Najnowsze posty

bez podziału na kategorie

Ulubieńcy maja | Dermalogica, Yonelle, Sephora, Wibo

Rozmyślając nad tempem upływającego czasu doszłam do wniosku, że wiosna ma jedną wadę - trwa zdecydowanie za krótko, zwłaszcza ta najpiękniejsza, w pełnym rozkwicie. Człek nie zdąży nacieszyć oczu, a tu po bujnym kwieciu oblepiającym drzewa nie ma już śladu. Na pocieszenie niech nam zostanie perspektywa zbliżającego się lata, a co za tym idzie - mnóstwa słońca, ciepłych wieczorów i przynoszących oddech poranków. Też pięknie, prawda?

W ciągu minionych tygodni miałam szczęście trafić na kilka godnych polecenia produktów. Umownie nazwane ulubieńcami maja, jednak niektórych używam znacznie dłużej i zdążyły zaskarbić sobie moją sympatię na tyle, że uznałam iż muszę je Wam pokazać i pokrótce opisać. Najulubieńsze z ulubionych, piątka na medal z najszlachetniejszego kruszcu, kosmetyki, które z całą pewnością zasługują na miano hitu. Ten post szczególnie przypadnie do gustu tym z Was, które mają cerę podobną do mojej, czyli mocno przetłuszczającą się w strefie T, problematyczną i wrażliwą jednocześnie. Zapraszam ;)

Ulubieńcy maja | Dermalogica, Yonelle, Sephora, Wibo


Nad tym produktem rozpływałam się już w oddzielnym poście, więc jeśli interesuje Was pełna recenzja wystarczy kliknąć w podlinkowaną nazwę. W zasadzie dziś nie napiszę nic odkrywczego... po prostu uwielbiam ten peeling, jego formę, działanie i efekty codziennego stosowania. Dzięki zawartości ekstraktów z ziaren ryżu, papainy i kwasu salicylowego, delikatnie złuszcza martwy naskórek, a kompleks rozjaśniający pomaga wyrównać koloryt i zmniejszyć przebarwienia. Najlepsze rezultaty przynosi systematyczne peelingowanie skóry, która odwdzięcza się zdrowym wyglądem i młodzieńczym blaskiem. Kosztuje niemało, ale jest mega wydajny i starczy na bardzo długo. 


Dermalogica, Dynamic Skin Recovery SPF50

Krem na dzień z przeciwstarzeniowej linii age-smart. Nie będzie przesadą jeśli napiszę, że to jeden z najlepszych kremów na dzień, jakich kiedykolwiek używałam. Jego znaczenie w codziennej pielęgnacji potęguje fakt wysokiej ochrony przeciwsłonecznej, co jest szalenie istotne zwłaszcza gdy w perspektywie mamy zbliżające się lato, aczkolwiek moja skłonna do przebarwień skóra wymaga, bym nie zapominała o odpowiednim zabezpieczeniu przez cały rok. DSR to kosmetyk w opakowaniu typu airless ze sprytnym podglądem stopnia zużycia, dedykowany cerom dojrzałym. Ma działać przeciwzmarszczkowo, aktywnie nawilżać, wygładzać powierzchnię skóry, chroniąc ja jednocześnie przed działaniem czynników powodujących jej starzenie się. Jest to super-skoncentrowany krem odmładzający, ujędrniający i uelastyczniający, który matuje, nie bieli, świetnie się wchłania oraz fajnie trzyma makijaż. Jeden kosmetyk, a spektrum działania godne podziwu. No i dzięki wysokiej ochronie UV, możemy spokojnie pominąć tradycyjny krem z filtrem, zawsze to jedna warstwa mniej. Cudo >3


Sephora, Błotna maseczka oczyszczająco-matująca

Ta maska to majowa nowość w mojej pielęgnacji i już żałuję, że spotkałyśmy się tak późno. Kilkukrotne użycie pozwoliło mi stwierdzić, że w przypadku cer przetłuszczających się, skłonnych do zaskórników, czyli takich jak moja, jest to totalny must-have i choć nie przepadam za tym określeniem, bo tyyyle jest do wypróbowania, to jestem pewna, że cudo Sephory pozostanie ze mną na długo. Formuła na bazie białej glinki, cynku i miedzi dogłębnie oczyszcza skórę, pory i redukuje widoczne niedoskonałości. Efekt zauważalny jest już po pierwszej aplikacji! Swego czasu zachwycałam się czarną maską GlamGlow, ale ta moim zdaniem działa jeszcze lepiej, a do tego kosztuje 4x taniej. Wygląda jak błoto, pachnie podobnie, aczkolwiek nie męcząco, zastyga na twarzy w sposób typowy dla glinek, zmywa się bez większego problemu. Osobiście po zwilżeniu staram się przez kilka minut masować skórę, co zdecydowanie potęguje efekt oczyszczenia. Skóra jest nieskazitelnie czysta, sebum przestało szaleć, a i zaskórników niemal zupełnie się pozbyłam. Można także używać jej punktowo, na drobne wypryski, które zostają przysuszone, a stan zapalny wyciszony. Rewelacja przez duże R!

Ulubieńcy maja | Dermalogica, Yonelle, Sephora, Wibo
Ulubieńcy maja | Dermalogica, Yonelle, Sephora, Wibo

Yonelle Bodyfusion, Peeling rewitalizujący

Bodyfusion to wiosenna nowość Yonelle - innowacyjna i luksusowa linia do pielęgnacji ciała, w której wykorzystano aktywne składniki znane z działania anti-aging, takie jak retinol i kwas hialuronowy, co w połączeniu z Nanodyskami zwiększającymi ich przenikanie do głębokich warstw skóry, przynosi spektakularne efekty w redukcji cellulitu oraz poprawia kondycję skóry. Peeling rewitalizujący na bazie naturalnego perlitu z pyłu wulkanicznego fajnie wygładza i zmiękcza skórę, nie podrażnia, a relaksacyjny aromat olejku z mandarynek uprzyjemnia aplikację. Nie jest to agresywny,  mocny zdzierak, drobiny są niewielkie, ale robią co mają robić i to bardzo skutecznie. Na pochwałę zasługuje forma saszetek, każda po 25ml, w których umieszczono produkt. Dzięki takiemu rozwiązaniu peeling jest mało kłopotliwy podczas używania - jedna saszetka, jedno użycie. Pomysłowe, tylko trzeba pamiętać, by otworzyć saszetkę przed zmoczeniem dłoni ;) Fajna opcja na zbliżające się wakacyjne wojaże. Z serii Bodyfusion mam jeszcze serum antycellulitowe, wkrótce napiszę o tym duecie pełną recenzję.


Wibo, Fixing Powder

Sypki puder utrwalający makijaż, półtransparentny, bardzo drobno zmielony. Kupiłam go na ostatniej promocji -49% w Rossmannie, kosztował niecałe 5 zł, więc łatwo policzyć, że cena regularna tego kosmetyku również nie zaboli. Jak dla mnie to naprawdę doskonały puder fixujący za śmiesznie małe pieniądze. Ładnie scala kosmetyki kremowe, stanowiąc dobry podkład dla pudrowych. Zauważalnie wygładza cerę dając satynowe wykończenie. No właśnie... według mnie Fixing Powder matuje, ale nie jest to suchy mat bez wyrazu, efekt bardziej przypomina satynę, która pięknie rozświetla twarz. Wygodne, zakręcane opakowanie z sitkiem o dość dużych, ale nie utrudniających wydobycia pożądanej ilości, otworach. Zapach kwiatowy, intensywny, trochę mnie zaskoczył, jednak nie jest męczący i długotrwały. Na mojej skórze trzyma się ok 4 godzin, więc całkiem nieźle. Kosmetyk, któremu warto dać szansę. 

Ulubieńcy maja | Dermalogica, Yonelle, Sephora, Wibo

Co sądzicie o moich ulubieńcach? Znacie te kosmetyki, a może któryś szczególnie przykuł Waszą uwagę? 



Na koniec przypominam i zapraszam na konkurs! Ściskam ;)




Wygraj nowy tusz L’Oreal Paris! - False Lash Wings Sculpt

Już jutro najbliższe sercu Święto - Dzień Mamy, a za kilka dni Dzień Dziecka. Chciałabym umilić Wam te pełne radości dni, dlatego przygotowałam dla moich Czytelniczek małą niespodziankę. Dzięki uprzejmości marki L'Oreal, która podarowała mi aż trzy egzemplarze najnowszej mascary False Lash Wings Sculpt, jedna z nich będzie do wygrania na blogu :)


Moja propozycja skierowana jest wyłącznie do publicznych Obserwatorek bloga. Jest to jedyny i najważniejszy punkt regulaminu, więc jeśli jeszcze nie dołączyłaś do mnie, to teraz jest odpowiedni moment :). Zaobserwuj i weź udział w zabawie!

A nagroda jest nie byle jaka. Najnowsza mascara L'Oreal Paris - pierwszy na rynku kreator rzęs, który już za pierwszym pociągnięciem wyczaruje rzęsy spektakularnie pogrubione, zagęszczone i rozpostarte od nasady aż po same końce, niczym skrzydła motyla. Wciąż się wahasz? Zerknij do mojego wpisu, w którym zobaczysz efekt jak uzyskasz tuszem False Lash Wings Sculpt


Zabawa potrwa od 25 maja do 10 czerwca włącznie. Wyniki ogłoszę pod tym postem, w ciągu 3 dni. Na dane do wysyłki czekam kolejne 3, jeśli zwyciężczyni nie odezwie się do mnie, odbędzie się ponowne losowanie. Ufam jednak, że nie będzie to konieczne. Nagrodę wysyłam wyłącznie na terenie Polski! Będzie mi bardzo miło, jeśli podasz dalej informację o zabawie, aczkolwiek nie jest to warunek konieczny :)


Jeśli masz ochotę powalczyć o nagrodę, zostaw proszę następujący komentarz:


Zgłaszam się!
Obserwuję jako: (nick)
Udostępniłam info o konkursie: (link)
Adres e-mail:


Serdecznie zapraszam do zabawy i życzę wszystkim powodzenia!
Ściskam :)



Nowość L’Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt

Tusz do rzęs to kosmetyk, który działa niczym czarodziejska różdżka - już za pierwszym pociągnięciem odmienia nasze oczy nadając im wyrazistości, głębi i uroku. Większość kobiet uwielbia czarować spojrzeniem, dlatego uznają go za kluczowy punkt swojego makijażu i nie ustają w poszukiwaniu takiego, który sprosta ich potrzebom. A te, w zależności od kondycji rzęs, mogą być zgoła odmienne dla każdej z nas. Nowość marki L'Oreal Paris to pierwszy tusz, który nie tylko barwi, ale kreuje nasze rzęsy wydłużając, pogrubiając i perfekcyjnie rozdzielając, od nasady aż po same końce. Rzęsy rozpostarte niczym skrzydła motyla? Dla maskary False Lash Wings Sculpt to żaden problem!

Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt

Najnowszy trend w makijażu oka maki L'Oreal Paris to nie tylko maskara - to pierwszy kreator rzęs, który precyzyjnie wypełnia, maksymalnie pogrubia i rozpościera rzęsy aż po same końce! Trzy zachwycające efekty przy użyciu tylko jednego kosmetyku? Tak, dzięki świetnie wyprofilowanej, rewolucyjnej sylikonowej szczoteczce o kształcie litery V, składającej się z dwóch rzędów drobniutkich wypustek chwytających nawet najkrótsze rzęsy. Pośrodku szczoteczki znajduje się trzeci, maleńki rząd, który odpowiada za wypełnienie linii rzęs, zwany efektem tightline,  tu też znajduje się największa ilość tuszu. Budowa szczoteczki jest na tyle innowacyjna, że w pierwszej chwili może przerażać, ale i ciekawić ;)

Samo opakowanie szalenie gustowne i eleganckie, w którym umieszczono aż 8,7 ml produktu. Jego koszt w zależności od drogerii waha się w granicach 40-60zł

Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt
Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt

Pierwsze otwarcie przemiłej niespodzianki od marki L'Oreal, wywołało u mnie chwilowy szok i konsternację. Oglądałam maskarę z każdej strony, próbując rozgryźć w czym tkwi jej fenomen. Obiecano mi mega efekt, więc jedynym właściwym krokiem było pomalowanie rzęs. Niestety początki nie były łatwe i upłynęło kilka dni, zanim nauczyłam się nią posługiwać.

Najważniejsze to wypracować sobie idealną technikę malowania. Producent zaleca by docisnąć szczoteczkę do górnej linii rzęs i jednym płynnym ruchem rozprowadzić ją ku górze, kierując się do zewnętrznych kącików oczu. Tak też czynię, aczkolwiek zawsze przed aplikacją usuwam nadmiar tuszu, gdyż powodował u mnie sklejenie rzęs, którego nijak nie mogłam usunąć. Moim zdaniem taka metoda sprawdzi się na naturalnie gęstych rzęsach, te rzadkie nieestetycznie oblepi u nasady. 
Usunięcie nadwyżki sprawia, że z tuszem pracuje się o wiele przyjemniej, a efekt faktycznie zachwyca. W przypadku tego tuszu świetnie sprawdza się aplikacja ruchem obrotowym... górna warstwa wypustek barwi rzęsy, delikatnie obracam tusz w palcach, warstwa dolna je rozczesuje. Ufam, że rozumiecie moje pokrętne tłumaczenie ;)

Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt
Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt

Po mniej więcej dwóch tygodniach od otwarcia maskara zmienia swą konsystencję w bardziej gęstą, co znacznie ułatwia proces malowania. Trudne początki przyniosły pozytywny finał i na tę chwilę bardzo się lubimy. Efekt rzeczywiście jest cudowny! Tusz False Lash Wings Sculpt zagęszcza i wydłuża moje krótkie z natury rzęsy i sprawia, że prezentują się zaskakująco świetnie. Na uwagę zasługuje też głęboka czerń maskary balansująca na granicy propozycji wieczorowej, która nadaje spojrzeniu wyrazistości i charakteru. Najlepszy efekt daje jednokrotne malowanie, druga warstwa tuszu lubi posklejać rzęsy.
Tusz jest niesamowicie trwały, nie osypuje się w ciągu dnia i nie kruszy, sam demakijaż nie sprawia większego kłopotu, aczkolwiek muszę poświęcić na niego więcej czasu, niż w przypadku  innych maskar, których używam. 

Nowość L'Oreal Paris - tusz False Lash Wings Sculpt

Według mnie False Lash Wings Sculpt ta bardzo udana nowość marki L'Oreal, jednak potrzebuje wprawnej ręki i cierpliwości. Wystarczy poświęcić jej trochę uwagi, a super efekt gwarantowany!




Oczyszczanie twarzy z marką Dermalogica

Dermalogica to marka, którą interesowałam się już bardzo długi czas, jednak zawsze było nam nie po drodze, głównie ze względu na mocno ograniczoną dostępność. Produkty tej amerykańskiej marki będącej synonimem racjonalnego podejścia do pielęgnacji skóry, z uwagi na zaawansowany profil, można kupić wyłącznie w licencjonowanych punktach, najczęściej są to gabinety medycyny estetycznej lub spa, pracujące na jej kosmetykach. Możliwość zakupu pojawiła się dość niespodziewanie i była efektem instagramowych dyskusji ;). Postanowiłam skorzystać z uprzejmości Centrum Medycyny Estetycznej Bejda Medical, które to zaoferowało pomoc w wyborze oraz zakupie wybranych produktów. W wyniku konsultacji trafiły do mnie 4 pełnowymiarowe kosmetyki i jedna zacna próbka. Dziś przedstawię Wam te, które służą mi do oczyszczania twarzy, a w kolejnym poście skupię się na pielęgnacji. 

Oczyszczanie twarzy z marką Dermalogica

Kosmetyki Dermalogica powstają z najlepszych składników pochodzenia roślinnego oraz zaawansowanych składników biotechnologicznych i są efektem wieloletnich badań amerykańskich naukowców, którzy od lat wyznaczają trendy na rynku kosmetyki profesjonalnej. Wizytówką Dermalogica jest profesjonalizm i kreatywność, co pozwoliło stworzyć unikatowe formuły będące odpowiedzią na potrzeby naszej skóry. Wśród szerokiego asortymentu znajdziemy produkty ukierunkowane na pielęgnację każdego typu skóry, w każdym wieku. Nie ma opcji, by nie znaleźć czegoś dla siebie.

O znaczeniu oczyszczania skóry twarzy nie muszę Wam pisać. Dla mnie jest to proces szczególnie istotny, bo moja tłusta skóra nie wybaczyłaby mi zaniedbania w tym temacie, reagując szybko i nieprzyjemnie w skutkach. Najczęściej poznając nową markę skupiam się właśnie na produktach myjących i oczyszczających i to w nich upatruję potencjalne zdobycze ;). Nie inaczej było tym razem. Jakie kosmetyki przykuły moją uwagę? Jak spisały się u mnie produkty Dermalogica?

Oczyszczanie twarzy z marką Dermalogica
Oczyszczanie twarzy z marką Dermalogica

Special Cleansing Gel ( 250ml/ok 130zł )

Myjący żel do mycia twarzy do skóry normalnej i mieszanej, na bazie ekstraktu z mydłodrzewu i kojącego wyciągu z lawendy. Dokładnie usuwa zanieczyszczenia poprawiając teksturę skóry, nie wysusza, ani nie ściąga. 

Skład: 
Water/Aqua/Eau, Sodium Laureth Sulfate, Disodium Lauroamphodiacetate, Sodium Trideceth Sulfate, Hexylene Glycol, Hydroxyethylcellulose, Lavandula Angustifolia (Lavender) Extract, Melissa Officinalis Leaf Extract, Quillaja Saponaria Bark Extract, PPG-5-Ceteth-20, Citric Acid, Sodium Chloride, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben,  Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil

Ten żel budzi we mnie mocno mieszane uczucia. Nie chodzi tu jednak o działanie, bo to jest bez zarzutu - produkt wspaniale się pieni, a jego żelowa konsystencja sprawia, że staje się preparatem szalenie wydajnym. Ponadto nie wysusza mojej skóry, nie powoduje nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia, absolutnie nie podrażnia, genialnie oczyszcza. Więc o co chodzi? O skład. Pomimo, że krótki i zawierający kilka fajnych ekstraktów, to - moim zdaniem - marka profesjonalna, a taką bez wątpienia jest Dermalogica i parabeny w składzie produktu to połączenie zdecydowanie niekorzystne. Jak zresztą możecie zauważyć całościowo również nie wygląda on zachęcająco - SLS już na drugim miejscu ( teraz już wiem skąd te rewelacyjne właściwości pianotwórcze ). Absolutnie nie mówię, że produkt jest zły, bo prawdę mówiąc zaskoczył mnie swoimi właściwościami, ale jestem nieco zawiedziona i pomimo sympatii do marki, powrotu nie planuję, tym bardziej, że za tę cenę kupię kosmetyk bez drażniących środków myjących. Jest to o tyle istotne, że używam go codziennie, dlatego wolę dmuchać na zimne. Jednak te z Was, które nie przywiązują większej uwagi do składu kosmetyku, a szukają świetnego myjadła do buźki, na pewno będą z niego zadowolone. Decyzję pozostawiam każdej z Was;)



Daily Microfoliant ( 75g/ok 220zł )

Enzymatyczny puder z otrębów ryżowych z ekstraktami z ziaren ryżu, papainą i kwasem salicylowym delikatnie złuszcza martwy naskórek, sprawiając że cera odzyskuje miękkość i blask. Ten łagodny preparat do codziennego używania zawiera ponadto kompleks rozjaśniający, który pomaga wyrównać koloryt i zmniejszyć przebarwienia.

Skład:
Microcrystalline Cellulose, Magnesium Oxide, Sodium Cocoyl Isethionate, Sodium Lauroyl Glutamate, Collodidal Oatmeal, Disodiom Lauryl Sulfosuccinate, Oryza Sativa Bran, Oryza Sativa Starch, Allantoin, Papain, Salicylic Acid, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, PCA, Hydrolyzed Wheat Protein, Populus Tremuloides Bark Extract, Cyclodextrin, Lauryl Methacrylate/Glycol Dimethacrylate Crosspolymer, Melaleuca Alternifolia ( Tea Tree ) Leaf Oil, Limonene, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Citric Acid, Titanium Dioxide

Cuuudo! Jestem absolutnie zakochana w tym białym proszku! Postać peelingu bardzo nietypowa i nieprzypominająca tradycyjnych peelingów enzymatycznych. Mamy tu sypką postać kosmetyku, który pod wpływem wody zmienia swoją konsystencję w leciutką jak chmurka białą piankę, którą złuszczamy naskórek. Ze względu na nieagresywne działanie, kluczowa jest tu systematyczność, bo tylko regularne stosowanie przynosi zauważalne i pożądane efekty. Jednorazowo wystarczy niewielka ilość pudru, mniej więcej mała łyżeczka, dlatego peeling jest niesamowicie wydajny i starczy na bardzo długo. Wbrew pozorom kosmetyk nie przysparza żadnych kłopotów podczas stosowania - wysypuję potrzebną ilość w zgłębienie dłoni, dodaję odrobinę wody, spieniam, a powstałą pianką masuję twarz przez mniej więcej 2 minutki, spłukuję ciepłą wodą. Produkt zaskakuje podwójnie. Po pierwsze aksamitnością podczas aplikacji, a po drugie rewelacyjną skutecznością! Nie pomyślałabym, że pod taką niepozorną postacią, kryje się taka siła ;). Skóra po zastosowaniu jest miękka, pełna blasku i cudnie odświeżona, a długofalowe używanie skutkuje brakiem suchych skórek, pojaśnieniem skóry, zaskórników jest mniej, a te, które są, z automatu znikają. Rewelacja!



Skin Prep Scrub

Peeling drobnoziarnisty na bazie mączki z kolby kukurydzy delikatnie usuwa martwe komórki naskórka i przygotowuje skórę do absorbcji składników z kremu. Roślinne ekstrakty z malwy, bluszczu i ogórka wraz z kojącym aloesem, łagodzą i zapobiegają nadmiernemu pobudzeniu skóry. Produkt nie zawiera sztucznych barwników i aromatów i jest polecany do każdego rodzaju skóry.

Skład:
Aqua, Glyceryl Stearate, Zea Mays (Corn) Cob Meal, Disodium Cocoamphodipropionate, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Honey/Mel/Extrait de miel, Magnesium Aluminum Silicate, Polysorbate 20, Citric Acid, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Malva Sylvestris (Mallow) Extract, Hedera Helix Extract, Cucumis Sativus Fruit Extract, Sambucus Nigra Flower Extract, Arnica Montana Flower Extract, Parietaria Officinalis Extract, Tocopheryl Acetate, Disodium EDTA, Butylene Glycol, Xanthan Gum, Ethylhexlglycerin, Caprylhydroxamic Acid, Phenoxyethanol, Titanium Dioxide


Próbka tego peelingu o poj 22ml była dołączona do jednego z kupionych produktów gratis. Jego regularna cena to 136zł za 75ml. Wiem, że cena jest kwestią indywidualną i osobiście jestem w stanie wydać więcej na kosmetyk do pielęgnacji twarzy, jednak pod warunkiem, że nastąpi oczekiwany efekt wow ;) W przypadku tego peelingu tego zabrakło. Owszem, produkt jest bardzo udany i robi naprawdę świetną robotę, ale nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych tego typu. Postać gęstej pasty z zatopionymi w niej drobinkami peelingującymi to standardowe rozwiązanie. Peeling fajnie złuszcza martwy naskórek, działa delikatnie, nie podrażnia. Biorąc pod uwagę te czynniki przypuszczam, że cery suche i wrażliwe również będą z niego zadowolone. Bardzo poprawny produkt, ale bez szału. Gdybym miała wybierać pomiędzy nim, a pastą peelingującą Phenome, bez mrugnięcia okiem sięgnęłaby po tę drugą :)

Oczyszczanie twarzy z marką Dermalogica
Oczyszczanie twarzy z marką Dermalogica

Jak każda marka tak i Dermalogica ma w swoim asortymencie perełki i produkty, które nie powodują szybszego bicia serca. Ogólnie z pierwszego wyboru jestem zadowolona, zwłaszcza z peelingu ryżowego, aczkolwiek dopiero zapoznaję się z tymi kosmetykami i jestem ciekawa jeszcze kilku innych, dlatego nie wykluczam ponownych zakupów.



Witamina C - witamina młodości


Bez wątpienia spośród wielu występujących w naturze witamin, na miano tej najbardziej zasłużonej dla naszego zdrowia i urody zasługuje witamina C, czyli tak zwany kwas askorbinowy. Nazwa tego kwasu po łacinie brzmi Ascorbic, co możemy przetłumaczyć jako „pozbawiony szkorbutu”. Jest to powiązane z właściwościami leczniczymi tejże witaminy odnośnie choroby, jaką jest szkorbut – schorzenie obecnie już niemal nieistniejące, ale bardzo powszechne kilkaset lat temu, objawiające się przede wszystkim samoistnymi krwawieniami z naczyń krwionośnych. Już pochodzenie łacińskiej nazwy obrazuje, jak ważna od wielu setek lat w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu człowieka była i nadal pozostaje witamina C. Nie do przecenienia jest także oddziaływanie witaminy C na stan naszej skóry. Z tego właśnie powodu jest to tak często wykorzystywany we współczesnej kosmetologii komponent o naprawdę wszechstronnym działaniu.

Witamina C - witamina młodości

Nie tak dawno pisałam Wam o 12 sposobach na wykorzystanie cytryny, która ze względu na wysoką zawartość witaminy C, powinna na stałe zagościć w naszych domach. Koniecznie zerknijcie, bo post zawiera też kilka ciekawostek z dziedziny pielęgnacji ciała ;)

Dziś natomiast chciałabym się skupić na witaminie C, jako składniku stosowanym w kosmetyce. Jestem pewna, że nie raz, nie dwa spotkałyście produkty wzbogacone o kwas askorbinowy. Wahasz się czy taki kosmetyk będzie dla Ciebie odpowiedni, nie wiesz czego się po nim spodziewać, czy sprawdzi się na Twojej skórze, wreszcie, czy produkt z witaminą C może być stosowany w codziennej pielęgnacji? Za chwilę rozwieję Twoje wątpliwości.
Osobiście uwielbiam wszelkie kosmetyki z zawartością witaminy C i doceniam to, w jaki sposób działają na moją skórę, która pod ich wpływem odzyskuje piękny koloryt i nienaganną prezencję. Ponadto kwas askorbinowy niweluje przebarwienia, co w znaczny sposób ułatwia doprowadzenie cery do porządku po problemach z trądzikiem lub hormonalnych rewolucjach. Moje przebarwienia w większości powstały na skutek stosowania terapii hormonalnej i mają tendencję do nawrotów, szczególnie latem, dlatego wszelkie kosmetyki z witaminą C są dla niej deską ratunkową. 



Aktualnie kończę serum Dermo Future, o którym wkrótce napiszę szerszą recenzję, a tymczasem chciałabym Wam przybliżyć moc witaminy C i zachęcić do tego, byście zerknęły na nią przychylnym okiem :) Dlaczego?

Witamina C - witamina młodości

Przede wszystkim kwas askorbinowy to jeden z najbardziej silnych i efektywnych całkowicie naturalnych antyoksydantów. Dzięki temu cechuje się on wyjątkowymi zdolnościami hamowania procesów starzenia się skóry na wielu płaszczyznach. Witamina C aktywnie zwalcza powstające w epidermie wolne rodniki, kumulujące się w niej np. na skutek promieniowania ultrafioletowego czy też postępującego zanieczyszczenia środowiska naturalnego.

Mówiąc o oddziaływaniu witaminy C na skutki nadmiernej ekspozycji słonecznej, nie sposób nie wspomnieć o tym, że kwas askorbinowy jest uznawany za naturalny filtr przeciwsłoneczny. Jego właściwości chroniące cerę przed promieniowaniem UV są szczególnie cenione w krajach azjatyckich, jak Korea Południowa czy Japonia, w których stosowanie naturalnych filtrów przeciwsłonecznych jest powszechne. I to właśnie systematyczne stosowanie produktów chroniących epidermę przed szkodliwym promieniowaniem stanowi podstawę azjatyckiej pielęgnacji. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, iż raz zaaplikowana zewnętrznie witamina C w formie kosmetyku zawierającego jej aktywną biologicznie formę (jak np. forma lewoskrętna) kumuluje się w głębokich warstwach skóry i pozostaje tam przez okres trzech dni. Daje to stosującym ją osobom niesamowitą wygodę, ponieważ przez ten czas witaminy C nie można ze skóry usunąć poprzez mycie czy też demakijaż.

Właściwości przeciwstarzeniowe kwasu askorbinowego dopełnia jego stymulujące oddziaływanie na syntezę kolagenu i elastyny w skórze właściwej. Włókna kolagenu współwystępujące z elastyną w głębokich warstwach epidermy i odpowiadają za utrzymanie odpowiedniego poziomu gęstości i elastyczności skóry. Niestety, od 25. roku życia ich ilość zaczyna znacząco spadać i wraz z upływem lat stopniowa maleje, powodując powstawanie zmarszczek, bruzd i kurzych łapek. Dodatkowo skóra, która nie produkuje kolagenu i elastyny traci jędrność, a owal twarzy ulega rozmyciu. Dzięki regularnemu aplikowaniu na skórę kosmetyków z aktywną formą witaminy C możemy zahamować ten zgubny dla młodego wyglądu proces i cieszyć się młodo wyglądającą cerą przez długie lata. 

Witamina C nie tylko chroni skórę przed zgubnym działaniem promieniowania ultrafioletowego, ale ponadto wykazuje aktywne działanie rozjaśniające przebarwienia, zarówno te pochodzenia słonecznego, jak i np. hormonalnego. Dodatkowo kwas askorbinowy, jak wszystkie pozostałe kwasy z grupy PHA wykazuje delikatne działanie złuszczające naskórek, dzięki czemu nawet przy delikatnej i wrażliwej skórze sprawdzi się on jako substancja wygładzająca i nadająca cerze zdrowy koloryt i blask.

Dlaczego należy w ogóle stosować kosmetyki z kwasem askorbinowym w składzie, skoro występuje on w spożywanych przez każdego z nas na co dzień warzywach i owocach? Wynika to z tego, iż przyswajana z pożywieniem witamina C jest pożytkowana na potrzeby narządów wewnętrznych naszych organizmów i ilość, jaka dociera do skóry jest już zbyt mała, aby aktywnie na nią oddziaływać.


Jak zatem widać, witamina C bez wątpienia zasługuje na miano prawdziwej witaminy młodości. Jej odpowiednie stosowanie w kosmetykach pozwala na zachowania młodej, świeżej skóry na długie lata.


Używacie kosmetyków z wit.C? Co byście mi poleciły?



Banany pieczone z czekoladą | Pomysł na deser

Pieczony banan, rozpuszczona, gorąca czekolada, wiórki kokosowe i orzechy... możecie wyobrazić sobie lepsze połączenie? 
Dziś nie będziemy nic wcierać, wsmarowywać, ani malować, dziś będziemy jeść. Same pyszne rzeczy. Pomysł na ten post zrodził się spontanicznie, ale takim przepisem grzech się nie podzielić ;). Jestem pewna, że wszystkie łasuchy będą usatysfakcjonowane. To chyba najłatwiejszy deser, jaki istnieje, ale często te najprostsze rozwiązania okazują się najlepsze. Banany pieczone z czekoladą przygotowuje się dosłownie w pół godziny - minimum pracy, maximum przyjemności. Same zobaczcie.

Banany pieczone z czekoladą

Składniki:

  • banany
  • cynamon
  • gorzka czekolada
  • wiórki kokosowe
  • orzechy

Banany trzeba umyć i przekroić wzdłuż na pół. Czekoladę łamiemy na kostki, następnie każdą kostkę dzielimy na 4 cząstki. Warto dodać, że najlepsza do tego deseru jest czekolada gorzka, by nie przedobrzyć ilością słodyczy ;). W połówki bananów wbijamy 4 kawałeczki czekolady, posypujemy cynamonem. Tak przygotowane lądują w piekarniku nagrzanym do 180st na ok 20 minut. Po tym czasie wyjmujemy, rozsmarowujemy rozpuszczoną czekoladę, na wierzchu posypujemy wiórkami, rzucamy kilka orzechów i już, gotowe. Prawda, że proste?

Teraz możemy delektować się do woli... miękki, upieczony, gorący banan w towarzystwie rozpuszczonej czekolady wręcz rozpływa się w ustach. Może i nie prezentuje się najpiękniej, w konkursie na mistera deserów z pewnością byłby na szarym końcu, za to smakuje wybornie. Uczta dla podniebienia ;)

Banany pieczone z czekoladą
Banany pieczone z czekoladą


Banany pieczone z czekoladą świetnie czują się także w towarzystwie solonych orzeszków, które przełamują słodycz i podkreślają smak deseru oraz porcji lodów waniliowych. To co? Smacznego! 



INSIGHT, Maska ochronna do włosów farbowanych

Każda kobieta marzy o lśniących i zdrowych włosach, które byłyby jej ozdobą. Nie istotny jest kolor, struktura, czy długość, bo nawet krótkie, ale zadbane i świetnie przystrzyżone, mogą budzić zazdrość i zachwyt. Właściwie dobrana pielęgnacja to klucz do sukcesu, dlatego powinnyśmy znaleźć taką, która zaspokoi wszystkie zachcianki naszych włosów i będzie plastrem na wszelakie potrzeby. 
Moje włosie jest bardzo wymagające i kapryśne. Z pewnością niejedna z Was aż za dobrze zna problem przetłuszczających się kosmyków, co w połączeniu z wrażliwą skórą głowy stanowi najbardziej kłopotliwą kombinację. Dorzućmy do tego puszenie przy choćby minimalnej wilgoci, oporność na dociążenie, co skutkuje lekkością i niesfornością i mamy wypisz wymaluj moje włosy. Ach, byłabym zapomniała dodać - jeszcze farba. Jak widzicie lekko nie jest, ale może być zaskakująco, ponieważ to czy dany kosmetyk się sprawdzi zależy tylko od ich widzi-nam-się :). Czasem coś, co teoretycznie jest przeznaczone do innego typu włosów przypasuje na 100%, a produkt, w którym pokładam nadzieję, okazuje się kompletną porażką.

Jak poradziła sobie maska ochronna do włosów farbowanych marki INSIGHT

INSIGHT, Maska ochronna do włosów farbowanych

COLORED HAIR to ochronna maska stworzona specjalnie do włosów farbowanych, zawierająca m.in. organiczny olej makadamia działający odżywczo i ochronnie, natomiast kompleksowa pielęgnacja z henny, masła z mango i oleju z pestek winogron, zapewnia trwałość koloru, gładkość, miękkość włosów i ma działanie przeciwutleniające.

Jak wszystkie maski INSIGHT tak i ta nie zawiera parabenów, silikonów, sztucznych barwników, alergenów zapachowych oraz olejów mineralnych.


Skład: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Myristyl Alcohol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango)Seed Butter, Lawsonia Inermis (Henna) Leaf Extract, Perfum (Fragrance), Citric Acid, Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

Maski INSIGHT dostępne są w dwóch pojemnościach i rodzajach opakowania: mniejsze 250ml w miękkiej plastikowej tubie i większe 500ml w plastikowym słoiku, z dodatkowym zabezpieczeniem w postaci sreberka pod nakrętką. Ceny to odpowiednio 29 i 45zł
Mając na uwadze fakt, iż miałam już przyjemność poznać część asortymentu marki, a cała seria do codziennej pielęgnacji Daily Use była moim hitem, skusiłam się od razu na większą pojemność. Czy żałuję? Oczywiście, że nie! Powoli zaczynam wierzyć, że kosmetyki INSIGHT są stworzone dla moich włosów i wyjątkowo im odpowiadają. A jeśli dorzucić do tego świetne składy i niską cenę, to mamy produkty, których grzech nie przetestować ;)

INSIGHT, Maska ochronna do włosów farbowanych

Maska ma niezbyt gęstą konsystencję nieco rozwodnionego budyniu, która nie spływa z włosów podczas aplikacji, a jednocześnie pozwala precyzyjnie rozsmarować ją na kosmykach. Opakowanie z ciemnobrązowego, twardego plastiku, minimalistyczne, łudząco przypominające apteczne kosmetyki. Osobiście lubię taką stylistykę, więc po tym względem jestem kupiona ;)
Zapach... intensywny, kwiatowy, na szczęście nie utrzymuje się na włosach zbyt długo, bo po kilku użyciach zaczyna męczyć. Wolałabym coś bardziej subtelnego, mniej nachalnego, lżejszego. 

Ogromna pojemność dała mi duże pole popisu, dlatego przetestowałam ją na wszystkie możliwe sposoby i paradoksalnie najlepiej sprawdza się jako... maska ;). Typowa maska, którą nakładamy na dłuższy czas, najlepiej pod czepek w celu wzmocnienia efektu. Większą skuteczność wykazuje zaaplikowana przed myciem, na co najmniej pół godziny. Taki sposób pięknie nawilża włosy, które po wysuszeniu odzyskują sprężystość, są sypkie, pięknie błyszczą i dają się łatwo wystylizować. Zauważyłam również, że wydają się optycznie grubsze, bardziej mięsiste i zdyscyplinowane. Maska nie obciąża włosów, nie przyspiesza przetłuszczania i nie podrażnia skóry głowy. Podobnie zachowuje się nałożona po umyciu kosmyków, jednak osobiście w takiej sytuacji wybieram odżywki, które szybko ujarzmią moje włosy i ułatwią późniejsze rozczesanie. Stosując ją zamiast odżywki nie działała w zadowalający mnie sposób, mam wrażenie, że ten kosmetyk musi mieć odpowiednią ilość czasu, by rozwinąć skrzydła i pokazać swą moc ;)

Po zużyciu niemal całego słoika śmiem sądzić, że ta wersja maski może być strzałem w dziesiątkę dla włosów kręconych, skłonnych do puszenia, pozbawionych blasku, matowych i oczywiście farbowanych, ponieważ cudnie wydobywa kolor. Nie umiem jednoznacznie stwierdzić, czy przedłuża jego trwałość, bo włosy farbuję regularnie, nie dopuszczając do pojawienia się odrostów, jednak z pewnością go potęguje. 

INSIGHT, Maska ochronna do włosów farbowanych

Maska ochronna do włosów farbowanych to kolejny świetny produkt INSIGHT, z którego jestem niesamowicie zadowolona. Nie bez powodu znalazła się wśród moich ulubieńców, dlatego uznałam, że należy jej się pełna recenzja. Kolejnymi kosmetykami, na które z pewnością się skuszę będą szampon do włosów przetłuszczających się i maska nawilżająca. Ciekawi mnie również serum ochronno-odbudowujące.

Cały asortyment możecie podejrzeć na stronie INSIGHT. Polecam ;)



A jeśli znacie, to pochwalcie się czego używałyście i czy jesteście zadowolone.




Łagodząca i nawilżająca woda micelarna do demakijażu Le'Maadr A

Zacznę od tego, że płyn micelarny to podstawa mojego demakijażu. Jest pierwszym krokiem, który ma mi zapewnić rozpuszczenie kosmetyków kolorowych, usunąć z oczu tusz, kreskę i cienie, a z twarzy podkład, róż i rozświetlacz. Mój codzienny makijaż nie należy do mocnych, aczkolwiek zawsze pod cienie do powiek stosuję bazę w celu przedłużenia ich trwałości. Te z Was, które natura obdarzyła opadającą, a do tego przetłuszczającą się powieką, doskonale mnie rozumieją.
Płyn micelarny musi być delikatny, ale skuteczny, nie powodować konieczności intensywnego pocierania skóry, nie wymuszać użycia kolejnych wacików, nie podrażniać, nie tworzyć charakterystycznego zamglenia, no i oczywiście nie szczypać w oczy. Za dużo wymagań? Gdybym nie wiedziała, że taki micel istnieje, pewnie pomyślałabym, że znalezienie ideału to szukanie igły w stogu siana. Na szczęście ja swój ideał znalazłam, dlatego mam porównanie i każdy inny ma trudne zadanie, by mu dorównać.
Jak w temacie demakijażu sprawdziła się Łagodząca i nawilżająca woda micelarna marki Le'Maadr? Zapraszam:) 

Łagodząca i nawilżająca woda micelarna do demakijażu Le'Maadr A

Łagodząca i nawilżająca woda micelarna do demakijażu to specjalistyczny produkt do wszystkich rodzajów skóry, zwłaszcza wrażliwej i suchej. Jej wszechstronne działanie to przede wszystkim łagodzenie podrażnień skóry, zwłaszcza po peelingu, depilacji i zabiegach kosmetycznych, redukcja zaczerwienień i uczucia dyskomfortu oraz usuwanie makijażu. Zawartość aktywnych substancji nawilżających i łagodzących tj. allantoina, d-pantenol, aloes powoduje poprawę witalności skóry, nawilża i uelastycznia. Woda została przebadana dermatologicznie, nie zawiera parabenów.


Skład: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Glycerin, Panthenol, Poloxamer 184, Allantoin, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Lodopropynyl Butylcarbamate


Woda micelarna Le'Maadr jest bezzapachowa, co przypadnie do gustu większości z Was. Dla mnie nie jest to czynnik znaczący, nigdy nie oceniam kosmetyku po zapachu, bo zdarzało mi się używać prawdziwych śmierdziuszków ;). Butla o pojemności 500ml to niezły gigant i z pewnością długo posłuży. Dozownik jest świetnie wyprofilowany, nic się nie rozlewa, nie kapie, butelka cały czas jest suchutka. A jak jest z działaniem?

Łagodząca i nawilżająca woda micelarna do demakijażu Le'Maadr A

Jeśli mam ocenić ją po kątem łagodzenia to jest naprawdę nieźle. Stosowałam ją w trakcie kuracji peelingiem glikolowym Le'Maadr i rzeczywiście przynosiła ukojenie i wyciszenie skóry po zabiegu z użyciem kwasu. Redukowała zaczerwienienie, podrażnienia czy przesuszenie. Fajnie nawilżała nie pozostawiając przy tym kleistej warstwy. Skóra była miękka i elastyczna. Często używałam jej do odświeżenia skóry w ciągu dnia lub do porannego przebudzenia. Tak stosowana sprawdzała się świetnie.

Natomiast w kwestii demakijażu mam jej wiele do zarzucenia. Moim zdaniem ta woda kompletnie się do tego nie nadaje, a przypominam, że ja nie używam kosmetyków wodoodpornych, a jedyną przeszkodą mogłaby tu być baza pod cienie do powiek. Woda co prawda nie szczypie w oczy i nie powoduje zamglenia, jednak usunięcie makijażu nie przebiega tak bezproblemowo, jakbym sobie tego życzyła. Tusz do rzęs, czy kreska wymagały dwu- lub trzykrotnego przyłożenia wacika, a i tak nie obyło się bez pocierania. Woda nie rozpuszcza kosmetyków w sposób umożliwiający delikatne ściągnięcie ich za pomocą wacika. Podobnie sprawa się ma z trwałymi pomadkami do ust. Nieco lepiej usuwa podkład i kosmetyki typu róż, czy rozświetlacz - tu wystarczy jeden wacik.

Abyście miały podgląd na jej właściwości zrobiłam zdjęcia, które doskonale to obrazują. Pierwsze to od lewej: czarny cień do powiek, tusz do rzęs, pomadka Bourjois, brązowy cień i róż ( wszystkie kosmetyki nałożone na czystą skórę, bez bazy ). Drugie zdjęcie to efekt, jaki uzyskałam po pierwszym przyłożeniu wacika i przetarciu, natomiast na trzecim widać dwukrotne użycie. Bez trudności zauważycie, że trwała, matowa pomadka i czarny cień Inglot to znacznie za wysoka poprzeczka.

Łagodząca i nawilżająca woda micelarna do demakijażu Le'Maadr A

Reasumując, jeśli szukacie delikatnej wody, która wyciszy, odświeży Waszą skórę i doskonale przygotuje pod krem, to produkt Le'Maadr z pewnością się sprawdzi. Jeśli jednak płyn micelarny służy Wam podobnie jak mi do demakijażu, to jej działanie może być zbyt słabe i niewystarczające, zwłaszcza do usuwania makijażu z wrażliwej okolicy oczu.
Opisywaną wodę  kupicie wyłącznie w aptekach w cenie ok 30zł.

O innych dermokosmetykach marki Le'Maadr poczytacie na stronie InfoPlus - oficjalnego dystrybutora na rynek polski. 


Co sądzicie o tym produkcie? Znacie asortyment Le'Maadr?