Przepis na pasztet z cukinii



Kilka dni temu postawiłam przed sobą dość ambitne zadanie upieczenia pasztetu z cukinii. Wtedy niestety skończyło się niczym ponieważ w sklepiku zabrakło cukinii :), a żeby mój zapał nie rozmył się bezpowrotnie, upiekłam wówczas ciasto ze śliwkami. Efekty mojego kucharzenia mogłyście oglądać tu.
Dziś jednak chęć zjedzenia owego pasztetu wygrała z moim wrodzonym lenistwem...i oto mamy...taadammm...przepyszny pasztecik z cukinii:)

Co mi było potrzebne?...czyli składniki:

  • 2 szklanki cukinii startej na tarce jarzynowej o grubych oczkach
  • 2 marchewki starte na tarce, oczka mniejsze
  • 1 cebula , mniejsze oczka tarki
  • 20 dag sera żółtego , grube oczka
  • 1,5 do 2 szklanek bułki tartej
  • pół szklanki oleju
  • 2 łyżeczki Wegety lub jakiejkolwiek przyprawy uniwersalnej
  • natka pietruszki, ilość według własnych upodobań
  • sól, pieprz do smaku
  • 4 żółtka + piana z białek dodana na końcu do wyrobionej masy

Wszystko razem mieszamy ( nie zapominamy o ubitych białkach jajek ), blaszkę smarujemy tłuszczem oraz wysypujemy bułką tartą. Piekarnik nagrzewamy do temp 180 st, pieczemy ok 80 min.
i voila... to wszystko:)

Podane tu ilości składników wystarczyły na 2 małe foremki, ja używam tych aluminiowych, jednorazowych, ponieważ są dla mnie wygodniejsze.
Po rozlaniu masy do foremek wygląda to niezbyt apetycznie...hmm...

pasztet z cukinii


foremki lądują w piekarniku:


mniej więcej po godzinie wygrzewania się w pełnym słońcu:


a oto efekt końcowy:

pasztet z cukinii



Uwierzcie, że naprawdę trudno było wytrzymać do całkowitego wystygnięcia pasztetu .

Smacznego Kochani:)))




Floral dress.


WITAM:)


Dzisiejsza stylizacja to dość letnia propozycja ponieważ nie dopuszczam myśli, że ciepłe dni powoli się kończą. Przeraża mnie wizja zakładania tony ubrań, zdecydowanie wolę lekkie ciuszki, które podkreślają piękną opaleniznę oraz zadbaną i jędrną skórę, którą w taką pogodę szczególnie dopieszczamy różnego rodzaju balsamami , kremami i olejkami. Lato to czas swobody i luźnego stylu, a z szerokiej gamy ubrań , każdy znajdzie swój idealny fatałaszek.Szorty, spódniczki, lekkie topy oraz sukieneczki...tworzymy z nich przykuwające męskie oko stylizacje. To właśnie sukienka gra dziś u mnie pierwsze skrzypce, a jej kwiatowy print to niezaprzeczalnie numer jeden w tym sezonie. Upolowana w sh za ok 10 zł idealnie wpasowała się w ten secik...dodałam do niej biały żakiecik, balerinki oraz czerwoną kopertówkę. Aby jej zbytnio nie przytłoczyć jedyna biżuteria to zegarek na srebrnej bransolecie...enjoy:)





sukienka - sh
żakiet - nn
baleriny, kopertówka - bazarek
zegarek - TIMEX

Dopiero przy podsumowaniu dzisiejszej stylizacji, zdałam sobie sprawę jak niewiele ona kosztowała...całość oprócz zegarka to wydatek rzędu 120 zł.Nie mam jazdy na "metkę", więc nie przeszkadza mi, że żaden z prezentowanych ciuszków jej nie ma:))). Zawsze wybierałam ubrania, które miały to "coś" co mnie urzekło, marka była kwestią drugorzędną.

a Wy ?...stawiacie na markę czy na ubranie samo w sobie?...
********

przypominam o moim szybkim konkursie
do wygrania 2 gry PC:)



POZDRAWIAM:)

Moje marzenia, czyli włosowe inspiracje IVONY...


WITAM:)


  Zamarzyłam sobie długie włosy...przeglądałam różne stronki z pięknymi zdjęciami i coraz bardziej się zatracałam. Pomyślałam...czemu nie??...przecież ja też mogę takie mieć.... Podeszłam do tematu jak gdyby było to zupełnie proste, a przecież takie nie jest. Wbrew pozorom pielęgnacja włosów długich jest pracochłonna i mozolna, a na efekty trzeba długo czekać. Wiem , że można je związać i z głowy ale dopieszczenie czupryny aby rozpuszczone wyglądały zjawiskowo to już temat rzeka. Zostawiam Was więc z nutką, która totalnie mną zawładnęła i inspiracjami włosowymi. enjoy:)...












a to zdjęcie nie wiem czego jest inspiracją ale zawsze miałam słabość do Slasha:))))



POZDRAWIAM:)

Lirene Dermoprogram, Delikatnie złuszczający peeling enzymatyczny



Pamiętacie może tę piosenkę?...

"Jaki tu spokój,na na na
Nic się nie dzieje, na na na na
Nikt się nie bawi, na na na
Wszyscy się nudzą, na na na na"

No więc chodzi mi ten tekst dziś po głowie ponieważ idealnie oddaje moją aktualną sytuację...moja kochana dwójeczka wybyła sobie na dwa dni, a mnie zostawili na pastwę internetu.Jako, iż jesteśmy z D na urlopie, mogę przeznaczyć ten czas na błogie lenistwo połączone z podglądaniem Waszych blogów, sprzątaniem i jakąś fajną lekturą. Postanowiłam też dziś upiec pasztet z cukinii...zobaczymy co z tego wyjdzie.Na pewno się pochwalę, jeśli tylko będzie godzien pokazania:).

A dziś pod lupę poszedł: 

Lirene Dermoprogram, Delikatnie złuszczający peeling enzymatyczny



Skład: Aqua, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Alcohol Denat., Papain, Ethylhexylglycerin, Propylene Glycol, Lecithin, Vaccinium Myrtillus Fruit / Leaf Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Polygonatum Multiflorum (Solomon’s Seal) Rhizome / Root Extract, Cupressus Sempervirens (Cypress) Seed Extract, Arnica Montana (Arnica) Extract, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydroxyethylcellulose, Acer Saccharum (Sugar Maple) Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Extract, Phenoxyethanol, Parfum, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene, CI 16035.

i konsystencja:


szkoda, że nie mogę przesłać zapachu bo w tym przypadku brak takiej możliwości to wielka strata...musicie więc uwierzyć mi na słowo, zapach jest CUDOWNY:)
poj 75ml, cena ok 17 zł

Od pewnego czasu próbuje znaleźć swój KWC jeśli chodzi o peelingi enzymatyczne. Moja mieszana, aczkolwiek wrażliwa cera niezbyt dobrze znosi gruboziarniste zdzieraki, po ich użyciu jest podrażniona i zaczerwieniona. Dlatego właśnie w mojej łazience wylądował ten produkt.
Moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne.Ma przepiękny zapach, który uwielbiam i wyśmienitą, aksamitną konsystencję. Złuszcza delikatnie, nie podrażnia, pozostawia skórę lekko nawilżoną, nie ma żadnego dyskomfortu.Po dłuższym, regularnym stosowaniu 2 razy w tygodniu zauważyłam widoczną poprawę kolorytu skory, brak wyprysków i rozjaśnienie przebarwień.Dla zwolenniczek porządnego ziarnistego peelingu może być za słaby ,jednak dla wrażliwej lub naczynkowej skóry jest idealny. Niektóre peelingi, zwłaszcza mechaniczne, mogą wyraźnie wysuszać skórę – w tym przypadku absolutnie nie ma to miejsca.Opakowanie to wygodna, stojąca na zamknięciu,plastikowa tuba dzięki czemu nie ma problemu z wydobyciem końcówki produktu.

Nie mogę obiecać czy kupię go ponownie...pewnie moja wrodzona ciekawość skieruje mój wzrok ku innemu peelingowi ale przedstawiony dziś produkt mogę z czystym sumieniem polecić...kosmetyk wart wypróbowania:)

Znacie go?, używałyście?, a może macie jakieś fajne propozycje...chętnie poczytam:)



BUZIAKI:)





Soraya, Lakier do paznokci szybkoschnący.



Wczoraj zdałam sobie sprawę, że nie pokazywałam Wam jeszcze jednego z najlepszych lakierów jaki miałam okazje testować. Mowa o :

Soraya, Lakier do paznokci szybkoschnący nr 101


Lakier zamknięty jest w eleganckiej buteleczce o poj. 11ml. Cena to ok 9 zł.

"Lakiery do paznokci Soraya to paleta 23 najbardziej popularnych kolorów, a w tym: lakier bezbarwny, lakiery do French Manicure i lakiery z drobinkami srebra.
Lakiery Soraya są szybkoschnące, trwałe, łatwo rozprowadzają się na paznokciach i pozostawiają intensywny połysk.
Receptury lakierów nie zawierają szkodliwego toluenu i formaldehydu."

Mój kolor to 101, głęboki róż wpadający w fuksję....piękny...:)




Cóż mogę powiedzieć...ten lakier to strzał w dziesiątkę...jak dotąd to jeden z moich najlepszych lakierów,a musicie mi uwierzyć, że mam i miałam ich sporo:).W zasadzie jedynym minusem może być kanciata zakrętka co nieraz powoduje problemy z prawidłowym utrzymaniem oraz manewrowaniem podczas malowania.
Trwałość lakieru jest bez zarzutu...z łatwością wytrzymuje 4-5 dni, po tym czasie końcówki zaczynają się ścierać, nadaje piękny połysk. Dodatkowym atutem jest łatwość rozprowadzania oraz błyskawiczne
schnięcie, nawet przy dwóch warstwach...choć do całkowitego pokrycia płytki wystarczy zdecydowanie jedna.


MIŁEGO DNIA KOCHANI:)




JOKO Pomadka do ust z masłem Shea.



Moja przygoda z pomadkami zaczęła się całkiem niedawno. Pewnego dnia zapragnęłam efektu trwalszego i mocniejszego od tego jaki dają błyszczyki. Zaczęłam przeglądać kosmetyczne szafy w drogeriach pod kątem różnego typu pomadek. Jako ,iż firmę JOKO znam i bardzo sobie ją cenię mój wybór padł na szminkę z masłem Shea nr J62.


co na jej temat dowiemy się od producenta?

Pomadka do ust o aksamitnej strukturze zapewni Twoim ustom soczysty efekt i świeży kolor.
Pozwoli nawet suchym i spierzchniętym ustom odczuć nawilżenie i wygładzenie.
Zawiera w swoim składzie: formułę powergrow® delikatnie powiększającą usta, kompozycję wosków, olejków i substancji nawilżających pozwalających równomiernie rozprowadzić kolor, witaminy A, E i F, masło Shea i filtry UV.

 tak wygląda na ustach:



Powiem tak: szukałam fajnej , niedrogiej pomadki, która w trwalszy od błyszczyków sposób podkreśli moje usta ale kolor miał być na tyle delikatny żebym mogła bez obaw stosować ją na co dzień. Wydaje mi się, że ten produkt spełnia moje oczekiwania. Cena ok 23 zł jest dość atrakcyjna i niezbyt wygórowana ponieważ dostajemy za nią fajny produkt, który nie wysusza ust ani nie podkreśla suchych skórek . Efekt delikatnej perełki jest bardzo subtelny co dodatkowo potęguje moje zadowolenie. Kolor wytrzymuje w niezmienionym stanie 4-5 godzin, dzielnie znosi nawet mój nawyk oblizywania ust. Jednak jedzenie i picie to już wyższa szkoła jazdy i tu pomadka polegla heh:)
Dodatkowym atutem może być eleganckie srebrno-złote opakowanie,które podczas zamykania wydaje charakterystycze "klik".
Moja ocena to 5/5 :)
Polecam:)


POZDRAWIAM:)