosmetycznie.Wszystkie produkty, które mają za zadanie ogrzać moją ciepłolubną skórę, przyciągają mój wzrok szczególnie w takie mrozy.Tym razem,dodatkowym efektem miało być ujędrnienie i wyszczuplenie.Jeśli jesteście ciekawe,czy produkt, który chcę Wam przedstawić spełnił moje oczekiwania,zapraszam do lektury:)



poj 270ml ; cena ok 17 zł

Zawiera kapsaicynę, która daje stopniowy efekt rozgrzania skóry.
Zapewnia delikatne, równomierne uczucie ciepła. Ogranicza gromadzenie substancji lipidowych oraz przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej. Najlepsze efekty uzyskuje się stosując preparat:
- przed ćwiczeniami: fitness, aerobic
- po gruboziarnistym peelingu
- po rozgrzewającej kąpieli
Składniki aktywne: kapsaicyna z papryki cayenne - wyraźnie poprawia mikrokrążenie i usprawnia metabolizm komórkowy. Daje delikatne uczucie ciepła oraz stopniowy efekt rozgrzania. Bio-Ca2+ Coralliny officinalis - wysoce biodostępny wapń otrzymywany z algi czerwonej. Ograniczając dojrzewanie komórek tłuszczowych (adipocytów), zapobiega gromadzeniu się tłuszczów w skórze.
phytocomplex antycellulit - złożony z morszczynu, bluszczu, gorzkiej pomarańczy i rozmarynu. Poprawia elastyczność i jędrność skóry. Zmniejsza objawy cellulitu oraz zapobiega nierównomiernemu rozmieszczeniu tkanki tłuszczowej.

Skład:

Aqua (Water), Propylene Glycol, Fucus Vesiculosus Extract*, Hedera Helix (Ivy) Leaf Extract*, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Peel Extract*, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract*, Corallina Officinalis Extract, Cetearyl Ethylhexanoate*, Isopropyl Myristate*, Polysorbate 20, Vanillyl Butyl Ether, Capsicum Frutencens Fruit Extract, Carbomer, Xanthan Gum*, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone, Sodium Hydroxide.


Konsystencja żelowa, gęsta, nie spływa ze skóry, dobrze się wchłania i rozprowadza



Opakowanie to wygodna w użyciu butla z pompką, która znacznie ułatwia aplikację; pompka działa bez zarzutu, nie zacina się do samego końca


Balsam całkowicie spełnił moje oczekiwania.Przede wszystkim działa.Kupiłam ten żel, głównie ze względu na jego rozgrzewające właściwości.Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Uwielbiam to ciepełko, które wytwarza się po jego użyciu. Stosowany zgodnie z zaleceniem producenta, czyli po rozgrzewającej kąpieli bądź przed treningiem, potęguje uczucie ciepła.Skóra wręcz piecze...co w moim przypadku  jest wielkim plusem.Świetnie sprawdzał się w jesienne i zimowe wieczory, kiedy każde dodatkowe ciepło jest na wagę złota.
Zapach lekko anyżowy, dość intensywny, lecz nie drażniący.
Żel doskonale się wchłania, nie marze się po ciele i nie zostawia tłustego filmu na skórze.
Używałam go głównie na uda i pośladki, bo tam zdecydowanie potrzebuję ujędrnienia i w tych miejscach mam problem z cellulitem.Ciekawi Was czy sobie poradził??Otóż cellulit nie zniknął w tajemniczych okolicznościach...nadal jest ale jakby mniejszy, a skóra jest doskonale napięta,ujędrniona i sprężysta.Efekt wyszczuplenia również jest zauważalny, jednak jeśli spodziewacie się -10cm, to muszę Was rozczarować.Trzeba mieć świadomość , że taki balsam to tylko wspomagacz i nic nie zastąpi ćwiczeń oraz dobrze zbilansowanej diety. Plusem produktu jest też działanie drenujące, które pomaga nam na opuchnięte nogi.
Niestety jest też jeden minus...brak efektu nawilżenia...ale w sumie nie to było jego zadaniem. 
Co do wydajności, to stosowany codziennie wystarcza na ok miesiąc,więc myślę, że całkiem przyzwoicie.

Ciekawa jestem czy miałyście przyjemność go używać i jakie są ewentualnie Wasze spostrzeżenia.