Najnowsze posty

bez podziału na kategorie

Naturalnie, że najlepszy! Purite, Tonik ujędrniająco - łagodzący

Purite - mała manufaktura kosmetyczna, stworzona przez troje pasjonatów - Dorotę, Sebastiana i Szymona, dla których inspiracją i motywacją do działania jest ekologia. Proste formuły, starannie wyselekcjonowane składniki, nowoczesne i czyste technologie pozyskiwania ekstraktów roślinnych, oleje pochodzące z certyfikowanych ekologicznie upraw, szybko stały się znakiem rozpoznawczym marki, która w swoim laboratorium tworzy kosmetyki bez tanich ropopochodnych składników, parafiny, silikonów, konserwantów i zapachów przyczyniających się do epidemii alergii skórnych.

Dla Purite hasło EKO to nie jest pusty slogan, dla Purite połączenie innowacyjności, ekologicznego trybu życia oraz natury, to sposób na codzienność. Warto dodać, że wszystkie surowce i opakowania wykorzystywane w procesie produkcji, są biodegradowalne lub podlegają recyklingowi.

Purite, Tonik ujędrniająco - łagodzący

Na pierwsze spotkanie z produktami Purite wybrałam sobie krem na noc oraz tonik ujędrniająco - łagodzący. I choć kusiły mnie apetyczne scruby i masła, to postanowiłam odłożyć w czasie ich zakup... dziś już wiem, że z pewnością po nie wrócę ;)


Tonik ujędrniająco - łagodzący ( 50ml / 37zł ) to naturalny preparat do zakwaszania skóry twarzy na bazie hydrolatu z oczaru wirginijskiego, który posiada wyjątkowe właściwości antyoksydacyjne i antyseptyczne, redukuje zaczerwienienie i swędzenie, ułatwia gojenie popękanej i np. poparzonej słońcem skóry. W składzie znajduje się także olejek rumiankowy wykazujący silne działanie odkażające, łagodzące rumień i trądzik różowaty. Kilkukrotne spryskanie skóry twarzy i szyi natychmiast przywraca równowagę pH.


Skład: hydrolat z oczaru wirginijskiego, woda, gliceryna roślinna, eco-konserwant, kwas mlekowy, olejek z rumianku rzymskiego 


Purite, Tonik ujędrniająco - łagodzący

Widzicie ten skład? No jak tu się nie zakochać? Sama natura zamknięta w uroczej buteleczce z ciemnobrązowego szkła z genialną i - co najważniejsze - sprawnie działającą pompką, która za każdym razem rozpyla idealną mgiełkę preparatu. Miałam uzasadnione doświadczeniem obawy o tę formę aplikacji, gdyż  tego typu rozwiązanie lubi płatać figle... na szczęście w tym przypadku okazały się przedwczesne. Purite zastosowało w swoim toniku pompkę, która się nie zacina i nie psika wartkim strumieniem w bliżej nieokreślonym kierunku. Można? Można!


Tonik ujędrniająco - łagodzący to przewspaniały kosmetyk, który chwilę po zastosowaniu koi moją skórę i przynosi niewiarygodną ulgę. Jestem zauroczona jego działaniem, bo oprócz wspomnianych właściwości, zauważyłam także niesamowite nawilżenie i ściągnięcie porów, które wręcz uwielbiają być nadto widoczne >3. Preparat świetnie spisuje się zarówno tuż po umyciu twarzy, jak i w ciągu dnia, gdy moja skóra potrzebuje odświeżenia, lub gdy czuję, że jest nieprzyjemnie ściągnięta. Tonik redukuje zaczerwienienia, a złagodzenie napięcia jest odczuwalne już chwilę po użyciu. Tuż po aplikacji na skórze powstaje lekko lepki film, który po kilku minutach ustępuje miejsca cudownej miękkości. Używanie go to nieskrywana przyjemność dla mojej skóry, a naturalny, lekko ziołowy zapach wycisza i relaksuje.

Czy ma jakieś minusy? Tak! Jest stanowczo za mały... >3

Komu polecam? Z pewnością sprawdzi się u większości z Was. Tonik Purite zawiera naturalne substancje pochodzenia roślinnego, w związku z tym u osób podatnych mogą występować reakcje uczuleniowe, jednak mam nadzieję, że decydując się na zakup, będziecie tak samo zachwycone jak ja.

Purite, Tonik ujędrniająco - łagodzący

Znacie kosmetyki Purite? Ja po pierwszym spotkaniu mam ochotę na więcej... scrub mandarynka+grejpfrut brzmi obłędnie apetycznie... :). Całą ofertę marki możecie podejrzeć w sklepie on-line. Dajcie znać, czy coś Was skusiło ;)




Evree Magic Rose | Upiększający? krem do twarzy 30+

Niejednokrotnie w swoich recenzjach podkreślam fakt, iż każda cera jest inna i nawet te o - na pozór - podobnych cechach, mogą wykazywać zgoła odmienne potrzeby. Od długiego czasu moje kosmetyczne wybory krążą wokół pielęgnacji naturalnej i zawsze poprzedzone są wnikliwą analizą składu oraz przeczesaniem Internetu w poszukiwaniu opublikowanych na interesujący mnie temat opinii. Najczęściej są to recenzje koleżanek blogerek, których strony są nieocenionym źródłem informacji. Prawda jest jednak taka, że dopiero przetestowanie danego kosmetyku na własnej skórze może dać pełny obraz i zdarza się niestety tak, że coś co sprawdziło się u innych dziewczyn, niekoniecznie sprawdzi się u nas. 
Dziś będzie o produkcie popularnym w blogosferze, o kremie, który mnóstwo z Was pokochało i doceniło jego działanie, czego efektem były liczne pozytywne opinie. No właśnie. Z przykrością muszę donieść, że moje wrażenia są zupełnie odwrotne. Mowa o Upiększającym kremie do twarzy 30+ Magic Rose marki Evree.

Evree Magic Rose | Upiększający? krem do twarzy 30+

Z marką Evree tworzącą receptury pełne witamin i minerałów, naturalnych emolientów, olejków roślinnych i eterycznych miałam już okazję się spotkać. Nieukrywaną przyjemność sprawiło mi testowanie olejków do pielęgnacji ciała Super Slim i Power Fruit <recenzja>,  dlatego z nadzieją sięgnęłam po cieszący się ogromną popularnością i budzący uznanie krem Magic Rose. Moja radość była tym większa, że propozycja Evree jest stosunkowo tania zważywszy na bogaty i naprawdę ciekawy skład, bez parabenów, parafiny i olejów mineralnych ( 50ml/ok 25zł ).

Magic Rose to upiększający krem do twarzy dla skór mieszanych, który w swoim składzie zawiera m.in. olejek różany, kolagen i elastynę. Dzięki bogatej, nietłustej konsystencji może być stosowany zarówno na noc, jak i o poranku, a podstawowe obietnice producenta to nawilżenie i tonizacja, wyrównanie kolorytu skóry oraz zahamowanie pierwszych oznak starzenia. Wśród popularnej serii do pielęgnacji skóry twarzy znajdziemy także takie, które ukierunkowane są na ochronę cer młodych 20+, a także liftingujący 40+ i przeciwzmarszczkowy 50+. Wszystkie prezentują się naprawdę pięknie, a szklane, ciężkie słoiczki oraz miłe dla oka opakowania zabezpieczające to niewątpliwy plus uefektywniający całość.

Skład: Aqua (Water), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Glyceryl Stearate, Ceteareth-20, Ceteareth-12, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Cetyl Alcohol, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Polysorbate 20, Rosa Canina (Rosehip) Fruit Oil, Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Sodium Ascorbyl Phosphate, Propylene Glycol, Rosa Canina (Rose) Fruit Extract, Dimethicone, Panthenol, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, BHA, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Citronellol, Geraniol

Evree Magic Rose | Upiększający? krem do twarzy 30+
Evree Magic Rose | Upiększający? krem do twarzy 30+

Do tego kremu robiłam trzy podejścia... pierwsze wrażenia były jak najbardziej na plus - piękny, subtelny zapach, lekka, puszysta jak śmietanka konsystencja, szybkość przyswajania go przez moją skórę, natychmiastowe ukojenie i dogłębne nawilżenie, zaskarbiły sobie moją sympatię i dawały nadzieję na spektakularne efekty długofalowego stosowania. Liczyłam na to, iż każde kolejne użycie umocni mój zachwyt. Domyślacie się zapewne, że niestety tak się nie stało. 

Po kilku dniach z moją skórą, a raczej pod nią zaczęło dziać się coś niedobrego... pojawiły się bolące gule, które po kilku dniach eksplodowały na zewnątrz powodując nieprzyjemny i nieestetyczny wysyp. W momencie testowania kremu Evree nic nowego nie pojawiło się w mojej podstawowej pielęgnacji, dlatego postanowiłam go odstawić, by sprawdzić reakcję skóry. Powrót do sprawdzonych kosmetyków skutkował poprawą jej stanu.
Dwie kolejne próby miały dokładnie taki sam scenariusz - kilka dni aplikacji kremu, wysyp, doprowadzanie skóry do ładu. Czwartej próby nie podjęłam. Z zadowoleniem skończył go mój partner zachwycając się jego działaniem >3

Niemal z lupą w dłoni sprawdziłam skład i nie znalazłam w nim nic, co mogłoby wywołać takie skutki, dlatego ciężko mi jednoznacznie stwierdzić co było przyczyną wspomnianej reakcji. Wiem natomiast, że na mojej skórze ten krem kompletnie się nie sprawdził, pomimo bardzo ciekawego składu. Żałuję tym bardziej, że zapowiadał się naprawdę nieźle.

Evree Magic Rose | Upiększający? krem do twarzy 30+

Na koniec zadam Wam pytanie odnośnie Waszych relacji z kosmetycznymi hitami blogosfery. Miałyście w swoich zbiorach taki, który pomimo wielu pozytywnych opinii, na Wasze skórze przyniósł więcej szkód, niż pożytku? Koniecznie napiszcie też czy miałyście okazję używać kremu Magic Rose i jakie były Wasze wrażenia.





Shiseido, Sheer & Perfect Compact

My kobiety cenimy sobie perfekcyjny makijaż, dlatego naszym priorytetem jest dobranie takich kosmetyków, którymi uzyskamy nienaganną prezencję przy jak najmniejszym nakładzie pracy.  Nie mam tu na myśli propozycji wieczorowej, która rządzi się swoimi prawami i zazwyczaj jest bardziej intensywna, ale tę na dzień, gdy zależy nam na wyglądzie naturalnym, aczkolwiek uwydatniającym nasze najmocniejsze strony. Paradoksalnie najbardziej pożądany efekt, to taki, który nie rzuca się w oczy, jednak sprawia, że czujemy się jak milion dolarów. 
Moja skóra jest w tym względzie wielce wymagająca, bo po pierwsze mam trochę do ukrycia, po drugie, lubi zaszaleć w kwestii produkcji sebum, a po trzecie młodzieńcza jędrność ustąpiła miejsca drobnym zmarszczkom, więc oczekuję, iż mój makijaż dodatkowo tego nie podkreśli. Hmm... kosmetyk idealny raz! Doświadczenie podpowiada mi, że znalezienie doskonałości to często scenariusz z gatunku science fiction, ale są takie, które są jej bliskie i których używanie przynosi zadowolenie.  

Shiseido, Sheer & Perfect Compact

Puder w kompakcie Sheer&Perfect Compact marki Shiseido ( 10g/179zł ) zagościł w mojej kosmetyczce w celu szybkich poprawek w ciągu dnia. Zadanie jakie przed nim postawiłam nie jest łatwe, bo moja skóra lubi błyszczeć i robi to wbrew temu, czego chcę ja >3. Pomimo tego, iż na przestrzeni ostatnich miesięcy mniejszą uwagę przykładam do utrzymania skóry w macie bezwzględnym, ba! nie będzie przesadą jeśli napiszę, że polubiłam naturalny glow nadający skórze naturalności i witalności, to nadal potrzebuję kosmetyku, który ekspresowo odświeży mój makijaż. Często jest tak, że musi on wytrwać na twarzy kilkanaście godzin, dlatego posiadanie w zanadrzu tajnej broni jest na wagę złota.

Shiseido, Sheer & Perfect Compact
Shiseido, Sheer & Perfect Compact

Sheer & Perfect Compact to puder kamuflujący niedoskonałości i ujednolicający koloryt skóry, dzięki formule opartej o 3 rodzaje cząsteczek pudrowych: zielonych, niebieskich i białych, które odpowiednio pracując ze światłem skutecznie ukrywają nierówności. Wyjątkowo lekka konsystencja pudru zapewnia naturalny efekt wykończenia, skóra jest wygładzona i rozświetlona, a składniki pielęgnacyjne formuły pudru utrzymują nawilżenie wewnątrz skóry i zapobiegają jej przesuszeniu. Ponadto zawiera filtr SPF15, który dodatkowo chroni skórę.

Spośród gamy sześciu odcieni wybrałam ten oznaczony jako O20 - Natural Light Ochre, czyli naturalny, jasny beż bez grama różowych tonów. Na stronie Sephory jawił mi się jako bliski ideału i taki też jest. Pięknie stapia się z kolorytem skóry, a efekt makijażu jest niemal niewidoczny. Piszę niemal, bo propozycja Shiseido nie wybaczy miejscowego przesuszenia, czy po prostu niewypielęgnowanej skóry. Na szczęście regularny peeling i odpowiednie nawilżenie zapobiegnie wszelkim niespodziankom i pokryje skórę równomierną woalką, ukrywając przy tym drobne przebarwienia, czy niedoskonałości. 

Jeśli szukacie w nim produktu, który zakamufluje większe problemy, to niestety będzie niewystarczający. Owszem, wyrówna pigmentację i sprawi, że cera nabierze naturalnej świeżości i satynowego matu, ale nie poradzi sobie z rozległymi, mocnymi przebarwieniami, czy z ukryciem zmian trądzikowych. W takim przypadku niezbędne będzie wstępne przygotowanie skóry odpowiednio kryjącym podkładem. Według mnie jest to typowy puder wykończeniowy i takie zastosowanie przypisałam mu na co dzień. Sheer & Perfect Compact nie zapycha mojej skóry, nie spowodował też żadnych podrażnień.  

Shiseido, Sheer & Perfect Compact

Ogromną zaletą pudru Shiseido jest wygodna puderniczka z dużym lusterkiem, które doceniam zwłaszcza wtedy, gdy nie mam dostępu do takiego o bardziej ludzkich wymiarach >3. Ponadto znajdziemy w nim gąbeczkę, moim zdaniem świetnie spełniającą swoje zadanie. Kosmetyk z łatwością się na nią nabiera i aplikuje nie tworząc plam, czy smug. Osobiście preferuję ulubiony pędzel kabuki i korzystam z niego wykonując makijaż w domu, ale do szybkich poprawek w ciągu dnia sprawdza się bez zarzutu. Zauważyłam także, że nałożony gąbką wykazuje większy stopień krycia, który dodatkowo można stopniować, w zależności od efektu jakiego oczekuję.
Cenię go za funkcjonalność, komfort używania oraz za to, że potrafi utrzymać moje sebum w ryzach przez mniej więcej 4 godziny. Osoby o skórze suchej, bądź wykazującej mniejszą niż moja tendencję do przetłuszczania, polubią go jeszcze bardziej. 

Shiseido, Sheer & Perfect Compact
Shiseido, Sheer & Perfect Compact

Reasumując, jest to propozycja dla cer niewymagających mocnego krycia i ciągłego matu. Jako kosmetyk wieńczący makijaż sprawdzi się super, a dzięki uroczemu opakowaniu z wygodnym lusterkiem, będzie idealny do niewielkich korekt. Świadomość posiadania go w torebce lub wieczorowej kosmetyczce, przynosi spokój i pewność, że mój makijaż przetrwa wiele godzin.




Lirene, różo-bronzer Shiny Touch

Moim makijażem rządzi pewna zależność - im cieplej na zewnątrz, tym mniej na twarzy. Gdy temperatura wzrasta, częściej wybieram lekkie podkłady lub zupełnie z nich rezygnuję na rzecz delikatnych kremów tonujących i wyrównujących koloryt skóry, a na ustach ląduje energetyczna, wyrazista pomadka, ewentualnie podkręcający opaloną skórę, połyskujący w słońcu błyszczyk. Podobnie sprawa wygląda z różem. Moje dłonie instynktownie wybierają kosmetyk, który zaakcentuje muśniętą słońcem twarz, najczęściej są to odcienie brzoskwiniowe, z nutami brązu, które pięknie komponują się z letnią opalenizną. Wiosna i lato zarezerwowana jest więc dla kosmetyków lekkich, które stopią się ze skórą i nadadzą jej pożądany efekt. 

Lirene, różo-bronzer Shiny Touch

Zbliżające się wielkimi krokami lato sprawia, że nasze głowy pełne są wakacyjnych planów, jednak oprócz miejsca wypoczynku sporo uwagi poświęcamy także zawartości letniej kosmetyczki. Nasze zbiory przechodzą ostrą selekcję, by wybrać takie, które sprawdzą się w wielu sytuacjach, zarówno w ciągu dnia, jak i podczas wieczornych szaleństw. Urlop to czas wypoczynku, także dla naszej skóry, której wystarczy wówczas absolutne minimum, gdyż sama w sobie jest naszą największą ozdobą. Kosmetyki są jedynie dopełnieniem wieńczącym dzieło, czymś co podkreśli naturalne piękno płynące ze szczęśliwego i radosnego wnętrza. Bo czyż istnieje coś równie fantastycznego jak beztroskie wakacje? Kiedy nic nie trzeba, a podstawową aktywnością są kąpiele słoneczne i spacer po rozgrzanym piasku?

Lirene, różo-bronzer Shiny Touch
Lirene, różo-bronzer Shiny Touch

Mineral bronzer&blush marki Lirene (ok 25zł) to harmonijne połączenie bronzera z różem, które pozwala wymodelować twarz i podkreślić jej naturalne piękno. W opakowaniu zawierającym 9g kosmetyku znajdziemy zatem bronzer w ciepłych letnich odcieniach i róż nadający świeżości i dziewczęcego uroku. Kremowa konsystencja sprawia, że kosmetyk idealnie się rozprowadza, nie tworząc smug, a zawartość oleju arganowego bogatego w witaminę E czyni skórę jedwabiście gładką i promienną.

Różo-bronzer Lirene to kosmetyk, który idealnie sprawdzi się podczas urlopu. Lato jest dla niego idealnym tłem, bo oprócz niewątpliwie wdzięcznego zestawienia kolorystycznego, znajdziemy w nim także niewielkie opalizujące drobinki, które pięknie współgrają z letnim, cieplejszym odcieniem skóry, a poza tym urokliwie połyskują w słońcu. Zarówno część z różem, jak i bronzerem składa się z dwóch odcieni - w przypadku różu jest to dziewczęcy, jasny i ciemniejszy różowo-fioletowy, natomiast bronzer to satynowy beż i intensywniejszy brąz z domieszką pomarańczy. Obydwa mogą być używane oddzielnie, jednak najpiękniejszy efekt daje zanurzenie pędzla i wymieszanie wszystkich kafelków tej uroczej mozaiki. Taki ruch sprawi, że nasz policzek pokryje przepiękna, satynowa tafla w ciepłym odcieniu, lekko morelowym, będącym cudnym dopełnieniem rozgrzanej słońcem skóry, a ujmujący kwiatowy zapach przywiedzie najmilsze wspomnienia.

Ten kosmetyk jest na tyle delikatny, że nawet niewprawna ręka nie zrobi sobie nim krzywdy. Prosty w obsłudze, rozcieranie nie sprawia żadnych problemów, a kremowo-pudrowa konsystencja wtapia się w lico i trwa na nim niemal cały dzień. Jego największą zaletą jest uniwersalność, która czyni zeń propozycję idealnie wpasowującą się w minimalistyczną, letnią kosmetyczkę. Jeden produkt, a tyle możliwości. 

Lirene, różo-bronzer Shiny Touch
Lirene, różo-bronzer Shiny Touch

Jak Wam się podoba propozycja Lirene?




Instagram mix #13 | Maj 2016

To był maj! Minął mi pod znakiem zieleni, kwiatów, pysznego jedzonka, dobrej kawy i... kosmetycznych nowinek, bo trochę ich przybyło ;). Zaczynamy?


1. Wsi spokojna... 2. Konwalie 3. Goździki >3 4. ...wsi wesoła


5. Kopytka 6. Na zdrowie 7. Jeszcze chwilkę 8. Poranna pielęgnacja


9. Szparagi>3 10. Sałatka z tuńczykiem 11. Domowa lasagne 12. Botwinka


13. Lilak 14. Fotogeniczny bałagan 15. Śniadanie 16. Sernik z rabarbarem #omnomnom


17. Moje miasto nocą 18. Dzień mamy 19. Posprzątane! 20. Chwila dla mnie


21. Naturalnie 22. Zakupy! >3 23. Niedzielny mani 24. Relax


25, 26. Łazienki Królewskie 27. Wegeburger Krowarzywa 28. #naturelover 


Nowości: 29. Yonelle 30. Insight 31. Resibo 32. Sephora, Purite, Smashbox


Na blogu też było ciekawie :)

Łagodząca i nawilżająca woda micelarna do demakijażu Le'Maadr A
Witamina C - witamina młodości
Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt
Oczyszczanie twarzy z marką Dermalogica
Banany pieczone z czekoladą | Pomysł na deser
INSIGHT, Maska ochronna do włosów farbowanych
Ulubieńcy maja



Ciekawe co przyniesie czerwiec... Buziaki >3



Ulubieńcy maja | Dermalogica, Yonelle, Sephora, Wibo

Rozmyślając nad tempem upływającego czasu doszłam do wniosku, że wiosna ma jedną wadę - trwa zdecydowanie za krótko, zwłaszcza ta najpiękniejsza, w pełnym rozkwicie. Człek nie zdąży nacieszyć oczu, a tu po bujnym kwieciu oblepiającym drzewa nie ma już śladu. Na pocieszenie niech nam zostanie perspektywa zbliżającego się lata, a co za tym idzie - mnóstwa słońca, ciepłych wieczorów i przynoszących oddech poranków. Też pięknie, prawda?

W ciągu minionych tygodni miałam szczęście trafić na kilka godnych polecenia produktów. Umownie nazwane ulubieńcami maja, jednak niektórych używam znacznie dłużej i zdążyły zaskarbić sobie moją sympatię na tyle, że uznałam iż muszę je Wam pokazać i pokrótce opisać. Najulubieńsze z ulubionych, piątka na medal z najszlachetniejszego kruszcu, kosmetyki, które z całą pewnością zasługują na miano hitu. Ten post szczególnie przypadnie do gustu tym z Was, które mają cerę podobną do mojej, czyli mocno przetłuszczającą się w strefie T, problematyczną i wrażliwą jednocześnie. Zapraszam ;)

Ulubieńcy maja | Dermalogica, Yonelle, Sephora, Wibo


Nad tym produktem rozpływałam się już w oddzielnym poście, więc jeśli interesuje Was pełna recenzja wystarczy kliknąć w podlinkowaną nazwę. W zasadzie dziś nie napiszę nic odkrywczego... po prostu uwielbiam ten peeling, jego formę, działanie i efekty codziennego stosowania. Dzięki zawartości ekstraktów z ziaren ryżu, papainy i kwasu salicylowego, delikatnie złuszcza martwy naskórek, a kompleks rozjaśniający pomaga wyrównać koloryt i zmniejszyć przebarwienia. Najlepsze rezultaty przynosi systematyczne peelingowanie skóry, która odwdzięcza się zdrowym wyglądem i młodzieńczym blaskiem. Kosztuje niemało, ale jest mega wydajny i starczy na bardzo długo. 


Dermalogica, Dynamic Skin Recovery SPF50

Krem na dzień z przeciwstarzeniowej linii age-smart. Nie będzie przesadą jeśli napiszę, że to jeden z najlepszych kremów na dzień, jakich kiedykolwiek używałam. Jego znaczenie w codziennej pielęgnacji potęguje fakt wysokiej ochrony przeciwsłonecznej, co jest szalenie istotne zwłaszcza gdy w perspektywie mamy zbliżające się lato, aczkolwiek moja skłonna do przebarwień skóra wymaga, bym nie zapominała o odpowiednim zabezpieczeniu przez cały rok. DSR to kosmetyk w opakowaniu typu airless ze sprytnym podglądem stopnia zużycia, dedykowany cerom dojrzałym. Ma działać przeciwzmarszczkowo, aktywnie nawilżać, wygładzać powierzchnię skóry, chroniąc ja jednocześnie przed działaniem czynników powodujących jej starzenie się. Jest to super-skoncentrowany krem odmładzający, ujędrniający i uelastyczniający, który matuje, nie bieli, świetnie się wchłania oraz fajnie trzyma makijaż. Jeden kosmetyk, a spektrum działania godne podziwu. No i dzięki wysokiej ochronie UV, możemy spokojnie pominąć tradycyjny krem z filtrem, zawsze to jedna warstwa mniej. Cudo >3


Sephora, Błotna maseczka oczyszczająco-matująca

Ta maska to majowa nowość w mojej pielęgnacji i już żałuję, że spotkałyśmy się tak późno. Kilkukrotne użycie pozwoliło mi stwierdzić, że w przypadku cer przetłuszczających się, skłonnych do zaskórników, czyli takich jak moja, jest to totalny must-have i choć nie przepadam za tym określeniem, bo tyyyle jest do wypróbowania, to jestem pewna, że cudo Sephory pozostanie ze mną na długo. Formuła na bazie białej glinki, cynku i miedzi dogłębnie oczyszcza skórę, pory i redukuje widoczne niedoskonałości. Efekt zauważalny jest już po pierwszej aplikacji! Swego czasu zachwycałam się czarną maską GlamGlow, ale ta moim zdaniem działa jeszcze lepiej, a do tego kosztuje 4x taniej. Wygląda jak błoto, pachnie podobnie, aczkolwiek nie męcząco, zastyga na twarzy w sposób typowy dla glinek, zmywa się bez większego problemu. Osobiście po zwilżeniu staram się przez kilka minut masować skórę, co zdecydowanie potęguje efekt oczyszczenia. Skóra jest nieskazitelnie czysta, sebum przestało szaleć, a i zaskórników niemal zupełnie się pozbyłam. Można także używać jej punktowo, na drobne wypryski, które zostają przysuszone, a stan zapalny wyciszony. Rewelacja przez duże R!

Ulubieńcy maja | Dermalogica, Yonelle, Sephora, Wibo
Ulubieńcy maja | Dermalogica, Yonelle, Sephora, Wibo

Yonelle Bodyfusion, Peeling rewitalizujący

Bodyfusion to wiosenna nowość Yonelle - innowacyjna i luksusowa linia do pielęgnacji ciała, w której wykorzystano aktywne składniki znane z działania anti-aging, takie jak retinol i kwas hialuronowy, co w połączeniu z Nanodyskami zwiększającymi ich przenikanie do głębokich warstw skóry, przynosi spektakularne efekty w redukcji cellulitu oraz poprawia kondycję skóry. Peeling rewitalizujący na bazie naturalnego perlitu z pyłu wulkanicznego fajnie wygładza i zmiękcza skórę, nie podrażnia, a relaksacyjny aromat olejku z mandarynek uprzyjemnia aplikację. Nie jest to agresywny,  mocny zdzierak, drobiny są niewielkie, ale robią co mają robić i to bardzo skutecznie. Na pochwałę zasługuje forma saszetek, każda po 25ml, w których umieszczono produkt. Dzięki takiemu rozwiązaniu peeling jest mało kłopotliwy podczas używania - jedna saszetka, jedno użycie. Pomysłowe, tylko trzeba pamiętać, by otworzyć saszetkę przed zmoczeniem dłoni ;) Fajna opcja na zbliżające się wakacyjne wojaże. Z serii Bodyfusion mam jeszcze serum antycellulitowe, wkrótce napiszę o tym duecie pełną recenzję.


Wibo, Fixing Powder

Sypki puder utrwalający makijaż, półtransparentny, bardzo drobno zmielony. Kupiłam go na ostatniej promocji -49% w Rossmannie, kosztował niecałe 5 zł, więc łatwo policzyć, że cena regularna tego kosmetyku również nie zaboli. Jak dla mnie to naprawdę doskonały puder fixujący za śmiesznie małe pieniądze. Ładnie scala kosmetyki kremowe, stanowiąc dobry podkład dla pudrowych. Zauważalnie wygładza cerę dając satynowe wykończenie. No właśnie... według mnie Fixing Powder matuje, ale nie jest to suchy mat bez wyrazu, efekt bardziej przypomina satynę, która pięknie rozświetla twarz. Wygodne, zakręcane opakowanie z sitkiem o dość dużych, ale nie utrudniających wydobycia pożądanej ilości, otworach. Zapach kwiatowy, intensywny, trochę mnie zaskoczył, jednak nie jest męczący i długotrwały. Na mojej skórze trzyma się ok 4 godzin, więc całkiem nieźle. Kosmetyk, któremu warto dać szansę. 

Ulubieńcy maja | Dermalogica, Yonelle, Sephora, Wibo

Co sądzicie o moich ulubieńcach? Znacie te kosmetyki, a może któryś szczególnie przykuł Waszą uwagę? 




Wygraj nowy tusz L’Oreal Paris! - False Lash Wings Sculpt

Już jutro najbliższe sercu Święto - Dzień Mamy, a za kilka dni Dzień Dziecka. Chciałabym umilić Wam te pełne radości dni, dlatego przygotowałam dla moich Czytelniczek małą niespodziankę. Dzięki uprzejmości marki L'Oreal, która podarowała mi aż trzy egzemplarze najnowszej mascary False Lash Wings Sculpt, jedna z nich będzie do wygrania na blogu :)


Moja propozycja skierowana jest wyłącznie do publicznych Obserwatorek bloga. Jest to jedyny i najważniejszy punkt regulaminu, więc jeśli jeszcze nie dołączyłaś do mnie, to teraz jest odpowiedni moment :). Zaobserwuj i weź udział w zabawie!

A nagroda jest nie byle jaka. Najnowsza mascara L'Oreal Paris - pierwszy na rynku kreator rzęs, który już za pierwszym pociągnięciem wyczaruje rzęsy spektakularnie pogrubione, zagęszczone i rozpostarte od nasady aż po same końce, niczym skrzydła motyla. Wciąż się wahasz? Zerknij do mojego wpisu, w którym zobaczysz efekt jak uzyskasz tuszem False Lash Wings Sculpt


Zabawa potrwa od 25 maja do 10 czerwca włącznie. Wyniki ogłoszę pod tym postem, w ciągu 3 dni. Na dane do wysyłki czekam kolejne 3, jeśli zwyciężczyni nie odezwie się do mnie, odbędzie się ponowne losowanie. Ufam jednak, że nie będzie to konieczne. Nagrodę wysyłam wyłącznie na terenie Polski! Będzie mi bardzo miło, jeśli podasz dalej informację o zabawie, aczkolwiek nie jest to warunek konieczny :)


Jeśli masz ochotę powalczyć o nagrodę, zostaw proszę następujący komentarz:


Zgłaszam się!
Obserwuję jako: (nick)
Udostępniłam info o konkursie: (link)
Adres e-mail:


Serdecznie zapraszam do zabawy i życzę wszystkim powodzenia!
Ściskam :)


Edit. Tusz L'Oreal wygrywa Ada Szczepańska! Serdecznie gratuluję :)




Nowość L’Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt

Tusz do rzęs to kosmetyk, który działa niczym czarodziejska różdżka - już za pierwszym pociągnięciem odmienia nasze oczy nadając im wyrazistości, głębi i uroku. Większość kobiet uwielbia czarować spojrzeniem, dlatego uznają go za kluczowy punkt swojego makijażu i nie ustają w poszukiwaniu takiego, który sprosta ich potrzebom. A te, w zależności od kondycji rzęs, mogą być zgoła odmienne dla każdej z nas. Nowość marki L'Oreal Paris to pierwszy tusz, który nie tylko barwi, ale kreuje nasze rzęsy wydłużając, pogrubiając i perfekcyjnie rozdzielając, od nasady aż po same końce. Rzęsy rozpostarte niczym skrzydła motyla? Dla maskary False Lash Wings Sculpt to żaden problem!

Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt

Najnowszy trend w makijażu oka maki L'Oreal Paris to nie tylko maskara - to pierwszy kreator rzęs, który precyzyjnie wypełnia, maksymalnie pogrubia i rozpościera rzęsy aż po same końce! Trzy zachwycające efekty przy użyciu tylko jednego kosmetyku? Tak, dzięki świetnie wyprofilowanej, rewolucyjnej sylikonowej szczoteczce o kształcie litery V, składającej się z dwóch rzędów drobniutkich wypustek chwytających nawet najkrótsze rzęsy. Pośrodku szczoteczki znajduje się trzeci, maleńki rząd, który odpowiada za wypełnienie linii rzęs, zwany efektem tightline,  tu też znajduje się największa ilość tuszu. Budowa szczoteczki jest na tyle innowacyjna, że w pierwszej chwili może przerażać, ale i ciekawić ;)

Samo opakowanie szalenie gustowne i eleganckie, w którym umieszczono aż 8,7 ml produktu. Jego koszt w zależności od drogerii waha się w granicach 40-60zł

Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt
Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt

Pierwsze otwarcie przemiłej niespodzianki od marki L'Oreal, wywołało u mnie chwilowy szok i konsternację. Oglądałam maskarę z każdej strony, próbując rozgryźć w czym tkwi jej fenomen. Obiecano mi mega efekt, więc jedynym właściwym krokiem było pomalowanie rzęs. Niestety początki nie były łatwe i upłynęło kilka dni, zanim nauczyłam się nią posługiwać.

Najważniejsze to wypracować sobie idealną technikę malowania. Producent zaleca by docisnąć szczoteczkę do górnej linii rzęs i jednym płynnym ruchem rozprowadzić ją ku górze, kierując się do zewnętrznych kącików oczu. Tak też czynię, aczkolwiek zawsze przed aplikacją usuwam nadmiar tuszu, gdyż powodował u mnie sklejenie rzęs, którego nijak nie mogłam usunąć. Moim zdaniem taka metoda sprawdzi się na naturalnie gęstych rzęsach, te rzadkie nieestetycznie oblepi u nasady. 
Usunięcie nadwyżki sprawia, że z tuszem pracuje się o wiele przyjemniej, a efekt faktycznie zachwyca. W przypadku tego tuszu świetnie sprawdza się aplikacja ruchem obrotowym... górna warstwa wypustek barwi rzęsy, delikatnie obracam tusz w palcach, warstwa dolna je rozczesuje. Ufam, że rozumiecie moje pokrętne tłumaczenie ;)

Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt
Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt

Po mniej więcej dwóch tygodniach od otwarcia maskara zmienia swą konsystencję w bardziej gęstą, co znacznie ułatwia proces malowania. Trudne początki przyniosły pozytywny finał i na tę chwilę bardzo się lubimy. Efekt rzeczywiście jest cudowny! Tusz False Lash Wings Sculpt zagęszcza i wydłuża moje krótkie z natury rzęsy i sprawia, że prezentują się zaskakująco świetnie. Na uwagę zasługuje też głęboka czerń maskary balansująca na granicy propozycji wieczorowej, która nadaje spojrzeniu wyrazistości i charakteru. Najlepszy efekt daje jednokrotne malowanie, druga warstwa tuszu lubi posklejać rzęsy.
Tusz jest niesamowicie trwały, nie osypuje się w ciągu dnia i nie kruszy, sam demakijaż nie sprawia większego kłopotu, aczkolwiek muszę poświęcić na niego więcej czasu, niż w przypadku  innych maskar, których używam. 

Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt

Według mnie False Lash Wings Sculpt ta bardzo udana nowość marki L'Oreal, jednak potrzebuje wprawnej ręki i cierpliwości. Wystarczy poświęcić jej trochę uwagi, a super efekt gwarantowany!